Krytyka to groźny przeciwnik. Jako filmowiec robiący kino rozrywkowe i popularne seriale telewizyjne nie miałem z krytyką łatwo od samego początku. Nadal nie mam łatwo, choć teraz już umiem sobie z nią radzić.
Znam to zjawisko z własnego doświadczenia i wiem, jak może być destrukcyjne dla kreatywności oraz całego procesu twórczego. I nie chodzi tu tylko o krytykę towarzyszącą ocenie gotowego dzieła. Chodzi również, a może nawet przede wszystkim, o krytykę pojawiającą się w TRAKCIE tworzenia.
Jak zatem radzić sobie z krytykami, malkontentami, zrzędami, narzekaczami i mądralami?
Trzeba mieć ich wszystkich w dupie!
To odpowiedź najprostsza, najzgrabniejsza, najefektowniejsza i najprawdziwsza z możliwych. Wymaga ona niestety sensownego rozwinięcia, bo krytyka to zagadnienie zbyt złożone, by móc sobie z nim poradzić jednym, nawet najbardziej okrągłym zdankiem.
Nie zamierzam tutaj załatwiać swoich prywatnych porachunków z krytykami filmowymi. Prawdę mówiąc, nie mam takich porachunków i nie po to piszę ten tekst. Chcę pokazać, jak poradzić sobie z krytyką, która jest nieodłącznym składnikiem każdej pracy twórczej. Wszystko jedno, czy jesteś artystą, inżynierem, dziennikarzem, programistą, grafikiem, blogerem, wynalazcą czy “wymyślaczem” jakichkolwiek innych nowych idei. Krytyka zawsze cię dopadnie. W trakcie pracy albo zaraz po niej. To jak sobie z tym poradzisz, będzie miało duże znaczenie dla twojego samopoczucia, twojego rozwoju zawodowego i twojego życia.
Wyszło mi jedenaście punktów. Oto one:
1. Nie słuchać obcych — Na świecie jest pełno różnych dziwnych ludzi, których nie znamy. Dlaczego ich zdanie na nasz temat ma nas obchodzić? Może są chorzy psychicznie, może mają kłopoty z używkami, może właśnie mają słaby dzień, bo potrącił ich tramwaj. Co nas to obchodzi? Nic.
2. Nie słuchać anonimów — Internet jest pełen anonimów ochoczo wygłaszających opinie na każdy temat. Należy ich olewać całkowicie i konsekwentnie. Jeśli ktoś nie ma odwagi się podpisać, nie jest wart słuchania. Chyba że ich anonimowość jest solidnie i mocno umotywowana. W totalitarnych reżimach niepokorni blogerzy muszą ukrywać swą tożsamość w obawie o swoje życie — tutaj anonimowość jest usprawiedliwiona.
3. Nie słuchać frustratów — Najprostszym sposobem na poprawienie sobie samopoczucie u frustrata jest oplucie kogoś innego. Najlepiej oczywiście kogoś, kto w jakiejś dziedzinie odniósł sukces. Im większy sukces tym więcej plujących frustratów. To sprawdzona proporcja. Nie przejmować się tym. Czyjaś frustracja nie jest naszym problemem.
4. Nie przejmować się obelgami — Obelgi, wyzwiska, nieuzasadnione emocje — nie czytać, nie słuchać. Jeśli ktoś nie umie grzecznie, rzeczowo i na temat się wysłowić, nie zasługuje na uwagę.
5. Na chamstwo reagować chamstwem — Czasami niestety zdarzają się ataki agresywnych chamów. Kilka razy mi się to zdarzyło i na początku nie bardzo wiedziałem, jak sobie z tym radzić. Teraz wiem. Trzeba być grzecznym dla grzecznych. Dla chamów trzeba być chamskim i agresywnym. To pomaga.
6. Słuchać ludzi, których znamy — Bliscy, przyjaciele, ci co dobrze nam życzą, mają zazwyczaj wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia. Trzeba ich uważnie posłuchać i postarać się odszyfrować, co tak naprawdę chcą nam powiedzieć. To kopalnia cennych wskazówek, które nie zawsze należy brać pod uwagę.
7. Słuchać prawdziwych fachowców z naszej branży — Słuchać tych, których uważamy za lepszych od siebie w danej dziedzinie. Co mnie obchodzi zdanie człowieka, który nigdy w życiu nie zrobił żadnego filmu? Ale gdy rozmawiam z Machulskim, Chęcińskim, Chmielewskim czy Kawalerowiczem to co innego. Każde słowo tej rozmowy może być na wagę złota.
8. Nie krytykować innych — Bo i po co? Dobra energia jest zawsze lepsza od złej energii. To co pozytywne i twórcze, lepsze jest od tego, co negatywne i krytyczne. Przynajmniej dla twórcy i człowieka pracującego kreatywnie.
9. Nie słuchać pochwał — Bo i po co? Pochlebcy zawsze są interesowni. Pochwały mogą sprowadzić nas na manowce i obudzić gorące źródła wody sodowej, która uderzy nam do głowy i ani się nie obejrzymy jak zrobi z nas idiotów.
10. Wierzyć TYLKO sobie — Trzeba zawsze być sobą i słuchać tylko siebie. Banał? Owszem. Ale czyni cuda.
11. Robić swoje — Psy szczekają, karawana jedzie dalej — znacie to? To moje ulubione przysłowie. Albo to o banknocie studolarowym, który mimo że jest taki fajny to i tak nie każdemu się podoba. Nie ma na świecie czegoś takiego, co by się wszystkim podobało. Dlatego trzeba robić swoje. Tak żeby nam się podobało.
Praca kreatywna wymaga siły, charakteru i odwagi. Krytyka może nam to łatwo odebrać. Często właśnie taki jest jej cel. Tak bardzo potrzebujemy akceptacji i tak bardzo chcemy być chwaleni, że krytyka może nas skutecznie zblokować, doprowadzić do depresji i w końcu skutecznie uciszyć.
Chyba, że jej nie słuchamy, chyba, że umiemy sobie z nią radzić. Tworzenie i działanie jest zawsze cenniejsze od gadania i komentowania.
(Inne artykuły z serii “Alchemia Kreatywności” znajdują się w kategorii “Kreatywność“)
10 odpowiedzi jak dotąd ↓
fraglesi // 21 Wrzesień 2009 @ 10:07 |
Pod wszystkimi, no może poza piątym, punktami podpisuje się obiema rękami. Wszystko to prawda, a zwłaszcza dwa ostatnie.
Jest jeszcze inny równie dołujący jak krytyka aspekt związany z tworzeniem przez małe albo duże “t” – a mianowicie brak odzewu.
Człowiek się namęczy, powiesi i czeka na choć słowo krytyki/uznania, a tu cisza.
Molestuje znajomych/przyjaciół czy nie chcieliby zobaczyć czy to coś warte, nie odmawiają ale potem milczą albo tłumaczą się brakiem czasu.
Smutne to, zwłaszcza, że w wielu przypadkach sami korzystali z uprzejmości/czasu proszącego.
przemekspider // 23 Wrzesień 2009 @ 13:07 |
A co zrobić, kiedy się ma jednego niezwykle trudnego krytykanta, który pod płaszczykiem “pseudo-inteligenckich” (<= to słowo, to nie pomyłka) atakuje bez przerwy od wielu miesięcy?
pw // 23 Wrzesień 2009 @ 13:39 |
1) olać
2) odstraszyć
3) dogadać się
4) polubić ;-)
Osobiście skłaniałbym się do podpunktu pierwszego, ale warto wypróbować pozostałe. Swoją drogą oba twoje blogi i polski, i angielski są super, więc jeśli krytyka dotyczy właśnie tego to OLAĆ.
pozdrawiam.
[rK] // 8 Październik 2009 @ 8:16 |
Pieknie napisane. Ale pies z tym co ludzie mowia juz po stworzeniu dziela. Najgorsze – co mi sie ostatnio przydarzylo – to kiedy czlowiek natknie sie na “krytyka” podczas tworzenia. Bardzo skutecznie zniecheca do dalszej pracy. Szczegolnie kiedy stawia sie kroki w czyms nowym, gdy pewnosc siebie jest mocno nadwyrezona.
Piotr Wereśniak // 8 Październik 2009 @ 8:37 |
Dlatego niestety krytyka, z którą spotykamy się W CZASIE TWORZENIA jest dużo groźniejsza. Potrafi być bardzo deprymująca, a czasami nawet paraliżująca.
Trzeba się opancerzyć — to jedyne lekarstwo.
[rK] // 8 Październik 2009 @ 20:37 |
Owszem. Tylko do kogo zwrocic sie o opinie? Kiedy nie ma sie dostepu do – jak to napisales – fachowcow z branzy? Kiedy stawia sie pierwsze kroki i ma sie totalna niepewnosc co do dalszej czesci. Komu zaufac? Internetowym “fajne”, “ekstra” czy jednak zastanowic sie nad “do dupy”.
Wychodzi na to, ze dobic sie do szeczerej, prawdziwej opini to luksus na jaki nie kazdy moze pozwolic sobie w dzisiejszych czasach.
Czyli pozostaje wierzyc sobie i obrastac skorupka przygotowujac sie do prawdziwych ciosow.
Poldek // 28 Październik 2009 @ 19:13 |
Na internetowych opiniach nie wolno się opierać! W internecie znakomita większość, to (niestety) frustraci i malkontenci, którym nic nie wyszło, którzy niewiele robią i mają w związku z tym czas na siedzenie przed komputerem. Ci, którzy mają sukcesy nie przesiadują przed komputerem i nie tracą czasu na przeglądanie twórczości początkujących (która jednak powiedzmy sobie to szczerze jest w swojej ogólnej masie mizerna), tylko pracują i kują swój los. Najlepszym rozwiązaniem jest znaleźć sobie guru. Ba – tylko skąd go wziąć i do tego, żeby jeszcze był dobry?
telemach // 4 Styczeń 2010 @ 17:29 |
Punkt piąty budzi wątpliwości. Z pozoru logiczne, ja wypróbowałem jednak wariant odmienny (z powodzeniem). Chamstwo wyzwala we mnie pokłady wyszukanej uprzejmości. To chama rozwala bardziej niż chamstwo. Lubię gdy go rozwala :-)
Matt // 14 Styczeń 2010 @ 16:57 |
Ludzie projektują swoje roszczenia. Wszyscy. Dlatego dobrze redagować to i owo z przyjaciółmi lub branżą. Bo jeśli wchodzą emocje (projekcja) to jesteśmy na tyle uczciwi, że się do tego przyznamy.
Co do guru to uczył mnie scenopisarstwa jeden z popularnych polskich reżyserów. Tzn. niczego nie uczył, bo dla niego scenopisarstwo od początku do końca to była metafizyka, zero warsztatu. Ludzie przynosili swoje wypociny a ten jechał, to wszystko. Okazało się, że nie dostał kasy na film. Jak widać czasem ciężko też o guru.
Upadły Anioł // 24 Styczeń 2010 @ 15:46 |
właśnie takiego poradnika mi było trzeba :D
Coraz częściej gdy czytam/słyszę jakieś słowo krytyki myślę sobie ”co to mnie obchodzi? Luz” ;D
Tak jest najlepiej.
”Wierzyć TYLKO sobie”- święta prawda. Ja wierzę tylko sobie i ufam tylko sobie ;)
PozdrawiaM.