Alchemia Kreatywności – skromność nie jest dla twórców
Mówi się, że skromność jest dobrą cechą charakteru. Uczy się tego dzieci. Wpaja im się, że trzeba być skromnym, że nie należy się przechwalać i nie należy zbyt głośno opowiadać o swoich sukcesach, zaletach i osiągnięciach.
Mądrość ludowa rozpowszechnia powiedzonka w rodzaju „siedź w kącie, znajdą cię” i tym podobne bajeczki o zaletach bycia cichym, skromnym i nienarzucającym się.
Wszystko to bzdury. Szczególnie w odniesieniu do człowieka tworzącego i kreatywnego. A już artysty w szczególności.
Sam akt kreacji jest już bezczelnością. Sam fakt, że ktoś ośmiela się zabierać publicznie głos jest już całkowitym zaprzeczeniem skromności i cichości. Sama decyzja, że oto stworzymy wiersz, obraz, film, bloga czy projekt mostu jest działaniem nie mającym ze skromnością nic wspólnego.
Dlaczego więc ten dziwaczny kult skromności wciąż istnieje? Dlaczego wciąż wielu twórców myśli, że reklama, czy autoreklama swojej twórczości to coś nagannego? Dlaczego miewa się za złe niektórym twórcom, że mają sukces, fanów, pieniądze i na dodatek wcale się tego nie wstydzą. Nawet ośmielają się o tym mówić wszem i wobec, zamiast umierać na suchoty na jakimś wilgotnym poddaszu w pokornym oczekiwaniu na pośmiertną sławę.
Często słyszę takie głosy. Nie tylko z mojego, filmowego podwórka. Często czyjeś zdjęcia w kolorowej prasie wzbudzają pogardliwe uśmieszki zawistników połączone z jednym, syczącym słowem: „lans”.
A ja wam powiem, że „lans” jest dobry. Lans, autoreklama, nieskromność i świetne samopoczucie na własny temat — to wszystko jest dobre i trzeba tego używać ile tylko się da. Szczególnie jak pracuje się kreatywnością.
Skromność przy przeciętnych zdolnościach jest zwykłą szczerością; przy wielkich talentach – obłudą. (Arthur Schopenhauer)
Co z tego, że stworzysz najwspanialszą nawet symfonię, powieść, bloga czy program komputerowy, jeśli pies z kulawą nogą się o tym nie dowie?
Co z tego, że jesteś dobry, świetny, genialny jak w dzisiejszym świecie to już nie wystarcza?
- Trzeba przestać być skromnym.
- Trzeba przestać być nieśmiałym.
- Trzeba przestać czekać, że może ktoś cię odkryje.
- Trzeba przestać czekać, że ktoś ci pomoże.
- Trzeba przestać czekać, że coś się stanie, coś się wydarzy.
- Trzeba przestać myśleć, że się odmieni, że będzie lepiej.
Nie odmieni się. Nikt ci nie pomoże. Nikt cię nie odkryje.
Każdy twórca, każdy kreatywny, każdy wynalazca, wizjoner i artysta musi odkryć się sam. Nie wystarczy być dobrym, trzeba jeszcze zacząć być swoją własną agencją reklamową. Tak, żeby świat się dowiedział.
Dla kogo to piszę?
Nie dla siebie. Nie mam problemu z „lansem” i reklamą. Ale wiem, że bardzo wielu go ma. Szczególnie ci początkujący. Wstydzą się. Wahają. Są nieśmiali i nadwrażliwi. Są pełni wątpliwości, obaw i skrupułów.
Niesłusznie.
Jeśli masz miód, chwal się nim, a miłośnicy miodu przyjdą spróbować. Jak im zasmakuje, to już się nie opędzisz.
(Inne artykuły z serii “Alchemia Kreatywności” znajdują się w kategorii “Kreatywność“)
Cytując nieznanego mi niestety człeka (lub bardziej takiego, który opuścił mą pamięć): „Nigdzie nie ma tak dużo pychy jak pod pokładami fałszywej skromności”.
Na stos ze skromnością!
HA!:)
PS: gratuluję tego tematu: rzadko mówi się na głos o rzeczach które większośc uznaje za prawdę ale wstydzi sie przyznać. niby nic odkrywczego Pan nie powiedział a jednak ….
Abstrahując od celnych uwag na temat skromności, chciałbym rzec słów parę o tzw. lansie. Nie dziwiłbym się pogardliwemu podejściu do tego zjawiska – z jednego powodu. Otóż, proszę zauważyć, ostatnimi czasu lans jest coraz częściej domeną tych, którzy w żaden inny – normalny – sposób nie mogliby zaistnieć.
Sam Pan przyzna, że kolorowe magazyny pełne są zdjęć i wywiadów z postaciami, które powinny raczej wstydliwie przemykać się po dalekich obrzeżach tzw. show-biznesu. Przykładów wymieniać nie chcę z przyczyn oczywistych – z takimi postaciami i Pan pracował, więc niech to wejdzie w podtekst.
I tu rodzi się pytanie: czy pojawienie się w mediach w takim towarzystwie bardziej sprzyja nobilitacji, czy – może nawet bardzo krzywdzącemu zaszufladkowaniu.
Cenna uwaga. Rzeczywiście dla wielu „lans” stał się wartością samą w sobie. Rzeczywiście sporo jest tzw. celebrytów znanych wyłącznie z tego, że są znani. To prawda, że pokazywanie się w takim towarzystwie może nie być najlepszą rekomendacją dla twórcy.
Dlatego trzeba tego unikać. Trzeba się pokazywać światu w takim kontekście (i towarzystwie) w jakim to MY chcemy. Jest to oczywiście bardzo trudne, ale nie niemożliwe.
Tak było zawsze. Zawsze istniały miejsca, w których nie wypadało się pokazywać przyzwoitym ludziom. No chyba, że ktoś nie jest przyzwoity ;-)
Kiedyś wielkimi gwiazdami kina i bożyszczami tłumów były postacie wykształcone, ze świetnym warsztatem aktorskim, utalentowane. Obecnie artyści wielkiego formatu żyją cichutko, grywając w teatrze, natomiast „gwiazdami” są osoby, które nie mam pojęcia czym mogą się poszczycić. Z resztą zewsząd widzę malejące znaczenie treści. Liczy się tylko atrakcyjna forma.
Znaczenie treści (contentu) nie maleje. Po prostu treść szuka sobie wciąż optymalnych kanałów dotarcia do odbiorcy. Myślę, że już niedługo czeka nas fascynująca wojna telewizji z Internetem. Prasa już tę wojnę przegrywa.
Obawiam się, Panie Piotrze, że w tym przypadku nie ma Pan racji. Sprawdza się w tej akurat materii Kopernikańskie prawo, że zły pieniądz wypiera dobry.
Funkcjonuje przedziwna apoteoza bylejakości – i tym samym wysoka jakość staje się niepożądana. Proszę popatrzeć, jakie mechanizmy rządzą kreowaniem „gwiazd” – kiedyś mieliśmy ich kilka i na takie miano trzeba było sobie naprawdę załużyć. Dziś lansuje się naturszczyków z telenowel, promuje głupawe zachowania przed kamerą, toleruje wulgarne zachowanie.
Czy tak jest przekazywany content? A jeśli tak, to w moim przypadku ten kanał jest raczej kanałem ściekowym niż kanałem dotarcia.
Odpowiadam Teodorowi:
Widocznie nie należy pan do „targetu” telenowel, tabloidów i pudelków. Widownia to bardzo zróżnicowana bestia — jedni lubią tańczące gwiazdy i telenowele, inni czytają Joyce’a. Tych gustów nie da się pogodzić. Każdy musi cobie poszukać takiego kontentu jaki najbardziej lubi. Internet bardzo wydatnie rozszerza kanały dotarcia.
I znowu nie mogę się z Panem zgodzić. Szukanie „contentu” może się odbywać jedynie na miarę podaży. Telenowel. tabloidów i pudelków mamy zatrzęsienie – Joyce’a o tyle, o ile go pokątnie podsunie wychowany za ancient regime’u ojciec czy dziadek.
Swietnie napisane, jak zawsze. Wrecz namawiajace do zrzucenia recznika z bioder i wyjscia na ulice!
Tak wiec – jeden z najlepszych fotografow polskich:
http://robertkresa.com/
Wszechstronnie uzdolniony, nie obawiajacych sie nowych wyzwan:
http://robertkresa.com/re20090923.html
No. I teraz Piotrze bedziesz mial wyrzuty przez ten recznik :D
Wyrzuty sumienia, rzecz jasna.
Nie mam wyrzutów sumienia ;-)
Jak pewnie zauważyłeś nie ma na tym blogu reklam i nie będzie.
Oprócz reklam artystów. Każdy twórca może się tu reklamować bezpłatnie!
Tak. Tylko to slowo „artysta”. Ciezko sie okreslic.
Czy aby nie na wyrost, czy niezbyt pejoratywnie jednak.
Kiedys, w szkole podstawowej bylo latwiej. Niejeden raz to uslyszalem.
Nie ma nic pejoratywnego w słowie „artysta”. „Jeden z najlepszych fotografów polskich” z pewnością zasługuje na miano artysty.
Ha! Dziekuje. Przekaze mu. Bedzie mial z pewnoscia dobry humor przez reszte dnia. :D
Jezeli ktos jest artysta, to powinien nie tylko sie sam promowac, ale i byc promowany, ale przesada i w zbytnia skromnosc i w przesadny lans nie sa rozwiazaniem. Trzeba zachowac jakies proporcje.
Zgadzam się w pełni. Takich bzdurnych porzekadeł jest masa. Kuba Wojewódzki w wywiadzie dla Aktivista (niezłym skądinąd) powiedział:
„Największa brednia, powtarzana u nas non stop, brzmi: pieniądze szczęścia nie dają.”
A popularność tej „prawdy” wynika zwyczajnie z tego, że większość ludzie tych pieniędzy nie ma, nie wie jak jest naprawdę i próbuje sobie wmówić taką prawdę.
To ja mam nadzieję, że Szanowny Właściciel tego bloga :) poświęci tekst temu jak się skutecznie lansować (w dobym pojęciu), jak być dla siebie dobrą agencją reklamową, jak to zrobić, żeby mieć świetne samopoczucie na swój temat. JAK? Oto jest pytanie. Pozdawiam Wszystkich, także Panią Redaktor, która odrzuciła mój znakomity tekst (zdaje się, że miała rację :)) niestety, a może powinnam powiedzieć, że nie miała, do cholery.
PIOTRZE, jestes wielki! Od paru tygodni regularnie czytam Twoj blog i pieje z zachwytu nad Twoimi tekstami. A od 20 lat mieszkam w US i wiem, ze cos takiego jak „skromnosc” praktycznie w tym kraju nie istnieje. Amerykanie potrafia chwalic sie drobiazgami i trzeba przyznac, ze robia to perfekcyjnie. Wiem, ze kraj Waszyngtona ma wiele minusow, ale jednym z wielkich plusow (moim zdaniem) jest wlasnie to, ze rodzice chwala swoje dzieci „od malego”, za to, ze rzuca dobrze pilke, ze namaluja obrazek, ze skocza do basenu itp itd. Tak samo jest w szkolach. Nauczyciele nastawieni sa na chwalenie a nie na krytyke.
Dosc czesto bywam w Polsce i NIESTETY widze, ze jesli idzie o krytykowanie wszystkiego i wszystkich, narzekanie i ciagle niezadowolenie ma sie w Kraju nad Wisla wciaz znakomicie. Odbieglam troche od tematu zasadniczego, bo Tobie chodzi glownie o Tworcow, ale mysle, ze ziarenko skromnosci, niesmialosci, niewiary w swoje sily zasiewa sie w dziecinstwie. A teraz bede sie chwalic; jest w polskich ksiegarniach moja ksiazka pt. GALGANEK. Wspanialy material na scenariusz. Potrzebny tylko doskonaly scenarzysta (przemysl to sobie) a Hollywood bedzie skamlal u Twoich drzwi. O i jeszcze jedna sprawa; napisalam trzy rozdzialy i wyslalam do trzech wydawcow. Wszyscy byli zainteresowani ciagiem dalszym (tak rozpalilam ich ciekawosc do czerwonosci) mnie najbardziej odpowiadalo wydawnictwo EGMONT i oni wlasnie wydali GALGANKA. Jesienne kolorowe pozdrowienia z Nowej Anglii przesylam. Wroclawianka zza oceanu.
Niby piszę to dla twórców, ale tak naprawdę nie tylko. Piszę to dla każdego. W każdym siedzi twórca, każdy tworzy na swój sposób. Kreatywność to tak na prawdę ludzka natura, jej chyba najważniejszy składnik. Więc te moje teksty dotyczą każdego.
Dzięki za pozdrowienia i ciepłe słowa, przydadzą się bo idzie zima ;-)
Jakiś czas temu czytałem „Nowy wspaniały świat” Huxleya (pozycja zapewne Panu znana).
Tamże autor opisał jakie konsekwencje niesie programowanie młodego umysłu.
Rodzice i szkoła od wczesnych lat programują dzieci na skromność lub lans.
Mało jest zdrowego, pośredniego podejścia.
Mam 32 lata i teraz widzę po sobie jak efekty zaprogramowania na skromnośc się ujawniają i jakie mają negatywne dla mnie skutki.
Na szczęście jestem świadomy zaprogramowanie i zmieniam się.
Pozdrawiam serdecznie Piotrze. :-)
Pozytywnie nastawiony do życia i zmian.
To ja za Wroclawianka dodam, ze tez od paru tygodni czytam i nie moge sie nadziwic temu, jak uniwersalne sa tematy o pisaniu, tworzeniu, ambicji, czy krytyce. A jestem z zupeeelnie innej bajki.