Jak sprzedać scenariusz w Polsce

Pytanie zawarte w tytule tego wpisu często pojawia się w mailach do mnie, komentarzach na tym blogu i przy całej masie innych okazji, kiedy to spotykam na swojej drodze jakiegoś początkującego scenarzystę.

Jak zabrać się za sprzedaż swojego tekstu? Za ile? Komu? Na co uważać? Do kogo się zwrócić? Jak dojść do kogoś z branży filmowo-telewizyjnej? Jak sprawić, żeby ktoś się moim tekstem zainteresował? Jak zmusić kogokolwiek do przeczytania mojego scenariusza? Jak uchronić się przed kradzieżą pomysłu?

I tak dalej, i tak dalej. Początkujący scenarzyści mają takich pytań setki i wcale się temu nie dziwię. Też kiedyś miałem podobne pytania.

Jedno jest pewne: wszyscy w branży szukają dobrego tekstu. Szukają go filmowcy, teatry, wydawcy, aktorzy, reżyserzy, producenci, szefowie telewizji, redaktorzy i co najważniejsze WIDZOWIE.

Wszyscy chcą dobrej opowieści. Wszyscy chcą się wzruszyć, pośmiać, zabawić i przestraszyć. Dlatego sprzedaż dobrego scenariusza nie powinna być trudna. I nie jest. Ale łatwa też nie jest ;-)

Masz więc świetny scenariusz. Jakimś cudem go napisałeś, urodziłeś w bólach, spłodziłeś w mozole i wyplułeś z siebie w trudzie i znoju. Masz swoje 100 scen, 100 tysięcy znaków, 100 stron maszynopisu, wydruku, czy też pdf’a.

I co dalej? Jak podbić świat? Jak dostać się na szczyt, gdzie wszyscy już tylko będą cię podziwiać, wzdychać do ciebie i czcić cię jako największego autora w dziejach?

  • Zastanów się kto mógłby go zrealizować. Jaki reżyser, jaki producent, jaki znany aktor do twojego tekstu pasuje. Kto zrobił coś podobnego, w tym samym gatunku, komu by się twoja historia spodobała. I wyślij tekst do tej osoby.
  • Wysyłaj tekst tylko do filmowców poważnych, znaczących i mających jakieś aktualne dokonania. Hochsztaplerka w tej branży to zjawisko powszechne i wielu opowiada niestworzone rzeczy o swoich możliwościach. Patrz wyłącznie na fakty, dokonania i sukcesy. Co komu się wydaje jest nieistotne.
  • W filmie można odnieść tylko dwa rodzaje sukcesu: sukces festiwalowy, albo sukces frekwencyjny. Można też te dwa sukcesy łączyć, choć zdarza się to rzadko. Sam musisz zdecydować do jakiego modelu bardziej pasuje twój scenariusz. I takiej osobie go wysłać.
  • Wysyłaj tekst do człowieka (producenta, reżysera, aktora), a nie do instytucji. Instytucje zazwyczaj mają początkujących scenarzystów w czterech literach.
  • Staraj się, żeby twoja przesyłka wyglądała czysto i schludnie, żeby scenariusz był czytelny i wydrukowany dużą czcionką (więcej o tym jak sformatować scenariusz). Zawsze załącz jednostronicowe streszczenie. Filmowcy nie lubią czytać, nie mają na to czasu, są leniwi, wolą iść na jakąś bibkę, sponiewierać się trochę itp.
  • Jak w twoim scenariuszu jest atrakcyjna główna rola, do której pasuje jakiś pierwszoligowy polski aktor – uderzaj do niego. System gwiazd się rozwija i ci najbardziej znani aktorzy coraz więcej mogą.
  • Możesz spokojnie wysłać ten sam tekst do wielu osób, nie ma w tym nic niestosownego.
  • Targuj się o kasę przy podpisywaniu umowy (jeszcze w życiu nie widziałem początkującego scenarzysty, który by się targował przy pierwszej umowie ;-)
  • Z mojego doświadczenia wiem, że ordynarne kradzieże pomysłów, czy całych tekstów zdarzają się rzadko. Prawo autorskie w naszym kraju bardzo mocno chroni autora. Jak jesteś paranoikiem, idź do notariusza i potwierdź istnienie tekstu przed pokazaniem go komukolwiek.
  • Wyślij scenariusz na jakiś konkurs. Sporo ich jest w Polsce. Najmniejsze nawet wyróżnienie dużo znaczy. Jak zaczynałem, wygrałem kilka konkursów scenariuszowych łącznie z tym największym – Międzynarodowym Konkursem Hartley-Merrill. To się liczy dla początkującego scenarzysty.
  • Nie staraj się sprzedać scenariusza, którego jeszcze nie napisałeś. To nie jest zabawa dla początkujących. Najpierw napisz, później sprzedawaj.
  • Zastanów się, czy tekst jest gotowy do pokazania go komukolwiek. Prześpij się z tym miesiąc. Znowu zajrzyj do tekstu. Popraw.
  • Nie licz na to, że świat od razu padnie na kolana. Nie padnie. Musisz być uparty, konsekwentny i cierpliwy. Do swoich tekstów trzeba świat przekonać. Sam się nie przekona.

Prawda, że proste?

A jak dotrzeć do znanego filmowca, któremu warto wysłać tekst? Nic prostszego.

Obejrzyj listę płac w jego ostatnim filmie. Zapisz sobie jaka firma film wyprodukowała, jakie firmy go sfinansowały, dystrybuowały, zajmowały się postprodukcją. I przez te firmy da się dotrzeć do każdego. Trzeba się tylko troszkę uprzeć.

Powodzenia!

Otagowane , , ,

54 thoughts on “Jak sprzedać scenariusz w Polsce

  1. JO pisze:

    Zgadzam się z Twoimi uwagami odnośnie sprzedarzy scenariusza. Skąd jednak wiesz, że Twój scenariusz jest już gotowy? Zwracam się z tym pytaniem, bo jestem na etapie nieustannego przepisywania. Za każdym razem wydaje mi się, że dialog trzeba zmienić, ulepszyć, skrócić, albo rozwinąć. Chętnie skorzystałabym z pomocy tzw. script doctor, nie wiem jednak z kim się skontaktować. A może Ty Piotrze miałbyś ochotę przejrzeć mój projekt?

    • Ty decydujesz kiedy tekst jest gotowy i idzie do sprzedania. Tylko TY.

      Nie myśl o script doctorach, oni są dla producentów, nie dla autorów. Wkraczają do akcji kiedy tekst już dawno jest sprzedany.

    • kondotier pisze:

      Gdybym napisał scenariusz i miał wątpliwości – napisałbym drugi i zobaczył co dalej..

      Nie ma nic gorszego niż przywiązanie do swojego dzieła. Zdrada – to lekarstwo;)

  2. Aubrey pisze:

    “Jakimś cudem go napisałeś”.

    Trochę więcej wiary w swoich czytelników. ;)

  3. Matt pisze:

    a co z “wbijaniem” się do serialu? jakieś szczególne sposoby?

    • Staranie się o pracę przy serialu, o wejście do zespołu scenarzystów piszących serial, to już zupełnie inna sprawa. Krótko mówiąc – trzeba mieć się czym pochwalić. Trzeba mieć jakiś tekst, osiągnięcie, doświadczenie zawodowe, które za tobą stoi. Dla całkowitego debiutanta, który nie ma nic do pokazania sprawa jest trudna.

  4. Iwan pisze:

    Ciekawy tekst, dzieki.

  5. Teodor pisze:

    Ciekawe, co Pan pisze o zespołach pracujących nad serialami… Z jednej strony doświadczenie, o którym Pan pisze, jako warunek prawie sine qua non. Z drugiej – festiwal niemal wszystkich możliwych błędów przy konstruowaniu fabuł.
    Żeby nie być gołosłownym, wspomnę szumnie zapowiadany serial “Naznaczony”, czy zupełnie już w piętkę goniące “M jak miłość”.
    Może jestem w błędzie, ale mam nieodparte wrażenie, że zbawienne byłoby zupełnie odmienne podejście producentów, bo nieliczna w końcu grupa autorów, którzy przewijają się przez wszystkie polskie seriale, chyba jest już mocno wyjałowiona koncepcyjnie. Szkoda, że małe dziecko patrzące trzeżwo na królów i królowe to tylko postać z bajki…

    • Z wytykaniem “błędów przy konstruowaniu fabuł” tym serialom byłbym ostrożny. “M jak miłość” to jeden z największych sukcesów telewizyjnych dziesięciolecia. Wciąż utrzymuje się na szczytach oglądalności. Jeśli umie pan lepiej pisać, to proszę się pochwalić swoją publicznością.

      Jeśli chodzi o “Naznaczonego”. Nie był to sukces – fakt. Ale nie zwalałbym wszystkiego na scenarzystów.

  6. Teodor pisze:

    Panie Piotrze, czy naprawdę uważa Pan, że oglądalność jest miernikiem absolutnym sprawności fabularnej? Z całym szacunkiem, ten argument do mnie nie przemawia.
    Z kolei moja sprawność literacka i adekwatna do niej publiczność – to też argument cokolwiek dziwny. Pisząc o strojach, pojazdach czy elektronicznych gadżetach nie trzeba być projektantem mody czy choćby krawcem, ani inżynierem stosownej dyscypliny.
    Wszak pisząc o winie czy o kawie, nie chce Pan dać do zrozumienia, że ma Pan stosowne plantacje i jedno fermentuje, a drugie pali…

    • Oglądalność telenoweli telewizyjnej pokazuje, czy produkt ten odniósł sukces, czy też nie. Po to robi się telenowele – żeby zarobić i mieć wysoką oglądalność. Wynajmuje się w tym celu fachowców czyli scenarzystów. Ale mam wrażenie, że gdzieś już na tym blogu to tłumaczyłem, proszę przejrzeć archiwum. Proszę nie mylić wielkiej sztuki z rzemiosłem nastawionym na rentowność.

  7. Teodor pisze:

    Nie chcę się narazić ani na “bana”, ani na Pańską niechęć, przeto zmilczę o niemal wszystkim – poza jednym: rzemiosło może być toporne, ale też może być eleganckie, z polotem.

  8. telemach pisze:

    “Proszę nie mylić wielkiej sztuki z rzemiosłem nastawionym na rentowność.”

    Bądą poglądy. Nie mylić z prawdą objawioną.

    Zaryzykujmy: istnieje tylko rzemiosło. Czasem gorsze, czasem lepsze.Czasem nawet olśniewające swą odmiennością od tego co było przedtem.

    Robienie z rzemiosła religii zwanej sztuką jest najstarszym ze znanych marketingowych zabiegów. Religia ma swych proroków, kapłanów i wyznawców – i o to chodzi. Obiecuje zbawienie.

    Rzemiosło (dobre) zasługuje na najwyższy szacunek.

  9. barfly pisze:

    Wielkie dzięki za cenne informacje panie Piotrze. Przydałoby się w polskiej świeci więcej takich branżowych blogów lub stron internetowych.

  10. muppetshow pisze:

    “Targuj się o kasę przy podpisywaniu umowy (jeszcze w życiu nie widziałem początkującego scenarzysty, który by się targował przy pierwszej umowie ;-)”
    Panie Piotrze skoro już fragment o “targowaniu” może ciut więcej odnośnie stawek.
    Wiadomo kupujący chce dać jak najmniej, sprzedający dostać jak najwięcej. Pewnie to tajemnica ale jak kształtują się stawki za scenariusz w Polsce?

    • Publiczne pisanie o zarobkach i konkretnych kwotach nie leży w polskiej tradycji. Nie wiedzieć czemu traktowane jest to jak sprawa intymna. Odwrotnie w Hollywood. Tam wszyscy wiedzą ile kto wziął, jest to publikowane w prasie branżowej.

      Może dlatego, że tam w każdej transakcji bierze udział strona trzecia, czyli agent. A wszystko jest wzięte w karby wszechpotężnych związków zawodowych branży filmowej.

      U nas scenarzyści nie mają agentów. Związków też nie ma. Umowy podpisywane są pomiędzy autorem a producentem. Intymnie.

      Dlatego nie napiszę konkretnych kwot. Powiem tylko, że w naszym kraju jest sporo zawodowych scenarzystów, pracują głównie przy serialach. Można się z tej roboty utrzymać.

    • Stanley K. pisze:

      To akurat nie jest tajemnica. Mówiono o tym wielokrotnie; średnio za scenariusz filmu fabularnego wypada jakieś 25-35 tys. złotych. Czyli żeby jako tako żyć z pisania scenariuszy trzeba sprzedać przynajmniej jeden rocznie. A to się udaje nielicznym w Polsce. Dlatego ta profesja generalnie – poza paroma wyjątkami – do specjalne dochodowych nie należy. Jeżeli ktoś chce robić karierę finansową to niech zostanie bankierem, albo piosenkarką. Inaczej jest w Hollywood, gdzie nawet jeden sprzedany tekst może cię ustawić na całe życie. Ale Hollywood to… robi wielką różnicę.

  11. Matt pisze:

    Kurde, to cienizna straszliwa, w sensie tyle kasy na rok. Chyba, że jest się w między czasie copywriterem, albo żyje się o chlebie. Jak to jest, człowiek na studiach z mnóstwem czasu ma pusty łeb, a kiedy po iluś latach ma coś do powiedzenia (przeżył to i owo) ma też “dobrą” pracę, że jak spojrzy na te liczby to mu mięknie. Pozostaje powtarzanie sobie “być czy mieć?” lub “to początek drogi” :) Albo przyjąć do wiadomości, że to niejedyne zajęcie.

  12. Stanley K. pisze:

    Piotrze; byc moze liczby jakie podalem sa zbyt niskie, ale zebysmy sie tutaj wszyscy dobrze rozumieli – z kapelusza ich nie wzialem. Takie liczby padaly w jakims wywiadzie z kims z branzy. Nie pamieyam gdzie ale poszukam i zapodam link. Oczywiscie jako ekspertowi wierze Ci i viesze sie ze jest lepiej niz kto inny opowiada. Pozdroovka

  13. JO pisze:

    Czy mógłbyś wyjaśnić mi różnicę między nowelą filmową i treatment? Z góry dziękuję za wszelką informację.

    • Właściwie to nie wiem na czym polega różnica. Moim zdaniem to to samo – zwarte, kilkustronicowe streszczenie scenariusza scena po scenie. Być może nowela filmowa to coś bardziej literackiego, jak opowiadanie, ale nie jestem pewien. Sam już nie uprawiam tych form – piszę po prostu scenariusze ;-)

  14. JO pisze:

    A czy mógłbyś mi poradzić jak w obu przypadkach streścić dialogi? Wielkie dzięki.

    • Najlepiej nie streszczać. Opisywać sceny – co się dzieje i co z tego wynika. Tam gdzie musisz opisać sens dialogu, zrób to skrótowo i esencjonalnie. Tylko to co najważniejsze i co niezbędne do zrozumienia opowieści. Wszystko prosto, klarownie i w telegraficznym skrócie.

      • t.d. pisze:

        witam
        co do stawek to FILM jakiś rok temu zamieścił tekst o zarobkach scenarzystów. za film debiutant 25-45 tys, twórca z dorobkiem 100-125 tys, za serial 2,5- 10tys za odcinek. prawda to, czy fałsz?
        i czy mógłby Pan napisać coś na temat formatu sitcomów w Polsce? czy zapisuje się to tak samo jak film fabularny? czy format przedstawiony w książce Russina i Downsa jest stosowany u nas? i czy w ogóle (Pana zdaniem) w Polsce jest zapotrzebowanie na oryginalne scenariusze sitcomów, czy może już do końca świata będziemy jechać na Nianiach i innych polskich wersjach zagranicznych hitów.

        • Co do stawek to FILM właściwie się nie pomylił, choć różnie to bywa.

          Jeśli chodzi o sitcomy, to prawdę mówiąc, nigdy przy nich nie pracowałem. Format zapisu nie ma u nas żadnego znaczenia.

          Jeśli chodzi o zagraniczne hity sitcomowe tłumaczone na polski, to tak jest łatwiej. Łatwiej sitcom kupić i dać do tłumaczenia / adaptacji niż napisać nowy od zera. Napisanie od zera ŚMIESZNEGO sikcomu to już wyższa szkoła jazdy, a fachowców od tej roboty u nas nie ma. Zbyt nikła tradycja pisania bulwarówek i tym podobnych lekkich form teatralno-telewizyjno-rozrywkowych. U nas każdy chce być wieszczem, a to już nie ma nic wspólnego z rozrywką.

  15. Jac pisze:

    Jeszcze o zarobkach.
    Czy nie jest tak, że wysokość stawki za film zależy od budżetu filmu? Maksymalne wynagrodzenie (tak podaje M. Karpiński ) to 5% budżetu. Oczywiście tyle otrzyma scenariuszowy książę. Dla anonimowego pospólstwa (z bólem odnajduję się właśnie w tej grupie :)) producent zaoferuje ułamek tego, powiedzmy 2%. Negocjacje mogą dotyczyć więc nie tyle stawki, co procentu od budżetu. Panie Piotrze, proszę o słówko komentarza.
    Pozdrawiam. Jacek

    • Procent od budżetu można użyć jako argumentu w negocjacjach. Takich argumentów może być więcej. Koniec końców dostaje się tyle ile się wytarguje. Żadne zasady nie obowiązują, nie ma związków zawodowych, nie ma stawek państwowych, cen minimalnych i żadnych norm prawnych. Wolny rynek.

  16. b0vv pisze:

    Widzę w scenopisaniu i reżyserce jak w tańcu (o którym mam spore pojęcie) i chyba każdej formie wyrazu artystycznego… Hochsztaplerka kwitnie.

  17. No tak. pisze:

    A niech mi Pan powie gdzie niby są te festiwale scenariuszowe w Polsce, bo ja przeszukałem cały intenet i nic nie znalazłem. :/

  18. n pisze:

    Czy scenariusz to tylko słowa które aktor ma wymówić czy wszystko ( jak ruchy, popis miejsca sceny,..)

  19. Ptaku pisze:

    “Procent od budżetu można użyć jako argumentu w negocjacjach…. ”
    Zgadzam się.
    Przykład Piła pierwsza część.Cała akcja działa się głównie w toaletach, a jakie napięcie zbudowali tanim kosztem.
    Nie wyobraża sobie, że scenarzysta zgodził by się przy takim filmie na jakiś ustalony % budżetu. Wszystko zależy od scenariusza jakiej kwoty jest wart..i czy będzie show…

  20. Wojtek pisze:

    Witam i pozdrawiam. Piszę do Pana ponieważ mam pewien problem natury prawnej. Otóż napisałem scenariusz do filmu w języku angielskim, znalazłem potencjalnego kupca i chcę ten scenariusz sprzedać. Ale kontakt z potencjalnym kupcem mogę uzyskać jedynie przez jego agenta. Dlatego też obawiam się że, mój scenariusz mógłby zostać skradziony. Pytam się więc w jaki sposób mogę zabezpieczyć ten scenariusz przed kradzieżą. Z góry dziękuje za odpowiedź.

  21. Wojtek pisze:

    Dziękuje za odpowiedź. Ale co to jest WGA?

  22. Wojtek pisze:

    I czy z taką rejestrację się płaci?

  23. Szamil pisze:

    “Uderzyć bezpośrednio do pierwszoligowego aktora”.
    Ok, tylko jak to zrobić? Maila jeszcze można gdzieś może i wydobyć. I tak pewnie albo mu komputer wrzuci do spamu, albo on sam.
    Ale jak mu wysłać WYDRUK scenariusza? I jaka jest gwarancja, że w ogóle odbierze taką przesyłkę?

  24. Aldo Raine pisze:

    Witam!

    Mam pytanko. Przypuśćmy że już sprzedałem scenariusz, czy moje nazwisko będzie widniało w napisach i czy tekst zostanie przerobiony? Może producent/reżyser wynajmie profesjonalistów, którzy moje “dzieło” przerobią? Gdzieś czytałem o takich praktykach dlatego pytam.

  25. Aldo Raine pisze:

    Jeszcze jedno. Jeżeli mój scenariusz dostanie jakieś wyróżnienie w konkursie, to czy może to bezpośrednio wpłynąć na kwotę jaką za niego dostanę? Chciałbym się też dowiedzieć jakie są szanse na obsadzenie samego siebie w filmie? Bowiem główny bohater jest niejako moim odbiciem i chociaż nie mam w aktorstwie doświadczenia, to podejrzewam że mógłbym spróbować swoich sił. Czy coś takiego jest w ogóle praktykowane i możliwe? Moje ostatnie pytanie tyczy się “gotowości” tekstu. Po napisaniu finalnej wersji i zabezpieczeniu jej przed jakąkolwiek kradzieżą warto jest pokazać scenariusz znajomym? Kilku różnym osobom, które mogą obiektywnie ocenić film i ewentualnie zasugerować jakieś zmiany?

    Z góry dzięki za odpowiedzi, pozdrawiam.

  26. janszo36 pisze:

    A ja pracuję nad 3 w jednym: Książka, scenariusz , Komiks. Jestem przekonany, że podbije świat – inaczej bym nie pisał.
    js.

  27. Scenariusz młodzieżowego musicalu pisze:

    Witam, być może pytanie które pragnę zadać, lekko wykracza poza kontekst omawianego tutaj tematu, jednak jest związana ze scenariuszem. Chciałbym prosić o radę, która dotyczy mojego współ-autorskiego projektu. Półtora roku temu, wpadliśmy na pomysł zrealizowania pewnego nowoczesnego młodzieżowego spektaklu. W ramach tej idei narodził się pełny scenariusz, który zawiera wersję realizatorską (szczegóły techniczne, wskazówki odnośnie organizacji, scenografii, choreografii itp.). Niestety drugi ze współautorów wykazał się nieodpowiedzialną postawą, zarówno w ramach współpracy zawodowej jak i prywatnej, i pomysł został zamrożony. Wydaje mi się że pomimo tego iż nie wszedł w fazę realizacji, nie stracił na swojej oryginalności, i w odpowiednich rękach może na pewien sukces artystyczny liczyć. Sęk w tym że z założenia miał być jednocześnie formą wyrazu dla sztuki, jak również dać szansę rozwoju młodym talentom, wymagającym jedynie odpowiedniego szlifu pod okiem specjalistów w swojej dziedzinie (taniec, śpiew, rap, gra na instrumentach, gra aktorska). Brzmi to dość chaotycznie, jednak potaktowana jako całość, zawiera w sobie szczegółówo sprecyzowaną i opisaną historię. I tą właśnie historię mieli realizować, młodzi artyści, z naszego najbliższego otoczenia, taka była idea tego projektu, nie był nastawiony na komercyjny zysk, czy sprzedaż. Jako iż brakuje mi doświadczenia, i kontaktów z ludźmi którzy realizacją, lub współpracą w ramach takich projektów się zajmują chciałbym zapytać jak możnaby cały scenariusz w odpowiednie ręce przekazać, lub po niewygórowanych kosztach sprzedać, jednocześnie nie pozwalając na upłycenie całości do rangi komercyjnego projektu?

  28. kozik pisze:

    Witam. Chcialem zapytac co zrobic jak mamy pomysł na scenariusz ale nie za bardzo talent do pisania. Czy mozna komus przedstawic swoj pomysl?

  29. jacek pisze:

    Odnośnie stawek. Za scenariusz filmu komercyjnego, w którym zagrają aktorzy z pierwszych stron gazet i który jest nastawiony na zysk, scenarzysta może sobie policzyć nawet 200tys zł albo i więcej, jak ma sukcesy na koncie.

  30. Luna pisze:

    Dzień dobry .Mam pytanie . Jestem jeszcze dzieckiem mam 13 lat ale kocham pisać różne scenariusze . Chciałabym aby jeden z moich scenariuszy był przedstawiony w telewizji lub w teatrze co mam zrobić żeby tak się stało ? Czy może jeszcze poczekać parę lat aż będę dorosła i mój zasób słów się zwiększy ? Bardzo bym prosiła o odpowiedz i z góry dziękuję .

  31. horror pisze:

    Czy opłaca mi się wysłać scenariusz do horroru bo mam przyszykowany. Film by się nazywał Krwawa masakra w Halloween tylko z tego co wiem to w polsce horrorów się nie produkuje więc chyba nic by z tego nie było :(

  32. Nikol pisze:

    Panie Piotrze, cenię to, że Pańskie teksty są tak przystępne, a jednocześnie bardzo sensowne ;)

    Mam dwa pytania:
    Ile czasu, w Pańskim przypadku, mijało od momentu wysłania scenariusza konkretnej osobie do momentu podpisania kontraktu i uregulowania płatności?

    W jakim stopniu fakt, że jesteśmy autorami scenariusza może pomóc w przekonaniu producentów, że nadajemy się również do wyreżyserowania danego projektu?

    • Niestety odpowiedź na oba twoje pytania brzmi: “To zależy.” “Nie ma reguły.” “Różnie to bywa.”

      Czasami od przedstawienia projektu do jego napisania, sprzedania i realizacji mijają zaledwie miesiące. Czasami są to lata. Nie ma reguł. Film to działalność niestandardowa, nietaśmowa i prototypowa.

      Jeśli chodzi o reżyserowanie, to trzeba pamiętać, że to ZUPEŁNIE co innego niż pisanie. I jedno z drugim nie ma za wiele wspólnego. Powierzanie reżyserii filmu osobie bez żadnego REŻYSERSKIEGO doświadczenia jest BARDZO ryzykowne.

  33. Andrzej pisze:

    Bardzo ciekawy blog. Proszę wybaczyć jeśli o tym była mowa, a ja tego nie wyłapałem, ale ciekawy jestem jeśli już ma się te 100 stron maszynopisu i chce się to sprzedać to trzeba zaoferować cenę. I jak to się kształtuje dla osoby poczatkującej? Wiem, ze na pytanie mozna różnie odpowiedzieć, ale jakieś pewnie standardy cenowe są dla scenariusza.
    I pytanie jaka cena odstraszy, a jaka wyda się w granicach zdrowego rozsądku. Z góry zakładam, że mówimy o scenariuszu, który ktoś chce kupić. Andrzej

  34. Ania pisze:

    ale ciekawy blog,tak czytam sobie bo jakoś tak mnie wena złapała i zaczęłam pisać scenariusz już z góry wiem,że nigdy w kinie ani telewizji nie zobaczę filmu na podstawie swojego scenariusza…,mimo iż pisząc mam wizję już filmu w głowie, zupełnie nie mam pojęcia ile czasowo zajmie jakaś scena,.zawsze chciałam napisać jakąś książkę(bo życie jest jedno i tak jakoś wypada choć dla siebie jeden wiersz i jedno opowiadania napisać dla siebie),taką super prozę a kończyło się na dziesięciu stronach i koniec, teraz widzę że pisanie scenariusza jest o wiele łatwiejsze-Imię i dialog i moja wizja sceny,parę godzin temu zaczęłam kręcić w swojej głowie film a już wiem że zakonczenie będę miala tragiczne :-/

  35. Mateusz4991 pisze:

    Witam Pana
    Mam zamiar napisać scenariusz do komedii, i jak bym już napisał to ile jest wart taki scenariusz

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s