„Opowieść powinna mieć początek, środek i koniec, ale niekoniecznie w tej kolejności.” (Jean-Luc Godard)archiwum cytatów

Jak sprzedać scenariusz w Polsce

Pytanie zawarte w tytule tego wpisu często pojawia się w mailach do mnie, komentarzach na tym blogu i przy całej masie innych okazji, kiedy to spotykam na swojej drodze jakiegoś początkującego scenarzystę.

Jak zabrać się za sprzedaż swojego tekstu? Za ile? Komu? Na co uważać? Do kogo się zwrócić? Jak dojść do kogoś z branży filmowo-telewizyjnej? Jak sprawić, żeby ktoś się moim tekstem zainteresował? Jak zmusić kogokolwiek do przeczytania mojego scenariusza? Jak uchronić się przed kradzieżą pomysłu?

I tak dalej, i tak dalej. Początkujący scenarzyści mają takich pytań setki i wcale się temu nie dziwię. Też kiedyś miałem podobne pytania.

Jedno jest pewne: wszyscy w branży szukają dobrego tekstu. Szukają go filmowcy, teatry, wydawcy, aktorzy, reżyserzy, producenci, szefowie telewizji, redaktorzy i co najważniejsze WIDZOWIE.

Wszyscy chcą dobrej opowieści. Wszyscy chcą się wzruszyć, pośmiać, zabawić i przestraszyć. Dlatego sprzedaż dobrego scenariusza nie powinna być trudna. I nie jest. Ale łatwa też nie jest ;-)

Masz więc świetny scenariusz. Jakimś cudem go napisałeś, urodziłeś w bólach, spłodziłeś w mozole i wyplułeś z siebie w trudzie i znoju. Masz swoje 100 scen, 100 tysięcy znaków, 100 stron maszynopisu, wydruku, czy też pdf’a.

I co dalej? Jak podbić świat? Jak dostać się na szczyt, gdzie wszyscy już tylko będą cię podziwiać, wzdychać do ciebie i czcić cię jako największego autora w dziejach?

  • Zastanów się kto mógłby go zrealizować. Jaki reżyser, jaki producent, jaki znany aktor do twojego tekstu pasuje. Kto zrobił coś podobnego, w tym samym gatunku, komu by się twoja historia spodobała. I wyślij tekst do tej osoby.
  • Wysyłaj tekst tylko do filmowców poważnych, znaczących i mających jakieś aktualne dokonania. Hochsztaplerka w tej branży to zjawisko powszechne i wielu opowiada niestworzone rzeczy o swoich możliwościach. Patrz wyłącznie na fakty, dokonania i sukcesy. Co komu się wydaje jest nieistotne.
  • W filmie można odnieść tylko dwa rodzaje sukcesu: sukces festiwalowy, albo sukces frekwencyjny. Można też te dwa sukcesy łączyć, choć zdarza się to rzadko. Sam musisz zdecydować do jakiego modelu bardziej pasuje twój scenariusz. I takiej osobie go wysłać.
  • Wysyłaj tekst do człowieka (producenta, reżysera, aktora), a nie do instytucji. Instytucje zazwyczaj mają początkujących scenarzystów w czterech literach.
  • Staraj się, żeby twoja przesyłka wyglądała czysto i schludnie, żeby scenariusz był czytelny i wydrukowany dużą czcionką (więcej o tym jak sformatować scenariusz). Zawsze załącz jednostronicowe streszczenie. Filmowcy nie lubią czytać, nie mają na to czasu, są leniwi, wolą iść na jakąś bibkę, sponiewierać się trochę itp.
  • Jak w twoim scenariuszu jest atrakcyjna główna rola, do której pasuje jakiś pierwszoligowy polski aktor – uderzaj do niego. System gwiazd się rozwija i ci najbardziej znani aktorzy coraz więcej mogą.
  • Możesz spokojnie wysłać ten sam tekst do wielu osób, nie ma w tym nic niestosownego.
  • Targuj się o kasę przy podpisywaniu umowy (jeszcze w życiu nie widziałem początkującego scenarzysty, który by się targował przy pierwszej umowie ;-)
  • Z mojego doświadczenia wiem, że ordynarne kradzieże pomysłów, czy całych tekstów zdarzają się rzadko. Prawo autorskie w naszym kraju bardzo mocno chroni autora. Jak jesteś paranoikiem, idź do notariusza i potwierdź istnienie tekstu przed pokazaniem go komukolwiek.
  • Wyślij scenariusz na jakiś konkurs. Sporo ich jest w Polsce. Najmniejsze nawet wyróżnienie dużo znaczy. Jak zaczynałem, wygrałem kilka konkursów scenariuszowych łącznie z tym największym – Międzynarodowym Konkursem Hartley-Merrill. To się liczy dla początkującego scenarzysty.
  • Nie staraj się sprzedać scenariusza, którego jeszcze nie napisałeś. To nie jest zabawa dla początkujących. Najpierw napisz, później sprzedawaj.
  • Zastanów się, czy tekst jest gotowy do pokazania go komukolwiek. Prześpij się z tym miesiąc. Znowu zajrzyj do tekstu. Popraw.
  • Nie licz na to, że świat od razu padnie na kolana. Nie padnie. Musisz być uparty, konsekwentny i cierpliwy. Do swoich tekstów trzeba świat przekonać. Sam się nie przekona.

Prawda, że proste?

A jak dotrzeć do znanego filmowca, któremu warto wysłać tekst? Nic prostszego.

Obejrzyj listę płac w jego ostatnim filmie. Zapisz sobie jaka firma film wyprodukowała, jakie firmy go sfinansowały, dystrybuowały, zajmowały się postprodukcją. I przez te firmy da się dotrzeć do każdego. Trzeba się tylko troszkę uprzeć.

Powodzenia!

About these ads

79 komentarzy on “Jak sprzedać scenariusz w Polsce”

  1. JO pisze:

    Zgadzam się z Twoimi uwagami odnośnie sprzedarzy scenariusza. Skąd jednak wiesz, że Twój scenariusz jest już gotowy? Zwracam się z tym pytaniem, bo jestem na etapie nieustannego przepisywania. Za każdym razem wydaje mi się, że dialog trzeba zmienić, ulepszyć, skrócić, albo rozwinąć. Chętnie skorzystałabym z pomocy tzw. script doctor, nie wiem jednak z kim się skontaktować. A może Ty Piotrze miałbyś ochotę przejrzeć mój projekt?

    • Ty decydujesz kiedy tekst jest gotowy i idzie do sprzedania. Tylko TY.

      Nie myśl o script doctorach, oni są dla producentów, nie dla autorów. Wkraczają do akcji kiedy tekst już dawno jest sprzedany.

    • kondotier pisze:

      Gdybym napisał scenariusz i miał wątpliwości – napisałbym drugi i zobaczył co dalej..

      Nie ma nic gorszego niż przywiązanie do swojego dzieła. Zdrada – to lekarstwo;)

  2. Aubrey pisze:

    „Jakimś cudem go napisałeś”.

    Trochę więcej wiary w swoich czytelników. ;)

  3. Matt pisze:

    a co z „wbijaniem” się do serialu? jakieś szczególne sposoby?

    • Staranie się o pracę przy serialu, o wejście do zespołu scenarzystów piszących serial, to już zupełnie inna sprawa. Krótko mówiąc – trzeba mieć się czym pochwalić. Trzeba mieć jakiś tekst, osiągnięcie, doświadczenie zawodowe, które za tobą stoi. Dla całkowitego debiutanta, który nie ma nic do pokazania sprawa jest trudna.

  4. Iwan pisze:

    Ciekawy tekst, dzieki.

  5. Teodor pisze:

    Ciekawe, co Pan pisze o zespołach pracujących nad serialami… Z jednej strony doświadczenie, o którym Pan pisze, jako warunek prawie sine qua non. Z drugiej – festiwal niemal wszystkich możliwych błędów przy konstruowaniu fabuł.
    Żeby nie być gołosłownym, wspomnę szumnie zapowiadany serial „Naznaczony”, czy zupełnie już w piętkę goniące „M jak miłość”.
    Może jestem w błędzie, ale mam nieodparte wrażenie, że zbawienne byłoby zupełnie odmienne podejście producentów, bo nieliczna w końcu grupa autorów, którzy przewijają się przez wszystkie polskie seriale, chyba jest już mocno wyjałowiona koncepcyjnie. Szkoda, że małe dziecko patrzące trzeżwo na królów i królowe to tylko postać z bajki…

    • Z wytykaniem „błędów przy konstruowaniu fabuł” tym serialom byłbym ostrożny. „M jak miłość” to jeden z największych sukcesów telewizyjnych dziesięciolecia. Wciąż utrzymuje się na szczytach oglądalności. Jeśli umie pan lepiej pisać, to proszę się pochwalić swoją publicznością.

      Jeśli chodzi o „Naznaczonego”. Nie był to sukces – fakt. Ale nie zwalałbym wszystkiego na scenarzystów.

  6. Teodor pisze:

    Panie Piotrze, czy naprawdę uważa Pan, że oglądalność jest miernikiem absolutnym sprawności fabularnej? Z całym szacunkiem, ten argument do mnie nie przemawia.
    Z kolei moja sprawność literacka i adekwatna do niej publiczność – to też argument cokolwiek dziwny. Pisząc o strojach, pojazdach czy elektronicznych gadżetach nie trzeba być projektantem mody czy choćby krawcem, ani inżynierem stosownej dyscypliny.
    Wszak pisząc o winie czy o kawie, nie chce Pan dać do zrozumienia, że ma Pan stosowne plantacje i jedno fermentuje, a drugie pali…

    • Oglądalność telenoweli telewizyjnej pokazuje, czy produkt ten odniósł sukces, czy też nie. Po to robi się telenowele – żeby zarobić i mieć wysoką oglądalność. Wynajmuje się w tym celu fachowców czyli scenarzystów. Ale mam wrażenie, że gdzieś już na tym blogu to tłumaczyłem, proszę przejrzeć archiwum. Proszę nie mylić wielkiej sztuki z rzemiosłem nastawionym na rentowność.

  7. Teodor pisze:

    Nie chcę się narazić ani na „bana”, ani na Pańską niechęć, przeto zmilczę o niemal wszystkim – poza jednym: rzemiosło może być toporne, ale też może być eleganckie, z polotem.

  8. telemach pisze:

    „Proszę nie mylić wielkiej sztuki z rzemiosłem nastawionym na rentowność.”

    Bądą poglądy. Nie mylić z prawdą objawioną.

    Zaryzykujmy: istnieje tylko rzemiosło. Czasem gorsze, czasem lepsze.Czasem nawet olśniewające swą odmiennością od tego co było przedtem.

    Robienie z rzemiosła religii zwanej sztuką jest najstarszym ze znanych marketingowych zabiegów. Religia ma swych proroków, kapłanów i wyznawców – i o to chodzi. Obiecuje zbawienie.

    Rzemiosło (dobre) zasługuje na najwyższy szacunek.

  9. barfly pisze:

    Wielkie dzięki za cenne informacje panie Piotrze. Przydałoby się w polskiej świeci więcej takich branżowych blogów lub stron internetowych.

  10. muppetshow pisze:

    „Targuj się o kasę przy podpisywaniu umowy (jeszcze w życiu nie widziałem początkującego scenarzysty, który by się targował przy pierwszej umowie ;-)”
    Panie Piotrze skoro już fragment o „targowaniu” może ciut więcej odnośnie stawek.
    Wiadomo kupujący chce dać jak najmniej, sprzedający dostać jak najwięcej. Pewnie to tajemnica ale jak kształtują się stawki za scenariusz w Polsce?

    • Publiczne pisanie o zarobkach i konkretnych kwotach nie leży w polskiej tradycji. Nie wiedzieć czemu traktowane jest to jak sprawa intymna. Odwrotnie w Hollywood. Tam wszyscy wiedzą ile kto wziął, jest to publikowane w prasie branżowej.

      Może dlatego, że tam w każdej transakcji bierze udział strona trzecia, czyli agent. A wszystko jest wzięte w karby wszechpotężnych związków zawodowych branży filmowej.

      U nas scenarzyści nie mają agentów. Związków też nie ma. Umowy podpisywane są pomiędzy autorem a producentem. Intymnie.

      Dlatego nie napiszę konkretnych kwot. Powiem tylko, że w naszym kraju jest sporo zawodowych scenarzystów, pracują głównie przy serialach. Można się z tej roboty utrzymać.

    • Stanley K. pisze:

      To akurat nie jest tajemnica. Mówiono o tym wielokrotnie; średnio za scenariusz filmu fabularnego wypada jakieś 25-35 tys. złotych. Czyli żeby jako tako żyć z pisania scenariuszy trzeba sprzedać przynajmniej jeden rocznie. A to się udaje nielicznym w Polsce. Dlatego ta profesja generalnie – poza paroma wyjątkami – do specjalne dochodowych nie należy. Jeżeli ktoś chce robić karierę finansową to niech zostanie bankierem, albo piosenkarką. Inaczej jest w Hollywood, gdzie nawet jeden sprzedany tekst może cię ustawić na całe życie. Ale Hollywood to… robi wielką różnicę.

  11. Matt pisze:

    Kurde, to cienizna straszliwa, w sensie tyle kasy na rok. Chyba, że jest się w między czasie copywriterem, albo żyje się o chlebie. Jak to jest, człowiek na studiach z mnóstwem czasu ma pusty łeb, a kiedy po iluś latach ma coś do powiedzenia (przeżył to i owo) ma też „dobrą” pracę, że jak spojrzy na te liczby to mu mięknie. Pozostaje powtarzanie sobie „być czy mieć?” lub „to początek drogi” :) Albo przyjąć do wiadomości, że to niejedyne zajęcie.

  12. Stanley K. pisze:

    Piotrze; byc moze liczby jakie podalem sa zbyt niskie, ale zebysmy sie tutaj wszyscy dobrze rozumieli – z kapelusza ich nie wzialem. Takie liczby padaly w jakims wywiadzie z kims z branzy. Nie pamieyam gdzie ale poszukam i zapodam link. Oczywiscie jako ekspertowi wierze Ci i viesze sie ze jest lepiej niz kto inny opowiada. Pozdroovka

  13. JO pisze:

    Czy mógłbyś wyjaśnić mi różnicę między nowelą filmową i treatment? Z góry dziękuję za wszelką informację.

    • Właściwie to nie wiem na czym polega różnica. Moim zdaniem to to samo – zwarte, kilkustronicowe streszczenie scenariusza scena po scenie. Być może nowela filmowa to coś bardziej literackiego, jak opowiadanie, ale nie jestem pewien. Sam już nie uprawiam tych form – piszę po prostu scenariusze ;-)

  14. JO pisze:

    A czy mógłbyś mi poradzić jak w obu przypadkach streścić dialogi? Wielkie dzięki.

    • Najlepiej nie streszczać. Opisywać sceny – co się dzieje i co z tego wynika. Tam gdzie musisz opisać sens dialogu, zrób to skrótowo i esencjonalnie. Tylko to co najważniejsze i co niezbędne do zrozumienia opowieści. Wszystko prosto, klarownie i w telegraficznym skrócie.

      • t.d. pisze:

        witam
        co do stawek to FILM jakiś rok temu zamieścił tekst o zarobkach scenarzystów. za film debiutant 25-45 tys, twórca z dorobkiem 100-125 tys, za serial 2,5- 10tys za odcinek. prawda to, czy fałsz?
        i czy mógłby Pan napisać coś na temat formatu sitcomów w Polsce? czy zapisuje się to tak samo jak film fabularny? czy format przedstawiony w książce Russina i Downsa jest stosowany u nas? i czy w ogóle (Pana zdaniem) w Polsce jest zapotrzebowanie na oryginalne scenariusze sitcomów, czy może już do końca świata będziemy jechać na Nianiach i innych polskich wersjach zagranicznych hitów.

        • Co do stawek to FILM właściwie się nie pomylił, choć różnie to bywa.

          Jeśli chodzi o sitcomy, to prawdę mówiąc, nigdy przy nich nie pracowałem. Format zapisu nie ma u nas żadnego znaczenia.

          Jeśli chodzi o zagraniczne hity sitcomowe tłumaczone na polski, to tak jest łatwiej. Łatwiej sitcom kupić i dać do tłumaczenia / adaptacji niż napisać nowy od zera. Napisanie od zera ŚMIESZNEGO sikcomu to już wyższa szkoła jazdy, a fachowców od tej roboty u nas nie ma. Zbyt nikła tradycja pisania bulwarówek i tym podobnych lekkich form teatralno-telewizyjno-rozrywkowych. U nas każdy chce być wieszczem, a to już nie ma nic wspólnego z rozrywką.

  15. Jac pisze:

    Jeszcze o zarobkach.
    Czy nie jest tak, że wysokość stawki za film zależy od budżetu filmu? Maksymalne wynagrodzenie (tak podaje M. Karpiński ) to 5% budżetu. Oczywiście tyle otrzyma scenariuszowy książę. Dla anonimowego pospólstwa (z bólem odnajduję się właśnie w tej grupie :)) producent zaoferuje ułamek tego, powiedzmy 2%. Negocjacje mogą dotyczyć więc nie tyle stawki, co procentu od budżetu. Panie Piotrze, proszę o słówko komentarza.
    Pozdrawiam. Jacek

    • Procent od budżetu można użyć jako argumentu w negocjacjach. Takich argumentów może być więcej. Koniec końców dostaje się tyle ile się wytarguje. Żadne zasady nie obowiązują, nie ma związków zawodowych, nie ma stawek państwowych, cen minimalnych i żadnych norm prawnych. Wolny rynek.

  16. b0vv pisze:

    Widzę w scenopisaniu i reżyserce jak w tańcu (o którym mam spore pojęcie) i chyba każdej formie wyrazu artystycznego… Hochsztaplerka kwitnie.

  17. No tak. pisze:

    A niech mi Pan powie gdzie niby są te festiwale scenariuszowe w Polsce, bo ja przeszukałem cały intenet i nic nie znalazłem. :/

  18. n pisze:

    Czy scenariusz to tylko słowa które aktor ma wymówić czy wszystko ( jak ruchy, popis miejsca sceny,..)

  19. Ptaku pisze:

    „Procent od budżetu można użyć jako argumentu w negocjacjach…. ”
    Zgadzam się.
    Przykład Piła pierwsza część.Cała akcja działa się głównie w toaletach, a jakie napięcie zbudowali tanim kosztem.
    Nie wyobraża sobie, że scenarzysta zgodził by się przy takim filmie na jakiś ustalony % budżetu. Wszystko zależy od scenariusza jakiej kwoty jest wart..i czy będzie show…

  20. Wojtek pisze:

    Witam i pozdrawiam. Piszę do Pana ponieważ mam pewien problem natury prawnej. Otóż napisałem scenariusz do filmu w języku angielskim, znalazłem potencjalnego kupca i chcę ten scenariusz sprzedać. Ale kontakt z potencjalnym kupcem mogę uzyskać jedynie przez jego agenta. Dlatego też obawiam się że, mój scenariusz mógłby zostać skradziony. Pytam się więc w jaki sposób mogę zabezpieczyć ten scenariusz przed kradzieżą. Z góry dziękuje za odpowiedź.

  21. Wojtek pisze:

    Dziękuje za odpowiedź. Ale co to jest WGA?

  22. Wojtek pisze:

    I czy z taką rejestrację się płaci?

  23. Szamil pisze:

    „Uderzyć bezpośrednio do pierwszoligowego aktora”.
    Ok, tylko jak to zrobić? Maila jeszcze można gdzieś może i wydobyć. I tak pewnie albo mu komputer wrzuci do spamu, albo on sam.
    Ale jak mu wysłać WYDRUK scenariusza? I jaka jest gwarancja, że w ogóle odbierze taką przesyłkę?

  24. Aldo Raine pisze:

    Witam!

    Mam pytanko. Przypuśćmy że już sprzedałem scenariusz, czy moje nazwisko będzie widniało w napisach i czy tekst zostanie przerobiony? Może producent/reżyser wynajmie profesjonalistów, którzy moje „dzieło” przerobią? Gdzieś czytałem o takich praktykach dlatego pytam.

  25. Aldo Raine pisze:

    Jeszcze jedno. Jeżeli mój scenariusz dostanie jakieś wyróżnienie w konkursie, to czy może to bezpośrednio wpłynąć na kwotę jaką za niego dostanę? Chciałbym się też dowiedzieć jakie są szanse na obsadzenie samego siebie w filmie? Bowiem główny bohater jest niejako moim odbiciem i chociaż nie mam w aktorstwie doświadczenia, to podejrzewam że mógłbym spróbować swoich sił. Czy coś takiego jest w ogóle praktykowane i możliwe? Moje ostatnie pytanie tyczy się „gotowości” tekstu. Po napisaniu finalnej wersji i zabezpieczeniu jej przed jakąkolwiek kradzieżą warto jest pokazać scenariusz znajomym? Kilku różnym osobom, które mogą obiektywnie ocenić film i ewentualnie zasugerować jakieś zmiany?

    Z góry dzięki za odpowiedzi, pozdrawiam.

  26. janszo36 pisze:

    A ja pracuję nad 3 w jednym: Książka, scenariusz , Komiks. Jestem przekonany, że podbije świat – inaczej bym nie pisał.
    js.

  27. Scenariusz młodzieżowego musicalu pisze:

    Witam, być może pytanie które pragnę zadać, lekko wykracza poza kontekst omawianego tutaj tematu, jednak jest związana ze scenariuszem. Chciałbym prosić o radę, która dotyczy mojego współ-autorskiego projektu. Półtora roku temu, wpadliśmy na pomysł zrealizowania pewnego nowoczesnego młodzieżowego spektaklu. W ramach tej idei narodził się pełny scenariusz, który zawiera wersję realizatorską (szczegóły techniczne, wskazówki odnośnie organizacji, scenografii, choreografii itp.). Niestety drugi ze współautorów wykazał się nieodpowiedzialną postawą, zarówno w ramach współpracy zawodowej jak i prywatnej, i pomysł został zamrożony. Wydaje mi się że pomimo tego iż nie wszedł w fazę realizacji, nie stracił na swojej oryginalności, i w odpowiednich rękach może na pewien sukces artystyczny liczyć. Sęk w tym że z założenia miał być jednocześnie formą wyrazu dla sztuki, jak również dać szansę rozwoju młodym talentom, wymagającym jedynie odpowiedniego szlifu pod okiem specjalistów w swojej dziedzinie (taniec, śpiew, rap, gra na instrumentach, gra aktorska). Brzmi to dość chaotycznie, jednak potaktowana jako całość, zawiera w sobie szczegółówo sprecyzowaną i opisaną historię. I tą właśnie historię mieli realizować, młodzi artyści, z naszego najbliższego otoczenia, taka była idea tego projektu, nie był nastawiony na komercyjny zysk, czy sprzedaż. Jako iż brakuje mi doświadczenia, i kontaktów z ludźmi którzy realizacją, lub współpracą w ramach takich projektów się zajmują chciałbym zapytać jak możnaby cały scenariusz w odpowiednie ręce przekazać, lub po niewygórowanych kosztach sprzedać, jednocześnie nie pozwalając na upłycenie całości do rangi komercyjnego projektu?

  28. kozik pisze:

    Witam. Chcialem zapytac co zrobic jak mamy pomysł na scenariusz ale nie za bardzo talent do pisania. Czy mozna komus przedstawic swoj pomysl?

  29. jacek pisze:

    Odnośnie stawek. Za scenariusz filmu komercyjnego, w którym zagrają aktorzy z pierwszych stron gazet i który jest nastawiony na zysk, scenarzysta może sobie policzyć nawet 200tys zł albo i więcej, jak ma sukcesy na koncie.

  30. Luna pisze:

    Dzień dobry .Mam pytanie . Jestem jeszcze dzieckiem mam 13 lat ale kocham pisać różne scenariusze . Chciałabym aby jeden z moich scenariuszy był przedstawiony w telewizji lub w teatrze co mam zrobić żeby tak się stało ? Czy może jeszcze poczekać parę lat aż będę dorosła i mój zasób słów się zwiększy ? Bardzo bym prosiła o odpowiedz i z góry dziękuję .

  31. horror pisze:

    Czy opłaca mi się wysłać scenariusz do horroru bo mam przyszykowany. Film by się nazywał Krwawa masakra w Halloween tylko z tego co wiem to w polsce horrorów się nie produkuje więc chyba nic by z tego nie było :(

  32. Nikol pisze:

    Panie Piotrze, cenię to, że Pańskie teksty są tak przystępne, a jednocześnie bardzo sensowne ;)

    Mam dwa pytania:
    Ile czasu, w Pańskim przypadku, mijało od momentu wysłania scenariusza konkretnej osobie do momentu podpisania kontraktu i uregulowania płatności?

    W jakim stopniu fakt, że jesteśmy autorami scenariusza może pomóc w przekonaniu producentów, że nadajemy się również do wyreżyserowania danego projektu?

    • Niestety odpowiedź na oba twoje pytania brzmi: „To zależy.” „Nie ma reguły.” „Różnie to bywa.”

      Czasami od przedstawienia projektu do jego napisania, sprzedania i realizacji mijają zaledwie miesiące. Czasami są to lata. Nie ma reguł. Film to działalność niestandardowa, nietaśmowa i prototypowa.

      Jeśli chodzi o reżyserowanie, to trzeba pamiętać, że to ZUPEŁNIE co innego niż pisanie. I jedno z drugim nie ma za wiele wspólnego. Powierzanie reżyserii filmu osobie bez żadnego REŻYSERSKIEGO doświadczenia jest BARDZO ryzykowne.

      • Nick pisze:

        Nie przesadza pan? Ja pan miał reżyserskie doświadczenie przed realizacją „Zakochanych”? Żadne? Tak naprawdę reguł nie ma. Wyłożyć się może absolutny debiutant jak i ktoś kto ma spore doświadczenie.

  33. Andrzej pisze:

    Bardzo ciekawy blog. Proszę wybaczyć jeśli o tym była mowa, a ja tego nie wyłapałem, ale ciekawy jestem jeśli już ma się te 100 stron maszynopisu i chce się to sprzedać to trzeba zaoferować cenę. I jak to się kształtuje dla osoby poczatkującej? Wiem, ze na pytanie mozna różnie odpowiedzieć, ale jakieś pewnie standardy cenowe są dla scenariusza.
    I pytanie jaka cena odstraszy, a jaka wyda się w granicach zdrowego rozsądku. Z góry zakładam, że mówimy o scenariuszu, który ktoś chce kupić. Andrzej

  34. Ania pisze:

    ale ciekawy blog,tak czytam sobie bo jakoś tak mnie wena złapała i zaczęłam pisać scenariusz już z góry wiem,że nigdy w kinie ani telewizji nie zobaczę filmu na podstawie swojego scenariusza…,mimo iż pisząc mam wizję już filmu w głowie, zupełnie nie mam pojęcia ile czasowo zajmie jakaś scena,.zawsze chciałam napisać jakąś książkę(bo życie jest jedno i tak jakoś wypada choć dla siebie jeden wiersz i jedno opowiadania napisać dla siebie),taką super prozę a kończyło się na dziesięciu stronach i koniec, teraz widzę że pisanie scenariusza jest o wiele łatwiejsze-Imię i dialog i moja wizja sceny,parę godzin temu zaczęłam kręcić w swojej głowie film a już wiem że zakonczenie będę miala tragiczne :-/

  35. Mateusz4991 pisze:

    Witam Pana
    Mam zamiar napisać scenariusz do komedii, i jak bym już napisał to ile jest wart taki scenariusz

  36. Maciejp pisze:

    Jak zdobyć kontakt z reżyserem

  37. Ryszard pisze:

    Ta potrzeba dobrego scenariusza w branży filmowej jakoś słabo mnie przekonuje. Jeżeli ona istnieje, to kto tu komu robi łaskę, jesli muszę stanąć na głowie, by do kogoś dotrzeć, komuś oznajmić i przekonać, że mam dobry scenariusz.
    Co innego w Hollywood. Tam producent nie chce mieć nic wspólnego z nieznanym scenarzystą, jak to było na poczatku. Teraz rzadzi paranoja widma plagiatu, pozwu i kosztów sądowania. To rozumiem, ale czy Hollywood musi koncentrować się na przeróbkach, zamiast oryginalnych pomysłach? Dla mnie to jest chore.

  38. Natalia i Sara pisze:

    Witam !! .
    Ja mam takie malutkie pytanko .
    Wraz z przyjaciółką mamy po 13 lat. Jesteśmy bardzo twórcze postanowiłyśmy napisać scenografię i scenariusz . Po prostu nagrać własny film. I tak się złożyło, że trafiłam na ten blog. Są tu doskonałe rady, ale takie małe pytanko : Czy 13 -latki będzie ktokolwiek traktował poważnie ?
    I gdzie szukać pomocy. Bo przeszukałam cały internet i nie wiem czy źle szukałam czy coś, ponieważ nic nie mogłam znaleźć . Może Pan nam doradzi ?
    Bardzo liczę na pana pomóc . Pozdrawiamy Natalia i Sara : )

  39. yakubo pisze:

    A jak to jest ze strony prawnej? Czy producent przy kupnie opłaca podatek?

  40. Natalia pisze:

    Przez ostatnie lata dopadł mnie dziwny nałóg, a konkretnie pisanie historii w formie scenariusza. Często zdarza się, że widzę jakąś sytuację i nagle dostaje olśnienia. Widzę świetny pomysł na film, Zasiadam przed komputer, chwila skupienia a potem klawiatura idzie w ruch i następuje przelewanie wyobraźni na edytor tekstu. Aktualnie wymyśliłam bardzo ciekawą historię owianą tajemnicą, trzymającą w napięciu i budzącą ciekawość do ostatniej minuty. Historia w której nigdy nie wiadomo komu można do końca zaufać, w której postacie nie raz popadają w konflikt, każdy ma swoje zdanie, każdy ma własne wyobrażenia. Nie każdy jednak ma rację. Niektóre postacie celowo posługują się kłamstwem by osiągnąć własny cel. Czasami robią to bezbłędnie. Tajemnicze zachowania, niebezpieczeństwo i dość ciekawa zagadka, której rozwiązanie jest dość nieprzewidywalne. Dodam , że moja historia to pomieszanie gatunków takich jak Thriller/ Horror i Dramat i parę kryminalnych wątków też by się znalazło :) Wszystko pięknie wplecione w intrygującą historię.

    I tu się zatrzymam, bo po paru próbach przelania tego na scenariusz filmu fabularnego , doszłam do wniosku, że to nie nadaje się całkowicie na film , tylko na serial!. A dlaczego? Już piszę. Zrobiłam sobie podział na sekwencje i sceny. Było miło i ładnie, bynajmniej przyjemnie. Super! Jednak po zapisaniu zaledwie początku, spojrzawszy na ilość zajętych stron – uwaga 134! Osłupiałam z wrażenia. A przypominam, że nie zaśmiecałam tego samymi dialogami, a większą uwagę poświęcałam na opisach akcji i dialogach , które odnosiły się do fabuły. Złapałam się z głowę i jęknęłam z wrażenia – Szok! Kroiłam wątki, sceny i … za każdym razem czułam , że czegoś brakuje, właśnie tych uciętych momentów. A jestem dość uparta i stwierdziłam – Jeśli ma się z tego coś rozwinąć , to niech się rozwija. Nie będę go upośledzać wiecznym krojeniem scen.

    Dlatego prosiłabym o odpowiedź na parę moich pytań.

    1. Kocham pisać, ale nie jestem zawodowcem. Jeśli bym napisała w końcu tego kolosa to ile dostałabym za odcinek? Oczywiście jeżeli udałoby mi się to sprzedać. Eh… Słyszałam , że od 1 tyś do 10 tyś, ale z moim wykształceniem w branży filmowej, czyli jednym wielkim ” nic”, to zapewne 1 tysiąc. To bardzo malutko. Czy istnieje szansa potargowania się i wywalczenia chociażby 4 tysięcy?

    2. Czy jeśli chodzi o płace, to długość odcinka serialu ( scenariusza odcinka) ma jakiekolwiek znaczenie?

    3. Co pan by mi doradził? Zrobić z tego serial czy jednak napisać film? Co by mi się lepiej opłacało? Mnie szczerze mówiąc bardziej kreci przedstawienie całej historii bez ucinania faktów. No chyba, że … Napisać np. 3 części, ale wątpię czy dałoby się to podzielić:/

    Pozdrawiam i czekam na odpowiedź :)

  41. Splitax pisze:

    A ma Pan jakieś porady, jak się dostać ze scenariuszem na rynek Amerykański?

    • LeonKennedy pisze:

      Też piszę scenariusz (narazie tak dla zabicia czasu), jednak mój scenariusz to typowo Amerykańskie kino. Dołączam się do pytania. Jak dostać się na amerykański rynek będąc „zielonym” bez sukcesów na koncie związanych z filmem?. Czy najlepszym rozwiązaniem jest najpierw napisać scenariusz do jakiegoś filmu polskiego?

  42. Grażyna pisze:

    Mam pytanie. Napisałam scenariusz filmu fabularnego. Rodzaj obyczajowego melodramatu. Wydaje mi się, że jest ciekawy i w przyszłości rozwojowy. Gdzie, lub do kogo się zgłosić, by móc odsprzedać na własność prawa autorskie ?

  43. Marianna pisze:

    Chciałam zapytać, czy można sprzedać scenariusz filmowy, tak z ręki do ręki, bez umów.

  44. Aneta pisze:

    mam pomysł na serial i mniej więcej scenariusz, tyle że nie wiem komu i gdzie można go wysłać. Proszę o pomoc. Pozdrawiam

  45. Grażyna pisze:

    Również napisałam ciekawy 9 odcinkowy scenariusz do serialu, który mógłby zainteresować zwykłych ludzi. Tych ze wsi i tych z miasta. Po 9 odcinkach wątek jego nadal pozostaje szeroko otwarty i nęci ciekawością, tak myślę. Ale co z tego, gdy nie ma komu go sprzedać. Wysłałam go 8 marca na Pana e – maila, ale nie wiem, czy dojdzie. Chciałam zapytać, do kogo, czy gdzie można zwrócić się w sprawie zainteresowania i sprzedania wszystkich praw autorskich do scenariusza filmowego. Dziękuję.

  46. Bartek pisze:

    Przeczytałem kilka wpisów na tym blogu i zauwarzyłem, że wszystkim tutaj zalezy tylko na tym aby się dorobić na scenariuszu. Ok mi też kiedyś o to chodziło i nawet wysłałem włąsny scenariusz do jednego studia. Oczywiście przed wysłaniem dałem do przeczytania kilku znajomym. Ponoć mam talent do wymyślania nowych historii. Często słyszę wypowiedzi różnych reżyserów, scenarzystów itp. jak mówią iż w filmie wszystko co miałobyć wymyślone już było, to jakim cudem napisałem i przechowuje kilkanaście różnych opowieści, niektórych jako pełnometrażowe scenariusze inny w postaci odcinkówa także kilka pomysłow na programy rozrywkowe i teleturnieje. Jak to możliwe że moi czytelnicy podczas czytania odczuwają widoczny strach, dumę, zadowolenie, rozpacz, wściekłość a niektórym zdarzyło się nawet płakać. Wymyślam nowe historię od kilku lat nie dla zysku, nie dla sławy lecz dla zadowolenia moich czytelników gdy widzę że zależy im na tym aby dowiedzieć się co będzie dalej. Najbardziej zaskoczył mnie jeden mój przyjaciel, który kiedyś przez miesiąc opowiadał mi o filmie który bardzo chciał zobaczyć a gdy dowiedział się że skończyłem kolejny odcinek pewnej historii poprostu olał film tylko po to żeby jak najszybciej przeczytać mój tekst. Kino polskie upada i jeśli szybko się z nim czegoś nie zrobi to dotrze na dno a tam już nie będzie szansy go uratować. Moje teksty może nigdy nie będą napisane jak profeljonalny scenariusz ale cieszy mnie to że ludzie chcą je czytać. Nie chodzi tu o pięniądze jakie można zarobić ale o to co można przekazać innym. Osobiście mógłbym swoje teksty oddać nawet za darmo byle sprawić przyjemność moim czytelnikom jak i nowym widzom.

  47. Karolcia pisze:

    Mam mnóstwo pomysłów,ale nie wiem czy są dobre,mógłby mi pan poradzić gdybym przesłała streszczenie?

  48. Marianna pisze:

    Do p. Bartka i nie tylko………
    Jeżeli może pan sobie pozwolić na pisanie dla przyjemności własnej i czytelnika to super. Ale większość ludzi myślę, że pisze po to żeby podzielić się swoim pomysłem i zarobić również kasę, bo o pustym żołądku i przy świeczce słabo w obecnych czasach się pisze.
    Ja osobiście napisałam część scenariusza i nie ukrywam, że chciałabym na nim zarobić, ale wiem również, że graniczy to z cudem, więc wkładam scenariusz między bajki. I inni też niech tak zrobią, bo szkoda złudzeń.
    Ale mimo wszystko……życzę powodzenia panu i innym, może akurat……..

    • Bartek pisze:

      Nie powiedziałem tego że nie chciałbym zarobić na swoich pomysłach ale że nikogo nie zmuszam do ich kupienia. Jeśli ma pani jakiś scenariusz to najlepiej dać go komuś do przeczytania. Nie wie pani czy jest dobry dopóki ktoś z zewnątrz go nie przeczyta. Wiem że skoro pisała go pani wiedząc iż cudem by było zrealizowanie z niego filmu to już jest lepszy niż większość najlepszych filmów polskich ostatnich lat. Też chowałem swoje historie bo bałem się oceny innych, teraz każdy tekst który napisze wysyłam do moich czytelników których jest coraz więcej. Jestem na 99% pewny że pani scenariusz jest o wiele lepszy niż polskie hity ostatnich lat. Te śmieszne w negatywnym rozumieniu tego słowa produkcje jak Och Karol 2, czy nie wiem czemu sławny Kiler byłyby niczym przy pani scenariuszu. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Takie scenariusze mogą być dobre lub złe bo były pisane z myślą o zarobku natomiast taki scenariusz jak ma pani już jest dobry. Jestem bardzo ciekawy co pani tam napisa i chętnie przeczytałbym taki tekst, Pozdrawiam i czekam na odpowiedź.

  49. darek pisze:

    Witam Panie Piotrze. Mam dobry scenariusz thrillera politycznego. Nie ma w nim nic na temat polskiej mentalności, zaściankowości, martyrologii itp. Jest to materiał na film komercyjny. Jeśli jeszcze czyta Pan te wpisy i byłby Pan zainteresowany, możemy pogadać. Darek

  50. Marianna pisze:

    Do p. Bartka
    Mogłabym przesłać, ale właściwie po co ?

  51. kris pisze:

    Witam, czy ktoś mógłby mnie poinformować. Czy jak się napisze scenariusz na podstawie książki, to konieczna jest zgoda autora danej książki, na sprzedaż tego scenariusza?

  52. b.bor pisze:

    Raczej…….koniecznie

  53. b.bor pisze:

    Jeśli jestem pewna, że mój scenariusz jest dobry, błyskotliwy i niepowtarzalny, to nie interesuje mnie , czy jestem nowa w tej branży i wystawiam cenę. Jeśli tekst jest dobry, robię z niego książkę , a jak jest sprzedawalna, bo dobra, to producent sam przybiegnie i wtedy kasa będzie jeszcze wyższa, bo to ja bedę cenę wystawiała , tylko, ze jeszcze wyższą.
    Jeśli ktoś pyta – ile za scenariusz od początkującego?- to nie jest do końca pewien swojej pracy.
    Tak samo jest z wydawcami książek. Najpierw kręcą nosem i nie chcą wydać, a kiedy znajdzie się wydawnictwo, które uchwyci niepowtarzalność treści i na tym zarobi krocie, to pozostałe wydawnictwa plują sobie w brodę.
    Widzę , że ze scenariuszem jest i tak łatwiej, bo wymaga tylko dojścia do właściwej osoby.
    Jednak z wydawnictwami , nie jest już tak łatwo…..

  54. Marianna pisze:

    Do Pana Bartka.
    Prosił Pan o kawałek mojego scenariusza, przesyłam więc parę scen z moich napisanych 130 scen. Celowo dla obrazowości są przesłane wybiórczo. Byłabym wdzięczna za szczerą opinię.

    ________________
    (4 scena) Plener. Mostków. Podwórko. Dzień.
    (Nowe siedlisko Misztalów. Duże podwórko na skraju wsi. Ogrodzone. Brama wjazdowa. Sporo drzew owocowych. Budynek gospodarczy i garaż. Dom duży, parterowy, z zamieszkałym poddaszem. Umeblowany w minimalistycznym stylu.
    Przed bramą zatrzymuje się samochód. Wysiada Andrzej. Idzie otworzyć bramę. Wysiada Anna. Wyskakują z samochodu dzieci. Andrzej jedzie powoli pod garaż. Dzieci biegną na podwórko i biegają wesoło. Anna idzie powoli w stronę domu. Rozgląda się. Uśmiecha się. Wdycha z rozkoszą wiejskie powietrze. Andrzej wysiada z samochodu i idzie w stronę domu. Anna również dochodzi do domu. Małżonkowie staja przed domem. Patrzą na dom. Dzieci nadal wesoło biegają. Andrzej otacza ramieniem żonę. Anna wyciąga prawa rękę i błogosławi nowe ich siedlisko.)
    Anna
    - W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. – Niech naszej rodzinie się szczęści na nowym. – Amen.
    (Andrzej przytula żonę. Nagle zauważa obcego mężczyznę przed brama. Pokazuje ruchem głowy Annie. Opuszcza rękę z ramienia żony.)
    Andrzej
    - Zorientuję się, o co chodzi ?
    (Idzie w stronę drogi. Stojący nie rusza. Anna siada na ławkę przed domem. Andrzej podchodzi do nieznajomego. Widzi mężczyznę w średnim wieku, trochę dziwnie ubranego, na lekkich procentach.)
    Andrzej
    - O co chodzi ?
    (Mężczyzna patrzy z uśmiechem na Andrzeja. Obie ręce trzyma w kieszeniach spodni. Wygina się śmiesznie.)
    Mężczyzna
    - O nic nie chodzi. Tak patrzę i co to komu szkodzi.
    (Andrzej zdziwiony baczniej go obserwuje.)
    Andrzej
    - Kim pan jest ?
    (Mężczyzna wyciąga prawą rękę z kieszeni spodni. Lewa pozostaje w kieszeni. Wygina się raz do przodu, raz do tyłu. Podaje rękę Andrzejowi.)
    Mężczyzna
    - Jestem Walenty. – Mówią, że trochę pierdzielnięty. – Szkoda, że nie Adam, bo ciągle wierszem gadam.
    (Andrzej stoi nieruchomo zdziwiony i rozbawiony. Po dłuższej chwili.)
    Andrzej
    - A ja Andrzej. – Andrzej Misztal. – Pójdę już. – Żona czeka.
    (Wskazuje ręka i odchodzi. Idzie w stronę domu. Uśmiecha się. W połowie drogi odwraca się, by sprawdzić, czy dziwak nadal stoi. Mężczyzna jednak minął ich posesję i idzie dalej wiejską drogą. Andrzej podchodzi z uśmiechem do żony.)
    Anna
    - Kto to był ?
    Andrzej
    - Nie mam pojęcia. – Jakiś Walenty.
    Anna
    - Walenty ? – I nic więcej nie mówił ?
    - Mówił. – Mówił, że jest Walenty i że pierdzielnięty.
    (Andrzej stoi przy ławce i wybucha śmiechem. Anna uśmiecha się, ale ma dziwną minę. Andrzej zatacza się ze śmiechu i siada na ławce obok żony. Opanowuje się po chwili. Anna siedzi nieruchomo. Uśmiechnięta patrzy badawczo na męża.)
    Andrzej
    - No nie wiem kurcze. – Facet był zabawny. – Mówił rymem. Bardzo pijany nie był. – Przedstawił się, jako Walenty i jeszcze ten przydomek.
    Anna
    - Walenty pierdzielnięty ?
    Andrzej
    - No tak.
    (Teraz oboje zaczynają się śmiać.)
    Anna
    - No to mamy wesołe wejście w wiejską rzeczywistość.
    Andrzej
    - Dobrze, ze wesołe. – To chyba dobrze nam wróży ?
    Anna
    - Grunt, to wesołe wejście i dobra wróżba ha, ha.
    (Andrzej już bez uśmiechu rozgląda się po posesji. Anna również już się nie śmieje. Stuka czubkami butów jeden o drugi. Andrzej odwraca się do Anny. Kładzie rękę na jej ramieniu. Anna opiera na niej głowę. Andrzej patrzy na żonę.)
    Andrzej
    - Nareszcie na swoim.
    Anna
    - Wreszcie będzie można żyć po swojemu i spokojnie. I łatwiej będzie ukryć sekret. – Tylko do pracy będziesz miał daleko.
    Andrzej
    - Może z czasem znajdę coś bliżej.
    Anna
    - A wiesz, jest taka tradycja, że na nowe powinno przeprowadzać się właśnie w sobotę.
    Andrzej
    - Tak ? – Nie słyszałem.
    (Uśmiecha się. Przytula żonę i całuje czule w głowę. Przybiegają rozbawione dzieci.)
    Tomek
    - Co robicie ? – Całujecie się ?
    (Śmieją się wszyscy.)
    __________________________________________________
    26 scena. Wnętrze. Mostków. Szkoła. Dzień.
    (Szkoła podstawowa. Do kantorka dla sprzątaczek wchodzi Werka. Druga sprzątaczka Hela siedzi przy niewielkim stoliku, na którym stoją 2 szklanki z gorącą herbatą.)
    Hela
    - Zrobiłam dla nas herbaty. – Dawaj bułkę.
    (Werka kładzie bułki na stoliku. Otwierają się drzwi do kantorka. Zagląda dziewczynka.)
    Dziewczynka
    - O, dzień dobry. – Pani dyrektor prosi panią do gabinetu.
    (Zwraca się do Werki.)
    Werka
    - Dobrze. – Już idę.
    (Dziewczynka zamyka drzwi.)
    Werka
    - Czego znowu ta stara krowa chce ?
    Hela
    - Cicho….. – Idź, to się dowiesz.
    (Werka wychodzi z kantorka. Idzie po schodach na górę. Potem na korytarz, a potem w prawo. A tam drzwi z napisem „dyrektor”. Puka. Wchodzi.
    Werka
    - Wzywała mnie pani, pani dyrektor ?
    Dyrektor Kulesza
    - Tak, tak. – Niech pani wejdzie.
    (Werka zamyka drzwi. Podchodzi do biurka. Opiera ręce na poręczy krzesła. Dyrektorka siedzi na swoim krześle za biurkiem. Na biurku piętrzy się stos dokumentów.)
    Dyrektor
    - Niech pani usiądzie na chwilę.
    (Werka siada.)
    Dyrektor
    - Pani Weroniko. – Wie pani, po co panią tu poprosiłam ?
    Werka
    - Nie. – Skąd.
    (Wzrusza ramionami.)
    Dyrektorka
    - Chciałam pani jeszcze raz przypomnieć, o konieczności dyskrecji. – Nie może cała wieś rozprawiać, o kłopotach nauczycieli, o zsikanym dziecku, czy problemach wychowawczych rodziców. – W pracy obowiązuje tajemnica. Może pani na wsi opowiadać, o swoich problemach, a nie zakładowych. – Czy pani to rozumie ?
    (Werka siedzi niewzruszona.)
    Werka
    - A co mam nie rozumieć. – Ja nie mam żadnych problemów. – To wszystko ? – Mogę już iść ?
    (Od ręki pyta Werka. Dyrektorka mówi zrezygnowana.)
    Dyrektorka
    - Niech pani wraca do swoich zajęć.)
    (Werka wychodzi. Dyrektor Kulesza opiera głowę na rękach i mówi sama do siebie.)
    Dyrektor
    - Ja się zabiję, albo ją zabiję.
    __________________________________________
    32 scena. Plener. Mostków. Las. Późne popołudnie.
     (Las niedaleko Mostkowa. Cała rodzina wsiada do samochodu stojącego pod werandą domu. Jest słonecznie. Późne popołudnie. Odjazd. Dzieci siedzą na tylnym siedzeniu. Są roześmiane. Po drodze śpiewają własne improwizacje. Rodzice spoglądają, co raz na siebie z uśmiechem. Samochód zatrzymuje się w leśnym zajeździe. Wszyscy wysiadają. Andrzej szykuje kije na ognisko. Anna obserwuje szalejące na leśnej dróżce dzieci. W oddali idzie kobieta. Idzie bardzo wolno. Dochodzi do Anny. To Bobrowa. Kobieta mieszka z mężem pod lasem.)
      Anna
    - Dzień dobry !
      Bobrowa
    - Dzień dobry.
      Anna
    - Nie boi się pani sama spacerować po lesie, późno już ?
      Bobrowa
    - Pani, a gdzie ja bym miała czas na spacerowanie. – Chodzę, bo czekam aż mój stary uśnie, bo jest spity.
        Anna
    - Boi się pani pijanego męża ? – Robi awantury ?
      Bobrowa
    - A co to panią obchodzi, czy się boję, czy nie !
    Anna
    - Ten siniak pod okiem, to jego sprawka ?
    (Anna pyta z troską w głosie. Kobieta odpowiada nerwowo.)
    Bobrowa
    - Nie jego, uderzyłam się sama o drabinę. – Nie musze się pani opowiadać.
    Anna
    - Przepraszam, chciałam dobrze.
    ( Bobrowa odchodzi szybciej nieco. Anna stoi bez ruchu w zadumie. Z zadumy wyrywa ją głos męża.)
      Andrzej
    - Gotowe, możemy wracać ! – Wsiadajcie do samochodu, bo zaraz będzie ciemno.
      Anna
    - Dzieci chodźcie, wracamy !
     (Kiwa na dzieci. Przybiegają Kuba z Ulą. Dzieci są przestraszone, nie mogą znaleźć Tomka. Andrzej natychmiast rzuca kije na ziemię. Zaczyna biegać raz w jedną, raz w drugą stronę po leśnej drodze i nawoływać syna.)
                   Andrzej
    - Tomek, Tomek !
     (Anna usadza dzieci w aucie.)
      Anna
    - Macie nie wychodzić z samochodu ! – Kuba pilnuj Uli !
    ( Sama biegnie wzdłuż leśnej drogi z rozpaczliwym wołaniem. Składa dłonie do kupy, przykłada do ust, w celu większej słyszalności. Odwraca się we wszystkie strony i woła.)
      Anna
    - Tomaszek, Tomaszek !
     (Nagle widzi, że w oddali Andrzej niesie Tomka na barana. Staje bezsilnie. Ręce opadają jej wzdłuż ciała. Siada na leśnej drodze. Kuli się. Zaczyna płakać i dygotać.

    Podchodzi Andrzej z dzieckiem. Przybiegają również dzieci siedzące wcześniej w samochodzie.)
      Andrzej
    - Już dobrze, nic się nie stało, nie płacz. – Chodź. – Smarkacz schował się za paprocią, chciał nam zrobić niespodziankę.
      Anna
    - No to się mu udało. – Jeszcze trochę i zejdę na zawał. – najpierw Bobrowa, a potem on.
    Andrzej
    - A co Bobrowa ?
    Anna
    - Ach, w domu ci opowiem.
    (Andrzej zdejmuje z ramion Tomka. Podaje rękę żonie i pomaga powstać. Wszyscy kierują się w stronę samochodu. Dzieci biegną i sadowią się na tylnym siedzeniu. Ania i Andrzej idą powoli w milczeniu. Andrzej mocno przytula dygocącą jeszcze żonę.)
    __________________________________________________

    49 scena. Wnętrze. Lublin. Blok. Wieczór.
    (Mieszkanie Magdy i Patryka. Patryk szykuje się do wyjścia. Ubiera się przed lustrem w przedpokoju. Magda stoi przy kuchni gazowej. Miesza w garnku zupę.)

    Magda
    - Wychodzisz ? – Znowu zostaję wieczorem sama w domu. – I na dodatek zupa już dochodzi.

    Patryk
    - Zjem potem. – Dlaczego masz siedzieć sama ? – Zorganizuj sobie wypad do koleżanki.

    Magda
    - Do której ? – Do Ani przecież nie pojadę, bo za daleko. – Zresztą pojechali w Bieszczady. – Ty tak często wieczorem wychodzisz, że już nie wiem, czy mam męża, czy nie.

    Patryk
    - Nie narzekaj kobieto, nie narzekaj.

    Magda
    - Po co w zasadzie jest mąż ? – Wystarczyłby kot.

    Patryk zaintrygowany, zagląda przez drzwi do kuchni.

    Patryk
    - Kot ? – Jak to kot ?

    Magda
    - Bo kot też leży ciągle na kanapie, albo włóczy się całymi nocami.

    Patryk
    - Ha, ha, bardzo śmieszne.

    (Patryk wychodzi z domu. Magda wyłącza ugotowaną zupę. Idzie do salonu. Bierze ze stołu telefon. Dzwoni.)

    Magda
    - Halo, Ola ? – Co porabiasz ?
    ……
    - Dobrze, dobrze, ok.
    ……
    - Gdzie, gdzie ?
    ……
    - Acha, no to jesteśmy umówione. – Na razie.

    (Odkłada telefon. Jest znacznie weselsza niż wcześniej. Ochoczo podchodzi do szafy. Otwiera. Patrzy na ubrania.)
    _______________________________________________________________
    scena 92. Wnętrze. Lublin. Biuro. Dzień.

    (Biuro w Urzędzie Miasta. W pokoju biurowym Kasia dalej pisze na komputerze. Wchodzi koleżanka z drugiego pokoju. Od drzwi pyta.)

    Koleżanka biurowa
    - Gdzie jest Ewa ? – Gdzieś posiałam zestawienie, a ona ma naniesione.

    ( Idzie i siada na Ewy miejscu. Kasia, jak przebudzona podnosi głowę z nad klawiatury).

    Kasia
    - A wiesz, że spory czas już jej nie ma. – Gdzie ona jest ?

    Koleżanka biurowa
    - Może zasłabła w toalecie ?

    (Kasia zrywa się zza biurka, tak szybko, że aż wywraca krzesło. Szybko wychodzi z pokoju. Kieruje się do toalety. Za nią wychodzi z pokoju też druga kobieta. Kasia chce otworzyć drzwi do toalety i nie może. Coś je podpiera. Koleżanka chwyta się ręką za okolice serca. Zaraz jednak podbiega do Kasi i pchają obie. Drzwi puszczają . Widzą Ewę leżącą za drzwiami. Jest nieprzytomna. Kasia klęka przy niej natychmiast, masuje ją po twarzy. Odwraca się i krzyczy do koleżanki.)

    Kasia
    - Pogotowie ! – Dzwoń po pogotowie!

    (Przybiegają inni pracownicy. Robi się mały tłok. Przybiega kierownik.)

    Kierownik
    - Co jest ? – Co się stało ?

    (Kasia wciąż budzi i masuje po twarzy Ewę. Krzyczy.)

    Kasia
    - Otwórz oczy, nie usypiaj ! – Ewa, patrz na mnie ! – Patrz na mnie ! – Otwórz oczy, słyszysz !

    (Przyjeżdża pogotowie. Podbiega lekarz. Stwierdza, że żyje. Macha na ratowników.)

    Lekarz
    - Szybko, szybko do karetki.

    (Ratownicy kładą i biegiem wynoszą dziewczynę na noszach. Kasia i inni wybiegają z budynku.)

    _____________________________________

    scena 105. Plener. Mostków. Wiejska droga. Dzień.

    (Wiejska droga w Mostkowie. W drodze do sklepu Anna spotyka Bobra. Mężczyzna idzie od strony sklepu. Anna zwalnia krok.)

    Anna
    - Dzień dobry !

    (Mężczyzna nic nie odpowiada. Mija Annę bez słowa. Anna zatrzymuje się i odwraca.)

    Anna
    - Panie Bober ! – Proszę zaczekać.

    (Bober zatrzymuje się i odwraca głowę.)

    Bober
    - Czego ?

    ( Anna podchodzi do mężczyzny. Patrzy na niego. Bober unika wzroku Anny.)

    Anna
    - Chciałabym z panem porozmawiać.

    Bober
    - Policja należała się. – Było głośno.

    Anna
    - Ale ja nie o tym.

    Bober
    - A o czym do cholery ?

    Anna
    - Chcę porozmawiać o panu i pana żonie.

    (Mężczyzna zaczyna się denerwować. Macha rękami.)

    Bober
    - A co my panią do cholery obchodzimy ? – Czego ? – Co chce ?
    (Anna stara się mówić spokojnie.)

    Anna
    - Niczego nie chce, panie Bober. – Tylko zapytać. – Tylko jedno pytanie.

    Bober
    - No.

    Anna
    - Czy kochał pan kiedyś swoją żonę ?

    (Bober zdziwiony spojrzał na Annę.)

    Bober
    - Pewno.

    Anna
    - To dlaczego teraz tak pan ją krzywdzi ? – I siebie też przy okazji.
    (Bober patrzy na Annę dziwnie.)

    Bober
    - Pani to chyba zgłupiała. – Żeby ludzi na drodze zaczepiać. – A poszła mi stąd, bo też przyłożę.

    (Anna stoi zaszokowana, a Bober zabiera się do odejścia. Nagle doskakuje Anna do mężczyzny. Łapie za rękaw, aż siłą przekręca całego w swoją stronę.)

    Anna
    - Proszę bardzo, niech się pan nie krępuje, tylko przyłoży. – Ja chcę, żeby mi pan przyłożył.

    (Teraz Bober patrzy zaszokowany i stoi, jak w ryty.)

    Bober
    - Głupich nie biję.

    Anna
    - A nie jest pan ciekawy, dlaczego chcę, żeby mi pan przyłożył, tak jak żonie.

    Bober
    - No ?

    ( Anna już wie, że zaintrygowała Bobra. Bo ten nie odchodzi.)

    Anna
    - Dlatego, że to uratowałoby panu życie.

    (Bober jest wyraźnie zaciekawiony.)

    Bober
    - Jak to ?

    (Anna postanawia wypalić.)

    Anna
    - Bo żona pana cierpi, boi się pana i na pewno też pana kocha. – I nie chce pana oskarżyć. – A ja uratowałabym panu życie.

    (Bober z uśmiechem.)

    Bober
    - Co ty pleciesz kobieto. – Życie, jak ?

    Anna
    - Złożyłabym skargę na policji, o pobiciu. – A potem w sądzie obdukcję, takie zaświadczenie od lekarza, o pobiciu. – Wie pan, co byłoby potem.

    Bober
    - Niby co ?

    Anna
    - Potem poszedłby pan do więzienia za pobicie. – A ja byłabym taka dobra i nie dopuściła do tego, żeby pan poszedł do więzienia.

    (Bober stoi całkowicie skołowany. Usta otwarte. Oczy wytrzeszczone.)

    Bober
    - Idź babo do diabła, bo tak mi pomieszałaś w głowie, że niedługo zapomnę, jak się nazywam.

    ( Już odchodzi, ale zawraca.)

    Bober
    - Nie dopuściła, to po co oskarżała.

    ( Anna uśmiecha się.)

    Anna
    - Nie dopuściła pod warunkiem, że poszedłby pan na odwykówkę. – I tym sposobem dałabym panu nowe życie.

    Bober
    - Jak to ?

    Anna
    - Bo po odwykówce stałby się pan innym człowiekiem. – Gdyby tylko chciał się pan ratować, mógłby być innym, szczęśliwym człowiekiem. – I pana biedna żona, również.

    Bober
    - Tak by się pani dla mnie poświęciła, żebym aż przyłożył.

    (Anna już wie, że wygrała tę walkę. Uśmiecha się do Bobra.)

    Anna
    – No ?

    Bober
    - Dziwna z pani kobieta. – Dowidzenia !

    (Szybkim ruchem odwraca się od Anny. Idzie szybko przed siebie. Anna stoi. Patrzy za Bobrem. Potem odwraca się i idzie w stronę sklepu. Wzdycha głęboko. Zaciąga się głęboko powietrzem. Powoli uśmiech zaczyna gościć na jej twarzy. Zbliża się do sklepu.)

    ________________________________________________

    120 scena. Wnętrze. Lublin. Przychodnia. Dzień.

    (Przychodnia ZOZ. Barbara wstaje zza biurka. Podchodzi nieśmiało do biurka Iwony. Iwona udaje, że nie widzi. Pisze.)

    Barbara
    - Iwona. – Nie gniewaj się na mnie. – Czasem sama siebie nie rozumiem i stąd moje zachowanie.

    (Iwona podnosi głowę z nad papierów. Patrzy na stojącą przy biurku koleżankę.)

    Iwona
    - Basiu ty masz problem. – Problem sama ze sobą. – Dlaczego tak nie trawisz własnego dziecka ? – Przy czym drugie kochasz.

    (Barbara odchodzi od biurka koleżanki. Siada na swoim krześle. Spuszcza głowę.)

    Barbara
    - Nie wiem. – Chyba jestem zazdrosna.

    Iwona
    - Zazdrosna ? – O co ?

    Barbara
    - Chyba o to, że im się układa.

    (Iwona patrzy na Barbarę z odrazą i złością.)

    Iwona
    - Bój się Boga, Barbara. –Zazdrościsz własnemu dziecku szczęścia ?

    (Po chwili dodaje.)
    Iwona
    - No dobrze, to teraz, ale ty ciągle ją dyskryminowałaś. – Dlaczego ?

    Barbara
    - Chyba jestem wyrodną matką.

    Iwona
    - No, raczej. – Popraw się kobieto, póki czas.

    ( Barbara siedzi nadal ze spuszczona głową. Iwona po chwili dodaje, już łagodnie
    .)
    Iwona
    - Basiu, pójdź do psychologa. – Oni potrafią z człowieka wydobyć na wierzch, wszystkie złe uczucia i emocje. – A gdy będą już na wierzchu, łatwiej będzie się z nimi rozprawić. – Twoja wrogość do jednego z dzieci z czegoś się wzięła. – To ważne, dla naprawienia sytuacji, żeby wiedzieć z czego.

    Barbara
    - Przecież Ania jest psychologiem. – Ty też mówisz prawie, jak psycholog.

    Iwona
    - No proszę cię… – Przecież nie pójdziesz do swojego dziecka gadać o tym, że nie lubisz jednej z córek. – Czyli jej.

    (Po chwili rozmyślania Iwona dodaje.)

    Iwona
    – Albo wyjedź na zamknięte rekolekcje. – Są takie, słyszałam. – Coś sobie uświadomisz, coś przemyślisz, coś zrozumiesz. – Masz przecież zaległy urlop.

    Basia
    - Pomyśle o tym.

    Iwona
    - Pomyśl. – Bo warto i trzeba.

    (Iwona wraca do dokumentów. Barbara siedzi bez ruchu. Myśli.)

    _____Dziękuję_____________________________________________


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s