„Opowieść powinna mieć początek, środek i koniec, ale niekoniecznie w tej kolejności.” (Jean-Luc Godard)archiwum cytatów

Przepis na gulasz wołowy (wersja dla mężczyzn, inspirowana Francją)

1. Słowo wstępne:

Nie będę się rozpisywał o zbawiennych właściwościach wołowiny, bo zrobiłem to już dawno temu we wpisie o hamburgerach. Powiem jedno – wołowina jest NIEZASTĄPIONA.

Krowa to najważniejsze zwierzę z tych, które człowiek udomowił i warto z tego prastarego odkrycia czerpać garściami. Całe życie.

Nota bene – wpis o hamburgerach jest jednym z najpopularniejszych na tym blogu. Ludzie wiedzą czego szukać w Google’u – wołowina jest dużo ważniejsza od scenopisarstwa ;-)

Powiem więcej: scenopisarstwo, kręcenie filmów i opowiadanie historii nie miałoby żadnego sensu bez wołowiny. Bo przyjemności są najlepsze wtedy, gdy chodzą parami, trójkami, czwórkami… itd.

Ale do rzeczy.

Gulasz!

2. Co potrzeba:

Wołowina – Potrzebne jest około kilograma wołowiny.

Mięso powinno być świeże, pachnące i nie za dobre w sensie części krowy, z której pochodzi. Polędwica, ligawa, zrazowe i tym podobne rarytasy nadają się może na gulasz dla kobiet i dzieci, nam się na razie nie przydadzą.

Dla chłopaków gulasz robi się z wołowiny poprzerastanej tłuszczem, grubymi błonami i smakowitymi żyłami. Taka wołowina jest tańsza, jaśniejsza i dużo bardziej aromatyczna od dietetycznej chudzizny. Mój kawałek nazywał się „wołowina bulionowa” i był idealny.

Takie mięso zawiera w sobie dużo więcej pysznego, kleistego białka kolagenowego, które jest bardzo zdrowe i mocno wpływa na ładność jedzącego.

Ostry nóż – Do krojenia surowego mięsa trzeba używać ostrego noża. Inaczej można sobie zrobić krzywdę. Jak ktoś nie ma, to niech sobie naostrzy.

Przyprawy – Przyprawy będą inspirowane Francją, a ściślej gulaszem, który robią na południu tego pięknego kraju.

A więc po kolei: czarny pieprz mielony i niemielony, tymianek, liść laurowy, ziele angielskie, powinien być rozmaryn, ale nie udało mi się kupić, więc zrobiłem bez rozmarynu (i wpływy francuskie po części szlag trafił).

Ci, którzy lubią sól, powinni sobie trochę posolić. Ja soli nie lubię, więc nie solę.

Jarzyny – Czosnek, cebula, marchewka, świeża natka pietruszki.

Wino – Powinno być dobre, czerwone, wytrawne, wyraziste i nie za delikatne. Będzie potrzeba tylko pół butelki, więc resztę można zacząć pić już po otwarciu i popijać w czasie przygotowania jedzenia. Ja kupiłem butelkę Bordeaux za trzydzieści złotych i było super.

Kostka masła – Potrzebna jest do duszenia. Wołowina to chude mięso, trzeba je zatem dotłuścić, żeby dobrze smakowało. A tłuszcz, jak wiadomo, jest najlepszym nośnikiem smaków i aromatów. Poza tym chudy gulasz byłby zbyt „zdrowy”, a tak zwane „zdrowe jedzenie” nigdy nie jest smaczne. Swoją drogą ci mądrale, którzy opowiadają, że masło jest niezdrowe powinni się do miękkości smażyć w piekle.

Miska – Potrzebna jest do przygotowania marynaty i zamarynowania mięsa.

Patelnia – Duża i nieprzywierająca. Potrzebna będzie do obsmażenia mięsa.

Rondel albo Garnek – W tym będziemy dusić gulasz. W Prowansji używają do tego glinianego garnka, ale to bez znaczenia dla smaku. Ważne, żeby duszenie było długie, pod przykryciem i na bardzo wolniutkim ogniu.

3. Marynata:

Wołowinę myjemy pod bieżącą wodą, a potem kroimy ostrym nożem w kawałki wielkości dużego kęsa. Wrzucamy do miski. Wlewamy pół butelki czerwonego wina. Dodajemy dwie, trzy łyżki octu winnego i dwa razy więcej oliwy z oliwek. Wrzucamy tymianek, kilka kulek ziela angielskiego, parę liści laurowych, dziecięcą garstkę niezmielonego, czarnego pieprzu.

Zamiast soli dodałem trochę Maggi – nie lubię smaku soli w mięsie, a Maggi (może być sos sojowy) jest wystarczająco słona (i nie tylko).

Powinienem dodać rozmarynu, ale nie udało mi się kupić, więc, nie wiedzieć czemu, dodałem lubczyku. Smakuje i pachnie prawie jak pietruszka, ale ma w sobie coś jeszcze (poza tym, ten gulasz to wersja męska).

Potem trzy ząbki rozgniecionego czosnku i cebula pokrojona w ćwiartki. Oczywiście czosnku może być mniej jak ktoś nie lubi. Ja lubię. W potrawach dla mężczyzn czosnek musi być wyraźny.

Następnie ładujemy łapę do miski i przy pomocy energicznych ruchów kręcących staramy się to wszystko gruntownie wymieszać.

Potem folia na miskę, całość do lodówki i zapominamy o gulaszu na całą noc (można na przykład wypić resztkę wina, która nam została z marynaty – tak właśnie zrobiłem).

4. Obsmażanie:

Na drugi dzień po śniadaniu wyjąłem miskę z marynatą z lodówki. Pachniało świetnie. Rozgrzałem dużą, teflonową patelnię do czerwoności i zacząłem obsmażać mięso.

Polega to na prostym wrzucaniu kawałków wołowiny na teflon. Francuzi obsmażają na boczku wieprzowym. Ja boczek pominąłem, żeby nie mieszać aromatów moich dwóch ulubionych zwierzątek spożywczych – świnki i krówki. Jak gulasz wołowy, to wołowy.

No więc, wrzucamy mięso tak, żeby zakryło całe dno patelni. Nie więcej. Mi wyszło obsmażanie na trzy tury. Wszystko musi skwierczeć, syczeć, dymić i buzować. Obsmażone kawałki muszą nabrać brązowo-złotej skórki.

Potem wszystko do gara, łącznie z przypaloną krwią, która została na patelni.

5. Duszenie:

Musi to być obszerny garnek z pokrywką. Wrzucamy tam WSZYSTKO, co do tej pory zrobiliśmy. Mięso, całą marynatę, kostkę masła, jedną marchewkę w plasterkach i niewielką kromkę chleba. Najlepiej żytniego, pełnoziarnistego.

Dolewamy trochę wody. Zamykamy garnek pokrywką i zaczynamy wolniutko dusić na małym ogniu, mieszając co pół godziny.

Po trzech godzinach gulasz powinien być gotowy. Generalnie jest on gotowy, kiedy mięso staje się bardzo miękkie. Jeśli nasza krowa była stara i brzydka, można podusić trochę dłużej.

6. Jedzenie:

Najlepiej taki gulasz smakuje sam.

Jeśli już nie możemy się obejść bez tradycyjnego, skrobiowego dodatku, proponuję kromkę chleba, gotowanego ziemniaka, bądź garść makaronu.

Już na talerzu posypujemy gulasz świeżą natką pietruszki i doprawiamy solą i pieprzem w razie potrzeby.

Jemy.

I bardzo nam smakuje.

7. Palące pytania wraz z propozycjami odpowiedzi (FAQ):

Dlaczego przepis jest taki nieprecyzyjny i niespójny?

Bo kuchnia to nie apteka. Poza tym gulasz jest potrawą mocno niestabilną. Można wrzucać, co się chce. Można doprawiać, czym popadnie. Można mieszać smaki i improwizować do woli. Jest to zatem zapis mojej kuchennej improwizacji inspirowanej niedawnym, niespodziewanym pobytem w Prowansji. Jak ktoś szuka dokładnego przepisu na KONKRETNY gulasz, niech zajrzy do książki kucharskiej.

Dlaczego jest to wersja dla mężczyzn?

Bo z doświadczenia wiem, że faceci lubią bardziej hardcorowe jedzenie. Grubiej pokrojone, mocniej doprawione, tłustsze i z niespodziankami pod zębem.

Jak wyglądałby zatem gulasz dla kobiet?

Większość kobiet wolałaby ten sam gulasz z delikatniejszą wołowiną. Najchętniej z samym czerwonym mięsem, bez białych elementów kolagenowo-tłuszczowych. Kobiety z tajemniczych powodów wolą przepłacać za kolagen w kremach i stosować go zewnętrznie. Ja po prostu zjadam świeży kolagen. Dla kobiet trzeba by też pewnie delikatniej doprawić.

Czy to jest przepis na „beef bourguignon”?

Nie. To wariacja. Improwizacja na temat. Jak ktoś chce klasyczny beef bourguignon, niech sobie poszuka w sieci.

Czy gulasz się udał?

Tak. Udał się bardzo. Czego i Państwu życzę.

About these ads

40 komentarzy on “Przepis na gulasz wołowy (wersja dla mężczyzn, inspirowana Francją)”

  1. Kornelia pisze:

    Witam,

    czy te elementy pozamięsne (tłuszcze, błony, ścięgna i inne tzw. glutki) rozpłynęły się w końcowym produkcie?
    pozdrawiam

    • Tak. Rozgotowały się i zmieniły w aromatyczny sos.

      • Kornelia pisze:

        Zrobiłam ten gulasz na próbę z 1/2 kg mięsa o nazwie pręga wołowa. Była tylko jedna zmiana dotycząca marynowania – okazało się, że nie mam w domu wina wytrawnego, więc zalałam na noc winem domowym moich rodziców, ma chyba z 15 lat lub więcej, i jest półsłodkie. Ale w niedzielę kupiłam Kadarkę, odlałam „domową” marynatę i jeszcze przez pół dnia mięso poleżało w winie plus przyprawy – w sumie ok. 24 godziny. Potem wszystko zgodnie z Pana instrukcjami – usmażyłam i gotowałam przez ponad 3 godz. Faktycznie, wszystko się rozgotowało, było znakomite – proste, pożywne i smaczne. Dzięki za inspirację!

  2. Amelka pisze:

    Podobno esencja smaku gulaszu leży w niepoznanej do końca … reakcji Maillarda. ;)

  3. nanoholic pisze:

    Ja mieszam pół na pół wołowe i wieprzowe… zamiast wina stosuję czteropak piwa – też „pół na pół” znaczy pół do garnka a pół do ust… to znakomicie urozmaica i wzbogaca proces tworzenia „jadła” – do tego na etapie duszenia dodaję jarzynki w formie drobno krojonych w kostkę ziemniaczków oraz trzy papryczki „peperoni” posiekane w cienkie plasterki – zastosowanie miksu wołowiny i wieprzowiny powoduje miłe dla podniebienia niespodzianki.

    PS. na etapie „obsmażania” wędzony boczek jest niezbędny – dodatkowo dla „uzupełnienia smaku” dodaję na tym etapie posiekane 4 ząbki czosnku.

  4. Patryk pisze:

    Jak dla mnie pycha. Też uwielbiam takie smakołyki. Ale ja nie o tym chciałem…
    Natknąłem się w sieci na konkurs filmowy Trzy Korony. Zamierzam skorzystać, choć czasu pozostało niewiele. W regulaminie natknąłem się, że praca powinna opatrzona być godłem. Wie ktoś może co to znaczy? Jakie godło? Szukałem w internecie i nic. Bo chyba nie o Godło Polski.

    • Ziuta pisze:

      Godło w sensie nick lub hasło. Może to być dowolne słowo lub słowa (nie za długo). Chodzi o to, żeby nie podpisywać tekstu imieniem i nazwiskiem.

      Godło umieszcza się na pracy i na kopercie, w której wysyła się swoje dane. To taki system identyfikacji, kiedy osoby oceniające prace nie mogą wiedzieć, kto jest ich autorem.

      • ZiKo pisze:

        „Idzie” w trochę ponad miesiąc napisać dobry scenariusz filmowy (konkurs do końca września!)? Pytanie traktuję jako retorycznie, ale może Pan Piotr nagle nas zastrzeli czymś typu…tak, jak swoje piszę w 2 tyg. :D

        • Da się napisać, ale jest to BARDZO trudne ;-)

          • ZiKo pisze:

            A to ile Pan pisał swój debiut? Czy to była „Stacja”? Czy wcześnie Pan coś próbował pisać? Czy poszedł Pan na żywioł i zaraz po napisaniu „Stacji” wysłał ją na konkurs, czy może wcześniej komuś pokazał? Czy to co oglądaliśmy to jest w 100% Pana pomysł, czy „kazali” zrobić 1000 zmian? Czy miał Pan takie sytuacje, że przychodził producent i mówił: Ty, no fajny scenariusz, bardzo, tylko wiesz, wywal tego antagoniste, bo mi strasznie przypoina brata mojego szwagra, od strony trzeciego męża mojej stryjecznej siostry?

          • clavier pisze:

            akurat uwierzę ;) , chyba, że chodzi o poprawianie kolejnej wersji, albo jest to długi „poród” po „ciąży pisarskiej”, która nigdy w naturze nie trwa 2 -tygodnie ;)

            a gulasz w wersji stifado owszem szykuję i już mam ślinotok …, a wracam do tego przepisu, bo bardzo smakowicie Pan go przedstawił i zapadł w pamięci ;)

        • clavier pisze:

          Tak mówiła Łepkowska o scenariuszu do „Och Karol” przy czym aktualnie była po przejściach z „Karolem”, więc miała „łatwiej” ;)
          Normalnie nie da się, zresztą po co ? Ma być dobrze, a nie szybko. Pośpiech jest dobry przy łapaniu much.

  5. ZiKo pisze:

    Przepraszam za niedyskretne pytanie, czy zdjątko gulasza zostało wzięte z netu, czy z talerza Autora?

  6. ZiKo pisze:

    Dobrzy w te klocki – gulasz, są chyba Węgrzy, przynajmniej tak twierdzi mój kolega Madziar, którzy przepis ukradli chyba Turkom, z którymi mieli niejednokrotnie bliskie spotakania 3go stopnia i jakoś tam zmodyfikowali. Kiedyś czytałem, że w oddziale tureckich Janczarów najważniejszy był kociołek, w którym wesoło bulgotał sobie właśnie gulasz, a janczarzy bronili tego kociołka, jak największej świętości…

  7. Patryk pisze:

    Dzieki za info, bo naprawdę nie wiedziałem o co biega. Co do pisania w expresowym tępię – zwycięzca poprzedniej edycji konkursu ponoć napisał go w niecały miesiąc.

    Swoją drogą ciekawe ilu czytelników tego bloga startuje w konkursie?

    • ZiKo pisze:

      Ja z jednej strony bardzo bym chciał… W sumie mam cały pomysł, drabinkę, kilkadziesiąt stron napisałem, ale jakoś się nie mogę zebrać, odrzuca mnie, robię wszystko inne, tylko nie to. Może podświadomie boję się porażki. Prześladuje mnie przeczucie, że nie jestem wobec siebie obiektywny, że tylko mnie się wydaje, że moje pomysły są dobre, fajne, a tak naprawde mogą być drętwe, płytkie…

  8. śliwek pisze:

    Bez urazy, ale jak będziecie pisać „tępię” miast tempie to mało kto zwróci uwagę na treść waszych scenariuszy. Zwłaszcza w konkursach, tam naprawdę zwracają uwagę na takie „szczegóły”. (i proszę się nie obrażać).

    Przyznaję w konkursie … nie startuję. W kilku udział brałem, zwłaszcza po udziale w jednym wyrobiłem sobie zdanie o konkursach. Co to był za konkurs nie zdradzę, powiem tylko tyle, że miał wygrać i wygrał pewien charakterystyczny (to dobre słowo na określenie tego jegomościa) polityk (której opcji nie zdradzę, byłoby zbyt łatwo). W każdym bądź razie, uzasadnienie werdyktu powalało. Zamykając w jednym zdaniu- „scenariusz słaby, do dużych poprawek, no ale wygrał”. Od tamtej pory powiedziałem basta.

    Co do mięcha. Bez miecha nie ma życia. Mięcho to podstawa. Chciałbym jednak podzielić się małym spostrzeżeniem. Mam w rodzinie oraz wśród znajomych tzw. wegetarian. Oczywiście mają dorobioną do tego całą filozofię życia. Wolno im, ich wybór, absolutnie mnie to nie dotyka. Zauważyłem jednak, że fakt nie jedzenia przez nich mięsa, wywołuje u nich straszny wzrost agresji wobec osób mięso spożywających. Potwierdzałem sobie i dalej potwierdzam te obserwacje na kolejnych nowo poznanych wegetarianach. Coś w tym musi być.

    Ps. Ten wygrany scenariusz owego polityka dostępny jest w sieci. Kto się postara choć trochę, to znajdzie. Mała podpowiedź, ów polityk błysnął wypowiedzią o „Hong Kongu” podczas debaty w sejmie, i za to pewna lubiana kiedyś przeze mnie stacja radiowa, nagrodziła go w swoim równie znanym konkursie. Uf, przebrnąłem.

  9. Aurora pisze:

    Mężczyzną nie jestem, podobnie jak i wielką wielbicielką wołowiny, nie mniej, bardzo zainteresowało mnie pojawienie się wpisu kulinarnego! – byłam ciekawa jak to wszystko opiszesz.
    Owszem, bez jedzenia nie było by wielu dobrych filmów, książek, mojego bloga… życia!

    Ech, skusiłabym się na taki gulasz…

  10. Patryk pisze:

    Tepię. Szybka i niekoniecznie poprawna pisownia

  11. Patryk pisze:

    Piotr Gadzinowski

  12. Patryk pisze:

    „Czaszka pracuje”

  13. an. pisze:

    marynat nie lubie, wrzuce to wszystko do garnka i niech sie partoli, robilam cos podobnego, wolowine uwielbiam, wiem gdzie kupic dobra, w sobote bede ja w kuchni, pozdrawiam,

    • Proszę jednak przemyśleć wcześniejsze zamarynowanie (doprawienie) mięsa. Teraz wiem, że to cała tajemnica smaku. Mięso, które nie poleżało przez noc w przyprawach nie nadaje się do spożycia ;-)

      • Podpisuję się wszystkimi kończynami! Choćby odrobina przypraw jest wskazana. Do tego czas i chłód.
        Ostatnio na szybko szykowałem mięso do grillowania i… nie wyszło jak powinno. Zamarynowałem co prawda mniej więcej 5 godzin przed smażeniem i mięsko poleżało w lodówce około 2 godzin, ale to zdecydowanie za krótko. Co najmniej cała noc chłodzenia i pływania w marynacie jest jak najbardziej pożądana :)

      • an. pisze:

        bylo i tak swietne, dalam duzo przypraw, ziół, mieso bylo mieciutkie.., pyszota..,,zrobilam z marchewka w talarkach, porem, selerem.., wariacja na temat; ale jutro kupie to wino i zrobie jak pan każe, moze bedzie jeszcze lepsze..?, chlopom na pewno bedzie smakowac :)

  14. ewa pisze:

    Czytam Pańskiego bloga wnikliwie i zwykle z przejęciem. Nigdy nie komentuję, bo mądrzejszym nie mam nic do powiedzenia. Ale kostka masła??? Kostka? 250 gram? No nie…

    • Kostka masła na kilogram wołowiny to nie jest wcale tak dużo. Tym bardziej, że masło to jedna z najpyszniejszych rzeczy pod słońcem.

      Jak ktoś ma opory, to oczywiście może dać pół kostki. Można też masła nie dawać wcale, ale wtedy nie mogę ręczyć za smak gulaszu ;-)

  15. moniq pisze:

    A myślę sobie, napiszę
    Wkurzają mnie stereotypy, zawsze wkurzały i wkurzać będą
    Jestem kobietą, uwielbiam klejące rozpływające się w ustach omięsne, ścięgna i całą resztę kolagenowych dobrodziejstw z poprzerastanych mięs.
    Dla mnie gulasz to tylko pręga
    To nie jest chyba kwestia płci, a lubości do dobrych smaków. Trzeba być smakoszem.
    Bourdain, Lawson, Przykaza, Oliver – żadne nie zrobiłoby gulaszu z chudego mięsa.
    Ale np nie używam masła, w prędze jest tyle tłuszczyku niosącego smak, że w zupełności wystarcza
    Pozdrawiam i gratuluję sukcesów, zawodowych i kuchennych :)

  16. Beata pisze:

    Najlepszy przepis na gulasz jaki widziałam :) pomimo, że jest „dla mężczyzn”. Super opis i pyszny gulasz. Gratuluje!

  17. clavier pisze:

    po pierwsze mam ślinotok, po drugie dobiliście mnie , po pierwsze pan Piotr kostką masła, a zaraz potem wieścią, że DA się napisać DOBRY scenariusz w miesiąc.
    Normalnie wstaję i idę się pochlastać , ale wcześniej coś zjem ;)
    Też mam gulasz, ale nie taki dobry … a wyobraźnia (Prowansja i gulasz) i niestety działa … mniam, mniam.

  18. Marcin pisze:

    Mam poważny problem z Twoim przepisem.

    Otóż wymagana jest butelka wina. Niestety, za każdym razem ją wypijam, zanim zdążę dolać do gulaszu. Co więcej, po wypiciu całej, odechciewa mi się gotować (preferuję wino czerwone wytrawne z Chile, 14%).

    Proponuję wprowadzić pewne zmiany, cobym wreszcie mógł skonsumować tę potrawkę dla mężczyzn.

    Pozdrawiam. :-)

  19. Mikołaj pisze:

    Zamiast skrobi proponuję kaszę gryczaną :)

  20. Tomasz pisze:

    Na zdjęciu widać dodatkowo jakieś owoce. Czy to są ćwiartki jabłka dodane podczas duszenia?

  21. Barbanera pisze:

    Zabrakło mi tu jeszcze pół główki czosnku i papryki w marynacie! Oczywiście cebuli co najmniej dwóch sztuk ekstra średniej wielkości Zamiast octu używam cytryny! Niemniej jednak czas gotowania jest minusem tej potrawy. I fakt, jak robię robię „damski” gulasz z udźca to gotowanie trwa ciutkę dłużej! Pozdrawiam!

  22. Honzik pisze:

    Panie Piotrze,ten gulasz to szaleństwo i to w najlepszym znaczeniu. Co prawda do marynaty zużyłem 2 butle wina ale podejrzewam że to dlatego że jestem bardziej wysoko litrażowy. Aha ja dodałem jeszcze paprykę świeźą i grzybki. Taka wariacka wariacja. :-D
    Pozdrawiam serdecznie i wielkie dzięki za pomysł

  23. Garfield pisze:

    tak Pan smakowicie toto opisał, że gdy tylko robię gulasz, sięgam do pańskiego przepisu. Tym razem nawet masło dodałam ;), ale oka pływają, tzn, wielka tłusta plama, w której pływają zioła. Mniammmm.


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s