Film jest komedią wtedy, gdy jest śmieszny. Nie wtedy, gdy twórcy go tak nazwą.
Film jest niewiarygodny wtedy, gdy trudno uwierzyć w opowiadane perypetie. Nie wtedy, gdy słowo “niewiarygodny” jest użyte w znaczeniu marketingowym.
Ten film zdecydowanie jest komedią i jest mocno niewiarygodny.
Ale czy komedia musi być wiarygodna?
Otóż nie. Nie musi. I ten film jest tego najlepszym dowodem. Dlatego o nim piszę, bo to ciekawy, kliniczny niemal przypadek całkowicie niewiarygodnej, ale bardzo śmiesznej komedii.
Zaczyna się zupełnie normalnie. Uporządkowany, racjonalny pracoholik z blututem w uchu jedzie na samolot, by dolecieć na poród swojej żony. Śpieszy się, bo kobita właśnie za chwilę rodzi.

Raz na jakiś czas wszystko wymaga przeglądu. Trzeba sprawdzić, czy dane urządzenie działa, czy się nie zepsuło i czy nadal można na nim polegać. Trzeba zbadać, czy dane urządzenie dobrze wykonuje zadania, do których zostało przeznaczone, czy nie nawala.
Ostatnio całe dnie spędzam z dźwiękowcami. Zgrywamy film. Podobno długotrwałe przebywanie z tą elitarną grupą zawodową może powodować cały szereg groźnych chorób. Ja, jak na razie, nic niepokojącego nie zauważyłem. No może trochę uporczywego białego szumu w uszach w formacie 5+1 DD.
Zeszły tydzień był bardzo pracowity i bardzo twórczy. Nagraliśmy muzykę do filmu “Och Karol 2″. Właściwie nagrali ją fachowcy – kompozytor, realizator i muzycy. Ja się temu z rozkoszą przyglądałem.