
Byłem wczoraj na warszawskim koncercie Cesarii Evory w Sali Kongresowej.
Sala była pełna, koncert bardzo udany, ludzie bawili się świetnie, Cesaria w dobrej formie, wypaliła jednego papierosa, dała jak zwykle jeden bis, jak zawsze nie miała butów i dostała owację na stojąco.
Pyszny był również surrealizm całej sytuacji. Bosa, ludowa artystka z portowych tawern Wysp Zielonego Przylądka występowała w kapiącej marmurem, plafonami i zdobieniami Sali Kongresowej. Grała starą, folkową muzykę taneczną dla ludzi uwięzionych w ciasnych rzędach foteli. Śpiewała dla ludzi, którzy mimo, że bardzo chcieli, nie mogli tańczyć.
A szkoda. Bo to muza z prowincjonalnych potańcówek i z wiejskich wesel. To proste, żywiołowe, czasami sentymentalne granie, przy którym trzeba się bawić, jeść, pić, szaleć i tulić się do partnerki w tańcu. Taki jest rodowód tej muzyki. Taka jest funkcja każdej muzy ludowej, folkowej, wsiowej, folklorystycznej bez względu, z której części świata pochodzi.

Lubię cytaty, złote myśli i przysłowia. Co jakiś czas zamieszczam nowe w rameczce zatytułowanej “Jedno mądre zdanie”.
Właściwie moim pierwotnym zamiarem nie było prowadzenie bloga. Potrzebowałem swojego internetowego miejsca, gdzie mógłbym czasami opublikować coś o sobie, jakiś tekst, coś co mnie interesuje i zajmuje. Stopniowo jednak odkrywam WordPressa i zaczyna mnie ten sposób publikacji fascynować.