Wszystko jest opowieścią

Wszystko jest opowieścią.

Wszystko oprócz tego, co zdarza nam się osobiście, co przeżywamy, czego doświadczamy bez słów. To jednak może być opowieścią. Naszą opowieścią.

Można zajmująco opowiadać na każdy temat. Nie tylko w powieści, filmie, teatrze. Można opowiadać wszędzie. Można też wszędzie opowieści słuchać.

Każdy przedmiot ma swoją opowieść. Czym jest. Jak powstał. Kto, dlaczego i jak go stworzył. Jakie były jego dzieje i do czego służył.

Wczoraj wpadła mi przed oczy reklama piwa Pilsner Urquell. Była to dość długa, jak na spot telewizyjny, opowieść o tym jak to w XIV wieku pewien czeski król dał małemu miastu prawo ważenia piwa. Po kilkuset latach tradycji w mieście tym wymyślono całkiem nowy typ piwa – piwo typu pilsneńskiego. I Pilsner Urquell jest bezpośrednim potomkiem tej długiej tradycji.

Była to cała opowieść z tłem historycznym, głównym bohaterem (piwowarem), jego pasją, jego walką o jakość piwa i wreszcie jego wielkim sukcesem. Bo dzisiaj każde prawie jasne piwo na świecie jest robione według pilsneńskiej receptury.

Podobnie jest z ludźmi. Każdy ma swoją opowieść. Każdy przeżył coś godnego uwagi. Każdy w życiu miał jakąś przygodę godną opowiedzenia.

Czytaj resztę wpisu »


Za czym dobrzy autorzy stoją murem

Kiedyś czytanie było moim nałogiem, moim obowiązkiem, moim chlebem powszednim.

Teraz czytam falami. Podobnie jest zresztą ze słuchaniem muzyki czy oglądaniem filmów.

Czasami nie obcuję ze sztuką tygodniami. Nadchodzi jednak moment głodu, moment, kiedy muszę zakosztować czegoś naprawdę dobrego. Wtedy sięgam po sztukę. Sięgam po dobrą muzykę, czy też po moją ukochaną Literaturę (tak, tę przez największe L).

Właśnie teraz mam moment literacki. Czytam najwyższej klasy pisarzy. Tym bardziej jest to rozkoszne, że to moi ulubieni Latynosi.

Wybuch światowej mody na literaturę iberoamerykańską to okolice lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. To właśnie wtedy świat poznał Marqueza, Cortazara, Borgesa, Carpentiera, Onettiego, Fuentesa, Llosę, Sabato i całą masę innych hiszpańskojęzycznych pisarzy, którzy nagle, nie wiadomo skąd, na zadupiu świata w jakiejś Wenezueli, Peru, Urugwaju czy Argentynie zaczęli pisać literaturę o jakości niespotykanej nigdzie indziej.

Czytaj resztę wpisu »


Czterej królowie polskich seriali

Były takie czasy, kiedy nie było telewizji. Nie było również radia i prądu w ogóle. Ale biedna ludzkość wcale nie przymierała nudą z braku swoich ulubionych seriali. Bynajmniej.

W drugiej połowie XIX wieku i na początku XX seriale królowały. Może nawet bardziej niż teraz. Budziły ogromne emocje i były wielkimi wydarzeniami. Spierano się o nie w kawiarniach, a czasem i na salach sądowych.

Ukazywały się w gazetach. Były to powieści w odcinkach i pisali je najwięksi polscy pisarze. Pisał je do gazet Władysław Reymont, Bolesław Prus, Henryk Sienkiewicz, a w dwudziestoleciu międzywojennym Tadeusz Dołęga-Mostowicz.

To bardzo zacne towarzystwo. Wystarczy tylko wspomnieć, że dwóch z tych panów dostało literackiego Nobla. A to już nie przelewki.

Czytaj resztę wpisu »


Dokąd biegnie Haruki Murakami

Niedawno, korzystając z kilkudniowej przerwy w zdjęciach, spędziłem trochę czasu na plaży. Oprócz normalnych nadmorskich atrakcji postanowiłem coś przeczytać. Padło na Murakamiego.

„O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” to książka będąca zbiorem esejów Haruki Murakami o bieganiu. O jego własnym bieganiu. O wieloletniej, codziennej pasji pokonywania przestrzeni za pomocą nóg.

Z książki już po kilku stronach dowiadujemy się, że ten świetny, znany na całym świecie, japoński pisarz dużo biega. Biega w maratonach, w ultramaratonach, a nawet uprawia triatlon.

Krótko mówiąc – nuda. Bo cóż może być nudniejszego od biegania – chyba tylko pisanie o bieganiu.

Murakami to jednak, jak już tu wcześniej wspomniałem, bardzo dobry pisarz. A taki pisarz nigdy nie nudzi. O czym zatem naprawdę jest ta niewielka książeczka i dlaczego tutaj o niej piszę?

Czytaj resztę wpisu »


Przewidzenia – nagła i postępująca dematerializacja książek

Cyfrowa rewolucja ma jedną ciekawą cechę – dematerializuje różne rzeczy. Zdematerializowała już muzykę, zdjęcia, grafikę, mapy, encyklopedie i słowniki. Wielkimi krokami postępuje dematerializacja filmów i gazet. Za chwilę całkowicie zostaną one pozbawione swoich zwyczajowych, materialnych nośników. Zostaną tylko abstrakcyjne bity.

Papierowa książka wciąż trzyma się mocno. Ostatnio nawet jakby mocniej. Z rynku niemieckiego i naszego dochodzą doniesienia o wzroście sprzedaży tradycyjnych książek.

Jednak już w największej na świecie wirtualnej księgarni amazon.com sprzedaż książek zdematerializowanych przegoniła sprzedaż pozycji papierowych. Tam już się zaczęło. Czy i kiedy dojdzie do nas?

Czytaj resztę wpisu »


Ebooki – nowy dział na blogu i nowy ebook w prezencie

Postanowiłem otworzyć nowy dział na blogu. Będzie się nazywał „Ebook” i będę tam czasem zamieszczał jakiegoś swojego ebooka. A co!

Jednego już kiedyś zamieściłem. Był to scenariusz krótkiego filmu „Lipa” i był to mój prezent dla was na Gwiazdkę 2009 roku. Takich prezentów będzie więcej, bo robienie ebooków mi się dziwnie spodobało.

Raz na jakiś czas zamieszczę więc coś, czym chciałbym się z wami podzielić. Może jakiś scenariusz, może coś innego. Zobaczymy.

Zdecydowałem się na publikację w dwóch formatach. PDF jest wygodniejszy na ekranie o większej rozdzielczości. EPUB to standard na urządzeniach dedykowanych do czytania ebooków i sprawdza się na każdym ekranie. Doskonale się go czyta na smartfonach.

Mój drugi ebook to „Twitter Fiction – czyli 37 ultrakrótkich opowiadań po angielsku i po polsku”. Są rzeczywiście bardzo króciutkie i pamiętam, że sprawiały mi wiele frajdy, kiedy je pisałem. Mam nadzieję, że sprawią frajdę również czytającym.

  • Pobierz „Twitter Fiction” – | PDF | EPUB |

Baner reklamowy „Nie szukaj mnie”

Dostałem ciekawego maila. Ktoś zobaczył baner reklamowy mojej najnowszej powieści „Nie szukaj mnie” na mieście i zapragnął taki baner mieć. Fakt, plakat wygląda nieźle, szczególnie, że jest eksponowany na dużych, szerokich bilbordach. Ale żeby od razu chcieć go mieć!?

Cóż, każdemu wolno chcieć co chce. I żeby wyjść naprzeciw temu chceniu skontaktowałem się z moim wydawnictwem. Reakcja nastąpiła z szybkością światła lecącego światłowodami z Krakowa do Warszawy. I świeżutkim, jeszcze pachnącym mailem przyszły dwa ciężkie jotpegi.

Zamieszczam je tutaj do obejrzenia i ewentualnego pobrania jeśli ktoś ma takie dziwne zachcianki i na przykład kolekcjonuje banery reklamowe wiszące po miastach.

Po kliknięciu na baner otworzy się jego większa wersja, która trochę waży (pół megabajta) więc jeśli jesteście na jakimś wolnym łączu, to poczekacie kilka sekund dłużej ;-)


Taksim – Andrzej Stasiuk

taksimStasiuk napisał western. I bardzo się z tego cieszę. Doskonale się to czyta i jest to bez wątpienia dobra proza. Tym bardziej, że jego ostatnie publikacje były bliższe poezji — duże, statyczne opisy, doskonałe metafory, krajobrazy, obserwacje i postacie. Wszystko nieruchome.

Taksim w odróżnieniu od tego jest dynamiczny. Ma dramaturgię. A właśnie dramaturgia jest dla mnie podstawowym wyznacznikiem prozy. Poezja to metafora, proza to akcja. I w Taksimie akcji, dramaturgii, ruchu i dziania się jest całkiem sporo.

To bardzo męska proza, jak na western przystało. Akcja oczywiście nie dzieje się na Dzikim Zachodzie, a bohaterami nie są kowboje, ale to tylko szczegół, sztafaż. Wszystko inne, cała konstrukcja, szkielet fabularny, konstrukcja postaci i wartości jakie reprezentują to już czysty western.

Czytaj resztę wpisu »


Nie szukaj mnie

nie szukaj mnie„Nie szukaj mnie” to moja druga powieść. Już jest gotowa, jeszcze paruje po przejściu przez prasy drukarskie. Ukaże się w styczniu 2010 roku. Już niedługo. Pisałem ją z jedną myślą — chciałem, żeby była to historia, „od której nie można się oderwać”. Czy tak będzie, czas pokaże. Przeczytajcie, parę słów od wydawcy, a potem spory fragment prologu.

Od wydawcy:

Pewnego dnia w małym greckim porcie Gośka kupuje gazetę i znajduje w niej… informację o swojej śmierci. Wszystkie szczegóły się zgadzają, tylko że ona żyje! Teraz może zrobić jedno: uciekać.

Pewnego dnia w prywatnym odrzutowcu lecącym nad Atlantykiem niemiecki miliarder Hans Jurgen Vallbracht dowiaduje się, że… zlecił zabójstwo. Wszystkie szczegóły się zgadzają, tylko że on niczego nie zlecał! Teraz może zrobić jedno: uciekać.

Zawrotne tempo, ogromne pieniądze i wielka miłość – w nowej, nieprzewidywalnej powieści sensacyjnej Piotra Wereśniaka.

Czytaj resztę wpisu »


Zabli Mnie we Wtorek — fragment powieści

Okładka wydania drugiego

(oto pierwsze cztery rozdziały mojej powieści „Zabili Mnie we Wtorek” — życzę przyjemnej lektury)

ZWŁOKI

Jest zimno. Powiększone, wilgotne źrenice patrzą pionowo do góry. W mrok. Mokra mżawka. Oddycha spokojnie i głęboko. Odzywają się głosy ludzi. W życiu nie przyszło mu do głowy, że zabiją go właśnie we wtorek. Najparszywszy dzień tygodnia. Jest szewski poniedziałek, jest lany poniedziałek, jest środa popielcowa, jest wielki czwartek, jest piątek przedweekendowej radości i korków na drodze, wreszcie sobota, potem leniwa niedziela — każdy dzień tygodnia ma coś co go wyróżnia, coś specjalnego, coś fajnego. Wtorek nie ma nic. Jest nudny, nijaki i beznadziejny. Dlaczego wtorek!?

Czytaj resztę wpisu »


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 101 other followers