Rzeź

Byłem na “Rzezi”. Dawno się tak nie uśmiałem na komedii. Wyszedłem z kina zadowolony, usatysfakcjonowany i syty wrażeń. To bardzo miłe i niestety nie za częste w moim przypadku uczucie.

A sprawa nie była wcale taka pewna. Mimo, że od zawsze lubię Polańskiego, trochę bałem się teatralności w tym filmie. I rzeczywiście teatru, słowa, dialogu, popisowego aktorstwa i statyczności jest tutaj sporo. Ale teatr w kinie nie musi być nudny. I ten film to udowadnia.

Rzadko się zdarza, żeby takie filmy wychodziły. Jedność czasu, miejsca i akcji to coś, od czego już mocno odwykliśmy. Współczesne kino lubi coś wręcz odwrotnego – różne czasy, mnogość miejsc i skróty akcyjne.

Tu jednak się udało. Potrzebna była pewna ręka wybitnego reżysera. Potrzebny był doskonały tekst. Potrzebna byla wirtuozeria czwórki aktorów.

Rzeź to komedia. To adaptacja znanej i przebojowej sztuki teatralnej. To film bardzo “polański” z całą jego drobiazgowością i niezwykłością w patrzeniu na świat. Ci, co lubią delektować się smaczkami stylu Polańskiego będą usatysfakcjonowani. To wreszcie film dla dorosłych, dzieciom i młodzieży może się nie spodobać.

Polański dba o swojego widza i szanuje go. Czułem to wyraźnie przez cały seans. I dlatego polecam tę komedię, bo takie kino to już dzisiaj rzadkość.


Służące (The Help)

Lubicie poważne filmy na poważne tematy? Lubicie poważne dramaty obyczajowe o poważnych, uniwersalnych sprawach? Lubicie filmy, w których wszystkie pierwszo i drugoplanowe role grają kobiety, a mężczyźni przemazują się w trzecim planie? Lubicie filmy świetnie napisane, doskonale wyreżyserowane, perfekcyjnie zagrane i sfotografowane?

Ja lubię. BARDZO lubię takie dramaty (może dlatego robię zazwyczaj komedie ;-)

Otóż właśnie spędziłem wspaniałe dwie godziny w kinie na filmie “Służące”.

Takie filmy pokazują się zazwyczaj na kilka miesięcy przed Oscarami. I jeśli “Służące” nie dostaną kilku statuetek, to znaczy, że Akademia słabo zna się na kinie.

To film o rasizmie.

Ale zupełnie inny niż większość filmów o rasizmie, jakie widziałem. To film intymny, spokojny, delikatny i nienarzucający się ze swoją rozbuchaną dramaturgią.

To film o rasizmie codziennym, domowym i najdotkliwszym z możliwych. Jednocześnie to film o odwadze, przyjaźni, rodzinie i wadze zwykłych, codziennych, ludzkich spotkań.

A uniwersalny jest dlatego, że nie opowiada wyłącznie o białych, zamożnych Anglosasach żyjących na południu Ameryki, w Jackson, Missisipi. Rasizm to sprawa zadziwiająco powszechna i obecna właściwie wszędzie. Również u nas. To sprawa wciąż żywa, ważna i aktualna.

Dawno już nie widziałem filmu bez jednego słabego punktu, bez jednego fałszu i maleńkiej choćby wpadki.

Idźcie na ten film. Póki jeszcze go grają w kinach.


Zaplątani (Tangled)

Cudny, cudny, cudny film!

Niestety nie widziałem go w kinie w 3D. Bardzo tego żałuję, bo bez zbytniego wysilania wyobraźni jestem przekonany, że było całkowicie imponująco. Zobaczyłem go w domu z DVD. I było super!

Disney pokazał, że wciąż umie robić filmy. Mało tego. Pokazał, że umie po raz kolejny pchnąć kinematografię światową o krok do przodu. Pokazał, że potrafi więcej niż inni – nawet niż Pixar.

Na pierwszy rzut krytycznego, zblazowanego, dorosłego oka ten film to nic szczególnego. Ot kolejna animacja 3D dla dzieciaków. Kolejna bajeczka do szybkiego obejrzenia i zapomnienia.

Nic bardziej błędnego!

“Zaplątani” to majstersztyk. I to pod każdym względem i w każdej dziedzinie.

Dawno nie oglądałem już filmu tak dobrze napisanego. Dawno nie widziałem tak pięknie wymyślonej i wyrysowanej scenografii. Dawno już nie było w kinie tak wyrazistych, żywych postaci. Dawno się tak nie śmiałem i dawno się tak nie wzruszyłem. Dawno już nie widziałem tak wspaniałego kina akcji. Dawno się tak nie bawiłem na musicalu.

Czytaj resztę wpisu »


Funny People – słodko-kwaśna komedia

Trafiłem na ten film wczoraj, przypadkiem na Canal+ Film HD. Ponieważ było dość późno, nie liczyłem, że dotrwam do końca. Tym bardziej, że do Adama Sandlera zawsze miałem stosunek dość skomplikowany.

Jednak dotrwałem. A skoro piszę tu o tym filmie, musiało mi się w nim coś spodobać, coś mnie widać ujęło i uznałem, że warto skrobnąć te parę słów.

Otóż, bawiłem się świetnie prawie do pierwszej w nocy.

“Funny People” to ciekawy przykład ile różnych rzeczy można zmieścić w jednej komedii. To przykład jak pojemna może być ta konwencja. W przypadku tego filmu okazała się pojemna do granic wytrzymałości.

Jest tu sporo dowcipu słownego, sporo gagów sytuacyjnych, czasem z pogranicza slapsticku. Są też sprawy poważne, wydawałoby się zupełnie nie pasujące do komedii. Jest ciężka choroba, jest wzruszająca opowieść o samotności, jest obraz rodziny na skraju rozpadu, jest niespełniona miłość, jest trudna męska przyjaźń, jest studium tego, co daje i odbiera medialna popularność.

Przyznacie, że to sporo jak na jedną komedię.

Są też zaskakująco dobre i nowoczesne zdjęcia, jest starannie wybrana scenografia i kostiumy – a to w komediach rzeczy nieczęste.

Świetnie jest to napisane, wyreżyserowane i zagrane. Szczególnie polecam właśnie aktorstwo w tym filmie. WSZYSCY grają tu w dychę.

Od jakiegoś czasu mój ambiwalentny stosunek do Adama Sandlera ewoluuje. Po tym filmie już tego gościa lubię ;-)

Polecam tę komedię.


Wszystko w porządku (The Kids Are All Right)

Ten film nie spodoba się każdemu, bo nie jest to film dla każdego.

To film dla dorosłych, którzy lubią kameralne, dobrze napisane historie o uczuciach, rodzinie i namiętnościach dziejących się wśród dorosłych.

Ten film nie nadaje się dla dzieci nie tylko dlatego, że są tu sceny erotyczne, których nie powinny one oglądać. To klasyczny film dla ludzi, którzy mają za sobą parę ważnych doświadczeń w życiu. Takich jak miłość, posiadanie dziecka, własna rodzina i tym podobne zjawiska nie znane niepełnoletnim (kalendarzowo i mentalnie).

Ja takie filmy wprost UWIELBIAM. Lubię filmy o dorosłych i dla dorosłych nie tylko dlatego, że są tak rzadkie w dzisiejszych zdziecinniałych czasach. Lubię je dlatego, że miłość, rodzina i stosunki w niej panujące to najważniejszy z tematów nadających się na film.

Nic nie jest ważniejsze dla ludzi niż wymienione wyżej sprawy. A żaden temat nie jest bardziej godzien filmu, niż to, co jest najważniejsze.

Czytaj resztę wpisu »


The King’s Speech – Jak zostać królem (i zgarnąć wszystkie nagrody)

To właściwie bardzo proste. Niemal tak samo proste jak zrobić komedię, na którą ludzie walą do kina drzwiami i oknami. Wystarczy, że jest śmieszna.

Podobnie z Królem i nagrodami. Wystarczy zrobić porządny, dobrze opowiedziany, sensowny film o czymś.

I deszcz nagród gwarantowany. Najpierw Złote Globy, teraz BAFT’y, a za chwilę Oscary. Wszystko dla Króla. Bo to film tak normalny, że aż wyjątkowy.

Jego normalność polega na tym, że nie jest to pretensjonalne, pseudoartystyczne, hermetyczne, udawane, udziwnione, egzaltowane coś, czym zachwycają się ci, co myślą, że się znają na sztuce.

To prosta opowieść o facecie, który miał pewien problem.

Jego “pewien problem” w wyniku splotu przypadków nagle stał się problemem ogólnonarodowym, a z czasem nawet ogólnoświatowym.

I facet musiał ten problem w sobie pokonać. Musiał walczyć. Musiał stanąć na wysokości zadania.

Czytaj resztę wpisu »


Coś dla ciała, coś dla du**y

Jakiś czas temu pisałem tutaj o bólu kręgosłupa. Jest on zdaje się nieunikniony dla kogoś, kto dużo pracuje na siedząco. A ja tak właśnie często pracuję.

Doszedłem zatem do wniosku, że oprócz zaaplikowania sobie odpowiedniej dawki ruchu, który jest najlepszym lekarstwem na wszystko, kupię sobie dobry fotel do siedzenia przed ekranem komputera.

Nigdy nie miałem dobrego fotela. Zawsze siedziałem na czym popadło. I to, zdaje się, nie było rozsądnym pomysłem. Po napisaniu niezliczonej ilości scenariuszy filmowych i dwóch powieści, sytuacja dojrzała do zmian. A właściwie stan mojego kręgosłupa dojrzał do radykalnych decyzji.

I z taką myślą rozpocząłem moje desperackie, internetowe polowanie na “dobry fotel”.

W końcu go znalazłem i kupiłem.

Właśnie na nim siedzę. Siedzę na nim od paru tygodni i muszę się z Wami podzielić moimi wrażeniami z tego siedzenia.

Czytaj resztę wpisu »


Autor widmo (The Ghost Writer)

“Nie potrafię precyzyjnie określić typu kina, jakie mnie interesuje. Powiedziałbym, że robię filmy dla dorosłych.” (Roman Polański)

Ci co lubią filmy Polańskiego dawno już ten film widzieli i nie trzeba go im polecać. Ci co Polańskiego nie lubią, nie muszą go oglądać. Nie ma takiego przymusu. Ja jestem fanem jego twórczości od dawna i zawsze prędzej czy później jego najnowszy film zobaczę.

Ale warto obejrzeć “Autora widmo” nie tylko dlatego, że nakręcił go wybitny, polski reżyser. To kawał porządnego kina. A takie kino w dzisiejszych czasach jest dość rzadkie. I mniejsza o powody dlaczego tak jest.

Na co warto zwrócić uwagę przy oglądaniu tego filmu?

Czytaj resztę wpisu »


Der Baader Meinhof Komplex

Fajny film wczoraj widziałem. Nie była to żadna nowość, żadna premiera. Canal plus HD puścił niemiecki film sprzed dwóch lat. I muszę się wam przyznać, że dawno już żaden niemiecki film mnie tak nie zahipnotyzował.

Ale “Der Baader Meinhof Komplex” nie jest zwykłym nimieckim filmem. To bodaj najdroższa niemiecka produkcja w historii. Kosztowała 20 mln. euro, a to już zupełnie przyzwoity hollywoodzki budżet.

Nie budżet mnie jednak zahipnotyzował, ale temat filmu i jakość, z jaką został zrobiony.

Niemcy z niezwykłą pieczołowitością pochylili się nad jedną ze swoich najbardziej krwawiących ran. Nad historią lewackiego ugrupowania terrorystycznego Frakcja Czerwonej Armii (RAF).

Obiektywnym, chłodnym spojrzeniem opowiadają o rodzeniu się terroryzmu, o ludziach, którzy z niewinnych demonstrantów stają się bezwzględnymi zabójcami. O synach i córkach spokojnego mieszczańskiego społeczeństwa, którzy nagle zarażeni ideologią komunistyczną zaczynają napadać na banki i zabijać przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości.

Czytaj resztę wpisu »


Branie i dawanie w Internecie – Gary Vaynerchuk

Mógłby być gwiazdą w każdej dużej stacji telewizyjnej. Twierdzi, że dostawał dziesiątki takich kontraktów do podpisania. Nie podpisał. Dlaczego ma się wiązać umową z telewizją w czasach, w których każdy sam może założyć własną telewizję? I założył.

Nazywa się to Wine Library TV i jest jednym z najpopularniejszych vlogów na świecie. Codziennie Gary Vaynerchuk publikuje dwudziestominutową audycję o winie. Siedzi w niej za biurkiem, pokazuje, smakuje, wypowiada swoje opinie i rozmawia z gośćmi. Wszystko o winie.

I trzeba przyznać, że robi to świetnie. Ma ten rzadki, unikalny, samorodny telewizyjny talent. Kamera go lubi, dobrze się na niego patrzy, potrafi przytrzymać uwagę widza przez długi czas, jest ciekawy i zajmujący. I cały czas gada o winie.

Dlaczego piszę tu o Garym? Powodów jest co najmniej kilka.

Czytaj resztę wpisu »


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 103 other followers