„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów.” (Albert Einstein)archiwum cytatów

Prasa nie zginie, czyli – Wszystko jest blogiem

Uwaga! Będę przewidywał przyszłość prasy.

Ostatnio ukazuje się mnóstwo artykułów wieszczących śmierć prasy. Stało się to niemal modne. Co chwilę ktoś o tym pisze, cytując kolejne dane statystyczne pokazujące spadek sprzedaży gazet w Ameryce, w Europie, w Polsce.

Na dziennikarzy padł blady strach. Widmo bezrobocia zajrzało im w przekrwione oczy i ruszyli w miasto szukać wygodnych miejscówek do spania pod mostami i w węzłach ciepłowniczych. Co bardziej zdesperowani napisali płomienne teksty o upadku demokracji, hordach internetowych barbarzyńców i pieniądzach podatników, którzy powinni wspomóc czwartą władzę w trudnych chwilach.

Nie bójcie się, koledzy dziennikarze. Prasa nie zniknie. Internet jest szansą, nie zagrożeniem. Zniknie papier. Za parę lat będzie już służył tylko do tego, do czego jest niezbędny w toalecie. Prasa go już nie potrzebuje.

Nie będę się tu zajmował oczywistościami. Przytoczę je tylko dla porządku.

  • sprzedaż prasy papierowej systematycznie spada
  • większość tytułów prasy lokalnej w Ameryce (liderze zmian) albo już upadła, albo właśnie pada.
  • rośnie czytelnictwo portali newsowych i blogów w Internecie.
  • serwisy społecznościowe przejmują część funkcji, które dotychczas spełniała prasa.
  • Internet jest szybszy w przekazywaniu newsów, niż jakiekolwiek inne medium.
  • wszystko wskazuje na to, że szeroka publiczność nie jest skłonna płacić za „content” newsowy, publicystyczny i ten prezentowany dotychczas w prasie papierowej.
  • praktyka wskazuje, że jedyny „content”, za który można żądać kasy to ostra pornografia i fachowe analizy rynkowe. Tylko za to ludzie są skłonni zapłacić w sieci.
  • wojna z Internetem jeszcze nikomu nie wyszła na dobre. A paru już próbowało, nawet Bill Gates i Hollywood. Teraz próbuje magnat medialny Rupert Murdoch i też się przejedzie.
  • pojawienie się lekkich, poręcznych, przenośnych ekranów z dostępem do sieci (tabletów) jest tylko kwestią czasu (niedługiego czasu).
  • zmiany mają tendencję do następowania szybciej, niż ktokolwiek jest w stanie przewidzieć.

Czy to znaczy, że już niedługo nie będzie Wyborczej czy New York Timesa?

Oczywiście, że nie. Wielkie koncerny mediowe nie znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Bo niby dlaczego? Przeniosą się do Internetu. Już to zresztą robią jedne z lepszym, inne z gorszym skutkiem. Znikną tylko te, które prześpią szansę na zbudowanie swojej obecności w sieci.

Szeroka publiczność dalej będzie czytać swoje ulubione tytuły, tylko w innej formie. Pociągnie to niestety pewne bolesne zmiany. Monstrualne redakcje zostaną mocno odchudzone. Na newsowo-publicystycznym interesie nie będzie się już zarabiać kroci, tylko trochę mniej. Na posadach zostaną tylko ci najlepsi, najlepiej piszący i najbardziej wiarygodni.

Najdłużej utrzymają się kolorowe magazyny dla kobiet. To pozycje nie tylko do czytania i do oglądania, a przede wszystkim do pokazywania. Modny miesięcznik z górnej półki dobrze wygląda w modnym wnętrzu modnej pani.

Pierwsze opuszczą papier gazety komputerowe. Ich klientela dobrze umie posługiwać się siecią i potrafi znaleźć potrzebne jej informacje bez kupowania wydruków. Tym bardziej, że świetnych blogów z dziedziny IT jest zatrzęsienie.

Prasa lokalna nie przetrwa. Zostanie w całości zastąpiona blogami, lokalnymi sieciami społecznościowymi i forami internetowymi. To dużo lepsze rozwiązanie dla społeczności lokalnych.

Tabloidy przetrwają na papierze długo, bo są przeznaczone dla ludzi słabo orientujących się w otaczającej ich rzeczywistości. Jest to też publiczność najbardziej konserwatywna i odporna na zmiany. Ale w końcu one też przeniosą się do sieci (tam już będzie czekał na nie pudelek i je pożre ;-)

Newsy zostaną domeną wielkich korporacji medialnych, bo produkcja tego rodzaju „contentu” jest kosztowna. Trzeba mieć kapitał, żeby móc utrzymać reportera na miejscu zdarzenia. Tak – reportera! Twitter go nie zastąpi. „Dziennikarstwo obywatelskie” jest przydatne i fascynujące, ale na wojnie w Afganistanie, na szczycie w Davos, czy po prostu w Sejmie musi być fachowiec.

I tak koniec końców wszystko stanie się blogiem (rozumianym szeroko, nie jako sieciowy pamiętnik ;-). A wszystkie blogi połączy mechanizm rekomendowania treści wpisany w sieci społecznościowe typu Facebook, Twitter, Digg czy co tam jeszcze.

W ten sposób najważniejszą rzeczą stanie się REPUTACJA autora treści. Nie złoto, nie świetna kadra menadżersko-marketingowa, nie kasa na inwestycje, tylko zapomniana, staromodna i przykurzona REPUTACJA.

Skoro publikowanie i konsumowanie treści w sieci jest darmowe dla KAŻDEGO, to wygrają ci dziennikarze, których szerokie rzesze odbiorców uznają za najbardziej wiarygodnych.

I tego państwu życzę (choć żal mi trochę drukarzy).

(Inne artykuły z mojej futurologicznej serii znajdują się w kategorii Przewidzenia)

Reklamy

11 komentarzy on “Prasa nie zginie, czyli – Wszystko jest blogiem”

  1. Mistewicz pisze:

    Bardzo sympatyczny tekst, zgoda w 90 proc. Jedyne dwa elementy, gdzie bym się jeszcze zastanowił przed pełnym poparciem Pana tez to:

    1. Davos, Afganistan etc – przyklad obozu ze zdjeciami maltretowanych i poniewieranych więżniów przedostały się do opinii publicznej nie za sprawą dziennikarzy (tych bowiem służby prasowe wojska przez dziesięciolecia nauczyły się bowiem kontrolować) ale wyciekły ze spolecznosciowek. Podobnie z oficjalną informacją ze szczytów gospodarczych, z konferencji prasowych. Życie – prawdziwe, nie to modelowane przez PR armii i PR celebrytów ekonomicznych (takze tych od licytowanych pozniej kurtek) – jest gdzie indziej. A „posiadacze Twitterów” dochodzą dalej, szybciej, sprawniej, jest ich wreszcie relatywnie więcej, więc niekoniecznie jest tak, ze Davos i Afganistan zostać muszą domeną wielkich agencji i wielkich dziennikarzy. Niekoniecznie muszą.

    2. Nie bylbym przekonanym, ze dotychczasowe polskie koncerny prasowe poradza sobie z tą zmianą. Z obserwacji tego procesu w ostatnich latach i miesiacach jednak zaryzykowalbym teze, ze nie beda w stanie sobie poradzic, a proby podejmowane przez menedzerow (wyszukiwarka: Marek Sowa) pokazuja, ze moze byc z tym potezny klopot. Troche tak jak wielki ogromny statek ktory nagle w bardzo krotkim czasie musi sie zamienic w tysiace malutkich szalupek podazajach w jednym kierunku. Moze byc z tym problem.

    Nie rysowalbym wiec prostego przejscia „Gazeta Wyborcza” do „Gazeta.pl” i kontynuowania misji. Ta kontynuacja w przypadku kilku graczy na dotychczasowym rynku nie musi sie udac. Choc oczywiscie moze.

    Serdecznosci,
    EM

  2. Tomasz Pasiut pisze:

    1. NY TIMES: „ok. 50% badanych byłoby skłonnych zapłacić za newsy w sieci”. Nie wierzę. Jestem przekonany, że ostatecznie każdy wybierze to, co jest „free”. Zatem główna kwestia do rozstrzygnięcia to sposób zarabiania na treści w sieci. W tej chwili jedni usilnie szukają pomysłu, jak na tym naprawdę (!) zarobić a inni wieszczą koniec prasy w tonach katastroficznych, bo tego pomysłu nie mają.
    2. Powyższe statystyki przytaczam z NYTimes, którego zaś przytacza Antyweb, którego z kolei przytaczasz Ty, Piotrze. Tworzy się – dzięki Twitterowi, Facebookowi, etc. – silniejsza niż kiedykolwiek „kultura odsyłaczy”. Każdy coś znalazł, każdy się czymś dzieli, każdy do czegoś odsyła. Idę tropem jednego linka, znajduję kolejne i coraz głębiej wpadam w sieć. Na tę zmianę w odbiorze treści mało kto zwraca uwagę. Bo silni staną się nie tylko twórcy contentu ale również a może bardziej „poszukiwacze contentu” (vide Guy Kawasaki, który jest już sam ogromnym przedsiębiorstwem).

  3. Teodor pisze:

    A czy nie uważacie, Panowie, że twórcy tych teorii, zafascynowani techniczną stroną tych potencjalnych przemian, zapominają o dwu fundamentalnych dla rzetelnej informacji sprawach:
    1. Jakimi technikami będziemy się bronili przed nieuniknionymi wirusami informacyjnymi – że użyję analogii do znanych nam wirusów komputerowych?
    2. Jakimi technikami informatycznymi będziemy się musieli posługiwać, by dotrzeć do tak rozproszonej informacji, którą chcielibyśmy pozyskać – dzisiejsze wyszukiwarki staną się bezradne wobec natłoku informacji i nieuchronnych nią manipulacji, które owe wyszukiwarki skutecznie wyprowadzą w pole?
    3. Kto – poza zawodowcami ze specjalności, które muszą dopiero powstać – będzie miał czas na przedzieranie się przez wszystkie linki, o których pisze Pan Pasiut?
    4. Skąd wezmą się setki tysięcy autorów tekstów, których będziemy darzyli zaufaniem – bo przecież ci nieliczni, którym dzisiaj ufamy, też żyją w reżimie 24-godzinnej doby. A zatem albo będą ich całe legiony, albo będą oni jedynie firmować pracę tzw. murzynów – i to taką pracę, z którą nawet nie dadzą rady się przed publikacją zapoznać.
    5. Kto odważy się powiedzieć – że dla bezpieczeństwa nas wszystkich trzeba będzie wprowadzić systemową kontrolę tej informacji – kontrolę w gruncie rzeczy bardzo bliskiej cenzurze – bo nagle może się okazać, że byle haker będzie w stanie doprowadzić do nieprzewidywalnych zagrożeń ekonomicznych i politycznych. Gazeta – w jej papierowej formie – jest mało podatna na fałszerstwo – strony internetowe najistotniejszych witryn rządowych padają ofiarą włamań. I dlatego boję się, że znajdą się dowcipnisie o mentalności tych, którzy wywołują panikę informując o rzekomych ładunkach wybuchowych w dużych skupiskach ludzi.
    Być może jestem znacznie bardziej od Was bojażliwy – ale mnie naprawdę ogarnia strach.

  4. Teodor pisze:

    Autokorekta:
    Oczwiście nie dwu sprawach, a pięciu.
    Kontrolę bliską cenzurze.
    Przepraszam za przeoczenie w trakcie pisania.

  5. Tomasz Pasiut pisze:

    @Teodor: 3. Przez wszystkie chyba nikt. Ale będą tacy, którzy będą przedzierać się przez dużą ich część. Tych, którzy będą znajdować najbardziej nas interesujące rzeczy będziemy obserwować najintensywniej.
    4. I jedno i drugie. Będą całe legiony ale najwięksi będą oczywiście posługiwać się „ghost writerami”.
    5. Zmiany często budzą strach. Niepotrzebnie :)

  6. Teodor pisze:

    @Tomasz Pasiut
    ad 3 – To nie takie proste, jak można by mniemać – to nadal wymaga CZASU.
    ad 4 – Ja też uważam, że będą legiony i ghost writerzy najlepszych – ale te kadry nie wyrosną z dnia na dzień.
    ad 5 – Historia nas uczy, że obawy przed nowym (niekoniecznie technicznym czy politycznym) były lekceważone i wykpiwane.
    Może i słusznie – w końcu da się funkcjonować w zdegradowanym środowisku naturalnym, można czekać spokojnie na pełen – w skali pokoleń – bilans Czarnobyla, można jeszcze oddychać w Katowicach…
    Podobno dało się żyć w Europie w czasie II WŚ – tej samej, której miało nie być i której niesłusznie się obawiali defetyści…
    Był też taki facet, który nie żywił niepotrzebnych obaw (Stanisław Alot mu było) i pełen wiary w nowe – nakazał zniszczyć „papierową” dokumentację ZUSu…
    Cóż, mogę tylko pozazdrościć Panu optymizmu.

  7. Tomasz Pasiut pisze:

    To nie jest – myślę – kwestia optymizmu, pesymizmu czy tym bardziej nakazywania komukolwiek czegokolwiek. Nie traktowałbym prognoz Piotra Wereśniaka, analiz Eryka Mistewicza czy setek innych wpisów, artykułów na ten temat jako manifestów. To obserwacja zjawiska, trendu i próba zastanowienia się nad tym, w którą stronę to zmierza.

  8. Teodor pisze:

    Czy nie uważa Pan, Panie Tomaszu, że łatwiej by nam było, gdybyśmy nie polemizowali ze sobą, tylko z tym, cośmy – i Pan, i ja – napisali? A w każdym razie starajmy się nie śmiecić Panu Piotrowi – choćby w imię poszanowania ekologii.

  9. marek pisze:

    O trendach na rynku prasowym polecam fajny blog http://em-jak-media.blogspot.com/

  10. telemach pisze:

    @Piotr W.:

    >>Skoro publikowanie i konsumowanie treści w sieci jest darmowe dla KAŻDEGO, to wygrają ci dziennikarze, których szerokie rzesze odbiorców uznają za najbardziej wiarygodnych.<<

    Co wygrają? I kto będzie za to płacił?

    Tylko (proszę) nie nadchodź teraz z wpływami za reklamy. Błagam.
    A ponadto, skoro piotrowy optymizm i entuzjazm taki bezgraniczny, proponuję publikację następnej książki (nowatorsko) w internecie zamiast na papierze. Postawił bym na przyszłość. Wygrana murowana.

    Pewnie jakoś to będzie. Gdy umrze większość prasy mogą się zmienić się zapatrywania miłośników wszystkiego za darmo.
    A ta doskonała publicystyka polityczna w sieci – na jakim fundamencie informacyjnym się ona oprze po śmierci papierowych wydań (z których obecnie są dofinansowane portale)?

    Nie będzie zbyt łatwo.


Twój komentarz nie ukaże się od razu, moderacja chwilę trwa :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s