Piotr Wereśniak

Nie szukaj mnie

1 Listopad 2009 · 13 komentarzy

nie szukaj mnie“Nie szukaj mnie” to moja druga powieść. Już jest gotowa, jeszcze paruje po przejściu przez prasy drukarskie. Ukaże się w styczniu 2010 roku. Już niedługo. Pisałem ją z jedną myślą — chciałem, żeby była to historia, “od której nie można się oderwać”. Czy tak będzie, czas pokaże. Przeczytajcie, parę słów od wydawcy, a potem spory fragment prologu.

Od wydawcy:

Pewnego dnia w małym greckim porcie Gośka kupuje gazetę i znajduje w niej… informację o swojej śmierci. Wszystkie szczegóły się zgadzają, tylko że ona żyje! Teraz może zrobić jedno: uciekać.

Pewnego dnia w prywatnym odrzutowcu lecącym nad Atlantykiem niemiecki miliarder Hans Jurgen Vallbracht dowiaduje się, że… zlecił zabójstwo. Wszystkie szczegóły się zgadzają, tylko że on niczego nie zlecał! Teraz może zrobić jedno: uciekać.

Zawrotne tempo, ogromne pieniądze i wielka miłość – w nowej, nieprzewidywalnej powieści sensacyjnej Piotra Wereśniaka.

Fragmenty powieści:

Kiedy zadzwonił telefon, Gośka spała. Była godzina za dwadzieścia druga w nocy. Gośka wzięła do ręki komórkę i spojrzała na wyświetlacz. To on. Szybko wstała i zapaliła nocną lampkę. Nagłe uderzenie krwi do mózgu prawie pozbawiło ją równowagi. To on! To on!!!

Kochała go. Im mniej przyszłości było w tym związku, im bardziej było to wszystko beznadziejne, im gorzej ją traktował, tym bardziej go kochała. Od trzech lat była na każde jego skinienie, od trzech lat jej życie było mu podporządkowane. Trwała w stanach od depresji do euforii, od niewyobrażalnego szczęścia do chwil, kiedy bezmyślnie wpatrywała się w noc za oknem, zastanawiając się, czy skoczyć. Był wszystkim, o czym kiedykolwiek marzyła, był najwspanialszym i najgorszym mężczyzną, jakiego w życiu spotkała, był jej błogosławieństwem i przekleństwem jednocześnie, był jej nałogiem, jej heroiną, od której nie można się było odzwyczaić.

Odebrała telefon.

– Słuchaj, Gosiu, możesz przyjechać? – Jego niski głos miał dziwne, metaliczne brzmienie, czuło się w nim zdenerwowanie.

– Co się stało?

– Nic się nie stało. Wynikła pewna sprawa. Jesteś potrzebna.

– Jesteś u siebie w ministerstwie? – spytała, choć domyślała się, gdzie jest.

– Tak, tak, jestem u siebie. Przyjedź zaraz, kochanie. – Rozłączył się.

Gośka stała chwilę przy łóżku z telefonem w ręku. Uwielbiała ten głos, niski, dźwięczny, lekko matowy głos prawdziwego mężczyzny. Za każdym razem wywoływał u niej atak krótkich, przyjemnych dreszczy na karku. Co się mogło stać, że jest tak nagle potrzebna? Dziewczyna szybko omiotła niewielki apartament rzeczowym spojrzeniem, z szafy pełnej eleganckich ciemnych kostiumów wyjęła dżinsy i zastanowiła się chwilę. Nie, asystentka wiceministra gospodarki musi dobrze wyglądać. Nawet o drugiej w nocy. Wrzuciła dżinsy z powrotem do szafy i wyjęła ciemny kostium. Ubrała się szybko.

Lubiła duże lustro w windzie, lubiła stroić do niego miny. Z czwartego piętra do podziemnego garażu jechało się niecałą minutę i to zazwyczaj wystarczało, żeby Gośka zdążyła kilka razy powiedzieć: „Małgorzata Szydłowska, czym mogę służyć”. Za każdym razem z inną minką, raz poważnie, raz śmiesznie, raz smutno, prawie ze łzami w oczach. Tym razem Małgosia nie miała ochoty na wygłupy przed lustrem. Myślała o tym, co się dzieje w ministerstwie. Co takiego mogło się wydarzyć, że asystentka wiceministra Mikuckiego potrzebna jest o godzinie drugiej w nocy?

Winda zatrzymała się w garażu. Gośka rzuciła czujne, fachowe spojrzenie w lustro. Wyglądała dobrze. Jak zawsze. Sięgnęła do torebki po kluczyki do samochodu i wyszła z windy.

W ciemnym garażu było chłodno i wilgotno. Szybkim krokiem dotarła do swojego starego saaba i niezwłocznie wsiadła do środka. Bardzo lubiła zapach tego samochodu, tak bezpiecznie się tu czuła. Uruchomiła silnik i sprawnie wyjechała z garażu. Po chwili trzynastoletni stylowy saab 900 sunął szybko pustymi ulicami Warszawy do śródmieścia.

Małgosia nie włączyła radia, lubiła słuchać delikatnego świstu turbosprężarki pod maską. Uchyliła okno i do samochodu wpadło ciepłe, nocne, pachnące wczesnym latem powietrze.

Uwielbiała wszystko, co stare. Miała dopiero dwadzieścia cztery lata, ale lubiła stare rzeczy. Jej samochód był od niej tylko jedenaście lat młodszy, szukała wprawdzie rówieśnika, ale nie znalazła nic nadającego się do jazdy. Jej zegarek był od niej młodszy o cztery lata i chodził bezbłędnie, jak na omegę przystało. Jej zapalniczka miała dziesięć lat i również była niezawodna. Nawet jej mężczyzna był piętnaście lat starszy od niej.

Najstarszą rzeczą, jaką posiadała, był pierścionek. Miał już czterdzieści lat i nigdy się z nim nie rozstawała. Był jedyną pamiątką po mamie i zawsze, gdy na niego zbyt długo patrzyła, w jej oku kręciła się łza. Teraz jednak Gosia oczy miała skierowane na drogę i nie myślała o pierścionku.

Myślała o nim. I żeby lepiej jej się myślało, zapaliła papierosa. Czego chciał? Co było takie pilne? Może po prostu się za nią stęsknił, może chce ją pocałować, przytulić, wziąć tu i teraz niezwłocznie na biurku w swoim ministerialnym gabinecie. Kiedyś zdarzały im się takie ogniste, niespodziewane porywy, zdarzało się, że kochali się na uczelni w jego pokoiku, że robili to w samochodzie, w toalecie jakiejś restauracji, w kinie. W ministerstwie nie zrobili tego nigdy. “Dziwne – pomyślała Małgosia – dlaczego nigdy w ministerstwie?” Zresztą ostatnio temperatura ich namiętności trochę spadła. Byli ze sobą już trzy lata i nagła przeprowadzka do Warszawy wcale nie wyszła im na dobre, tak przynajmniej czuła Gośka.

(…)

W torbie były równo poukładane paczki banknotów. W każdej paczce po dwieście banknotów o nominale pięćdziesiąt euro. Paczek – dwieście sześćdziesiąt cztery. Gośka szybko policzyła, że w torbie było dwa miliony sześćset czterdzieści tysięcy euro.

Łapówka.

Gośka rozpłakała się, nie potrafiła nad tym zapanować, wiedziała już, kim tak naprawdę jest miłość jej życia – Andrzej Mikucki, wiedziała wszystko. Zrozumiała, że cała ta miłość była iluzją. Dotarło w końcu do niej jasno i wyraźnie, że była oszukiwana, że była nieważna, że nic nie znaczyła. Była co najwyżej maskotką wiceministra Andrzeja Mikuckiego, była tylko jego zabawką, którą bez wahania zdecydował się poświęcić w sytuacji zagrożenia. Spisał ją na straty, wykorzystał, użył w charakterze posłańca, który w razie niespodziewanej wpadki weźmie całą winę na siebie.

Gośka zamknęła torbę, przeniosła ją do bagażnika i usiadła za kierownicą. Pojechała do siebie. Zabrała tylko parę rzeczy, laptop, trochę ciuchów, dokumenty, butelkę wody mineralnej. Klucze od wynajmowanego mieszkania wrzuciła na dole do skrzynki na listy.

Wyjechała z Warszawy o wpół do czwartej rano. W Częstochowie na stacji benzynowej zatankowała saaba do pełna. Czeską granicę przekroczyła o dziesiątej rano. Dwadzieścia kilometrów za granicą stanęła na parkingu i przespała się w samochodzie do piętnastej. Wieczorem przekroczyła granicę z Niemcami. Znowu zatrzymała się na parkingu i sprawdziła, czy duża sportowa torba z napisem “Puma” jest w bagażniku. Znajdowała się na swoim miejscu. Gośka zajrzała do środka. Torba była pełna pieniędzy. Czyli to nie był zły sen. Dziewczyna zjadła obfity posiłek w restauracji przy autostradzie, wypiła podwójne espresso, zatankowała, kupiła papierosy i pojechała dalej. Przed siebie.

  • Zobacz inne wpisy na tym blogu dotyczące powieści “Nie szukaj mnie”.
  • Zamów książkę w Merlinie, Empiku albo innej dobrej księgarni.

Kategorie: Aktualności · Książki
Otagowane: , , ,

13 odpowiedzi jak dotąd ↓

  • przemekspider // 1 Listopad 2009 @ 17:30 | Odpowiedz

    Zapowiada się doskonale! Już nie mogę się doczekać. A może jest szansa na jakiś przedpremierowy egzemplarz? ;-)

  • ja-sama // 1 Listopad 2009 @ 21:34 | Odpowiedz

    Czyta się szybko. Czyli jest szansa, że będzie to, coś od czego nie będzie można się oderwać.

  • ;] // 13 Grudzień 2009 @ 17:59 | Odpowiedz

    druga powieść – świetnie! tylko dlaczego tak późno? styczeń…
    W zeszłym roku na święta, sprezentowałam Twoją pierwszą książkę wujkowi (wymagający czytelnik); był nią zachwycony, nie dawno zadzwonił i powiedział wprost “chcę inną książkę tego autora, nie ważne jaką, jakąkolwiek!”. Cóż…. na to co dobre, warto poczekać :).
    Pozdrawiam
    Magdalena

    • Piotr Wereśniak // 13 Grudzień 2009 @ 18:10 | Odpowiedz

      Cieszę się, że wujkowi się podobało. Niestety nowa książka nie ukaże się na gwiazdkę, tylko po nowym roku. Taki los. Pisanie i wydawanie książek trochę trwa. Zawsze możesz pod choinkę podarować wujkowi OBIETNICĘ, że książkę dostanie w styczniu 2010 ;-)

      Również pozdrawiam.

  • kasia:) // 11 Styczeń 2010 @ 18:46 | Odpowiedz

    super!ponownie na mojej twarzy pojawia sie wielki uśmiech dumy za mojego “miejscowego kolegę”wiem, że ta książka podbije serca wieluuuuu!!! jak dorwałam “zabili mnie we wtorek”to przeczytałam ją szybko, tę przeczytam z ochotą i na pewno szybciej. Fajnie by było mieć zakupione obie i to z autografem!?Kupię je napewno, ale autograf…??? czy może być taka możliwość???
    Kaśka z Ząbkowic Śl.

  • Aga // 20 Styczeń 2010 @ 0:25 | Odpowiedz

    no i gitara, szczerze mowiac nie czytalam pierwszej, ale ta bardzo, bardzo chetnie przeczytam.
    brzmi… hm… inaczej ?

  • iza // 2 Luty 2010 @ 15:24 | Odpowiedz

    zobaczyłam, kupiłam, przeczytałam w tempie ekspresowym i jedno mogę powiedzieć jest jeszcze lepsza od poprzedniej, genialnej “zabili mnie we wtorek” :)

  • Andrzej // 26 Luty 2010 @ 14:59 | Odpowiedz

    Może to późno, ale wszystko ma swój czas :)

    Przeczytałem obie książki Pana Piotra.

    Pierwsza mnie nieco zniechęciła: bardzo sprawny język, lekkie pióro – ale to u Wereśniaka nie dziwi; natomiast znać “przyciężką” rękę scenarzysty – krótki błyski obrazów, czas teraźniejszy… Całość sprawia wrażenie nieco chaotycznych notatek… No i to zakończenie: szczerze mówiąc nie wiem, jak się ta opowieść dobrze zaczęta skończyła… Polazła w rejony political fiction z morałem: jak nie będziemy uważać, to któregoś dnia menda zostanie nam premierem…

    Po drugą książką sięgnąłem więc z ostrożnym dystansem… Dziś ją skończyłem i… jestem zachwycony… Bardzo dobry kierunek pisarskiego rozwoju Pan obrałeś, Panie Wereśniak :) Opowieść o zaradnej Gośce jest super. Chciałbym taką Gośkę poznać, choć mam żonę i 4 dzieci :)

    Książka rozwija się sprawnie, lekko, w dobrym kierunku, który potrafi się zmienić jak wiatr dmący w żagle jachtu bohaterki. Zupełna zmiana formalna w porównaniu z pierwszą książką. Zmiana na lepsze: epickość opowiadania łączy się ze scenopisarską dbałością o szczegół (np. co Igor pija TYLKO w samolotach).

    Końcówka amerykańska i bardzo dobrze. Osobiście lubię takie.

    Lubię także, kiedy dostaję od autora powieści sensacyjnej pełny zestaw klocków, z których usiłuję przez cały czas składać finał. Wydaje mi się, że wiem, jak ma wyglądać ten “pucel”, bo wszak wszystko mam w dłoniach. A jednak Wereśniak kończy akcję w taki sposób, że z klocków, które posiadłem, otrzymuję INNY obrazek – równie uprawniony jak moje, ale jednak ostateczny, bo ZAPISANY w książce.

    Coś jeszcze mi się podoba – studium kobiecego charakteru. Uważam, że jest bardzo dobre: wyważone, dyskretne, stonowane jak Gośka, która jest kobietą w dechę…

    Gratuluję drugiej książki. Czekam na trzecią :)

    Andrzej

  • Gludus // 2 Marzec 2010 @ 9:03 | Odpowiedz

    Tą informacją o nowej książce mnie zabiłeś, idę w te pędy do mojej księgarni jej szukać ;-)
    “Wtorek” mnie ujął ale wszystko wskazuje, że “Nie szukaj” może mnie mocno powalić.
    Swoją drogą jesteś niesamowicie produktywny, scenariusze, reżyseria, książki i do tego wszystko na wysublimowanym poziomie.
    Życzę dalszych sukcesów i czekam na kolejne książkowo-filmowe doznania
    Gludus

  • Rafał P // 9 Marzec 2010 @ 21:53 | Odpowiedz

    “Nie szukaj mnie” zobaczyłem zupełnym przypadkiem w pociągu relacji Kraków-Przemyśl. Była w posiadaniu pewnego jegomościa, siedzącego po przekątnej przedziału. Przez około 1 godzinę wytężałem wzrok, aby dojrzeć autora i w końcu się udało! Ach, te komputery… oko już nie takie jak kiedyś. W końcu jest! Wereśniak! Szybka wizyta w księgarni i już mam. Postąpiłem zupełnie inaczej niż głosi tytuł bo “ją” znalazłem :).

    Reasumując wywód. Ma Pan dar do utrzymywania czytelnika w zaciekawieniu, napięciu – każda kolejna kartka to wciąga, oj wciąga. Pod tym względem dalej na fali, tak trzymać! Jeśli chodzi o inne odczucia to, wydaje mi się że ta jest bardziej przewidywalna od “ZMWW”.

    I tak, dzięki zakupie biletu na pociąg pośpieszny relacji Kraków-Przemyśl, “ZMWW” ma towarzyszkę na półce… Po cichu powiedzieli mi, że czekają jeszcze na jedną, aby stworzyć GRUPĘ :)

    Serdecznie pozdrawiam! Rafał P.

Dodaj komentarz