„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów.” (Albert Einstein)archiwum cytatów

W niemym kinie więcej widać

Oglądanie filmów albo telewizji bez dźwięku nie jest zabawą dla każdego. Większości ludzi nie będzie się to podobało. Będą się nudzili, będzie im czegoś brakowało, będą zirytowani zakłóceniem percepcji, do której przyzwyczaili się od lat.

Ja lubię oglądać ruchome obrazy bez dźwięku. Najlepiej ogląda mi się w ten sposób filmy, które mi się podobają i które podziwiam. Dla kogoś zainteresowanego filmową kuchnią to doskonały sposób na przyjrzenie się filmowi, na uważne zobaczenie zdjęć, scenografii, montażu a przede wszystkim aktorów.

Tak! Aktorstwo na niemo zyskuje zupełnie nowy wymiar.

Strach się przyznać, ale nawet zdjęcia próbne często oglądam na niemo. Widać wszystko. Słowa, interpretacja, tembr głosu potrafią oczarować i odwrócić uwagę. A film to przede wszystkim obraz. Oglądając sceny z castingu na niemo widzę, czy aktor ma w sobie to coś, czy potrafi wypełnić sobą ekran, czy błyszczy mu oko i czy budzi zainteresowanie.

To doskonała próba. Jeśli chce mi się patrzeć na aktora przy wyłączonym dźwięku, to tym bardziej będę na niego patrzył z głosem. Na niemo widać, czy aktor mówi prawdę, widać czy radzi sobie przed kamerą, widać w jakiej jest formie.

Podobnie jest z filmami fabularnymi, czy serialami. Przy wyłączonym dźwięku cała filmowa robota, całe rzemiosło i wszystkie szwy wychodzą na wierzch bardzo wyraźnie. Niezłe doświadczenie nie tylko dla zawodowego filmowca, ale i dla wielbiciela kina. Polecam.

Oczywiście oglądanie całego dwugodzinnego filmu na niemo może znudzić. Ale poszczególne, wybrane sceny ogląda się świetnie. Trzeba tylko przezwyciężyć w sobie przyzwyczajenie. Kilka pierwszych minut takiej projekcji może być dziwne. Wystarczy jednak wytrzymać i skupić się na obrazie. Jego siła jest naprawdę duża.

Zazwyczaj również wyłączam dźwięk na telewizyjnych blokach reklamowych, ale to już zupełnie z innego powodu. Swoją drogą ciekawe kiedy w końcu spece od reklamy odkryją „oczywistą oczywistość”, że reklama, która denerwuje odnosi odwrotny skutek do zamierzonego.

Reklamy

8 komentarzy on “W niemym kinie więcej widać”

  1. kitmoresby pisze:

    Witam. Od pewnego czasu śledzę każdy nowy wpis na Pana stronie. Cenię Pańskie spostrzeżenia. Stają się dla mnie bodźcem do uruchomienia ogłupiałego czasem rutynową pracą umysłu. Są też inspirujące i motywują do twórczego wysiłku. Za to Panu dziekuję.
    Co do dzisiejszego tematu, to obejrzałam ostatnio na niemo wiekszą część ” Listy Schindlera”, powtarzanej przez 1 program TVP i muszę powiedzieć, ze to na co zwróciłam wtedy uwagę przede wszystkim , co właściwie samo ” rzuciło” mi się w oczy to zdjecia Janusza Kamińskiego. Niezwykłe światło, jak ze starych fotografii, czerń i biel, z jednej strony szlachetna, z drugiej surowa, taka jak z niemego kina, czy kronik filmowych, dużo cienia i jasne twarze. To niesamowite jak bardzo mocno te zdjęcia są związane z fabułą tego filmu, jak wydobywają symbole, jak podkreslają emocje, jak tworzą nastrój. Czasem kadry są wręcz brzydkie. I w tym wypadku jest to ich zaletą. Tak naprawdę dopiero wtedy w pełni zrozumiałam za co Kamiński dostał Oskara :-) Czasem patrzę na piekne zdjęcia w serialach, czy w filmie i mam wrażenie, że ten kto je namalował niezupełnie wiedział o czym jest ten film przy którym pracuje.A co do aktorstwa to z aktorami jest podobnie jak z operatorami, nie każdy niestety zdaje sobie sprawę, że ich głównym narzędziem wyrażania emocji nie jest piękny głos, interpretacja tekstu, robienie pauz w odpowiednich miejscach, gestykulacja, ale twarz, oczy. Jeśli one pozostaną puste to widz od razu wyczuje oszustwo. Kamera jest bezlitosna.
    Pozdrawiam

  2. Kolekcjonerka Wizytówek pisze:

    A ja oglądam bez dźwięku prezenterów, polecam, bo efekt bywa zaskakująco humorystyczny. Szczyty komediowości osiągnęła w naszej tv pewna znana od wielu lat reporterka, która prowadzi bardzo zaangażowany w sprawy społeczne program przybierając przy tym takie pozy, że to wręcz kamasutra dziennikarskiej prezencji. Oglądanie jej programu bez dźwięku rewelacyjnie rozbawia. Pozdrawiam.

  3. Tomasz Pasiut pisze:

    Hmm… to rzeczywiście świetny pomysł, by rozwijać „myślenie obrazem”. Ciekaw jestem natomiast czy masz jakąś jedną („tę jedną”) scenę, którą obejrzawszy bez dźwięku zobaczyłeś na nowo?

    • Tej jednej sceny nie mam. Właściwie każda DOBRA scena filmowa oglądana na niemo jest inspirująca. Szczególnie sceny akcji. Na przykład strzelanina pod bankiem w „Gorączce” Michaela Manna. Oprócz scen akcji wspaniale się ogląda wybitnych aktorów bez dźwięku. Polecam Cybulskiego, Kobielę albo Brando czy Anthony Hopkinsa. Na niemo widać jak na dłoni dlaczego są wielcy.

  4. wroclawiankajedna pisze:

    Dobrym testem byłoby wyłączanie dźwięku w czasie ważnych rozmów np. z małżonką/partnerem ;)

    Swego czasu, gdy pokazano głuchoniemym wypowiedź byłego prezydenta USA, bez tłumaczenia na język migowy. Zaprzeczał wtedy, jakoby miał stosunki seksualne z „tą kobietą” – niesłyszący od razu stwierdzili, że kłamie. Mowa ciała.
    Ogólnie – od głuchoniemych można się wiele nauczyć – np. myślenia obrazami.

    Swoją drogą, wyższym poziomem zaawansowania jest wyłączanie dźwięku poprzez zmianę skupienia, ale to też jest często spotykane w korelacji z oglądaniem telewizji i kobietą ;)

  5. Jac pisze:

    Pamiętacie, jak w filmie „Generał” Buster Keaton nie został wzięty do poboru i zasmucony siadł sobie na ramię zamachowe lokomotywy?… Ta ruszyła, a on huśtał się w górę, w dół, w górę, w dół… – cała scena bez słowa. Symbol, groteska, filozofia, poezja – wszystko w tym było.

    Zauważyliście, że współczesne komedie rzadziej są oparte na żarcie sytuacyjnym? Dominuje słowo i pointa. Ach, gdzież są niegdysiejsze śniegi…
    pozdrawiam Jacek P.

  6. Jac pisze:

    Muszę sam siebie skomentować, sorry, ale nikt inny nie chce… Od pewnego momentu człek zaczyna patrzeć na filmy, książki etc. poprzez fragmenty. „Do połowy film był dobry, potem przeciętny. Ta scena udała się, reszta – do zapomnienia”. Czym byłby dziś „Popiół i diament”, gdyby nie nieśmiertelna scena w barze, gdy Cybulski zapala spirytus w kieliszkach i zamienia je w znicze? Czyż nie jest tak że percepcja dzieła (literackiego, filmowego) to walka Syntetyka z Analitykiem – walka w której zawsze zwycięża ten drugi? Jakie są dziś pamiętne sceny w polskim filmie współczesnym? Np. w „Rewersie?” Nieme kino z istoty swej kładło nacisk na obraz – więc może dlatego wiele z tych scen żyje jeszcze w nas po tylu latach?…


Twój komentarz nie ukaże się od razu, moderacja chwilę trwa :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s