„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów.” (Albert Einstein)archiwum cytatów

O jałowości porównań z Ameryką

Uwielbiam te porównania. Zawsze jak je słyszę, a słyszę je zaskakująco często, pękam wewnętrznie ze śmiechu.

Nie mogę się wprost opanować. Ale bardzo się staram i w efekcie nie pokazuję po sobie nagłego przypływu rozbawienia. Taki już jestem po amerykańsku taktowny.

Tym bardziej, że porównujący zazwyczaj mają poważne, zatroskane minki i jak najbardziej serio wyłuszczają swoje pretensje:

„Dlaczego nie zrobi pan takiego filmu jak Avatar?”

„Dlaczego nie powstają w Polsce takie seriale jak Doktor House, True Blood, C.S.I, 24 godziny, Prison Break czy nawet Gotowe na wszystko?”

„Dlaczego Polskie filmy nie wyglądają tak jak amerykańskie?”

Czujecie już o co mi chodzi i co wzbudza we mnie niepohamowaną wesołość?

Porównania z Ameryką są szczególnie częste w mojej branży. I zdarzają się nie tylko zwykłym ludziom, którzy akurat niespecjalnie muszą orientować się w otaczającej ich rzeczywistości. Zdarzają się również „fachowcom”, którzy powinni się orientować nieco bardziej. Mam na myśli oczywiście krytyków filmowych, którym takie porównania zdarzają się całkiem często.

Zatem pozwólcie, że ja zadam kilka innych równie niedorzecznych pytań:

Dlaczego Polacy nie latają w kosmos? Dlaczego nie zbudowali do tej pory żadnego promu kosmicznego?

Dlaczego nie projektuje się u nas mikroprocesorów?

Dlaczego nie buduje się u nas wielkich samolotów pasażerskich?

Dlaczego nie produkujemy żadnego samochodu rodzimej konstrukcji?

I jak Wam się podobają te pytania? Bo mnie bardzo. Zawsze lubiłem komedię absurdu.

A teraz parę faktów.

W Stanach mieszka 300 milionów mieszkańców. To prawie 7,5 raza więcej niż w Polsce. Po angielsku mówi na świecie według różnych szacunków 1,2 do 1,6 miliarda ludzi, to prawie czterdzieści razy więcej niż po polsku. Projekt krajowy brutto Stanów Zjednoczonych na jednego mieszkańca jest czterokrotnie większy niż w Polsce.

Niezwykłe, że mimo tak dramatycznych rozbieżności są chętni do porównywania się z Ameryką.

Byłem kiedyś w Hollywood. Widziałem wytwórnię Foxa. Byłem też w wytwórni braci Warner. Są dość podobne. Na ogromnym terenie stoi kilkadziesiąt gigantycznych hal zdjęciowych i w każdej wre praca. W naszym kraju nie widziałem nawet jednej tak wielkiej hali.

Średnio film ze światową dystrybucją kosztuje w Hollywood od 100 do 200 milionów dolarów. 100 milionów dolarów to 300 milionów złotych. To kwota dużo większa od rocznego budżetu CAŁEJ naszej produkcji filmowo-telewizyjnej.

W Polsce film kinowy kosztuje 5 – 6 milionów złotych. To 2 miliony dolarów. Znana światowa gwiazda filmowa za te pieniądze nawet nie przeczyta scenariusza ;-)

Przy porównywaniu czegokolwiek z czymkolwiek warto pamiętać, że porównywanie rzeczy nieporównywalnych nie ma sensu.

Z kim zatem powinniśmy się porównywać?

Z Bułgarią. Z Czechami. Z Węgrami. Z Hondurasem. Z Urugwajem. Może nawet z Portugalią albo Grecją. Chociaż to już chyba zbyt odważne porównania.

Advertisements

32 komentarzy on “O jałowości porównań z Ameryką”

  1. Aubrey pisze:

    Ale House? House to też jest kwestia kasy? Z powodu budżetu mamy doktora Burskiego? Jako dyletantowi wydaje mi się, że siła House’a jest w scenariuszu. W pozostałych serialach może więcej w efektach, ale tu głównie chodzi o soczystą postać doktora. U nas trzeba robić doskonałego doktora, bo się nie zwróci inaczej? Ilona Łepkowska opowiadała kiedyś, że Polacy nie chcą oglądać bogaczy w serialach, więc milioner albo jest nieszczęśliwy ze swoimi pieniędzmi albo np. przyjeżdża zza granicy. Czy tu jest podobnie? Doktor House okej, ale doktor Dom już by się nie przyjął?

  2. goha pisze:

    Może świeży przykład z naszego poletka – koleżanka,II reż. biurowy,pracuje przy serialu o bolszewikach. Nie będę się rozpisywać o warunkach pracy, o tym jak wyglądał i ile trwał okres przygotowawczy (bo w tym celu powinnam założyć oddzielny blog), ale dobrze całość określa to zdarzenie: plenerowa scena BATALISTYCZNA, oddział polski – 7 głównych postaci serialu + OŚMIU STATYSTÓW (ale tylko 6 karabinów dla nich).
    Wiecie, ile razy kończyłam rozmowę o tej produkcji „A można było to dać Amerykanom do zrobienia…”?
    Pradą jest, że zwierzęta filmowe powinny rodzić się w ich środowisku naturalnym – w USA. Reszta świata to tylko ogrody zoologiczne. Prowadzone są tam wprawdzie ambitne programy podtrzymania gatunków, ale…
    P.S. Nawet ogrody zoologiczne w Stanach są najfajniejsze ;-)

  3. ZiKo pisze:

    A mnie się wydaje…, że polskie kino jest kulawe, polski sport jest kulawy, polska kultura i sztuka jest kulawa, bo się nie szkoli. Szanse mają tylko „samorodki” typu A.Małysz, którzy już się rodzą z talentem do robienia czegoś i dziwnym trafem los dał im szansę robić to, co mają w genach, pod skórą, itd. Dziwimy się później, że w 40 milionowym państwie nie ma 11 dobrych piłkarzy. Na takim początkującym scenarzyście „na dzień dobry” wszyscy chcą zarobić. Jak nie za kurs/szkolenie, to za to, że umieszczą jego wypociny w banku scenariuszy. My chyba mamy taką mentalność, że każdy, każdego chce wydoić na maksa. Jesteśmy egocentryczni, samolubni, hedoistyczni. Od dziecka uczą nas chorej rywalizacji. Boimy się młodych, żeby nas nie wygryźli. Itd., itd.

  4. Tomasz Pasiut pisze:

    Chyba domyślam się, co ma na myśli Aubrey i zgadzam się, że o ile w przypadku Avatara czy budowy wielkich samolotów, na pewno chodzi o kasę i nie ma co porównywać, to w przypadku House’a czy filmów niekoniecznie. Co stoi na przeszkodzie, żeby w Polsce stworzyć House’a? Nie ma miejsca na niszę? No przecież oryginalny House jest popularny, pokazywany, oglądany.
    Sam pisałeś tu niedawno, że w przypadku filmu liczy się przede wszystkim opowieść, scenariusz. Czy potrzeba mnóstwa pieniędzy, żeby stworzyć takie filmy jak „Buntownik z wyboru” czy „Stowarzyszenie umarłych poetów”? Oglądałem ostatnio amerykańską komedię romantyczną „Going the distance”, nie wybitna, nie genialna, ale przyjemna, bezpretensjonalna, zabawna (sam też wspominałeś tu o „The proposal” – czy to są filmy, na które nas nie stać, na które w PL nie ma sprzętu, warunków?)

    • Tak do tego trzeba pieniędzy, trzeba rynku, czyli konsumentów w ilości potencjalnej co najmniej 70 mln. I tyle by Polska liczyła gdyby nie straciła 1/3 ludności w czasie II wojny światowej.
      Czyli mniej więcej tyle co jest teraz Francuzów, Brytyjczyków, Włochów.
      Oczywiście najlepiej gdy ma się więcej niż 100 mln., czyli tyle ile Niemców, Portugalo-Brazylijczyków, hiszpano-latynosów, Nigeryjczyków czy Hindusów.
      Wtedy jest potencjalny rynek, na którym każdy dobry towar kulturalny się sprzeda, tam każdy film finansuje się z lokacji produktów i zarabia na rynku TV, kinowym i video.

      Niestety u nas nie dość, że jest nas ledwie 35 mln, emigrujemy i biologicznie wymieramy to na dodatek do kina chodzimy statystycznie 8 razy mniej niż reszta tzw. Zachodniego świata. Więc jest kupa, nic, null, zero.

      Wracając do kasy – nie pomoże nawet gigantyczny 100 mln dolarowy budżet na jakiś film. Tu chodzi o kasę przez całe lata na to by utalentowani ludzie mieli za co żyć, jak się realizować itd. itp.

      pozdrawiam
      Arek

    • Trochę mnie nie zrozumiałeś. W Polsce wszystko można. Tylko trzeba na to zdobyć pieniądze. A ponieważ Polska jest mała i biedna, to i pieniędzy jest mało.

      Oczywiście, że z punktu widzenia TWÓRCZEGO kasa jest nieważna. Można zrobić film bez kasy. Są na to przykłady.

      Ale nie ma sensu porównywać tamtych produkcji z naszymi, bo to jak porównywanie CNN albo FoxNews z TVN24 ;-)

      • Tomasz Pasiut pisze:

        Wiem, że kasa jest ważna. Może nawet najważniejsza. Ale nie rozumiem, dlaczego w chwili, kiedy kasa już jest, film powstaje, to bardzo często wieje nudą z ekranu. Albo prawie nie ma fabuły („WCK”), albo opowieść jest źle skonstruowana („Rewers”).
        Czy to jest tak, że jest mnóstwo świetnych scenariuszy potencjalnych hitów ale producenci nie dają na nie pieniędzy?
        Niemniej… czekam na „Och, Karol2” licząc na dobrą polską rozrywkę :)
        PS Niezręcznie mi przy tej tablicy, do której zostałem wywołany, ale… :) Naprawdę uważam, że TVN24 nie ma się, czego wstydzić (styl prowadzenia, dynamika, cała warstwa wizualna, sprzęt, studio, materiał, live’y czy ogólnie „suma wrażeń”) w porównaniu ze swoimi amerykańskimi odpowiednikami.

        • Nie wezwałem Cię do tablicy byś czuł się niezręcznie ;-) Nie chodzi mi o to, czy w polskiej telewizji informacyjnej jest mniej dynamicznie, mniej ciekawie, czy macie gorszy sprzęt. Ale przyznaj się – kiedy ostatnio byłeś na materiale w Afganistanie? Kiedy był ktoś od was na reportażu na Antarktydzie czy w Andach? Macie kogoś na stałe w Indiach albo w Chinach?

          O to mi chodzi. O skalę.

          • Tomasz Pasiut pisze:

            Racja. W przypadku telewizji skala jest zupełnie inna. Zainteresowanie światem niewielkie. Relacje sporadyczne, rzadkie (patrz: Chile).
            Niemniej (wracając do filmów), wciąż nie rozumiem, dlaczego, gdy już powstaje polski film, gdy są na niego pieniądze tak rzadko jest on bezpretensjonalny, ciekawy albo po prostu wciągający, dobrze opowiedziany.
            PS
            W Afganistanie nigdy. W Iraku dwa lata temu spędziłem trzy tygodnie (ale ok… masz rację, na co dzień jest lokalnie, bardzo lokalnie)

            • „Niemniej (wracając do filmów), wciąż nie rozumiem, dlaczego, gdy już powstaje polski film, gdy są na niego pieniądze tak rzadko jest on bezpretensjonalny, ciekawy albo po prostu wciągający, dobrze opowiedziany.”

              To sprawa talentu, rzemiosła, kompetencji i doświadczenia. Żyjemy w kraju gdzie kompetencje to duża rzadkość. W każdej branży.

              Pozdrawiam.

            • Bo ćwiczenie czyni mistrzem,czyli trzeba STAŁEJ kasy i STAŁEJ produkcji na poziomie.
              Jak masz normalną kasę TYLKO na jeden film na pokolenie to oczywiste jest, że żaden rzemieślnik się na tym nie wyszkoli a artyści wyjadą tam gdzie są normalne pieniądze adekwatne do ich talentów,oczekiwanego poziomu życia i gdzie się coś dzieje, coś tworzy.

  5. barfly pisze:

    A ja nie rozumiem tego ciągłego narzekania na polskie kino, polskie seriale. Większość polskich krytyków a także spora część widzów to zwyczajni malkontenci który z założenia krytykują wszystko made in poland. Taki np CSI wymieniony przez Piotra jest mdły i kiczowaty a porównując go z perełkami polskiej telewizji jak „Pitbull” czy „Glina” wypada wręcz żałośnie. Przykładów jest tysiące – amerykańskie kino mainstreamowe, choć pompuje się w nie miliony dolarów bardzo rzadko rodzi dobre filmy – może z 10-15% tego co wchodzi do kin lub na DVD da się obejrzeć bez znużenia lub nutki irytacji. Patrzy wiec na siebie i doceniajmy to co mamy bo naprawdę nie jest tak źle jak niektórzy mówią.

  6. zosia pisze:

    Poczytałam te wieczne utyskiwania,”,nuda-nic się nie dzieje”.
    Swego czasu w ramach dyskusji o polskich filmach (żeby mieć argumenty na podorędziu)zadałam sobie trud i studiowałam napisy końcowe tychże amerykańskich osławionych seriali.
    Wnioski:nie ma w serialu jednego genialnego scenarzysty.Często jeden odcinek to praca zespołu. Jeden jest dobry w dowcipie sytuacyjnym,drugi w dialogach.inny potrafi tworzyć klimat,napięcie…
    Czy jest to możliwe u nas?Każdy tworzy coś jego zdaniem genialnego i nie chce się „sukcesem dzielić”.
    A potem jak w „Rejsie”.

    Pieniędzy nie ma.
    W Ameryce są bo tam nie było dwóch wojen.Nie musieli się odbudowywać.Tam fortuny powstawały przez lata.Przemysł filmowy nie przeżywał nawet w wojennych czasach kryzysu.Tam od dwustu lat jest constans.W PRL mieliśmy kino ambitne,tzw.moralnego niepokoju,naród miał inteligencją błyskać oglądają rodzime produkcje.O kinie komercyjnym nie było mowy.Sporo wody w Wiśle upłynie zanim dzięki komercyjnym produkcjom będzie stać naszą kinematografię na dobre pozycje.Niestety mentalność mamy na razie taką,że każdy chce zarobić kokosy ale nie tworzy dzięki tym pieniądzom podwalin pod dobre kino.Zarobić,pokazać się w nowym autku,zaszpanować ekstra chatą.Majątek PRL-owskiej kinematografii(chełmska,al.Lotników)jest wyprzedawany,niszczeje,Nie ma co porównywać z hollywoodzkimi wytwórniami.
    PISF odmawia dotacji komercyjnym projektom,a szkoda bo można by dzięki temu pomnożyć fundusz i zarabiając na jednych dotować w większych procentach inne,ambitniejsze.Myślę,że jeszcze jedno pokolenie musi popracować nad kondycją polskiej kinematografii,żeby było czym się pochwalić na międzynarodowym forum.Jestem zwyczajnym „zjadaczem chleba”i być może według bardziej siedzących w temacie argumenty,które przytaczam są miałkie.
    Ale tak to czuję.
    Zwyczajna oglądaczka różnych seriali, i filmów .

  7. jack pisze:

    Cyt z Onet….”Stratą tego tygodnia jest ranking „Doing Biznes 2011” opublikowany przez Bank Światowy. W Polsce ciężko robi się interesy, o czym świadczy nasza pozycja w tym rankingu: zajęliśmy dopiero 70. pozycję na 183 badane kraje. Wyprzedziła nas nawet NAMIBIA, gdzie na podłączenie do prądu czeka się około 55 dni, podczas gdy w Polsce aż 143 dni. „

  8. Grzegorz pisze:

    Urugwaj ludność 4mln – 4 miejsce na mistrzostwach świata w 2010 roku
    Polska ludność 40mln – nie zakwalifikowała się

    USA – Świat według Bundych – dobry serial komediowy
    Polska – Świat według Kiepskich – kiepski serial komediowy

    Według mnie w Twoim wpisie jest sporo narzekania na to, że za słabo płacą żeby mogły powstawać dobre rzeczy. Masz silny argument finansowy, ludnościowy, ale czy scenariusz napisany za 20tyś pln jest gorszy od tego za pół miliona dolarów? Nie, bo to ludzie i ich pasja oraz determinacja decydują o tym jak dobra jest ich praca. Oczywiście pomijam kwestie filmów typu Gwiezdne Wojny, Awatar czy inne widowiskowe produkcje. Ale ile kosztowało zrealizowanie Amercian history X(20mln dolarów – więc jeżeli biorąc pod uwagę, że przeciętny Amerykanin zarabia 4 razy więcej to kwota 5mln pln jest porównywalna z 20milionami dolarów)? Albo Skazani na Showshank(25mln dolarów – czyli na polskie jakieś 6,5mln zł)? Więc pytani brzmi, dlaczego te produkcje są znacząco lepsze w stosunku do polskich produkcji robionych za podobne pieniądze? Moim skromnym zdaniem wynika to ze słabej jakości kształcenia – zwłaszcza operatorów i reżyserów, którzy są rzemieślnikami. I tym bardziej smutne jest to, że Ty jako człowiek związany z filmem mówisz, że mając tych 7 milionów nie jesteś w stanie zrobić nic dobrego i dostając tę kasę od razu mówisz – zrobię film, ale nie oczekujcie że to będzie coś czym się ktokolwiek zachwyci – przecież dajecie mi TYLKO 7 milionów. I to jest Polska mentalność, człowieka który narzeka, że nie może wygrać w totka, ale okazuje się, że on po prostu nie gra w totka. I dlatego, że większość Polaków ma takie podejście do życia niemożliwe jest zrobienie tak dobrych filmów jak w USA. Zmieńmy podejście do życia, a zmienimy nasze życie. I moje pytanie czy robiąc Och Karol 2 zrobiłbyś go 10 razy lepiej mając 70milionów złotych w porównaniu do 7 milionów, za które go zrobiłeś?

    I guess not.

    • Kolega nic a nic nie skumał z mojego wpisu. Na dodatek wkłada mi w usta i pod pióro rzeczy, których wcale nie wyartykułowałem.

      Po pierwsze – serial „Świat według Kiepskich” to świetny sitkom, dużo lepszy od amerykańskiego „Świata według Bundych”.

      Po drugie – nie mówię, że w Polsce się nie da, że robimy gorzej od Hollywood, że mam za mało kasy na produkcję. Mówię, że nie powinniśmy się zbyt łatwo PORÓWNYWAĆ z Ameryką w dziedzinie filmu i w żadnej innej.

      Po trzecie – nie narzekam. I wypraszam sobie takie insynuacje.

      Po czwarte – zrobiłem film „Och Karol 2” za tyle, za ile trzeba było. I nikt na całym świecie by tego lepiej nie zrobił. Nawet za 200 milionów dolarów.

      Po piąte – poczytaj sobie komentarze Arnolda Buzdygana do tego wpisu. Sam bym tego lepiej nie napisał.

      • marcin pisze:

        Mógłbyś, Piotrze, poprzeć swoją wypowiedź – [„Świat według Kiepskich” to świetny sitkom, dużo lepszy od amerykańskiego „Świata według Bundych”] – jakimiś argumentami? W sensie, jakimiś „reżyserskimi”; z punktu widzenia kogoś, kto sam pracuje/ował przy serialach. Na czym że polega przewaga Kiepskich nad Bundymi?

        „Świat Według Bundych” był serialem przełomowym, kultowym. Przez jedenaście sezonów potrafił utrzymać tak samo dobry poziom. A Kiepscy? Poziom spadł już po ok. 30 odcinkach. (Swoją drogą, czytałem kiedyś wywiad ze współautorem scenariuszy do Kiepskich; opowiadał jak wyglądało ich tworzenie (wymyślanie) od kuchni… I nie miało to żadnego związku z ciężką, twórczą pracą czy, tym bardziej, talentem. Było to zwyczajne robienie sobie jaj / wymyślanie największych możliwych bzdur).

        Dla mnie, jako widza, „Świat według Kiepskich” nie jest ani odrobinę dobrym serialem. Często jego humor najzwyczajniej mnie żenuje. Tym chętniej poznam więc ukrytą w serialu wartość, która sprawia, że Kiepscy są „świetnym sitcomem”.

    • Grzegorz:
      Mam wrażenie, że pomyliłeś wypowiedzi Piotra z moimi.
      Albo je skompilowałeś :)

      To ja mówiłem, że jest nas za mało (35 mln a nie 40 mln to tak gwoli rzeczywistości) by cokolwiek się opłacało. Na dodatek za mało chodzimy do kina – 8 razy rzadziej niż inne nacje. Przypuszczam, że podobnie wychodzi z konsumpcją innych wytworów kultury (książek, filmów, muzyki).

      A teraz co do kasy – która jest ściśle zależna od wielkości rynku.

      Muzę możesz stworzyć sam i za grosze jeśli masz TALENT. Wystarczy, że pożyczysz instrument, albo uruchomisz odpowiedni program, wynajmiesz za paręset złotych studio. Ponadto jest ponadnarodowa, ponadjęzykowa i ponadkulturowa – dobra muzyka zadziała na każdego człowieka bo działa na poziomie fizjologicznym. Poza tym przyniesie 1 dolara od odbiorcy.

      Film też przyniesie dolara od odbiorcy, ale jego odbiór ograniczony jest kulturowo, językowo i sitwowo – np. Amerykanie praktycznie nie wpuszczają na swój rynek żadnych obcych filmów. Nie zrobisz go więc ani sam ani za grosze (w tym nawet scenariusza!) ani dla całego globu (wszystkich ludzi), zwykle tylko dla garstki mówiącej danym językiem, z danego kręgu kulturowego itd. itp.
      Do zrobienia filmu trzeba sprzętu i całej ekipy ludzi z różnych dziedzin.
      Nawet do głupiego scenariusza potrzeba kilku ludzi, no chyba, że ktoś jest geniuszem i sam potrafi wymyślić odpowiednią historię (opowieść) do tego zrobić spersonalizowane dialogi i ogarnąć scenerię. W USA robi to cała grupa ludzi, w Polsce właśnie 1 pisarz i… wychodzi jak widać na naszych filmach :) Dlatego ja Ci powiem, że scenariusz napisany przez jednego łebka za 20 tys. złotych (litości: nie tyś. tylko tys.!) na 102% będzie gorszy od tych napisanych za xxx xxx dolarów.

      Twoje twierdzenie, że 1 zł naszego budżetu jest warte tyle co 4 dolary amerykańskiego jest delikatnie mówiąc nieporozumieniem.
      Tam wszystko jest tańsze – benzyna, a więc transport i prąd, sprzęt, a nawet ludzie. Ponadto są całe księgi chętnych do product placement i się tylko proszą byś włożył ich produkt do filmu, u nas odwrotnie – trza się prosić by ktoś łaskawie zechciał.
      Tak – drożsi są wiodący aktorzy, ale ich nie zatrudnia się w filmie dlatego, że są jedyni i najlepsi tylko dlatego, że ich nazwisko przyciągnie do kin xxx milionów ludzi. Gdyby nie to, to by zatrudniali każdego innego dobrego aktora opłaconego nie drożej niż polski.

      I mylisz się w kwestii szkolenia – właśnie ciężko w Polsce o rzemieślników. Są ARTYŚCI. A Ci albo robią TAK JAK CHCĄ , albo… na odwal się tudzież w ogóle.
      Zaś rzemieślnik jak się jakiś wykształci to… ucieka tam gdzie mu zapłacą kilka razy tyle albo i jeszcze więcej. I ja to rozumiem – choć w swojej firmie wykształciłem z kilkadziesiąt osób (grafika i animacja 3D) na własnej krwawicy i kasie – a potem powyjeżdżali do Warszawy, Londynu, Berlina, USA. Przecież każdy chce żyć i jak może zarobić w 2 miesiące tyle co przez rok to wiadomo jak to się skończy. Nie ma więc sensu, chyba, że ktoś lubi dogadzać innym (a mi się np. znudziło).

      Mój dziadek zawsze mówił – w DUŻYM stawie mogą pływać i małe i średnie i duże ryby. W małym stawie tylko małe.

      USA to ogromny akwen z nadmiarem jedzenia (kasy).
      Polska to ledwie kałuża – byle wioska w Indiach/Chinach ma więcej mieszkańców – gdzie nawet kijanki zdychają z głodu, a co dopiero mówić o rybach.

      I tego nie zmienisz żadnymi zaklęciami – takie są po prostu ograniczenia rzeczywistości.

      Arek

  9. Grzegorz pisze:

    Po pierwsze nic nie wkładam w usta. To jest tylko subiektywne odczucie, co do tekstu. Niemniej nie rozumiem, dlaczego mielibyśmy porównywać się do Czech, Bułgarii itd. Dlaczego nie do Stanów. Sam wolę porównywać się do czegoś lepszego, bo wtedy wiem ile mi brakuje. Bo w życiu chodzi o constant improvement i nawet po Tobie widać coś fajnego, bo Trailer do Och Karol 2 jest na poziomie co najmniej europejskim, a nawet powiem, że mógłbym porównać go do Trailera filmu amerykańskiego i ludzie pójdą na ten film, właśnie dlatego, że wyróżnia się już przez ten Trailer. Drugi dobry Trailer jaki widziałem to było „Essentials Killing” – ale tutaj wchodzą już większe pieniądze w grę. Niemniej o tym, że w Polsce nie ma kasy wie każdy, że studia nie uczą, bo brakuje ludzi, którzy chcieli by za te marne pieniądze uczyć, też każdy wie. Ale jest takie powiedzenie, że jeżeli nie masz na coś wpływu, to nie warto się tym przejmować. I według mnie możesz się spokojnie do USA porównywać ze swoim trailerem, bo jest niezły. Ale czy każdy może się porównywać i powinien? Pewnie nie.

  10. jack pisze:

    Podobał mi się Twój pierwszy wpis Grzegorz.W tym drugim widać że Ci już „rura zmiękła”.

  11. Śliwek pisze:

    Hmm … w dziewięciu przypadkach na dziesięć, z ust rodzimych twórców filmowych słyszy się asekuracyjne „zrobiłem taki film jaki miałem budżet” … gdzie moim skromnym zdaniem laika, ci twórcy jeszcze przed pierwszym klapsem pogodzili się z tym że skoro budżet „słaby” to i film też lepszy być nie może. No bo jak by to wyglądało, gdybym nagle zrobił film ze „słabym” budżetem bardzo dobry, lub chociażby dobry, a moi koledzy nie. Celowo ująłem „słaby” w nawiasy, gdyż dla mnie jest to pojęcie bardzo „szerokie, ogólne, względny” etc.

    Cieszą słowa Piotra który mówi że za tą kasę jaką miał zrobił coś czego nikt inny na świecie nie zrobiłby lepiej, widać w tym pasje, ambicję, zaangażowanie i co jest bardzo ważne … organizację.

    Wszyscy wiemy (kto nie wie, to niech poszuka) że w tej całej Ameryce, robi się nie tylko filmy z budżetami miliardowymi … jest cały rynek, cała kinematografia filmów jakiś tam innych kategorii, często są to filmy które obejrzeć można tylko na dvd, a mimo to te filmy i tak bywają o niebo lepsze niż nasze rodzime hity. I tu będziemy mieli budżety porównywalne, a może nawet z plusem na naszą korzyść.

    Panowie i Panie … nie wierzę i nigdy nie uwierzę że się nie da … mając bardzo dobry tekst, mając ekipę ludzi z pasją ale i wiedzą i umiejętnościami … da się, kino zna mnóstwo takich przypadków. To nie są jakieś wyjątki.

    A ja lubię porównania do Ameryki … zwłaszcza w jednym. Jak miażdżącą przewagę mają nad nami w pisaniu dobrych historii, jaką mają łatwość w ich opowiadaniu, ot ma się wrażenie pstryk i leci … a nu nas, pot, łzy, męki.

    PS. Z całym szacunkiem ale Świat Według Kiepskich nie umywa się do Married With Children … Ed O’Neill, Katey Sagal, Christina Applegate … naprawdę człowiek czekał na każdy następny odcinek, na miażdżące docinki Ala do Marcy (kurczaku) … nigdy nie doświadczyłem nawet połowy takiej dawki humoru oglądając ŚWK. No ale są gusta i guściki … :):)

    A swoją drogą Katey Sagal w serialu Sons of Anarchy … pełen szacunek. Kto nie widział ten …….. .

  12. jack pisze:

    To gadanie o pieniądzach zaczyna mnie juz męczyć.
    Ciekawe jaki budżet miał Polański jak kręcił „Nóż w wodzie” Na pewno nie miliony dolarów , a stworzył arcydzieło.
    Na mysl przychodzi mi jeszcze Jim Jarmusch.Podobnie – filmy niskobudżetowe ,ale jakie !
    Filmy stworzone przez wizjonerów.
    Panowie nie oszukujmy sie .Obecnie w Polsce ludzie z pomysłami ,ale bez protekcji i pleców nie mają szans zaistnieć .
    Podobnie jest w muzyce.
    Jeden przykład.Zespół RIVERSIDE.Kompletnie nieznany w Polsce.W radio i TV nie istnieje.Znany głównie na zachodzie.Na YOU TUBE miał ponad pół miliona wejść – sprawdżcie sami Riverside – O2 Panic Room lub

  13. jack pisze:

    Zapomniałem dodać że RIVERSIDE to oczywiście polski zespół.

  14. telemach pisze:

    Będę Piotrze przewrotny. Powiedz, tak z ręką na sercu, czy jesteś przekonany, że powierzenie np. rektorowi Bajonowi (żeby odwołać się do naszego rodzimego solidnego mainstreamu i unikać przykładów drastycznych) budżetu wysokości 150 milionów USD doprowadzi do powstania filmu, który będzie mógł konkurować z produkcjami autorstwa np. Camerona? W zasadzie rówieśnicy, prawda?

    Z drugiej strony, jak sobie przypomnę wysokość budżetu jakim dysponował Lars von Trier gdy zabierał się za „Element of Crime”, to w porównaniu z Twoim ostatnim filmem był on skromny.

    Piszę to bez cienia złośliwości. Po prostu wydaje mi się, że redukcja uwarunkowań wyjaśniających, że jest u nas tak jak jest bo budżet mały a publiczność nieliczna nie jest dobrą drogą. Jest ich więcej, tych hamulców. Część leży w nas, część poza nami.

    Myślę. że trzeba robić swoje, najlepiej jak się potrafi. Przy pewnej dozie szczęścia i sprzyjających okolicznościach może coś dobrego z tego wyniknąć.

  15. Na ostatnim OffCinema w Krk byłem na spotkaniu z reżyserem rumuńskiego filmu „Medal honoru” („Medalia de onoare”). Film jest bardzo wnikliwy i poruszający, jest w nim trochę humoru, trochę nostalgii, ambitny, ale z pewnością nie hermetyczny — taka „prosta historia”, tylko że rumuńska. Całość budżetu zamknęła się poniżej (zdaje się) 1 mln euro. Calin Netzer, reżyser, powiedział na spotkaniu z publicznością, że Rumuńscy twórcy w jakimś momencie zdali sobie sprawę, iż nie mogą konkurować z USA czy nawet Francją w dziedzinie filmów akcji lub wielkiego rozrywkowego kina. Postanowili więc dotować i wspierać kino środka, dzieła ambitnych i niezależnych twórców, które pozwolą pewnego dnia rozpoznawać Rumunię jako kraj wyróżniający się interesującym kinem. Od siebie dodam, że podobny casus mamy chyba w przypadku Iranu. Tak więc pozwolę sobie nie zgodzić się z diagnozą: mam wrażenie, że polska nędza bierze się nie z braku pieniędzy, a z tego, że tak bardzo chcemy (czy raczej środowisko warszawskich twórców telewizyjnych chce) naśladować Amerykę i tak bardzo nie potrafi. A pieniądze na niezależne, lecz dobre pomysły bardzo trudno zdobyć. Pozdrawiam!

  16. grzegorz styczeń pisze:

    Dziwna dyskusja się wywiązała pod tym wpisem. To tak jakby Igmar Bergman miał mieć kompleksy przed Spielbergiem.

  17. grzegorz styczeń pisze:

    Inna sprawa, co do jakości amerykańskich scenariuszy… Każdego dnia siedzą sobie tacy panowie na stołkach, którzy dostają po kilkadziesiąt scenariuszy do oceny. I przeważnie codziennie odrzucają wszystkie. Aż trafi się jakiś który dostaje ocenę ‚wybitny’. Dlatego scenariusze wszystkich amerykańskich filmów są takie schematyczne i co za tym idzie – dobre i wzorowe konstrukcyjnie.

    U nas? Siedzi Jasiu Jakub Kolski i dłubie przez 7 lat jeden scenariusz, żeby nakręcić Wenecję. Dla przykładu.

  18. jeszcze jeden grzegorz ;-) pisze:

    Film, filmem ale kiedy kolejna książka Panie Piotrze?
    Dwie poprzednie rewelacyjne, myślę więc ze jestem wyrazcielem wielu, ktorzy czekaja…….
    Pozdrawiam.

  19. Patryk pisze:

    Kwestia kasy ??? Nie tylko. Jeśli się nie mylę niejaki Robert Rodriguez otrzymał Na DESPERADO około pięciu milionów. MNIE się PODOBAŁ. To dosyć skromny budżet jak na hollywoodzki film a jednak odniósł sukces.
    Gdyby kręcono gotowe na wszystko w Polsce nie byłby droższy niż M jak Miłość A na pewno lepszy. No bo ile może kosztować w Polsce serial o czterech gospodyniach domowych. Prawda jest taka że polski producent czepił się klanu czy plebani , bo ludzie to oglądają i jako taki przynosi dochód i nie zaryzykuje zainwestować w nowszy lepszy serial z obawy przed utrata paru polskich złotych. A reklamy dochód przynoszą. Co do filmu nawet gdyby polak dostał 100 milionów euro na film to i tak nic by z niego nie wyszło . Pewien aktor zapytany o to że gdyby miał 100 milionów dolarów to ilie by zainwestował w film . Odpowiedział – Wszystkie. Po warunkiem że film powstanie w Hollywood.


Twój komentarz nie ukaże się od razu, moderacja chwilę trwa :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s