„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów.” (Albert Einstein)archiwum cytatów

Nietykalni (Intouchables)

Zasadniczo, na ogół, 19 milionów Francuzów nie może się mylić. W każdym razie nie powinno. A już na pewno nie w kinie.

Tylu mniej więcej widzów poszło na tę komedię we Francji. Kraju liczącym 66 milionów mieszkańców.

W Polsce liczącej 38,5 miliona mieszkańców takie wyniki w kinach się nie zdarzają z powodów daleko pozafilmowych.

Ale nie o sprawach pozafilmowych chciałem, tylko wręcz przeciwnie.

No więc, „Nietykalni” to komedia, którą trzeba obejrzeć. Raz na jakiś czas zdarza się w świecie taka komedia i trzeba ten rzadki fakt zakonotować, zrozumieć, zaakceptować, docenić i przeanalizować. Można się przy tym dobrze zabawić, bo to ŚWIETNY, śmieszny, mądry i pełen wdzięku film. A to nieczęste zjawisko w kinie światowym.

Niestety „Nietykalni” to film nie dla Polaków. Żyjemy w kraju jednokolorowym. Białym. Nie ma u nas mniejszości etnicznych, nie ma u nas emigrantów różniących się kolorem skóry, wyznaniem, czy kulturą (to znaczy oczywiście są, ale jest ich MAŁO – w odróżnieniu od Francji). Nie jesteśmy też społeczeństwem o tradycjach klasowych (w odróżnieniu od Francji). Dlatego nie wróżę tej komedii wielkiej popularności w naszym kraju. Ale to nie znaczy, że można sobie ten film odpuścić. Nie można.

Nie będę pisał o tym, o czym piszę zazwyczaj przy okazji filmów, które mi się podobały – tekst, aktorstwo, zdjęcia, scenografia, reżyseria i CAŁA robota filmowa są tutaj odrobione sumiennie i bez ściemy. Jest też śmiesznie i jest to komedia zrobiona z niewątpliwym wdziękiem. Ale najciekawszy jest tu TEMAT.

To modelowy niemal przykład przeboju kinowego w całości zrobionego przez idealnie natchniony wybór TEMATU.

Możesz być genialnym scenarzystą, fantastycznym reżyserem, możesz zatrudnić najwspanialszych aktorów na świecie i nakręcić najbardziej niebywały film z możliwych, ale jak nie trafisz z TEMATEM, to pies z kulawą nogą do kina nie przyjdzie.

Na „Nietykalnych” wydano 9,5 miliona euro. Zarobiono 238,7 milionów euro. Przez większość czasu na ekranie jest tylko dwóch aktorów. Nie ma tu żadnych spektakularnych filmowych atrakcji.

Jest tekst i aktorzy. I wystarczy.

Bo trafiono w sam środeczek dziesiątki z TEMATEM. Potem znaleziono nań odpowiedni pomysł. Dobrze go rozpisano. Świetnie obsadzono. Kompetentnie nakręcono. I voila!

Uwielbiam takie filmy – doskonale trafione w czas, miejsce, nastroje i oczekiwania.

Advertisements

36 komentarzy on “Nietykalni (Intouchables)”

  1. yakubo pisze:

    Muszę obejrzeć;)

  2. Dorota pisze:

    Panie Piotrze, czy odpowie mi Pan na moje pytanie, zadane pod ostatnim wpisem?

  3. karol pisze:

    Czekam teraz na wpis pt „o co chodzi z tym TEMATEM” :)

  4. asgdfsg pisze:

    „nie ma u nas emigrantów różniących się kolorem skóry, wyznaniem, czy kulturą (to znaczy oczywiście są, ale jest ich MAŁO – w odróżnieniu od Francji”

    Nigdy we francji nie byłem, więc nie wiem, jak dużo jest ich tam.
    Ja mieszkam od 3 lat w małym (8tyś. mieszkańców) miasteczku, w którym takowych nie ma wcale, a ja, ubierając się tak ciut hipstersko, jestem bardzo indywidualny, inny mojego środowiska. Natomiast często bywam w dużych miastach. W jednym z nich (Katowice) byłem dziś. I tam znów można powiedzieć, że jestem zwykły, jest wiele ludzi na ulicach zdecydowanie bardziej wykraczających poza normy. Jednak nie tylko pod względem wyglądu jestem zwykły – również pod względem narodowości. Widziałem dziś naprawdę dużo murzynów, conajmniej dwóch arabów, jakiś Romów (nie mówię o tramwajowych rumunach). Stojąc na przejściu dla pieszych usłyszałem, że para obok mnie chodź wyglądała mi na polaków, rozmawia w niezidenfikowanym dla mnie języku, brzmiącym mi podobnie do chińskiego, jednak nie mam pojęcia, jaki to był. I wszyscy Ci ludzie, o których piszę, widać było, że nie są turystami, a mieszkają tutaj. Pracują, studiują, żyją. Sądzę więc, że i u nas występuje różnorodność, jednak żaden imigrant nie przyjedzie do wsi z 20 domami, małego, czy nawet średniego miasta. Emigranci są, lecz nie wszędzie.

    Pozdrawiam

  5. Śliwek pisze:

    Cytuję „widziałem dwóch Romów(nie mówię o tramwajowych Rumunach)” — człowieku wróć do szkoły, Gdzie Rom, a gdzie Rumun. Zresztą polecam podróż, do Rumuni, za takie porównanie otrzymasz odpowiednią lekcję. Podróże kształcą.

    • asgdfsg pisze:

      Przecież jasno napisałem, że byli to prawdziwi Romowie, a nie cyganie z tramwajów, na których potocznie się mówi Romunami? Polecam czytanie ze zrozumieniem…

  6. clavier pisze:

    Wydaje mi się, że nasz forumowicz rozumie tę różnicę, dlatego napisał „(nie mówię o tramwajowych Rumunach)”.
    Co do filmu , jeszcze nie oglądałam, ale mam nadzieję, że nie jest to kalka z „Nieoczekiwanej zmiany miejsc”. Co do filmowych upodobań Francuzów – jakoś im nie ufam ;). Parę lat temu objerzałam „Jeszcze dalej niż północ” , które we Francji było wieeelkim hitem (też ok. 20 mln) i nie stwierdziłam w nim cech arcydzieła. Zwykła, miła , prosta komedyjka z tłem społecznym, żaden hit. „Taxi”, ok., ale też nic nadzwyczajnego.
    Ale zrobili też „Amelię”, i za to respect.

  7. Marek T. pisze:

    wczoraj miałem na to iść, ale żona mówi, eee, francuski, nie wiadomo, co to, choćmy na Klossa – były niezłe recenzje (nie to, co Kac Wawa), poszliśmy, wizualnie film niezły, po 20 minutach akcja siadła, potem raz przyspieszała, raz się ciągnęła jak flaki z olejem, muzyka całkiem niezła (oprócz momentu, gdy Kloss się całował z Martą – wokaliza zlizana z ‚Titanica’), wkurzały mnie tanie charakteryzacje i miny Kota, cenię faceta, ale tu mi nie pasił, Adamczyk super, pomysł wsadzenia do filmy Mikulskiego i Karewicza pociągnął cały film. Żona się wynudziła i przespała. Trzeba iść znowu do kina. Na ‚Nietykalnych’.
    PS. Mecwaldowski też nieźle wypadł.
    PS2. Co tam robił Ciszewski ??? Przecież to facet od PR ???

  8. To fakt z tą monokulturą :(
    Też nad tym ubolewam, szczególnie, że bardzo lubię mulatki :)
    A nawet w takim mieście jak Wrocław – dość dużo uczelni i przyjezdnych – jest tego tyle, że ledwie zliczyć na palcach dłoni :(

    Nie wyobrażam sobie jednak by Polacy zaakceptowali większy napływ imigrantów, przerabianie kościołów na meczety/cerkwie czy inne świątynie czy takie widoki na naszych ulicach jak np. ten: http://www.euroislam.pl/wp-content/uploads/2011/07/Muslims-on-Paris-streets.jpg

    A film ponoć jest też o różnicach klasowych, które w Polsce też prawie już nie występują.
    Ale jednak pójść trzeba żeby zobaczyć co tam tak bawiFrancuzów.

    p.s.
    asgdfsg: mówi się i pisze „tys.” a nie „tyś.”

    Piotr: Na “Nietykalnych” wydano 9,5 miliona euro. Zarobiono 238,7 euro.

    Czy czasem nie miało być „238,7 mln euro” ?

  9. Śliwek pisze:

    Nie ma to jak segregacja (celowo użyte słowo) na prawdziwych Romów i tramwajowych cyganów. Ehh.

  10. Amelka pisze:

    Lubię filmy francuskie, lubię komedie ale najbardziej lubię filmy mądre.
    Dużo by pisać,
    Film i śmieszny i wzruszający. I to nie jest śmiech typu – rubaszny rechot z „grubych żartów”.
    A wzruszający nie ckliwym współczuciem ale dotknięciem bardzo delikatnych nut samotności, ograniczeń i strachu przed ich przekraczaniem.
    Zastanawiałam się z jakiego – do diabła – powodu niektóre dość proste żarty w tym filmie jednak mnie jednak śmieszą. Ano wyszło mi, że one są tu opowiedziane własnie nie dla tego rechotu. KOntekst !!! Ważny jest KONTEKST. Się uśmiecham, ale myślę i czuję wiele więcej. te grubsze dowcipasy są tam precyzyjnie umieszczone. Oj bym pisała i pisała jeszcze. Ale basta. Śliczny film.

  11. Wiciu pisze:

    Obejrzałem wczoraj z rodziną. Były to bardzo dobrze spędzony czas – film i mądry i zabawny. Nie śmieszny, zabawny. Warto obejrzeć nawet jeśli na codzień gustujemy w czymś innym. Serio. Szkoda, że spod ręki polskich fachowców nie wychodzą takie filmy. Piotrze – proszę – następnym razem kręć coś takiego, nie Karola…. :)

  12. Dorota pisze:

    Widzę, że nie dostanę odpowiedzi na moje pytania. Miło byłoby, gdyby Pan chociaż napisał, żebym spadała. Zrozumiałabym:)

    Zaryzukuję jeszcze raz i zapytam o coś jeszcze – czy mógłby Pan polecić udział w jakichkolwiek kursach scenopisarstwa? Czy raczej na nich dowiemy się tego, co na Pana blogu/z Internetu/z książek (jak ta Russina)?
    Wiem, że każde kursy czegoś uczą, ale pytam, czy są wg Pana takie, które faktycznie są warte tych kilku tysięcy złotych?

    • JO pisze:

      Może więc ja podzielę się z tobą swoją opinią w tej sprawie. Zimą zeszłego roku uczestniczyłam w warsztatach scenopisarskich „Steve Kaplan’s Comedy Intensive” organizowanych przez Raindance. Wykłady, fantastyczne, przeplatane ćwiczeniami indywidualnymi i grupowymi, plus analizy kilku skryptów (m.in. „Dzień Świstaka”, którego ostatnia wersja scenariusza,według wykładowcy, zawiera prawie wszystkie cechy „idealnego scenariusza”), dużo ćwiczeń z dialogów, łącznie z liczeniem sylab itp.
      Mogę śmiało powiedzieć,że żaden blog (a znam kilka naprawdę dobrych w tej branży) nie jest w stanie takiego doświadczenia zapewnić.
      Podobno sam Syd Field będzie wkrótce prowadzić warsztaty w Polsce, i o ile się nie mylę, nie trzeba wydać aż kilku tysiecy.

  13. Śliwek pisze:

    Obejrzałem. Dobry, fajny film.Chwilami przypominał mi L’HOMME DE CHEVET z S.Marceau i Ch.Lambertem.

  14. Śliwek pisze:

    Też wtrącę o kursach …

    Jestem po dwóch i pół.

    Dwa całe zaliczyłem ładnych kilka lat temu. Pierwszy z udziałem „nazwisk”. Drugi bez „nazwisk”. Tylko że ja wtedy nie wiedziałem że nazwiska (aktor, reżyser, etc.) nie gwarantują zdobycia rzetelnej wiedzy na temat pisania scenariuszy. No i się przejechałem (a koszt był bardzo duży). Namacalnego czegokolwiek o scenariopisarstwie na kursie z „nazwiskami” nie było, było ogólniki z książek, nie warto nawet wspominać (żal mi do dzisiaj tej kasy). Drugi kurs, ten bez nazwisk, to było coś takiego, hmm … ktoś zdobył kasę na zorganizowanie jakiś szkoleń, padło na pisanie scenariuszy, liznął trochę teorii z książek, uznał że się zna i że potrafi nauczać innych, ogólnie po przeczytaniu broszury gospodarza bloga miałem większa wiedzę niż po tym kursie bez nazwisk). Tyle na temat kursów które ukończyłem w całości. Straciłem tylko czas.

    A ta połówka kursu, to był wysyłkowy kurs, (ESKK czy jakoś tak) … generalnie przedruki z książek, internetu i innych źródeł zebrane w jakąś tam całość, opakowane w segregator. Dostałem to od kogoś w prezencie, sam bym na to kasy nie wydał.

    • JO pisze:

      A ja kiedyś byłam bardzo napalona na kurs scenopisarski,który był reklamowany przez WSF jako pierwszy w Polsce on-line. Byłam bardzo rozczarowana kiedy otrzymałam wiadomość, że ostatecznie nie dojdzie on jednak do skutku. Może i dobrze, że…nie doszedł…

  15. pacman pisze:

    witam serdecznie wszystkich… ogólnie to należy trafić z tematem… nie potrzeba wybuchów, nie potrzeba efektów specjalnych… należy wykombinować coś co poruszy i przyciągnie różne grupy ludzi. Mnie do dzisiaj zastanawia dlaczego nie ma w polskim kinie żadnego filmu w klimacie lat 90-tych…od strony komercyjnej to w chwili obecnej najlepszy target ;) nie lubie tego okreslenia;) sam od jakiegos roku cos tam rzeźbię, jednak idzie topornie (brak czasu).
    Uważam jednak, że prosta historia, nawet miłosna ;) osadzona w klimacie lat 90-tych ma podstawy komercyjnego sukcesu, a z drugiej strony nie będzie obiachu. Oczywiście należy tak pokombinować aby w filmie maksymalnie napchac muzyki z tamtych lat.. proste, a jakże trudne ;)

    • pacman pisze:

      p.s. mam zarys konepcji i inne takie…tylko ktoś musi to uzbierac w jeden zbior;) jak zobacze taki film w kinie to do sądu;)

  16. Śliwek pisze:

    Z zarysem koncepcji i innymi takimi i poszukiwaniem kogoś, kto to uzbiera w całość, to się radzę na scenarzyści.org do działu ogłoszeń zgłosić. To najczęstszy typ ogłoszenia jest jaki tam można przeczytać. Mam najlepszy pomysł na świecie, ale szukam kto to poskłada w całość.

    Ja nie pomogę … nie umiem nic napisać na podstawie czyichś najlepszych nawet pomysłów. Nie dała mi Bozia takiego talentu, niestety.

    A filmów w klimacie lat 90-tych (nawet z muzyką), to z pamięci mogę wymienić ze dwadzieścia, jak nie więcej. W tym większość to komedie.

    Taki „Kiler” chociażby, z 1997 roku.

    • Basia pisze:

      Wydaje mi się, że pacmanowi chodzi o filmy w klimacie lat 90., nakręcone tu i teraz….

      • Śliwek pisze:

        Tym bardziej nie widzę sensu kręcić czegoś w klimacie lat 90 ubiegłego stulecia teraz. Jest taka masa filmów w klimacie tamtych lat że … zresztą. Chyba że coś historycznego, ale to już grubsza sprawa. Wiadomo, poprawność polityczna ukręca głowę ze startu ciekawym, kontrowersyjnym, innym niż po „właściwym” kluczu tematom.

        A zresztą … piszcie i nakręcajcie co chcecie … oby to tylko trzymało poziom. I nie jakiś tam poziom, ale właściwy poziom.

        Tego życzę, wszystkim.

        A tymczasem ciach bajera z mojej strony. I to na bardzo długo.

        Pozdrawiam i powodzenia.

        • Basia pisze:

          Dla mnie najciekawsze czasy to lata 60. i 70. Ale to już taka moja prywatna idylla, która tak naprawdę zaprowadziłaby nas w ślepy zaułek.
          A cóż to Śliwek za ciach bajera i to w dodatku na bardzo długo, proszę jaśniej, bo się niepokoję, gdyż lubię czytać Pańskie interesujące wypowiedzi, a za śliwkami w ogóle przepadam ;-) Też pozdrawiam i życzę wszystkiego naj naj…

        • Basia pisze:

          Chciałam jeszcze tylko dodać, że na łonie demokracji w imię poprawności politycznej też niejako tkwimy w ślepym zaułku. Bijmy się nadal w pierś i przepraszajmy, to niedługo nas osaczą nie tylko demograficznie. Chyba trzeba będzie wyciąć?…

  17. Śliwek pisze:

    Oczywiście pisałem o polskich filmach. Tak dla jasności.

    • pacman82 pisze:

      witam Śliwek… ciesze sie że podjąles sie polemiki… chodzi mi o film polski… film dla ludzi ktorzy dzisiaj maja 30 i wiecej lat… nie mowie o zagranicznych filmach i nie mowie o kilerze… bo mozna tez dorzucic mlode wilki… ktore mimo ze je zjadl ząb czasu to zawsze z checia sie oglada… oddaj klimat polskich lat 90-tych, jak to sie dorastalo nam, wtedy mlodziezy… nalezy pamietac ze 99% ludzi nie interesuja takie strony, zyja z dnia na dzien, ale film moze im zaproponowac podroz w czasie. Nie do konca chyba zrozumiales koncepcje, Kiler i Mlode Wilki powstaly w tamtych czasach, a chodzi o spojrzenie na te czasy z pewnej perspektywy, gdzie sie znalezlismy… niesetety moja koncepcja sie zawsze sypie, bo za kazdym razem widze plagiat Cinema Paradiso;) taki niedoscingniony wzor w kinie

  18. rafał panas pisze:

    Film bardzo dobry. Jedna uwaga – to, że obejrzały go miliony osób znaczy tylko tyle, że obejrzało go tyle osób. To, że na Hitlera zagłosowały miliony Niemców nie znaczy, że być świetnym politykiem. Pozdrawiam!

  19. memling pisze:

    Bardzo dobry film. Podobnie jak miliony francuzów również nie pomyliłem się. Po raz kolejny dzięki Panu Piotrowi. Dziękuję.

  20. Dominik pisze:

    Film fajny. Niestety prawdziwy Murzyn na zdjęciu był trochę mniej całuśny. Znaczy się, sztuka upiększa życie :)

  21. mfski pisze:

    Też muszę obejrzeć. :)

  22. Monika pisze:

    Witajcie

    Chciałabym napisać, że widziałam ten film wczoraj i bardzo się cieszę, że postanowiłam pójść do kina w swoje urodziny i że mam nosa do dobrych filmów. Dzięki temu uznałam, że urodziny moje były w całości bajeranckie:) A nie zanudzając i pisząc o filmie- jest genialny, najważniejsze co robi z ludzkimi emocjami- przywraca nadzieję w ludzi, w czasy, w których żyjemy, w niematerialność, przyjaźń, bycie potrzebnym mimo braku pieniędzy, szansę zrobienia czegoś dobrego dla drugiego człowieka- namawia do zrobienia czegoś dla kogo. Nie po to, żeby poczuć się wspaniałym, łaskawym czy, żeby mieć czyste sumienie ale po to, żeby odgrzebać w człowieku to co najważniejsze.

    Moim zdaniem przesłanie filmu jest takie- nie ważne gdzie żyjesz i ile masz pieniędzy, z jakiej warstwy pochodzisz, możesz zrobić „Coś”, dzięki czemu ty sam poczujesz, że możesz być naprawdę potrzebny i przyczynić się do czyjegoś szczęścia- a przecież nie ma lepszego uczucia na ziemi. Film ten jest o byciu dobrym, o tym, że bycie dobrym się opłaca i że to uczucie w przeciwieństwie do myśli, trosk i potrzeb, które często przeżywamy na co dzień, jest ponad wszystko wspaniałe i zajebiste. Z całego serca polecam ten film.

  23. miziol pisze:

    Niezly film, ale takich juz bylo sporo. Komedia to raczej nie jest, ale rozumiem, ze producent musial ten film zaklasyfikowac jako komedie, bo inaczej ludzie by nie chcieli ogladac. Lubie to przeslanie: Chcesz cos w zyciu osiagnac? – musisz byc soba. I oczywiscie miec troche szczescia :-)


Twój komentarz nie ukaże się od razu, moderacja chwilę trwa :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s