„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów.” (Albert Einstein)archiwum cytatów

Dziś WKRĘCENI uderzają w kinowe ekrany

Wkreceni - plakat

Zaczęło się dawno, dawno temu w odległej galaktyce od krótkiego, zdawkowego, jednozdaniowego pomysłu na film. Zwykle tak się zaczyna.

Pomysł został zapisany i wylądował w magnetycznej strukturze twardego dysku w celu odpowiedniego leżakowania. Czas najlepiej weryfikuje krótkie, jednozdaniowe pomysły na film. Ten jednak leżakował szczególnie długo. O jego wartości świadczyło to, że nigdy o nim nie zapomniałem. Zawsze wiedziałem, że go mam i że kiedyś na pewno się nim zajmę wnikliwiej.

Ten czas jednak nie nadchodził. Pomysł sobie leżał, dojrzewał i nabierał szlachetnych aromatów. W końcu postanowiłem się z nim zmierzyć. Wygrzebałem go z mojego przepastnego drzewa katalogów i zacząłem z nim spacerować. Spacerowanie jest dużo ważniejsze niż pisanie. Pisanie to czynność techniczna, spacerowanie to czynność twórcza.

Po wielu przespacerowanych kilometrach już wiedziałem, o czym ma być ta komedia. Napisałem ją w miesiąc. Poprawiłem w kolejny miesiąc. Potem jakimś cudem dostałem zielone światło i ze spacerującego, łagodnego scenarzysty przeistoczyłem się w krwiożerczego reżysera.

Na planie było cudnie. Mimo wszelkich trudności, które zazwyczaj zdarzają się na planach filmowych, tutaj praca była rozkoszą. Dzięki aktorom. Wystarczyło ich tylko trochę wypuścić na improwizację i diamenty zaczynały się sypać wokół w porażających ilościach. Z takich właśnie komediowych diamentów tka się komedię. Uwielbiam patrzeć, jak ludzie oddają filmowi cały swój talent, a w tym przypadku talentu udało się uzbierać naprawdę sporo.

Potem był montaż i reszta postprodukcji. Wszystko w zawrotnym tempie i w niezwykłej intensywności. Nigdy jeszcze tak intensywnie nie pracowałem nad żadnych filmem. I znowu talenty różnych ludzi posypały się w hurtowych ilościach. Film zaczął błyszczeć i mienić się wszystkim, co najlepsze.

Przedwczoraj odbyła się premiera WKRĘCONYCH w Zamościu. Niezłą relację z tego wydarzenia można obejrzeć tutaj. Dzięki zamojskiej publiczności przekonałem się, że ten film to rzeczywiście komedia. Usłyszałem to i zobaczyłem. Bo film można nazwać komedią TYLKO wtedy, kiedy sala kinowa ryczy ze śmiechu. I tak właśnie było w Zamościu.

Wczoraj odbyła się warszawska premiera WKRĘCONYCH. Tutaj wszystko się potwierdziło. Ludzie się śmiali, klaskali po niektórych żartach i bawili się świetnie.

Dzisiaj WKRĘCENI uderzają w ekrany kinowe w całej Polsce. Przy pomocy nowiutkich, japońskich fotonów światła wystrzeliwanych z projektorów cyfrowych film odbije się od srebrnych ekranów i trafi wprost na siatkówki widzów. Po to go zrobiliśmy – widzom na uciechę.

I tę uciechę wszystkim gwarantuję :)

(Jeśli chcecie być na bieżąco z WKRĘCONYMI polecam profil filmu na facebooku.)

Wkreceni - fotos

Advertisements

11 komentarzy on “Dziś WKRĘCENI uderzają w kinowe ekrany”

  1. frostic pisze:

    Z całego serca życzę, aby nie uderzyli w puste fotele kinowe! Bo i tak bywa…

  2. Widziałam wczoraj premierowo. Gratulacje. Potwierdzam. Uciecha jest. Świetny głos Igora Herbuta w tytułowej piosence.

  3. clavier pisze:

    Bardzo życzę powodzenia !
    Ja męczyłam klawiaturę prawie 9 miesięcy, żeby napisać mój scenariusz. Jak ciąża ;).
    Ale zdaje się nie ma reguły.

  4. Katarzyna pisze:

    Witam Panie Piotrze! Miałam przemiłą okazję być na premierze filmu w Zamościu :) świetna komedia – fabuła, muzyka, przezabawne dialogi, niesamowita gra aktorów (Szyja szczególneie jest moim idolem!) i fantastyczne zdjęcia – nasz Zamość jest bajeczny :) i tak jak zapowiadałam w rozmowie z Panem, dzisiaj po raz kolejny poszłam pośmiać się do kina z Wkręconych :)) Pozdrawiam i zapraszam do Zamościa np. do Carskich Koszar :) Jeszcze raz gratuluję.

  5. Joanna pisze:

    Jeszcze nie miałam okazji zobaczyć, ale z chęcią obejrzę Pańskie dzieło ;). Za polskimi nowymi komediami nie przepadam, gdyż średnio mnie bawią, a ciągle ci sami aktorzy mnie nudzą- mam nadzieję, że kiedyś uda mi się wskoczyć na ich miejsce ;)

    Nie myślał Pan kiedyś, aby przedstawić ekranizację „Pamiętnika narkomanki” Barbary Rosiek? Uważam, że na podstawie tej książki można stworzyć coś bardzo dobrego, szczególnie, że polskie dramaty są na dość wysokim poziomie.

    P.S. Jestem pełna podziwu, że Ktoś z branży filmowej, prowadzi bloga na takim poziomie i znajduje czas dla swoich czytelników! Od dziś będę częściej tu zaglądać. Pozdrawiam serdecznie! :)

  6. Basia pisze:

    Nie można inaczej: znakomita, doskonała w całości i w detalach (ten wąsik, ach ten wąsik Opani- ojca), wyśmienite aktorstwo (mimika i wszystko, wszystko), fantastyczna oprawa scenograficzna, plenery (Jura,cud- lasek symetryczny), wnętrza, kwiaty, muzyka, ilość komicznych gagów. Ale pomysł- najpierwsza osnowa! Opole śmiało się serdecznie, ale śmiechu byłyby całe tornada, tylko widz chce też dokładnie słyszeć dialogi żeby nic nie uronić i trzeba się trochę powstrzymywać. Sala była pełna, zerknęłam też na następny seans, też pełno. Szkoda, że takie cuda tylko nam Pan serwuje, nie jest to kadzidło tylko fakt . Tylko Pan (i wcześniej J. Machulski) potrafi sprostać jakości i tradycji wspaniałych polskich komedii, komedii, które nie urągają gatunkowi. Chwała Panu za to…
    Jaka szkoda, że 50 kilosów mam do kina, bo jeszcze 2 razy bym sobie poszła, najpierw skupiłabym się na dialogach, potem obrazach, a potem wsjo. Niewychorowana jechałam na film, ale bałam się że nie zdążę, film dobrze mi zrobił, dzisiaj duża poprawa ;))
    ps A zamojski rynek, najpiękniejszy w kraju z dawna ukochałam (ten ratusz, te schody…), no i jeszcze śląskie akcenty :)

  7. Q.T. pisze:

    Witam, panie Piotrze. Czy jest szansa na przeczytanie scenariusza do filmu „Wkręceni”? Prosiłbym również o scenariusz „Kilera” :) Nigdzie nie mogę znaleźć, a byłby to świetny materiał naukowy :) Z góry dziękuję i pozdrawiam serdecznie :)

  8. Widz pisze:

    Aż nie chce mi się wierzyć, że wśród osób, które czytają tego bloga nie znalazła się taka, której ten film się nie podobał i która nie chciałaby dodać łyżki dziegdziu do tej beczki miodu (no chyba, że policje wszystkich krajów dbają o to by nie szkalować twórcy). Byłem, widziałem. Nie powiem, że wyrzuciłem pieniądze. Lubie twórczość autora tego bloga, ale ten film jest delikatnie mówiąc średni („Ciacho”, „Sztos II” czy „Ambassadę” udało się Panu pobić). Przede wszystkim nie jest śmieszny (tzn kilka razy się zaśmałem- tylko, że idąc do kina na komedię liczę na to, że po wyjścu to będą mnie bolały „szczeny”. Magia sali kinowej jednak działa -siedząc w domu przed TV obawiam się, że nie zaśmiałbym się ani razu). Nie zachwyciły mnie ani dialogi ani gra aktorów, nie było tam ani ciekawej wciągającej historii ani wartkiej akcji, żeby chociaż jakieś niespodziewane zakończenie- kurcze też nie. Moim skromnym zdaniem twórca scenariusza nie napracował się należycie. Muszę dodać, że podobne opinie ma też kilku moich znajomych, choć uczciwie przyznam, że np. moja rodzinka określiła ten film jako „fajny choć szału nie ma”. Panie Piotrze z całego serca, szczerze życzę Panu w przyszłości lepszych filmów. Widz.

    • Jacek pisze:

      Zgadzam się z Twoją opinią.

      Gdy byłem w kinie na tym filmie też oczom nie wierzyłem, że ludzie wokół mnie się śmieją. Ja przeżywałem katusze. To, co widziałem, to była najgorsza żenada jaką miałem okazję oglądać (do czasu Kac Wawy). A jednak wokół mnie siedzieli ludzie i się śmiali, mało tego – rechotali.

      Doszedłem jednak do wniosku, że miałem okazję być w kinie na seansie wraz z publicznością pochodzącą głównie ze wsi. Nie żebym miał coś do ludzi ze wsi, wcale nie, mam wielu znajomych pochodzących ze wsi, nawet przyjaciół. Jednak cechą ludzi ze wsi jest, co by nie mówić, mniej wyrafinowane poczucie humoru. Jest to często publika muzyki disco-polo, która w przekazie czy to muzycznym, czy filmowym, nie szuka górnolotności, wyrafinowania, nie potrzebuje katharsis. Ta publika zadowala się najprostszymi chwytami filmowymi, najprostszymi riffami muzycznymi i nie oczekuje niczego więcej. Ta publika jest po prostu mało wybredna. Ciężko stawiać im to jako zarzut, w końcu to są ludzie i mają prawo do tego by lubić to, a nie tamto, kwestia ich gustu. Ja jednak oceniam siebie jako kogoś z bardziej wyrafinowanym poczuciem smaku, osobę zwracającą uwagę na szczegóły, na klasę, na sens, na związek przyczynowo-skutkowy, na rozwój bohatera, na wiele różnych aspektów filmu. Dla mnie ten film był po prostu zbyt prostacki, zbyt słaby, zbyt marnie skonstruowany, oparty na obrazach-gagach, które mogą śmieszyć disco-polową publiczność, ale we mnie budzą zażenowanie. Majteczki w kropeczki na ekranie, takie mam właśnie wrażenie po obejrzeniu tego filmu. Moim zdaniem 3 i pół gwiazdki to moim zdaniem najwyższa ocena, na jaką mogą liczyć Wkręceni (a i to zasługa sentymentu do paru aktorów, którzy, nie wiedzieć czemu, zgodzili się zagrać w tym filmie).

      Niestety zgadzam się z recenzją Tomasza Raczka, którą niedawno znalazłem na temat tego filmu (polecam poszukać). Słabizna, wpisująca się w cały ciąg nieudanych, niewyszukanych, mało lotnych prób komedyjek opartych na schematach, tanich i nieśmiesznych żartach-sucharach, zupełnie pozbawionych scenariusza.

      Przyznam szczerze, na zakończenie, że jestem zdumiony, że autor tego scenariusza, pan Piotr Wereśniak, napisał również scenariusz do wspaniałej komedii jaką jest Kiler. Te filmy to jak dwa różne światy. Widać jednak, że jeden dobry scenariusz nie zwiastuje dalszych sukcesów w tej dziedzinie. A szkoda.


Twój komentarz nie ukaże się od razu, moderacja chwilę trwa :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s