„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów.” (Albert Einstein)archiwum cytatów

Wiarygodność – czyli jak wiara czyni cuda

Już kilka razy zabierałem się do napisania wpisu o WIARYGODNOŚCI w opowiadanej historii i za każdym razem dochodziłem do wniosku, że to temat znacznie obszerniejszy niż jeden skromny wpis na blogu.

To rzecz nadająca się na opasłą książkę, na pracę habilitacyjną, albo co najmniej doktorską.

A jednak spróbuje się z tym zmierzyć. Spróbuję wycisnąć z tego niełatwego zagadnienia samą esencję. I spróbuję zrobić to w jak najmniejszej ilości słów ;-)

Otóż każda opowiadana bajka ma tylko wtedy sens, kiedy jest wiarygodna. Można opowiadać niestworzone rzeczy, ale jeśli nikt temu nie da wiary choćby przez chwilę, nie ma to żadnego sensu.

A sprawa jest trudna. Pół biedy jak opowiadamy jakąś opowieść „z życia wziętą”, coś naturalistycznego, coś co dzieje się tu i teraz, w sąsiedztwie, z dokumentalnym niemal zacięciem. To wydaje się proste.

Co jednak jeśli opowiadamy „Gwiezdne Wojny”, „Avatara”, „District 9”, albo „I am a legend”? O „Madagaskarze” już nie wspomnę.

Jak to jest, że ludzie z wypiekami na twarzy wierzą w te bajania? Przecież nie mają one NIC wspólnego z rzeczywistością. Są całkowicie wymyślone i fantastyczne.

A jednak wyglądają wiarygodnie. Przynajmniej dla setek milionów zadowolonych widzów w różnym wieku.

Pierwsza sprawa to KONWENCJA. W ramach konwencji widz jest w stanie uwierzyć w największe nawet niedorzeczności. Dzieje się tak, bo widz zna konwencję i wie, że owe niedorzeczności są jej częścią.

I tak widz wierzy w tunele czasoprzestrzenne, prędkość wyższą od prędkości światła i kieszonkową broń laserową w filmach S-F. We współczesnym filmie sensacyjnym już niekoniecznie.

W bajce o zwierzątkach wierzy, że żyrafy gadają, że rybki błazenki mają bogate życie wewnętrzne, a lwy czują się winne, z powodu swojej skłonności do zjadania mięsa zebr. Przecież to zupełnie oczywiste.

Każdy gatunek i każda konwencja ma swoje niedorzeczności, które wydają się widzom całkowicie wiarygodne. W filmach akcji i westernach bohater nigdy nie pada po otrzymaniu dwudziestu ciosów pięścią. Zawsze podnosi się i walczy dalej, aż do zwycięstwa.

W komedii romantycznej i melodramacie miłość zawsze zwycięża. Choć wiemy, że w naszej szarej rzeczywistości różnie z tym bywa.

Widz wierzy w te „stałe fragmenty gry”, bo CHCE w nie wierzyć.

Dlatego tak ważna jest dobrze zdefiniowana konwencja filmu już na etapie projektowania PLAKATU do niego.

Kolejną ważną rzeczą jest DAR PRZEKONYWANIA autora.

Bo widza można przekonać do wszystkiego. WSZYSTKIEGO! Jeśli umie się to robić. Można mu sprzedać każdą niedorzeczność jeśli poprze się ją dobrze dobranymi, spójnymi argumentami. „Kod Leonarda da Vinci” jest tego najlepszym przykładem. Dan Brown nie przekonał wprawdzie wszystkich, ale przekonał wielu. Biorąc pod uwagę rewelacje, o których opowiada, to duży sukces.

Podobnie jest z filmem „District 9”. Działa oczywiście konwencja, ale dar przekonywania jest tu naprawdę spory. Wiele pracy intelektualnej włożono, żeby uprawdopodobnić istnienie obozu przejściowego obcych (Krewetek) na przedmieściu Johannesburga.

Podobnie było w „Archiwum X”. Scenarzyści wykonali ogrom pracy dokumentacyjnej, żeby przekonać widza o prawdopodobieństwie opowiadanych historii.

I widzowie uwierzyli. Przynajmniej na czas projekcji. Dłużej filmowi nie potrzeba. To też jest ciekawe. Widza należy zaczarować TYLKO na czas projekcji. Potem może już stracić wiarę ;-)

I trzecia rzecz, chyba najważniejsza. To PRAWDA PSYCHOLOGICZNA.

Tu kłamać nie można. Tu kłamstwo nie przejdzie. Tu nie ma miejsca na fantazję. Tu trzeba być maksymalnie wiarygodnym.

Prawda psychologiczna to podstawowe narzędzie do uwiarygadniania wszystkiego innego.

Wyobraźmy sobie opowieść o czajniku, cukiernicy i filiżankach. Jeśli nadamy im ludzkie cechy, jeśli opowiemy ich historię zgodnie z prawdą psychologiczną, ludzie nam uwierzą. Będą się przejmować losem czajnika i filiżanek. Będą się wzruszać ich losem, będą się śmiać z ich ułomności.

Bo jakimś dziwnym trafem prawda psychologiczna jest dla człowieka ważniejsza, niż rzeczywistość za oknem. Dużo lepiej rozpoznajemy sytuacje interpersonalne, niż rzeczywistość nieożywioną. Taką mamy dziwną, ewolucyjną cechę.

A więc trzy rzeczy: konwencja, dar przekonywania i prawda psychologiczna. Jeśli autor nauczy się tymi rzeczami posługiwać, widz zawsze mu uwierzy.

Przynajmniej na chwilę.

Reklamy

10 Komentarzy on “Wiarygodność – czyli jak wiara czyni cuda”

  1. Kamil pisze:

    Witam.
    A jak jest z tą konwencją??? U twórców takich jak David Lynch, mam wrażenie, że konwencja stale się zmienia i to w przeciągu trwania jednego filmu. Jest ona raz bardziej wiarygodna, raz mniej a mimo to Lynch jest cenionym twórcą niemal przez każdego. Z czego to może wynikać? Geniusz…???

    • Konwencja to temat na kolejną rozprawę habilitacyjną ;-) Mówiąc w skrócie, można trzymać się konwencji znanej już widzowi, sprawdzonej, powszechnej. Albo stworzyć nową konwencję, własną i niepowtarzalną (tak robił Lynch).

      Ta druga opcja zazwyczaj się nie udaje. Tylko nieliczni to potrafią.

      • Kamil pisze:

        Czyli to jednak geniusz:-)
        Szczerze mówiąc jakoś nie jestem zdziwiony. Zresztą, kto jest…
        W przypadku Lyncha chyba wszyscy są zgodni, raczej nikt nie wyobraża sobie żeby Lynch- owski styl mógł wyglądać inaczej niż wygląda.

        Ma pan już pomysł na kolejny wpis, czy powstaje to raczej spontanicznie???

        • Są wpisy, które planuję od dawna i mam je w szkicach, a są wpisy, które powstają spontanicznie, pod wpływem impulsu.

          • Kamil pisze:

            Rozumiem.
            W takim razie czekam z niecierpliwością na następny. To świetna lektura, zwłaszcza na nudne niedzielne popołudnie.
            Dzięki wielkie i POZDRAWIAM.

            P.S. Pana blog strasznie wciąga ludzi interesujących się filmem. Sam nie wiem kiedy stałem się stałym bywalcem tej witryny:-)
            DZIĘKI

  2. W melodramacie to raczej miłość przegrywa, prawie jak w życiu (choć w życiu to przegrywa z prozaiczną nudą).

    Nie zgodzę się też z tym, że ta „wiara” jest potrzebna tylko na czas projekcji – jeżeli tak jest to film jest słaby.
    Dobry jest wtedy gdy utrzymuje się i po niej, a doskonały gdy zaczyna tworzyć własny „kult” :)

    • Tak naprawdę w większości melodramatów to nie miłość przegrywa, tylko kochankowie. Miłość pozostaje wieczna, a kochankowie nie potrafią przezwyciężyć przeszkody, która uniemożliwia im bycie razem. Zazwyczaj zresztą tą przeszkodą jest śmierć, a to tylko jednemu człowiekowi udało się pokonać. I nie był to melodramat ;-)

  3. śliwek pisze:

    Stworzyć świat w który każdy uwierzy — moim zdaniem podstawa przy pisaniu każdej historii. Bo co mi po fajnych bohaterach, super efektach i reszcie jak świat mi się rozłazi.

    Dwa przykłady z rodzimego podwórka … „Dom zły” to przykład na plus oczywiście, ten świat, jest tak obrzydliwy ale i tak prawdziwy i namacalny że aż się cofamy co by go nie dotknąć. Przykład z drugiego bieguna „Skrzydlate świnie” — świat tak niewiarygodny, pozszywany z kawałków które się rozłażą, człowiek zamiast się koncentrować na historii (tyle że o nią też tam ciężko) co chwilę łapie się nad pełnym dezaprobaty kiwaniem głową.

    W tym aspekcie filmowego rzemiosła chylę czoła przed amerykańcami, nawet do banalnej opowiastki o grupie imprezujących studenciaków, do historii płaskiej i banalnej, tworzą światy nad których wiarygodnością się nawet przez chwilę nie zastanawiamy … po prostu oglądając kupujemy fakt że tak właśnie jest.

    No ale o czym tu mówić — wystarczy przejrzeć rodzimą twórczość i np. zobaczyć jak w każdym filmie pokazuje się „biznesmena”, jak członka mafii, jak dilera narkotyków —- w każdym filmie identycznie, od jednego wzoru. Albo przejrzeć głównych bohaterów romantycznych komedii, albo „tvn-owskich” seriali — to jest zawsze młody architekt, młody fotograf, młody prawnik — nie wiem, czy wszyscy boją się wyjść przed szereg i np. zrobić głównym bohaterem romantycznej komedii młodego kryminalistę świeżo po wyroku, bohatera krwistego jak N.Cage w Dzikości Serca … no tak tylko że pod młodych architektów i fotografów światy mamy już wymyślone (kiepskie bo kiepskie, zgrane bo zgrane ale są) a pod takiego oryginała trzeba by się wysilać.

    Panie Piotrze pytanie. Jak pan skomentuje nowy zapis, odbierający młodym adeptom sztuki pisania scenariuszy możliwość korzystania ze wsparcia w postaci stypendium PISF. ” O stypendium scenariuszowe nie mogą ubiegać się debiutujący scenarzyści bez dorobku literackiego lub filmowego”. Moim zdaniem to pozbywanie się konkurencji już na etapie wczesnym, takie wycinanie roślinek zanim zakwitną. A o ile mnie pamięć nie myli to przy powstawaniu PISF było głośno mówione o braku nowych, młodych scenarzystów. Dla mnie to trochę a może nawet bardzo hipokryzją zalatuje … z jedne strony narzekania na poziom, na braki a z drugiej taki zapis.

    • Prawdę mówiąc, nie śledzę działalności PISF’u. Ale kiedyś jako początkujący scenarzysta korzystałem ze stypendiów Agencji Scenariuszowej. Początkującym autorom bardzo pomaga takie wsparcie.

  4. Jest taka teoria psychologiczna, że nie kontaktujemy się z niczym poza wewnętrznymi Obiektami. Rzeczywistość jest niepoznawalna wprost a tylko rzutuje na nasz wewnętrzny ekran pewne cienie – czyli te obiekty. Więc wystarczy za realne życie podstawić (w miarę inteligentny, archetypiczny) projektor, a zaczniemy kontaktować się z obiektami pochodzącymi z tego projektora, zupełnie jak z żywymi ludźmi – to będzie emocjonalnie nie do odróżnienia. Magia kina :)
    Skutkiem ubocznym jest to, że od tej pory nie musimy przeżywać własnego życia – możemy żyć życiem wyświetlonym przez projektor. Czyli 3-częściowy schemat – 8 godzin na zarabianie na projektor, potem 8 godzin projektora a potem 8 godzin snu (jak dobrze pójdzie).


Twój komentarz nie ukaże się od razu, moderacja chwilę trwa :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s