„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów.” (Albert Einstein)archiwum cytatów

Anonimowość w sieci — w poszukiwaniu straconego czasu

fantomasLubię grzebać w Internecie. Lubię wyszukiwać rzeczy nowe, wcześniej mi nie znane, treści gdzieś zagrzebane, głęboko ukryte przed tymi, którzy zwykli zaglądać wyłącznie do dużych, powszechnie znanych portali.

Najczęściej są to blogi. Czasami są to blogi bardzo ciekawe, pisane z pasją, szczerością i dużym znawstwem tematu. Jest oczywiście sporo grafomanii, ale nie o tym będę tu pisał.

Zastanawia mnie dziwne zjawisko. Bardzo często zdarza się, że autorzy takich ciekawych i interesujących blogów (czy błyskotliwych komentarzy na forach) pozostają anonimowi. Dlaczego? Nie mam bladego pojęcia.

Normalnie jest tak, że jak się pisze tekst do gazety, reportaż, komentarz, felieton, czy relację z jakiegoś wydarzenia, to najważniejszym elementem tekstu jest podpis autora. Podobnie jest z książkami, filmami, obrazami, zdjęciami, symfoniami, piosenkami i generalnie z każdą twórczością. Zawsze autor chce się podpisać, żeby świat wiedział kto stworzył daną treść, kto jest utalentowany, kto poświęcił czas.

Dlaczego w Internecie to prastare prawo nie działa?

Dlaczego ludzie poświęcają swój cenny czas i niewątpliwy talent, żeby stworzyć bloga, który potem podpisują pseudonimem i tak na prawdę nie wiadomo kto za nim stoi? Po co to robią? Czego się boją? Co cennego chcą w ten sposób ochronić?

Słowo daję, że nie wiem.

Oczywiście w Internecie jest duża łatwość publikowania. Bez ponoszenia żadnych kosztów można w kilka sekund opublikować właściwie dowolną treść. I szerokie rzesze ludzi to robią. Czy gdyby publikowanie było trudniejsze i droższe, to podpisywaliby się? Trudno powiedzieć.

I nie chodzi mi tu wcale o wszelkiego rodzaju świrów, frustratów i chorych z nienawiści do całego świata malkontentów. Ci mnie w ogóle nie obchodzą. Niech sobie rzygają i plują anonimowo na kogo chcą. Zdumiewa mnie fakt, że bardzo często (szczególnie w polskim Internecie) rzeczy na prawdę ciekawe i wartościowe nie są podpisywane.

Przecież nic poza sławą, splendorem i zaszczytami autorom nie grozi. Nie żyjemy już w państwie zniewolonym, nie żyjemy w policyjnym reżimie, który ściga wszelkie przejawy wolności słowa. Totalitaryzm skończył się dwadzieścia lat temu. Dlaczego czytam świetny blog z poradami psychologicznymi bez podpisu autora?

W anglosaskiej części Internetu aż huczy od porad dotyczących nowoczesnego, usieciowionego marketingu. Fachowcy wykrzykują jeden przez drugiego oczywiste prawdy o promocyjnej sile facebooka, twittera i blogów.

Nie da się ukryć. Nie ma dzisiaj lepszego i tańszego narzędzia do budowania własnej reputacji, prestiżu i wiarygodności niż dobrze pisany blog. Jest jednak jeden warunek: trzeba się pod nim podpisać.

I na koniec refleksja filozoficzna.

Człowiek w swoim życiu posiada tylko kilka rzeczy naprawdę istotnych. Oprócz rodziny są to czas i reputacja. Czas jest zawsze ograniczony. Jeden ma go trochę więcej, inny trochę mniej. Reputację trzeba sobie zbudować. Zazwyczaj trwa to długie lata.

Blog to świetny sposób na budowanie reputacji. Ale jeśli jest niepodpisany, to jest stratą czasu.

Reklamy

10 Komentarzy on “Anonimowość w sieci — w poszukiwaniu straconego czasu”

  1. Daniel_em pisze:

    och, polemika może być pasjonująca. Otóż, nie każdy kto pisze bloga, a np. jest cenionym wykładowcą akademickim chce się podpisywać pod żartobliwymi tekstami nie związanymi z pracą, podobnie urzędnicy, bankierzy etc.

    Po drugie, patrząc przez pryzmat osoby, spotykam się np. z ocenianiem tekstu poprzez…pozycje zawodową. To jest znaczący powód.

    Dodam, że znam osobiście kilka takich osób, i żadnej w tym ujmy nie widzę. Mało tego, jak ktoś traktuje Globalna Wioskę rozrywkowo to przecież normalne, prawda?

    :)

    p.s no i czas, jak ktoś jest w pracy i napisze coś nie związanego z nią…co dalej chyba jasne :)
    oczywiście mógł po, mógł albo nie :)))

    pozdrawiam

  2. clips pisze:

    nie jest stratą czasu bynajmniej, jest pokazaniem światu części swojej głowy… i ta część nie musi nosić naszego imienia i nazwiska, tylko pseudonim…
    a jeśli ktoś naprawdę będzie chciał znać kto stoi za pseudonimem to mu się to uda

  3. Trudno się nie zgodzić z myślą przewodnią. Sam jestem autorem bloga, ktorego swoim imieniem i nazwiskiem nie podpisuję. Być może ten szczegół jest jednym ze źródeł mojej, niewielkiej póki co, frustracji. :) Pozdrawiam.

  4. Teodor pisze:

    Racja – to naprawdę ciekawe zjawisko, choć w wielu przypadkach łatwo wytłumaczalne.
    Dlaczego ja jestem tu Teodorem, choć na chrzcie dano mi inne, nawet nie podobne imię? Ano, dlatego, że takie komentarzyki to nie teksty, pod którymi chce się podpisać. Nie, nie z jakiegokolwiek strachu – może tylko z lekkiego skrępowania.
    Przepracowałem sporo lat w prasie i tam nauczyłem się, że pełnym nazwiskiem podpisuje się teksty istotne, w niektórych przypadkach może nawet ważne dla dorobku piszącego.
    Ale też – że pospekuluję – czasem jest to jakaś obawa przed konsekwencjami. Ot, choćby scenarzystka, które odreagowuje tu swoje frustracje zawodowe – nie chciałbym być w jej skórze, gdyby w środowisku rozszyfrowano jej tożsamość.
    Czasem działa tu pewnie presja internetowych szablonów i wzorców zachowań – 99 procent wypowiedzi podpisanych jest pseudonimami. Taka jest norma i nikt nie kwapi się do jej łamania.
    Wreszcie – internet to forum do wypowiedzi ludzi nieśmiałych. Lepiej oberwać anonimowo…

  5. kolekcjonerka wizytówek pisze:

    To jest po prostu syndrom Zorro, bo czyż to nie wspaniałe uchodzić za zwykłego a może nawet odrobinę śmiesznego a tak naprawdę być utalentowanym szermierzem? A może to syndrom J-23, bo czyż to nie wspaniałe uchodzić za świnię jak ten obrzydliwy Brunner a tak naprawdę być czułym misiem? A poważnie rzecz biorąc- niepodpisanie bloga jest realizacją marzenia bycia tym, który wie więcej…i co ważne, może zawsze bez konsekwencji dla reputacji wycofać się. No i nikt nie będzie wypytywał dlaczego. A czas? Nie dla wszystkich czas to coś wielce cennego.

  6. Jeszcze zapomniałem wspomnieć w tym tekście o ogromnej liczbie blogów poetyckich. Te prawie zawsze pozostają niepodpisane. Ale poezja na blogach to temat zasługujący na osobny wpis, może kiedyś coś napiszę, bo temat jest fascynujący.

  7. Aubrey pisze:

    Nie wiem skąd pomysł, że stosowanie pseudonimu jest równoznaczne z brakiem podpisu. Pseudonim może być próbą stworzenia własnej marki. Dla odbiorcy nie ma znaczenia: Piotr Wereśniak czy Kominek — to tylko zlepek liter umożliwiających identyfikację w sieci.

    Wielu cenionych artystów tworzy pod pseudonimem &mdash jak np. Banksy, o którym jest kilka historii, lub kilka przykładów ze świata muzyki:

    The Residents, którzy grubo od ponad 30 lat nie pokazali się światu, w międzyczasie stając się marką samą w sobie. Tak naprawdę nie wiadomo czy to wciąż są Ci sami ludzie.
    Daft Punk, którzy nawet na plan własnego filmu przychodzili przebrani za roboty (oficjalnie muzycy zginęli podczas nagrywania drugiej płyty przy wybuchu sekwencera i są zastępowani przez te roboty).

    Być może taki nimb tajemniczości napędza widzów, a może jest częścią tworzonej sztuki, wystarczy przypomnieć Andy’ego Warhola, który z kreacji utworzył sztukę samą w sobie.

    A może — w przypadku tych internetowych twórców — chodzi o samą radość z tworzenia czegokolwiek, a nie splendor. Ten przyjdzie tak czy siak.

  8. kondotier pisze:

    Panie Piotrze, są tacy, których cieszy radość czytelnika bez podłączania pod nazwisko. Anonimowość czasem to taka prezerwatywa dla tych, co lubią niebezpiecznie, albo pierwszy raz.

  9. Mona pisze:

    Ach Piotrze, gdybyś wiedział jak bardzo się mylisz. Zycia nie mozna wbrew pozorom zredukowac do marketing. Po co komu reputacja „piszącego” jeśli spełnia się w pożytecznym lub interesującym zawodzie? A pisze dla przyjemności? Z potrzeby podzielenia się z innymi, a nie „robienia szumu w celu budowy marki” .

  10. Jan z Czarnolasu pisze:

    Pisanie pod pseudonimami jest stare jak świat, bo znacie może nazwiska fikcyjne jak Brzechwa ,Sawa ,Molier?
    Wiem odgrzewany kotlet z 2009, ale smaczny ;)


Twój komentarz nie ukaże się od razu, moderacja chwilę trwa :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s