„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów.” (Albert Einstein)archiwum cytatów

Cypryjska lekcja etyki

Na początku było święte oburzenie: źli, bogaci, europejscy (niemieccy!) biurokraci chcą ukraść oszczędności prostemu, miłującemu pokój ludowi cypryjskiemu. To normalna kradzież! To podważa zaufanie do systemu bankowego w całej strefie euro! To wbrew prawu, zdrowemu rozsądkowi, przykazaniom i zwykłej, ludzkiej przyzwoitości! Bogaci Niemcy grabią bogu-ducha-winny naród cypryjski, by uratować swoje podupadające euro! Hańba! Wstyd! „Niebywały skandal!”

Następnie wraz z pojawiającymi się kolejnymi trzeźwymi i spokojnymi analizami stanu cypryjskich finansów emocje jakby cichły. Na jaw zaczęły wychodzić rzeczy, które nigdy na jaw wyjść nie powinny. Dzięki temu podatnik europejski (nie tylko niemiecki) zaczął odbierać niezwykłą lekcję tego w jakim świecie żyje, jak wygląda dziś realny kapitalizm, kto jest winny kryzysowi finansowemu i kto ma za niego płacić.

Otóż Cypr i jego banki przyjmowały przez lata kasę od każdego. Nie pytano, skąd są pieniądze. W zasadzie o nic nie pytano. Każdy mógł sobie na Cyprze schować w banku to i owo. I dziś okazuje się, że większość cypryjskich miliardów to kasa niewiadomego pochodzenia. Kasa z rosyjskiej prywatyzacji, z łapówek, malwersacji i kradzieży. Raj podatkowy „Cypr” działał sobie w najlepsze dopóki nie okazało się, że cypryjskie banki umoczyły całą tę brudną kasę w nietrafione inwestycje.

Takich miejsc na świecie jest więcej: Panama, Liechtenstein, Monaco, Luksemburg, Bahamy, Kajmany i wiele, wiele innych. Służą one do jednego: to tego by odpowiednio bogaci ludzie mogli nie płacić podatków, mogli ukrywać swoje dochody i bezpiecznie lokować swoje lewe pieniądze.

Ci biedniejsi muszą przestrzegać prawa i płacić podatki. Raje podatkowe nie są dla biedniejszych.

Ciekawa lekcja.

Wynika z niej, że do tej pory bogatsi mogli dużo więcej niż biedniejsi. Było ich na to stać. Mogli nie płacić podatków, mogli legalizować nielegalnie zdobyte pieniądze i wszyscy udawali, że jest OKEJ.

Otóż nie jest OKEJ. Jest bardzo nie OKEJ. Bo w Niemczech zbliżają się wybory i ciężko będzie wytłumaczyć niemieckiemu wyborcy-podatnikowi dlaczego ma dopłacać z własnej kasy do lewych, cypryjskich lokat, które wyparowały.

Ludzie zaczynają sobie zadawać podstawowe pytania: Dlaczego bogatszym wolno więcej? Kto spowodował kryzys? Biedni? Raczej nie. Kto ma za kryzys zapłacić? Ten kto go spowodował? Czy może ten, kto padł jego ofiarą? Gdzie do jasnej cholery podziała się ETYKA!?

I właśnie to ostatnie słowo na E jest tu kluczem.

Stara, zapomniana ETYKA. Zakurzone mojżeszowe kamienne tablice z przykazaniami, które przestano traktować poważnie.

Sęk w tym, że dekalog to najbardziej elementarny i skuteczny podręcznik ekonomii i biznesu jaki wymyślono. Te kilka przykazań to fundament, na którym zbudowano kapitalizm. I działał. Dopóki stosowano przykazania. Przynajmniej niektóre. Teraz zdumiona publika obserwuje rozpadający się kapitalizm bez etyki.

I wbrew pozorom nie ma to nic wspólnego z religią. Stosowanie dekalogu ma realny, długofalowy wpływ na dobrobyt społeczeństwa kapitalistycznego. Opowieści neoliberałów, że „chciwość jest dobra”, „każdy jest kowalem swojego losu” i „niewidzialna ręka rynku” załatwi resztę – to brednie.

Duże organizmy społeczne rozwijają się tylko wtedy, gdy działają (w miarę) etycznie. Społeczeństwo bez etyki musi się rozpaść.

I właśnie to pokazuje cypryjska lekcja. To soczewka, kwintesencja i sedno kryzysu finansowego, który wybuchł na świecie w 2008 roku i trwa do dzisiaj. Jeśli bogatsi mogą kraść, kłamać i łamać wszelkie zasady etyczne tylko dlatego, że ich na to stać, to kapitalizm nie przetrwa. Bo temu systemowi społecznemu potrzebne są dwie nogi: kapitał i etyka.

Na jednej nodze nie ustoi.

Reklamy