„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów.” (Albert Einstein)archiwum cytatów

Błędy początkujących scenarzystów

Czasami dostaję od Was sugestię nowych wpisów. I muszę przyznać, że bardzo to sobie cenię. Nie jestem Duchem Świętym i nie zawsze mam pomysł na nowy wpis, który zainteresowałby czytających i był dla nich jakąś sensowną wartością. A tak właśnie widzę istotę pisania tego bloga.

Tak więc wszelkie Wasze sugestie i pytania są zawsze mile widziane. Oto jedna z takich sugestii:

„Panie Piotrze, czy Pan czyta czasem scenariusze nowicjuszy, amatorów, żółtodziobów? Jeśli tak, to czy mógłby Pan wypunktować najczęściej popełniane błędy? Gdzieś wyczytałem, że nowicjusze piszą rozlazłe scenariusze, bez zasad dramaturgii, jakieś autobiograficzne historie lub na tematy, o których nie mają pojęcia, bez przygotowania (research’u).” (komentarz ZiKo do jednego z wpisów)

Czytam takie scenariusze. Nie zawsze do końca, ale czytam. Sam też kiedyś byłem początkującym scenarzystą i dokładnie pamiętam, jak wtedy pisałem i kombinowałem. Dlatego ten wpis będzie o najczęstszych ułomnościach scenariuszy pisanych przez debiutantów.

I wiek piszącego nie ma tu nic do rzeczy. Nie są to błędy MŁODYCH scenarzystów. Czasami autor nie jest już wcale młody, ale zaczynając przygodę ze scenopisarstwem popełnia zazwyczaj te same błędy. To ciekawe, że błędy początkujących są zwykle podobne i właściwie ZiKo wymienił je wszystkie w swoim krótkim komentarzu.

A więc do rzeczy. Oto najczęstsze błędy początkujących scenarzystów:

  • Temat, pomysł – Zazwyczaj są mało ciekawe dla innych i pisanie głównie dla siebie. Początkujący jest przekonany, że coś, co ciekawi jego, zaciekawi również innych. Nie zawsze tak jest. O wiele sensowniej jest kombinować odwrotnie i znaleźć temat, który interesuje innych i dopiero wtedy samemu się nim zainteresować. Przemyślenia, wspomnienia i wydarzenia z życia początkującego scenarzysty nikogo zazwyczaj nie obchodzą, oprócz jego samego. I takich tekstów nie ma sensu pisać. Nie każdy temat jest godzien filmu i nie każdy jest wystarczająco nośny na film.
  • Wtórność, kalki – Początkujący scenarzyści z lubością piszą sceny, które już raz widzieli. Uwielbiają też wymyślać filmy łudząco podobne do tych, które lubią i które są dla nich ważne. Co ciekawe w większości przypadków jest to działanie nieświadome i nie ma to nic wspólnego z plagiatem. To raczej rodzaj wtórności i epigoństwa. I nie muszę dodawać, że to dla filmu źle. Dużo lepiej pisać sceny i filmy ORYGINALNE. Czyli takie jakich wcześniej nie było.
  • Dialogi, deklaratywność – To bardzo częste u początkujących. Piszą oni  dialogi, w których postacie opowiadają o sobie, o tym co czują, o tym jakie są, co właśnie robią, albo co zamierzają zrobić. To najpośledniejszy rodzaj dialogu i nie ma dla nich miejsca w scenariuszu filmowym.
  • Wiarygodność psychologiczna postaci – Budowanie wiarygodnych, krwistych, fascynujących postaci fikcyjnych jest trudne. I zazwyczaj początkujący mają z tym ogromne problemy. Piszą postaci miałkie, niewiarygodne i do bólu zwyczajne. Film nie lubi takich postaci. Wymyślanie i pisanie dobrych postaci to wyższa szkoła jazdy i jest to co najmniej tak samo ważne jak wybór tematu na film.
  • Dramaturgia, przyczyna, skutek – To częsty problem i nie wiem, dlaczego tak jest. Utrzymanie sensownych związków przyczynowo-skutkowych w fabule nie jest wcale takie trudne. Na pewno dużo łatwiejsze, niż budowanie postaci. A mimo to debiutanci mają z tym problem. Często wydaje im się, że są Bogiem Wszechmogącym i mogą wszystko. Niestety nie. Fabuły nie można konstruować jak się chce. Potrzebne są łańcuchy przyczyn i skutków zarówno w warstwie wydarzeń jak i w warstwie psychologicznej.
  • Rozwlekłość, za długa ekspozycja – Scenariusze początkujących autorów zazwyczaj bardzo długo się zaczynają. Potem trwają nieznośnie długo i szybko kończą. Niewielu czytających jest jednak w stanie przebrnąć przez zbyt długą ekspozycję. A sprawa jest od dawna wiadoma: krótka ekspozycja, punkt zwrotny, akcja z kolejnymi punktami zwrotnymi, zwrot finałowy, zakończenie. Dobrze jest zacząć od takiego schematu. Jak chcesz złamać ten schemat, najpierw naucz się pisać zgodnie z nim.
  • Za długie sceny, przegadane – Początkujący piszą zbyt długie sceny z ogromną ilością dialogów. Często się z tym spotykam. Jest dużo lepiej dla filmu, jak długie sceny są wyjątkiem, a nie regułą. Jak jesteś gadułą i pisanie kolejnych słów sprawia ci radość, polecam zająć się powieściopisarstwem. Scenariusz powinien być esencją – mało słów, krótkie sceny, lakoniczny dialog, dużo dramaturgii (dziania się, napięcia, zwrotów, zaskoczeń).
  • Niewiara w siłę obrazu – Początkujący często zapominają, że scenariusz jest opisem przyszłego filmu. Nie jest przeznaczony do czytania, tylko do sfilmowania. I piszą go, jakby pisali powieść albo słuchowisko radiowe. Wszystko chcą zawrzeć w słowach, w opisie, w dialogach. A scenariusz powinien się składać przed wszystkim z sugestywnie opisanych obrazów. Obraz jest zawsze silniejszy od słowa i trzeba mu ufać.
  • Rozwlekłe i zbyt drobiazgowe didaskalia – To uwaga raczej techniczna. Długie, literackie didaskalia zdradzają debiutanta. Prawie zawsze. Oczywiście im krócej w didaskaliach tym lepiej.
  • Brak zdokumentowania tematu – Zazwyczaj nazywam to: „Co mały Jasio wie o wielkiej wojnie”. Jak nie masz czegoś GRUNTOWNIE zdokumentowanego, to nie pisz o tym. Żeby pisać o jakimś zagadnieniu trzeba o nim wiedzieć WIĘCEJ niż inni. W przeciwnym wypadku łatwo się skompromitować. Taka wpadka w scenariuszu zwykle przekreśla w moich oczach całość.

I to tyle błędów, które sobie przypomniałem. A było to dość łatwe, bo sam te błędy kiedyś popełniłem. Wszystkie.

Reklamy

28 Komentarzy on “Błędy początkujących scenarzystów”

  1. ZiKo pisze:

    Dziękujemy Panie Piotrze, a ja w szczególności :D Znaczy, że trzeba chyba bardzo dużo pisać i dawać to jeszcze mądrym/życzliwym/znającym się na rzeczy ludziom do czytania. Jestem ciekaw, czy chodzą po naszej świętej ziemi śmiertelnicy, którym udało się w lot to wszysto ogarnąć, albo mają jakiś wrodzony talent/intuicję, żeby zadebiutiwać tak, że się nikt nie poznał, że to jest debiut. Spotkał Pan w swoim życiu takich bystrzaków?

    • Scenopisarstwo to rzemiosło polegające głównie na doświadczeniu. Doświadczony scenarzysta to taki, który widział napisane przez siebie teksty na ekranie. To największa nauka. Dlatego debiutanta łatwo poznać po sposobie pisania.

      • JO pisze:

        A jak wygląda sprawa z budżetem? Powiedzmy, że scenariusz jest w porządku, ale wymaga intensywnego kręcenia na innym kontynencie, i rozgrywa się w ciągu czterech pór roku?

  2. Brunon Hawryluk pisze:

    Bardzo pouczający poradnik. Oczywiście, trzeba pisać, pisać, pisać.

    Pozdrawiam!

  3. Zawada.tv pisze:

    Na pierwszy rzut oka punkt 8 i 9 się wykluczają :)

    -Ale jak to? zbyt mała wiara w sile obrazu, za dużo dialogów, a jednocześnie zbyt rozbudowane didaskalia? to jak to jest, mam skrócić dialogi i wywalić opisy?

    Tak można by to zrozumieć.
    Ja siedzę bardziej w temacie animacji, a tam bywa tak że w ogóle nie ma dialogu, sama akcja-
    więc przy okazji, pytam jako praktyka. jak to w polskim filmie kinowym wygląda ze storyboardami, albo animatikami? Mamy jakichś reżyserów na miarę Ridleya Scota, którzy rozrysowują sobie wcześniej kadry? albo przynajmniej zamawiają?

    Pozdrawiam, kolejny świetny wpis :)

    • Prawdę mówiąc, nie widzę większego sensu w rozrysowywaniu CAŁEGO filmu. Chyba, że to film trudny technicznie. A u nas, jak wiadomo, takie nie powstają. Czasami zdarza mi się rozrysować trudniejszą scenę, czy sekwencję. Ale rzadko.

      A w hollywood storyboardy potrzebne są głównie producentom ;-)

  4. Zawada.tv pisze:

    No całego na pewno nie. Myślę że to się dobrze sprawdza w scenach akcji, których (szczególnie dobrze wykonanych ) w polskim filmie nie ma zbyt dużo.

    Kiedyś mój kolega wygrał jakiś bodajże angielski konkurs na storyboard, opis konkursu zaczynał się od mniej więcej takich słów- „”drużyna pierścienia wchodzi w mroki Morri. Z każdej strony atakują orki”- tyle w scenariuszu, reszta to storyboard”. :) taka już specyfika hamerykańskiego kina, szczególnie dużych budżetów, granica miedzy filmem aktorskim a animowanym się powolutku zaciera.

    To pójdę za ciosem, i zapytam o jeszcze jedną rzecz, która bardzo mnie ciekawi- czy pisząc scenariusz do filmu, ma pan na uwadze że ktoś to będzie musiał wykonać? czy często przychodzą myśli -„nie, ta scena nie przejdzie, nie mamy takiego budżetu”?

    • Odpowiem tak: nigdy nie piszę scenariuszy do szuflady, zawsze z myślą o konkretnej realizacji, w konkretnych warunkach. Dlatego zawsze liczę się z dostępnymi akurat w Polsce możliwościami produkcyjnymi (technicznymi i budżetowymi).

  5. Amelka pisze:

    Są jeszcze zrzynki z obrazów. Całe kadry wzorowane na malarstwie. Tylko nie wiem czy to nie jest już robota reżyserów, scenografów i autorów zdjęć ;)
    Czasem to nawet zabawne, ale częściej jakby „kalka i wtórność”.

  6. Polkol pisze:

    Witam. Jestem nowicjuszem i mam zamiar napisać scenariusz i podrzucić go Panu do oceny.
    Ostatnio spotkałem się takimi nazwami jak scenariusz oryginalny i scenariusz adaptowany. Mam pytanie: jak się sprawa ma z takimi typami scenariuszy?

  7. Kamil pisze:

    Co do pierwszego i drugiego punktu, to mam pewne wątpliwości. W porządku- wiadomą rzeczą jest, że nie kopiujemy. Jednak przychodzi mi na myśl jedna wypowiedź Tarantino „Robię takie filmy jakie sam chciałbym oglądać”, ponadto w jego filmach prawie zawsze są sceny, które miały miejsce w innych filmach, na których się wzorował ?????????????????
    A co do dialogów, to właśnie wczoraj napisałem jedną scenę, w której strzeliłem sobie praktycznie wszystkie samobóje z punktu „dialogi, deklaratywność”. Czuję, że to w istocie jest słabe. Jednak czym to zastąpić. Czym można zastąpić przemyślenia bohaterów, deklarację pomocy i zmiany na lepsze oraz opowiastki o burzliwej przeszłości ????????????????

  8. zawada.tv pisze:

    W przypadku dialogu i deklaratywności , potknięcia zdążają się nawet najlepszym. Mnie najbardziej kuło to w oczy w filmie „007 Quantum of Solace”, tam Bond szczególnie w dialogach z M właściwie tłumaczy główna oś intrygi. Do tego stopnia że zastanawiałem się czy miało to coś wspólnego z strajkiem scenarzystów :).
    Tarantino miał tez słabsze momenty w „Od zmierzchu do świtu” gdzie są sceny w których córka i ojciec tłumaczą sobie nawzajem swoja sytuacje rodzinną :).

    • Kamil pisze:

      Nie mówię, że miał zawsze dobre.
      Akurat u Tarantino nie o dialogi mi chodzi, bo to inna specyfika. QT miał zawsze przegadane dialogi- bardzo często dialogi o dupie Maryni, ale za to ludzie właśnie go kochają :-)))))

  9. ZiKo pisze:

    Michael
    To przypomina mi nasz ślub sześć lat temu.
    Belinda.
    Tak, nasz ślub w kościele św. Pankracego.
    Michael
    Szkoda, że nasze relacje nie są teraz tak dobre, jak wtedy.
    Belinda
    Twój romans, z moją siostra dwa lata temu, nie przysłużył się naszym relacjom, prawda?

  10. AMOstrowska pisze:

    Długo czekałam na taki temat. Film interesował mnie zawsze „od kuchni”, a to co Pan napisał, to taka fajna perełka dla ciekawskich:)Pozdrawiam:)

  11. ZiKo pisze:

    Będąc początkującym scenarzystą, mam do Pana (chyba Pan coś kiedyś pisał na ten temat) pytanie, jak Pan sobie radzi z następującą syt.: Siada Pan do nowego scenariusza. Początkowo, aż się Pan do niego pali, niemal śni się Panu po nocach. Kiedy znika pierwsze zauroczenie i przychodzi żmudne klepanie na komputerze, do głowy przychodzi Panu kilka diametralnie innych, z pozoru fantastycznych pomysłów. Co Pan wtedy robi? Rzuca Pan zaczęty projekt, bo się Pan wypalił i pisze coś nowego? Równolegle zaczyna Pan pisać kilka scenariuszy? Spisuje pan nowe pomysły i chowa do szuflady na potem, męcząc się dalej nad zaczętym pomysłem? Rzuca Pan wszystko w cholerę i siada dopiero jak wróci chęć na pisanie tego, co Pan zaczął?

    • To proste: jak już się zdecyduję na jakiś temat, to piszę. Dzień po dniu, literka po literce, słowo po słowie. Aż do końca. Staram się nie mieszać do pisania mojego entuzjazmu, czy samopoczucia ;-)

  12. ZiKo pisze:

    Znaczy, że robi Pan wszystko „po bożemu”? Najpierw pomysł, później strona streszczenia, później 10 stron treatmentu, bez improwizacji, wszystko poukładane i później elegancko rozpisane, bez emocji. Tak?

  13. ZiKo pisze:

    Wiedziałem, że już dzwonili w którymś kościele na ten temat :P. A co z natrętnymi pomysłami, które przychodzą do głowy podczas pisania, jak Pan to wyłącza? Chodzi mi, o coś takiego, kiedy jest Pan na 20 str. i nagle stwierdza, że cały pomysł jest do d…, że gdyby Pan napisał coś innego, np. o trzech kolegach z boiska. I tu Pan klepie 21 strone swojego kryminału, a tu w głowie biegają trzej koledzy z boiska. Co wtedy? Jak to wyłączyć? Zapisać? Pisać równolegle? …Olać?

  14. monika pisze:

    Witam,

    Dawno tu nie zaglądałam, a tu się zrobiło ciekawie! Bardzo podoba mi się Twój tekst Ziko o natrętnych myślach podczas pisania. Wydaje mi się, że to obrona organizmu przed wysiłkiem. Mam to często, kiedy tłumaczę: tłumaczę o karmieniu piersią o tu przychodzi mi do głowy super pomysł na książkę, ale taki super, że trzeba go zapisać, albo chociaż o nim dłużej pomyśleć. Efekt: jestem do tyłu 10 stron w tłumaczeniu a z pomysłu nic nie wychodzi, bo następnego dnia okazuje się już wcale nie taki super. Myślę, że mózg po prostu czasem płata nam figle. A z drugiej strony warto pomysły realizować, ale pewnie po zakończeniu tego, nad czym się w danej chwili pracuje.

    Pozdrawiam,
    Monika

  15. ZiKo pisze:

    Masz racje Monika, pewnie to jest forma obrony przed wysiłkiem, koncentrowaniem się długo na jednej czynności, kiedy umysł podpowiada: Nie rób tego, rzuć to, zobacz, to jest super pomysł, prawie gotowy, tamto to gniot, przerwij na chwile, pomyśl o tym, albo nie, jeszcze coś innego mam, zobacz jakie fantastyczne? Jakie macie metody samoobrony? Może Pan Piotr coś podpowie? Ja to rzeczywiscie rzucam, to co pisałem i zapisuje nowy pomysł, tak, żeby mi nie uciekł, później przepraszam się ze starym poysłem, w międzyczasie stary pomysł nabiera kolorytu, znowu zaczyna się wydawać rewelacyjny. Moja metoda, nie jest chyba rewelacyjna, bo łapię 10 srok za ogon, nie mogę skończyć jednego, bo ciągle się boje, że to co włąśnie piszę będzie na nic. Może rozwiązaniem jest synopsis, treatment i później niech się wali, pali, ja siadam i rozpisuje to co już mam z grubsza ustalone, naszkicowane, wymyślone….

  16. Sardonicus pisze:

    I z tłumaczeniami i z pisaniem mam to samo:) Ale mam też coś pokrewnego, ale dużo bardziej irytującego — pomysł mi się rozdawaja i roztraja w wielu momentach narracji. I prawie każda alternatywa podoba mi się równie mocno. Np często postać drugoplanowa zaczyna mi się wydawac dużo bardziej ciekawa i nośna (ile w tym poczucia niedosytu…?), albo jakis twist łączący gatunki zaczyna kusić coraz bardziej…też tak macie?:)

    Kilka projektów już walnąłem w kąt przez to, że wydawały mi się mieć…za dużo potencjału…

  17. ZiKo pisze:

    Panie Piotrze, dlaczego coś co nam się podoba, co się wydaje super pomysłem, nad czym długo, pracowaliśmy, szlifowaliśmy, ozdabialiśmy, innym się nie podoba? Czy to znaczy, że jesteśmy kompletnie nieobiektywni? Czy chodzi o coś innego? Czy można o czymś powiedzieć, obietywnie, że jest doskonałe? Przecież rózne są gusta. Jak się matematycznie wylicza doskonałość dzieła? Przez frekwencje, czy może na postawie opinii autorytetów?

  18. M. pisze:

    Witam,

    mam pewne pytanie. Dopieszczam właśnie fiszki i zauważyłem, że wątki są raczej dobrze poprzeplatane, ale jeden lecący od samego początku filmu mniej więcej w połowie filmu na jakąś godzinę znika, by powrócić jedną sceną na końcu. Czy to jest poprawne, czy powinienem jeszcze dorobić jakieś sceny z tym związane w tej „dziurze”? Wydaje mi się, że były by one zbędne, ale nie wiem, czy dopuszczalna jest taka duża przerwa.

    Pozdrawiam

    PS. jest to coś w stylu dziecka, które chce mandarynkę, coraz bardziej się do niej zbliża by w połowie filmu jednak ją stracić, a na koniec spróbować odzyskać, lecz okazuje się, że ona już jest popsuta.


Twój komentarz nie ukaże się od razu, moderacja chwilę trwa :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s