„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów.” (Albert Einstein)archiwum cytatów

Po co piszesz?

Dzisiejsze czasy tym się różnią od dawnych czasów, że zdumiewająca część populacji umie pisać i czytać.

Dla większości ludzi umiejętność ta pozostaje wprawdzie kompetencją całkowicie zapomnianą i nieużywaną. Zdarzają się jednak jednostki, które robią z niej użytek.

Niektórzy nawet nie tylko czytają, ale nawet PISZĄ. Piszą więcej niż kilka prostych zdań. Piszą wiersze, opowiadania, powieści, blogi, scenariusze, czy, nie daj Boże, przelewają na papier (lub częściej HTML) własne przemyślenia na różne tematy.

Po co to robią? Po co ludzie piszą?

O tym będzie ten wpis, bo mimo, że pachnie tu oczywistością, to uważam, że to sprawa ważna.

Największa niestety część piszących, to ludzie piszący bezrefleksyjnie. Nie wiedzą, po co piszą. Nie zastanawiają się nad tym. Robią to bez uświadomionego powodu, tak po prostu, bo potrafią. Piszą w Internecie, piszą statusy na Facebooka, Twittera czy co tam jeszcze. Piszą, bo ktoś ich kiedyś nauczył literek. A pisaliby lepiej, gdyby zastanowili się, po co tak naprawdę piszą. Dla kogo piszą. I czy na pewno ich pisanie jest zawsze sensowne.

Kolejna grupa to ci, którzy piszą dla siebie.

To ważna motywacja. W ten sposób powstało (zupełnie przypadkiem) wiele wybitnych dzieł sztuki literackiej. Czasami myślę, że pisanie dla siebie jest najszlachetniejszą formą pisarstwa. Pod warunkiem, że to prawda. Że naprawdę piszemy TYLKO z myślą o sobie i o nikim innym. Franz Kafka w ostatniej woli kazał swojemu znajomemu spalić wszystkie swoje rękopisy. Ten na szczęście nie posłuchał pisarza i dzięki niemu mamy dzisiaj Kafkę.

Można też pisać z powodów racjonalnych.

Można pisać dla sławy, uznania, powodzenia u płci przeciwnej (choć czasami niekoniecznie przeciwnej:), dla zaszczytów, dla nagród, a wreszcie dla pieniędzy.

Pisanie dla korzyści osobistych to żaden wstyd.

Racjonalna motywacja pisarskiego trudu jest moim zdaniem powodem do dumy, nie do wstydu. Tym bardziej, że żyjemy w czasach, w których jest ogromne zapotrzebowanie na dobrze rzemieślniczo napisane teksty. Potrzebne są ludziom dobre artykuły w gazetach, sensowne wpisy na blogach, zajmujące powieści, chwytliwe piosenki i pasjonujące filmy napisane przez kompetentnych autorów.

Dlatego profesjonalne podejście do pisania uważam za najciekawsze i dające najlepsze rezultaty.

Ale tutaj trzeba sobie odpowiedzieć sobie na kilka trudnych pytań: Dla kogo piszę? O czym piszę? Jak piszę? Co gorsze, kiedy znamy już z grubsza odpowiedzi na te pytania, trzeba się tego trzymać. Trzeba narzucić sobie DYSCYPLINĘ. A to dla artysty zadanie graniczące z niemożliwością.

Zawodowe podejście do pisania to ciężki kawałek chleba. Nie tylko dlatego, że utrzymywanie się z pisania to na całym świecie sztuka niełatwa.

Weźmy na przykład pisanie scenariuszy filmowych.

Większość chciałaby pisać, co im w duszy gra. Sęk w tym, że to, co im w tej duszy gra, nikogo nie obchodzi. I takiego scenariusza nie da się sprzedać. Trzeba zatem kombinować inaczej. Trzeba podejść do sprawy profesjonalnie i wyjść naprzeciw oczekiwaniom odbiorców. Bo przecież w ostatecznym rozrachunku to oni kupują bilet do kina. Zresztą nie tylko bilet – kupują gazetę, kupują płytę, kupują bilet do teatru, czytają bloga (wraz z reklamami), oglądają serial (wraz z reklamami), kupują książkę itd.

Witajcie w realnym świecie.

Jak się komuś wydaje, że uniwersalne prawo popytu i podaży nie dotyczy autorów, to niech się mocno i z rozpędu puknie w czoło. I co ciekawe to prawo dotyczyło autorów ZAWSZE.

Już Homer był gwiazdą, bo pisał rzeczy, które się ludziom podobały. Stawiano mu nawet świątynie w starożytnej Grecji.

Jaki z tego morał?

Prosty.

Zastanów się, po co piszesz.

Jak piszesz dla siebie, pisz sobie co chcesz, ale nie spodziewaj się niczego w zamian.

Jak chcesz pisać zawodowo, musisz poddać się DYSCYPLINIE. Musisz wiedzieć o czym pisać, dla kogo, jak i za ile.

Dla zawodowca te pytania są ważniejsze od samego pisania.

Reklamy

63 Komentarze on “Po co piszesz?”

  1. Ola pisze:

    Niektórym udaje się połączyć jedno z drugim. I pewnie to właśnie ci >niektórzyatrakcyjnych< dzieł mieli potrzebę wyrażenia siebie mimo wszystko, przecież frajda towarzysząca magii tworzenia jest fundamentalna, pomimo niezbędnego, rzemieślniczego kontekstu ich pracy. Moim skromnym zdaniem nigdy nie obejdzie się bez kombinacji talentu, weny, iskry bożej i… dużej ilości mrówczej pracy :)
    PS. nie wiem dlaczego ale wolę wierzyć, że artysta poruszający swoją kreacją moją duszę pozostaje przede wszystkim artystą a nie zawodowcem, nawet jeśli nim jest…

  2. Kamil pisze:

    To pytanie tytułujące wpis jest rzeczywiście ważne.
    Przypomina mi się jedna z wypowiedzi Kieślowskiego ” Nieważne gdzie się stawia kamerę, tylko po co…”.
    To chyba bardzo ważne pytania, nad których odpowiedzią trzeba się trochę pochylić. Z pisaniem bez refleksji jest jak z seksem bez partnera- niby fajnie, ale jednak nie to samo i bez wartości.
    Chciałem ci zadać Piotrze pytanie, dość osobiste jak dla twórcy- Ile dziennie poświęcasz na pisanie scenariusza??? Jest tak, że raz godzinę, raz dwie albo robisz jakąś przerwę, a potem piszesz przez kilkanaście godzin?
    Ja ostatnio zacząłem być systematyczny i od trzech tygodni piszę jedną, dwie godziny dziennie, to dobrze????

    • Nawyki pisarskie i codzienna rutyna pisarska nie są tak ważne jak się powszechnie sądzi. Nie ważne ile godzin piszesz – ważne ile z tego co piszesz ma JAKOŚĆ. Tak na to patrzę.

      Podoba mi się twoje seksowne porównanie – celne ;-)

      • Kamil pisze:

        Dzięki.
        Jasna sprawa. JAKOŚĆ JAKOŚĆ i po stokroć JAKOŚĆ :-))
        Nasuwa mi się inne, znane wszystkim powiedzonko- Nie liczy się wielkość f…. (no właśnie tego), tylko orgazm. (chyba mogłem sobie to darować- SORY)

        W każdym razie chodzi o to, że autorów sądzą ich dzieła. Więc jeśli dzieło jakościowo słabe… No właśnie.

        Dzięki Piotrze i dzięki telemach.
        Pozdrawiam.

  3. telemach pisze:

    @kamil:

    „Ja ostatnio zacząłem być systematyczny i od trzech tygodni piszę jedną, dwie godziny dziennie, to dobrze????”

    To zależy od tego co z tego wynika. ;)
    A tak na marginesie: fakt, że zadajesz to pytanie, świadczy o tym, że masz wątpliwości. To dobrze. Gogol miał je bezustannie. Z drugiej strony, wątpliwości nie czynią jeszcze Gogola.

  4. telemach pisze:

    Piotrze, znasz kogoś, kto pisze (naprawdę) wyłącznie dla siebie?

  5. warqula pisze:

    Nie zgodzę się można mieć talent zapewnioną pomoc Bożą i nie dać rady. Najważniejsze są praca, determinacja i konsekwencja. Dobry tekst, trzeba wiedzieć do kogo i o czym się pisze, no i trzeba znać potrzeby odbiorcy. Homer chyba nigdy nic nie napisał :)

  6. piotr pisze:

    jest jeszcze kategoria którą sobie nazywam Cichopek, ONI po prostu MUSZĄ PISAĆ, tyle mają ciekawego do opowiedzenia, ostatnio w empiku widziałem całkiem długą półkę zastawioną wypocinami kilku bardzo ZNANYCH PAŃ I PANÓW

  7. Joanna pisze:

    Bardzo dobry wpis.
    Świetnie przekazuje, że warto wiedzieć, po co się pisze.
    Po pewnym nie zbyt udanym pisarskim epizodzie w moim życiu wolę pisać dla przyjemności. Wtedy sprawia to naprawdę wielką frajdę.

  8. ZiKo pisze:

    Przyznam Pan, Panie Piotrze, że można wyczuć intencje piszącego. Ten, co pisze dla siebie, pisze często sobie zrozumiałym językiem, na miejsce akcji wybiera swój wewnętrzy świat, niczego nie naucza, niczego nie tłumaczy, wyrzuca tylko z siebie cały ten ciężar wspomnień, emocji, lęków. A jeśli robi to dobrze, tzn. ma dryg do pisania, to podróź do jego świata nawet dla „obcego” jest fascynująca, mroczna, tajemnicza. Ten, kto pisze… z powodów racjonalnych i jest w tym dobry sprawia odbiorcy wiele przyjemności, łechce go, pobudza wszystkie zmysły, bo wie jak ze swojego pisania zrobić apetycznie wyglądające i smakujące ciasteczko z kremem, po którym długo oblizuje się paluchy. Ci co piszą z najniższych pobudek, nigdy nie piszą dużo, oni KRZYCZĄ krótkimi zdaniami, najczęściej na forach, czatach, ukryci pod płaszczem bezpiecznego nika, często zranieni, cierpiący, chorzy, podświadomie wołający o pomoc, proszący o przyjaźń, akceptację, szukający zemsty… Ciekaw jestem jakie Wy (Pana Piotra nie śmiem pytać, zresztą On z pisania chleb je). Ja na ten przykłąd piszę, bo jestem wewnętrznie pokręcony :-) A Wy?

  9. Amelka pisze:

    eeee, no pisanie to zawsze jednak komunikat. Czy on ma konkretnego odbiorcę czy nie ? Według mnie zawsze ma; czasem wymyślonego, czasem przeczuwanego, czasem dość dobrze znanego. Komunikat żeby był skuteczny /skuteczność oznacza dla mnie to że musi dotrzeć/ musi mieć formę. W komunikacie – tu pisaniu, bo równie dobrze może to być kompozycja, obraz, film – najważniejsze jest żeby znaleźć odpowiedni KOD.
    A tu już jest cała tajemnica. Jedni szukają kodów żeby sprzedać, inni żeby się skomunikować. Mistrzom udaje się dwa w jednym, bo używają odpowiednich kodów.
    Nie, nie zapomniałam ;-) KOD musi zostać odczytany a tu już cała sterta nieodczytanych i mylnie odkodowanych treści. Podam jeden dość spektakularny przykład. Dla wszystkich wychowanych w kręgu kultury chrześcijańskiej wizerunek krzyża, do którego przybite jest jest ciało człowieka uruchamia ciąg asocjacji do pewnego stopnia przewidywalnych. Dla człowieka z innego kręgu kulturowego już nie tak oczywiste. A dla kogoś kto żyje z dala od kultury i informacji jest ilustracją zadania komuś barbarzyńskiego cierpienia.

  10. ZiKo pisze:

    Sierżant pyta żołninerzy:
    – Dlaczego kolbę karabinu robi się z drzewa orzechowego?
    – Bo jest twarde?
    – Źle
    – Bo ma piękny połysk?
    – Nie
    – Kolbę karabinu robi się z drzewa orzechowego, bo tak jest w regulaminie.

    I tak jest z naszym odczytywaniem KODÓW :D

  11. ZiKo pisze:

    Ilu czytelników wiersza, tyle różnych interpretacji…

  12. Zawada.tv pisze:

    Temat ciekawy, i mam wrażenie że można spojrzeć na niego w jeszcze szerszym aspekcie. Np zmieniając pytanie- „Po co piszesz?” na pytanie „Po co tworzysz”.
    Mam wrażenie ze książki i filmu problem ludzi którzy tworzą tylko dla siebie, a co gorsza właśnie za to dostaje miano artysty, nie dotknął tak bardzo jak np sztuk plastycznych. Nikt nie będzie przecież czytał książki abstrakcyjnej, składającej się w całości z bezsensownych kombinacji sylab, lub oglądał filmu przez godzinę pokazującego czerwone kwadraty na różnokolorowych tłach, a w przypadku malarstwa czy rzeźby takie właśnie dzieła są promowane, dlatego że ceni się właśnie autorów tworzących dla siebie, z wewnątrz siebie, pokazujących wewnętrzna wizję, i nie oglądających się na szeroką publikę.
    W takich kręgach ktoś tworzący dla ludzi dostanie łatkę twórcy kiczu.

  13. Amelka pisze:

    o ;-)
    To powiem inaczej.
    Ilustracją tego tekstu wybraną przez Pana Piotra jest mnich piszący.

    Asocjacja pierwsza – ciężka, mrówcza praca.

    Dalej – siedzi na twardym, drewnianym fotelu do tego jeszcze rzeźbionym – musi go boleć tyłek i grzbiet ;-) sic!, ale pisze, zmaga się.

    Jeszcze dalej – ale my z kręgu kultury gdzie było średniowiecze wiemy, że to skryptorium gotyckie. Wiemy więc, i to nie tylko z książki czy filmu „Imię róży”, że owi mnisi niczego tam nie tworzyli raczej przepisywali, powielali, rozpowszechniali.
    Można dalej, ale tu zrobię stop.

    Ups, nie o taką konotację chodziło autorowi tekstu.
    Jednak wybrał ten obrazek. Pierwsza i druga refleksja na temat ilustracji wspiera i obrazuje sens wpisu.
    Trzecia już sieje niepokój, bo w tekście jest mowa o twórczości, a w obrazku o odtwórczości.

    To jest zawsze decyzja – wybór KODU :-)

  14. ZiKo pisze:

    Analizując obrazek, przedstawiający gotyckiego skrybę, przychodzi mi do głowy asoscjacja czwarta – powieść gotycka, której typowymi elementami była upiorna atmosfera narracji i poczucie grozy, odczuwalne podczas lektury…

  15. ag pisze:

    zgadzam się z potrzebą DYSCYPLINY
    choć pisanie to też sztuka, a więc swobodna kreacja, gra wyobraźni, podświadomość – więcej tego można obronić w literaturze niż w filmie

    idąc dalej – każdemu bym polecała zadać sobie pytanie:
    po co to robię (co robię)?
    odpowiedź bardzo się przyda
    a niewielu, moim zdaniem, pyta

  16. Yagbu pisze:

    Dziękuje za wpis. Takiego potrzebowałem, bo nigdy głębiej się nad tym nie zastanawiałem. Przez prawie 3 lata pisania wiedziałem, że chcę pisać artykuły, które będą czemuś służyły (pomocne, skłaniające do refleksji).
    Chciałem zdobywać czytelników, być poczytnym. Zaś przy tym wszystkim dodatkowo zarobić pieniądze na reklamach. Tylko tyle. Uważałem, że tematy same będą się znajdować.
    Znajdowały się. Z jednym małe „ale”, to wszystko było średnie, nie było w tym prawdziwego boom.
    Owszem cele po części zrealizowane, są czytelnicy, od czasu do czasu wpadnie kasa, ale to nie jest jeszcze ta satysfakcja, którą chce osiągnąć.

    I pytanie, które moim zdaniem jest najważniejsze, a zarazem najtrudniejsze:
    „Czym chcesz zainteresować? Co masz do powiedzenia? Dlaczego inni mają Cię czytać?”

  17. alfaon pisze:

    Jeśli mogę się wtrącić do ciekawej dyskusji, to z mojego doświadczenia (pisząc bloga), najbardziej poczytne, są posty krótkie. Posty poruszające naszą wyobraźnię i uruchamiające nasze wspomnienia. Jeśli piszemy (tak jak Ja) dla własnego samodoskonalenia, chcąc jednocześnie być odbieranym przez większą rzesze odbiorców, należy nauczyć się umiejętnie warzyć tematy. Tyle mojego wymądrzania się. Ogólnie lubię pisać, mam już parę wierszy na koncie, bloga, gdzieś w szufladzie stary pamiętnik… Pozdrawiam.
    ——————————————————————————-
    http://maniakfilmu.blogspot.com/

  18. Grzegorz pisze:

    Według mnie sprawa jest prosta. Piszemy, ponieważ przede wszystkim lubimy pisać. Ale trzeba zdać sobie sprawę, że każdy z nas pisze gdzieś w podświadomości dla pieniędzy. To naturalne, że chcemy, żeby nasza praca, była naszą przyjemnością. Niestety większość z nas nie napisze nigdy nic sensownego. Nie wydamy książki, nikt nie kupi scenariusza. To proste, po pierwsze większość z nas niestety nie ma talentu i to kwestia czasu, kiedy to sobie uświadomimy. Po drugie, jeżeli piszesz scenariusz to przy produkcji na poziomie 40 filmów rocznie, z czego 39 pisanych jest przez stałych bywalców salonów, ciężko będzie się przebić. Ostatnio czytałem ile wpłynęło scenariuszy na konkurs Script Pro – 245 czy coś koło tego. Jak ma się tych 245 scenariuszy do 40 filmów w produkcji? Każdy potrafi liczyć. Plus popatrzcie jakie osoby starają się o dofinansowanie z PISF. Machulski i inne znane nazwiska. Rzeczywistość jest smutna, wielu z nas nigdy nie spełni swoich marzeń, ale kończąc pozytywnym akcentem, nie znaczy to wcale, że nie warto próbować. Marzenia to część naszego życia i droga, która uszlachetnia.

  19. alfaon pisze:

    W psychologii, jak ja twierdzę – praktycznej (programowanie neurolingwistyczne NLP) słowo próbowanie oznacza porażkę dla podświadomości. Czyli jak mówimy sobie, że coś spróbujemy zrobić, to od razu podświadomie spisujemy się na porażkę. Pamiętajmy o tym próbując napisać scenariusz. Znaczy się – pisząc swój dobry scenariusz piszmy go , a nie próbujmy napisać :) Pozdrawiam.
    ———————————————————
    http://maniakfilmu.blogspot.com/

  20. w2strony pisze:

    Po co piszą – rozumiem.
    Względy i wglądy bywają różne.
    Po co publikują – nie rozumiem.
    A przynajmniej nie zawsze.

  21. telemach pisze:

    „Rynek wydawniczy ma dzisiaj niewiele wspólnego z pisaniem ;-)”

    Understatement. Moim zdaniem: o wiele mniej niż niewiele. A tak na marginesie: niespostrzeżenie (dla większości) umarł też zawód wydawcy. Przynajmniej w tradycyjnym znaczeniu tego słowa. Jednostki, która podejmuje decyzję, która rozumie się jako partner, mecenas, opiekun autora.
    Przynajmniej tam, gdzie chodzi o prawdziwe pieniądze. I

  22. ZiKo pisze:

    @Grzegorz napisał: „Niestety większość z nas nie napisze nigdy nic sensownego. Nie wydamy książki, nikt nie kupi scenariusza. To proste, po pierwsze większość z nas niestety nie ma talentu i to kwestia czasu, kiedy to sobie uświadomimy.” Ale może chociaż jednemu uda się być kimś więcej , niż kibicem na tym forum, opatrznie odczyta wskazówki Pana Piotra, prawidłowo odpowiedzieć na stawiane tutaj trudne, egzystencjalne pytania. Może choć jeden/jedna z nas ma wystarczająco talentu, samodyscypliny, chęci i czego tam jeszcze, żeby podjąć wyzwanie. I może dla tej jednej osoby warto robić to, co Pan robi…

  23. Grzegorz pisze:

    Panie Piotrze,

    chciałem prosić o napisanie przez Pana posta, o tym jak od strony technicznej rozpisać scenę w scenariuszu, która rozgrywa się w dwóch pomieszczeniach. Chodzi mi o to, że akcja najpierw rozgrywa się w pokoju, a następnie główny bohatera wychodzi z pokoju na korytarz i idzie wzdłuż niego. Poniżej fragment, jak ja rozpisałem scenę. Czy to jest prawidłowy format, czy Reżyser będzie potrafił to odczytać?

    14 – SEKWENCJA. WN. AKADEMIK. NOC.

    WN. POKÓJ MAĆKA.

    Maciek leży na plecach na łóżku i wpatruje się w zdjęcie Marty trzymane w rękach. Wciąż gra muzyka. Słychać trzy głośne strzały, muzyka nagle ucicha. Maciek zrywa się na równe nogi, podbiega do drzwi i otwiera je.

    WN. KORYTARZ.

    Naprzeciw Maćka, na korytarzu stoi Marek, tak jak na początku filmu. Patrzą sobie w oczy, poczym spoglądają w prawo. Na końcu korytarza widać trzy martwe ciała młodych studentów, w tym Marty. Strużka krwi powoli płynie korytarzem. Maciek patrzy niepewnie na Marka i robi krok w tył. Pierwszy raz widzimy, że Marek trzyma w prawej dłoni broń. Jego ręka przylega do ciała. Z lewej strony nie widać, co trzyma w dłoni. Na końcu korytarza, po lewej stronie od wejścia, otwierają się drzwi od pokoju Julii. Po chwili Julia wygląda na korytarz. Nie ma okularów, widzi Marka jak przez mgłę. Marek robi szybki krok i wchodzi do pokoju Maćka. Julia
    dostrzega martwe ciała na końcu korytarza.

    WN. POKÓJ JULII.

    Julia szybko wchodzi do pokoju i zamyka drzwi na klucz. Wygląda na przerażoną. Po chwili otrząsa się z szoku i łapie za telefon komórkowy. Nie może wybrać numeru, klawiatura jest rozmazana. Zakłada okulary i wybiera numer 997.

    Pozdrawiam

  24. śliwek pisze:

    Szanowny Grzegorzu ….

    1. scena na korytarzu pełna błędów i niekonsekwencji — skoro Julia widzi Marka jak przez mgłę, to dostrzeżenie ciał też będzie dla niej problemem (jak rozróżni czy to ciała, worki ze śmieciami czy cokolwiek innego) … czyli tak naprawdę będzie problem z tym jej szokiem, i z powodami dla których wzywa policję,
    2. skoro Maciek jest w pokoju i to jego opisujesz jako „bohatera” tego pomieszczenia, to wychodząc na korytarz, gdzie rządzi Marek, to z Marka powinieneś uczynić „bohatera” tego pomieszczenia, tym bardziej że nie wyprowadzasz Maćka na korytarz,
    3. To jak to jest z tym wzrokiem Julii — nie widzi tego co daleko (ciała na korytarzu), czy tego co blisko (klawiatura telefonu),
    4. To otrząsanie się z szoku — znaczy się jak, Julia się zatrzęsła i coś z niej spadło na podłogę ?
    5. A z tą muzyką to jak — czy to Maciek słucha jakiegoś kawałka, bo jeżeli tak to pasowałby aby wstając sam ją ściszył, i to z tym zerwaniem się na nogi, podbiegnięciem do drzwi i ich otwarciem za cholerę mi nie pasuje do postępowania ludzi w takich sytuacjach — idziesz na skróty, to błąd,
    6.Ponownie korytarz — zaczynasz od POV Maćka, co więcej cofasz go do pokoju, nie sygnalizujesz przejścia zmiany punktu widzenia na innego bohatera, więc jak cofnięty Maciek ma zobaczyć wyglądającą z pokoju Julię — tymczasem przerzucasz punk widzenia ponownie bez sygnalizacji na Julię i jej zamazane widzenie (zresztą ja zrobiłbym to zmieniając pomieszczenia, kolejne sceny w innych pomieszczeniach),
    7. Rób krótsze opisy, przerywaj je odstępami, wywal te wszystkie „po chwili” itp. — po co Ci to, przecież wiadomo że akcja leci do przodu,

  25. zawada.tv pisze:

    To ja też się powymądrzam :)
    Grzegorzu. Za dużo opisów. Reżyserujesz zamiast pisać scenariusz.

    Maciek słyszy strzały.
    Wychodzi na korytarz, zauważa ciała, i Marka trzymającego pistolet.
    Po chwili z pokoju na końcu korytarza wychodzi Julia.
    Marek znika w swoim pokoju, Julia wraca do swojego pokoju, próbuje gorączkowo zadzwonić na policje, dopiero po chwili zakłada okulary , i udaje się jej wybrać numer.

    Reszta należy raczej do reżysera. Tak przynajmniej ja to widzę, ciekawe co na to Pan Piotr :)

  26. zawada.tv pisze:

    Pomijam jeszcze to, że nie wiem, dlaczego zaczęło się od Maćka, a zakończyło na Julii, czy nie lepiej by było Julię uczynić bohaterem tej sceny, no ale mam tylko ten fragment, wiec może jest jakiś powód o którym nie wiem.

  27. ZiKo pisze:

    Grzegorz, na ten temat jest też w „Formacie Scenariusza Filmowego” i w „Jak napisać scenariusz filmowy”. Podpisuje się pod postami kolegów. Wszędzie tłumaczą, żeby unikać długich opisów, bo to nie jest powieść. A scenę KORYTARZ też bym podzielił, bo czytelnik się gubi co, kto i jak ostro (Julia) widzi. Pamiętaj, że to my oglądamy, a postacie tylko wyglądają, jakby na coś patrzyły.

  28. Jaskier pisze:

    Witajcie. Jestem tutaj nowy, w sensie publikowania postów. Wcześniej jedynie czytałem komentarze innych i wpisy samego autora blogu.

    Idąc niejako za przykładem, ja również ośmielam się opublikować fragment mojej scenariuszowej twórczości. Bardzo proszę o komentarze, co o tym myślicie?

    Z ROZJAŚNIENIA:

    WN. POKÓJ W MIESZKANIU – DZIEŃ

    DZIEWCZYNA, 21, i CHŁOPAK, 24, oboje atrakcyjni. Stoją naprzeciwko siebie i rozmawiają.

    CHŁOPAK
    (z uśmiechem, na luzie)
    Nie kocham cię.

    DZIEWCZYNA
    (w podobnym nastroju)
    Ja ciebie też.

    CHŁOPAK
    Zaczynamy?

    DZIEWCZYNA kiwa głową na potwierdzenie.

    ŚCIEMNIENIE:
    TYTUŁ NA CZARNYM TLE:

    ”DURNA MIŁOŚĆ”

    ROZJAŚNIENIE:

    WN. POKÓJ W MIESZKANIU – PÓŹNIEJ

    Pusta, biała ściana, przy ścianie materac gimnastyczny.

    DZIEWCZYNA i CHŁOPAK siedzą obok siebie na materacu i rozmawiają.

    DZIEWCZYNA
    Ja tu topnieję a ty?

    CHŁOPAK
    (na luzie)
    A ja nie.

    2.

    DZIEWCZYNA
    Bez sensu.

    CHŁOPAK
    Właśnie z sensem.

    DZIEWCZYNA
    (z lekką irytacją)
    Masz zamiar tak siedzieć?

    CHŁOPAK
    Możemy się przejść, jeśli chcesz.

    DZIEWCZYNA
    Nie chodzi o to, że znudziło mi się
    siedzenie tutaj. Może byś się tak
    mną zajął? Tak trochę?

    CHŁOPAK
    Kwiatku, jest wiosna, nie włożę
    cię przecież do lodówki.

    DZIEWCZYNA
    Dlaczego nie?

    CHŁOPAK
    Bo jest na ciebie za mała.

    DZIEWCZYNA
    Jak to, jest na mnie za mała?

    CHŁOPAK
    No, zwyczajnie, za mała.

    DZIEWCZYNA patrzy na CHŁOPAKA ze wzrastającym zdziwieniem.

    DZIEWCZYNA
    O czym ty mówisz?

    CHŁOPAK
    O za małej lodówce.

    DZIEWCZYNA jak gdyby doznała nagłego olśnienia.

    DZIEWCZYNA
    Chcesz mi może powiedzieć, że to co do
    mnie czujesz to jednocześnie zaślepienie
    i obojętność?

    3.

    CHŁOPAK
    Ależ skąd.

    DZIEWCZYNA
    Wspomniałeś o tej pustej lodówce!

    CHŁOPAK
    (z naciskiem)
    Powiedziałem tylko, że jest za mała.

    DZIEWCZYNA
    (prawie wybucha)
    Przecież ja nie jestem kobietą
    tylko bałwanką!

    CHŁOPAK
    Raczej bałwankiem. Bałwanki nie mają płci.

    DZIEWCZYNA
    Mój drogi. To, że widzisz mnie
    jako kobietę wynika z tego, że jesteś
    zakochany. W ten sposób tworzysz mój
    obraz na swoje podobieństwo.

    CHŁOPAK
    Nie jesteśmy do siebie podobni.
    Różnimy się.

    DZIEWCZYNA
    Miałam na myśli kogoś kto ma twarz,
    ręce, cycki, nogi, chodzi
    i gada.

    CHŁOPAK
    Czyli tak naprawdę, mówię sam do siebie
    a ty jesteś tylko bryłą topniejącego
    śniegu?

    DZIEWCZYNA
    Tak!

    CHŁOPAK
    No, przecież wiem. Przyniosłem cię
    w garści i położyłem tuż obok.

    DZIEWCZYNA
    Właśnie.

    4.

    CHŁOPAK
    I tak cię kocham.

    DZIEWCZYNA
    Przez ciebie czuję się nieszczęśliwa.

    CHŁOPAK
    Z powodu tego, że cię kocham?

    DZIEWCZYNA
    Z nas dwojga to ja jestem o wiele
    bardziej gorąca a powinno być raczej
    na odwrót.
    (pauza)
    Zaraz się zupełnie roztopię a wtedy
    skończy się ta twoja durna miłość.

    CHŁOPAK
    I tak cię kocham.

    DZIEWCZYNA
    (prawie z płaczem)
    Jestem nieszczęśliwa!

    CHŁOPAK
    Z powodu, że cię…

    DZIEWCZYNA
    Boże! Zamknij się idioto!

    CHŁOPAK
    (oburzony)
    To ty się powtarzasz!

    DZIEWCZYNA
    (z wyrzutem)
    Dlatego, że czuję się inna niż jestem
    a raczej jaka mogłabym być gdybym
    naprawdę istniała! Pewnie masz to gdzieś,
    że najchętniej wzięłabym do ręki miotłę,
    na głowę włożyła dziurawy garnek a
    w środek twarzy marchewkę!
    A ty mi nie pozwalasz taką być
    bo uwierzyłeś, że można zakochać
    się w bryle śniegu!

    5.

    CHŁOPAK
    (czule)
    Ja to wszystko rozumiem.

    DZIEWCZYNA
    (z nadzieją)
    Naprawdę?

    CHŁOPAK
    Jasne. I tak cię…

    DZIEWCZYNA
    Jeszcze słowo a zrobię z ciebie
    kompletnego bałwana!

    CHŁOPAK
    Nie wierzysz mi?

    DZIEWCZYNA
    Przecież z jakiegoś powodu, jestem
    w twojej głowie, prawda?
    (pauza)
    Twoje zakochanie jest jak pora roku.
    Musi minąć, już mija.

    CHŁOPAK
    Więc teraz tak po prostu…
    rozpuścisz się?

    DZIEWCZYNA
    Przecież tego właśnie chcesz.

    CHŁOPAK
    Wcale nie chcę!

    DZIEWCZYNA
    (ze smutkiem)
    Idź już i zakochaj się na wiosnę.

    CHŁOPAK
    Jestem zakochany.

    DZIEWCZYNA
    Jesteś głupi.

    6.

    CHŁOPAK
    Nie będzie ci tu samej smutno?

    DZIEWCZYNA
    Nie, dlaczego? Zostało jeszcze
    trochę śniegu.

    CHŁOPAK po dłuższej chwili milczenia.

    CHŁOPAK
    Do zobaczenia za rok.

    DZIEWCZYNA
    Idź już zanim przyjdzie następna zima.

    CHŁOPAK
    Trzymaj się.

    CHŁOPAK wstaje z materaca i wychodzi poza kadr.

    DZIEWCZYNA (V.O)
    Wszystkie te chwile przeminął jak łzy
    bałwanka kiedy pada śnieg.

    ŚCIEMNIENIE

    • Kamil pisze:

      Wydaje mi się, że jest tu za dużo dialogów.
      To sztuka, żeby zrobić ciekawy film, w którym coś się dzieje w kwestiach bohaterów. Przegadane filmy wieją nudą, chyba, że jesteś Tarantino :-)))
      Poza tym na widza w pierwszej kolejności działa obraz, to co widzi na ekranie, dopiero potem reszta. ( Tak niejednokrotnie pisał Piotr np. w „Alchemii…”)

      Na początku napisałeś w didaskaliach wiek bohaterów ( chyba, że to numer czegoś :-)) ), to też raczej niepotrzebne w scenariuszu.

      Dość fajnie się to czytało, do rozwiązania na końcu, nie wiem tylko, czy tak samo ciekawie wyglądałoby to na ekranie.

      Pozdrawiam.

  29. Grzegorz pisze:

    Dzięki za komentarze.

    Generalnie nie czekałem na ocenę sceny, tylko na to czy taki format może być. Odnosząc się do komentarzy:

    Śliwek:

    1. Julia jest krótkowidzem, ale fabuła jest tak skonstruowana, że Maciek i Marek są do siebie podobni. Julia z daleka nie może rozpoznać twarzy, a nie tego, że ktoś tam stoi. Bez problemu rozpoznasz kształt człowieka leżącego nawet daleko.

    2. Specjalnie opisuję Maćka jako bohatera, żeby zmylić widza. Dziewczyna, która leży martwa na końcu korytarza nie dawno z nim zerwała i to Maciek ma powód, żeby ją zabić. Julia nie może rozpoznać twarzy, ale widzi, że postać wchodzi do pokoju Maćka.

    3. Jeżeli jesteś krótkowidzem, tak jak ja, to nie zobaczysz wyraźnie twarzy z daleka ani literek na klawiaturze telefonu z oddali.

    4. Otrząsanie leży w gestii reżysera i aktora. Otrząsa się, ponieważ zaczyna działać. Nie widzę potrzeby dodawania szczegółów.

    5. Maciek niczego nie słucha. Muzyka jest z korytarza, gdzie przed chwilą była niezła balanga. Marek nie może zasnąć, a jutro ma egzamin, od którego zależy jego życie. Imprezowicze nie reagują na słowa, więc zabija ich i milknie tym momencie muzyka. Trafił wzmacniacz.

    6.tutaj nie rozumiem. Maciek nie widzi Julii, tylko cofa się do pokoju. To Marek widzi Julię. To jak to pokaże kamera, jak będą wyglądać ujęcia, to wydaje mi się, że leży to w gestii reżysera/operatora.

    7całkowicie się zgadzam – „ po chwili” Do wyrzucenia.

    zawada.tv

    Wydaje mi się, że opis pokazuje jedynie akcję, ale mogę się mylić, stąd prośba o komentarz Piotra :)

    Zaczyna się od Maćka, ponieważ on jest głównym bohaterem. Ma silny motyw zabójstwa, ale stanie się ofiarą. Marek zabije go i upozoruje samobójstwo. Julia wzywa policję i kiedy funkcjonariusz pyta się czy widziała, co wydarzenia, Julia opowiada, że widziała jak Maciek wchodzi do pokoju, poczym usłyszała tylko strzał(zabił się). Na pytanie czy mógł mieć powód, Julia odpowiada, że Marta(która leży martwa) rozstała się z nim kilka dni wcześniej. Policja przyjmuje jej wersję zdarzeń, a Marek spokojnie zasypia w pokoju obok. Etiuda nazywa się Perspektywa i mówi o tym, że każde zdarzenie zależy od pewnej perspektywy widzenia.

    ZiKo

    Mam obie książki, przeczytałem kilka razy, ale widocznie nie dość uważnie. Czy mógłbyś podać rozdział?

    Dzięki za komentarze.

    Pozdrawiam

  30. Jaskier pisze:

    Widz ma sam dowiedzieć się co przedstawiasz w swoim scenariuszu a nie czekać aż mu osobiście, słownie wszystko wyjaśnisz. Poza tym, ten fragment, który zaprezentowałeś kompletnie leży konstrukcyjnie, nie widzisz tego?

    Pełno w nim błędów stylistycznych, doszukałem się też jednego ortograficznego.

    Nie jestem co prawda Panem Piotrem, ale po zapoznaniu z w/w scryptem stwierdzam, że nie jest to prawidłowy format.

    Póki co, twój warsztat scenopisarski leży.

  31. Widzę, że potrzebny jest wpis o scenie w scenariuszu. Jak ją pisać, dlaczego scenariusz jest podzielony na sceny itd. Postaram się taki wpis niedługo napisać, choć mam wrażenie, że to nie jest sprawa kluczowa ;-)

  32. ZiKo pisze:

    Panie Piotrze, a może krótka podwiedzieć – co pisać na początek?! Co jest łatwe do rozpisania, do czego nie trzeba mieć nie wiem, aż takiego warsztatu, wyobraźni, a ma szanse mieć ręce i nogi. Czy jest coś takiego? Czy wszystko zależy od indywidualnych predyspozycji, talentu, nie wiem jeszcze czego? Co pisać, żeby była z tego frajda i szansa na rozwój, a nie kolejna życiowa porażka. Czy jest w ogóle szansa na napisanie dobrze czegokolwiek, bez porządnego przygotowania merytorycznego: studiów, kursów, warsztatów? Ile w tą zabawę trzeba zainwestować kasiory, żeby się udało?

    • Nie ma dobrej odpowiedzi na Twoje pytania. Jeśli chcesz pisać – pisz. To nie wymaga „kasiory”. Trzeba mieć tylko czas i chęć.

      Do pisania scenariuszy nie potrzeba szkół, kursów i warsztatów – wszystko można znaleźć w książkach i Internecie.

      Pomocne w nauce pisania jest pisanie krótkich opowiadań. Napiszę kiedyś o tym więcej.

  33. ZiKo pisze:

    Wyobarźmy sobie taką syt. (Zwracam się do Pana Piotra), że któregoś pięknego dnia, dostaje Pan scenariusz od jakiegoś amatora. Akurat w tv leci ten odcinek DR. Housa, który już Pan widział w necie. Ma Pan chwile czasu, zapoznaje się ze scenariuszem i stwierdza, że jest dobry, może ma jakieś techniczne będy, ale można z tej mąki upiec chleb i po pewnych kosmetycznych poprawkach możnaby go komuś dalej pokazać. Co Pan wtedy robi?

    • Taka sytuacja mi się jeszcze nie zdarzyła. Również dlatego, że nie mam za bardzo czasu na czytanie czegokolwiek. Dlatego nie wiem co by było, gdybym znalazł nagle jakiś brylant. Nie trenowałem tego ;-)

  34. Jaskier pisze:

    Wyobraźmy sobie inną sytuację. Skoro Pan, Panie Piotrze prowadzi blog na którym stara się w miarę możliwości odpowiadać na posty osób, które zwracają się do Pana o radę, więcej, sam Pan tych złotych rad udziela a potem z rozbrajającą szczerością stwierdza, że nie ma czasu czytać nadesłanych scenariuszy, łatwo zatem o wniosek, że skoro pan nie ma to czasu, pozostałe osoby z branży jeszcze bardziej go nie mają (w końcu ile z nich prowadzi własne blogi?) Jaki jest więc sens udzielanych przez Pana rad? Skoro swoją postawą udowadnia Pan, że nikt nie czyta amatorskich scenariuszy?

    • Nie udzielam tu porad scenariuszowych po to by osobiście sprawdzać rezultaty. Nie prowadzę korespondencyjnego kursu scenariuszowego.

      Dzielę się swoimi przemyśleniami na temat filmu, bo mam taką potrzebę. Poza tym polskie kino nie jest mi obojętne.

      Jeśli ktoś myśli, że mój mail na tym blogu to pierwszy szczebel do jego kariery w branży, to się myli.

      To by było zbyt łatwe.

  35. Jaskier pisze:

    Rozumiem, chodzi mi jedynie o Pana brak czasu. Skoro Pan go nie ma, nie mają go też inni twórcy, to czy jest sens publikowania wydawnictw typu „Alchemia scenariusza filmowego” gdzie stwierdza pan, że jeżeli scenariusz będzie dobry to jego twórcę czeka świetlana przyszłość. Jednak aby stwierdzić czy scenariusz jest dobry lub zły, trzeba go wpierw przeczytać i tu wracamy do punktu wyjścia.

    • Pokazywanie scenariusza bardziej doświadczonym filmowcom to nie jedyna droga zaistnienia w branży. Są konkursy scenariuszowe, są instytucje powołane do wspierania debiutantów, są producenci z natury rzeczy zainteresowani nowymi tekstami.

      Jedno jest zawsze pewne. Nie jest łatwo się przebić ze swoim pisaniem – nigdzie nie jest łatwo. Ani w filmie, ani w teatrze, ani w literaturze, ani w sieci. Taka jest już specyfika pisania.

  36. Jaskier pisze:

    Zgadza się, gdyby było łatwo, to jaka byłaby tego wartość? Pewnie żadna.

  37. Grzegorz pisze:

    Z mojego, krótkiego doświadczenia wynika, że w cale nie jest tak trudno dotrzeć do odpowiedniej osoby, ale nie oznacza to, że sprzedaż cokolwiek. W jednym z postów Piotrek pisze, że debiutant raczej nie ma szans na sprzedanie treamentu. I zgadzam się z tym. Sam myślałem, że wystarczy napisał „fajny” treatment, 10-12 stron i wszyscy się na niego rzucą, jak hieny. To nie prawda, nikt Ci nie zaufa dopóki nie napiszesz scenariusza. Jednak to nie znaczy, że masz nie pisać treatmentu. Według mnie debiutant nie może pozwolić sobie na niezaplanowanie historii od początku do końca. Rozumiem Piotra, że w pewnym momencie życia i praktyki można zacząć coś pisać nie znając końca. Ale to się nazywa doświadczenie. Napisz zajebistą historię na 10 stron. Daj ją do przeczytania kilku osobą i zobaczysz przynajmniej czy warto pisać scenariusz. Ja tak zrobiłem i posłałem treatment w świat. Zadzwonił do mnie Zanussi, odpisało parę innych znanych nazwisk(Kwieciński, Saramonowicz, Krzemiński) i oczywiście nie sprzedałem niczego. Ale wyniosłem pewne doświadczenia. Jesteś debiutantem, to napisz świetny treatment, scenariusz, wymyśl chwytliwy tytuł i nikomu nie wysyłaj tego, tylko zadzwoń do każdej firmy producenckiej i umów się na spotkanie. Ludzie wolą rozmawiać, lubią jak im się opowiada i przekonuje, że właśnie w Ciebie warto zainwestować. Co więcej, jeżeli masz jedną historię skończoną(treatment, scenariusz) to wymyśl jeszcze dwie, spisz treatmenty, ponieważ nie każdy lubi konkretny gatunek albo nie leży mu po prosu Twoja historia. Bądź kreatywny. Plus oczywiście konkursy, jak widać na przykładzie Piotra można wygrać. Jak chcesz adresy do firm producenckich warto zajrzeć na http://www.kipa.pl/ . Jeżeli masz znajomych scenarzystów, to też fajnie. Poproś ich o uwagi, dają cenne, ale raczej nikt Cię nie poleci producentowi, ponieważ po pierwsze jesteś konkurencją, a z czegoś trzeba żyć, a po drugie im też nie było łatwo zaistnieć i obecnie też nie mają łatwego kawałka chleba. Masz scenariusz umawiaj się na spotkania, jak już dobijesz się do drzwi to nikt Cię nie wyrzuci do śmieci, jak maila.

  38. Jaskier pisze:

    Rozumiem Grzegorz, chodziło mi raczej o pewną, hm, uczciwość, Pan Piotr wyjaśnił mi jednak w czym tak naprawdę rzecz i to też się liczy. Mówisz o treatmencie a co powiesz na scenariusz, który liczy 10,12 stron? A liczy ich tyle ponieważ nie ma w nim żadnych dialogów?

    Zobacz, chodzi też o to, że generalnie system kształcenia przyszłych filmowców jest zwyczajnie podły. Przynajmniej jeżeli chodzi o większość uczelni tym się zajmujących, choćby z nazwy. Gdzieś tam lokuje się w miarę „normalny” Uniwersytet Śląski ze swoim Wydziałem Radia i TV, którego absolwentem, jeżeli mnie pamięć nie myli jest Pan Piotr a reszta? Są to albo „wyższe kursy” Ślesickiego i Wajdy, które zapamiętuje się głównie ze względu na „dziką” kasę jaką trzeba władować, żeby móc uczęszczać na zajęcia, bądź też osławiona Łódzka filmówka gdzie egzamin choćby na taki wydział reżyserii to istne kuriozum wymagające od kandydatów bycia w pełni ukształtowanym, filmowym artystą ze świetnym scenariuszem w kieszeni. Oczywiście realia są zupełnie inne, kompletnie nie przystające do zamierzeń. Dziś ci którzy kończą tą nieszczęsną uczelnię w 99% nie mają żadnego pomysłu na kino, co wiąże się zazwyczaj z tym, że albo lądują w reklamie, albo zasiadają na stołku reżysera 589 odcinka „M jak miłość”, bądź też lądują jako wykładowca, ergo, nauczyciela od pisania scenariuszy, nazwiska litościwie przemilczę, gdzie zarażają młodych ludzi swoją własną twórczą niemocą.
    Efekt? W tym biznesie tak naprawdę brak autorytetów, ludzi na których przykładzie chciałoby się wzorować. Ile razy oglądam relację z FPFF w Gdyni, tyle raz ze wstydu chcę wejść pod stół.
    Taka świadomość wszechobecnej żenady potrafi dość solidnie przyciąć skrzydła, chyba, że pomyślisz o ludziach, którzy zechcą przyjść na twój film. O nich zawsze myślisz z szacunkiem.

  39. Grzegorz pisze:

    Co do scenariusza na 10 – 12 stron – nie masz szans na jego sprzedanie, chyba że jakiemuś studenciakowi lub grupie filmowych amatorów. Dlaczego? Ponieważ odbiegasz od standardów, a jesteś amatorem. Na takie rzeczy może pozwolić sobie Skolimowski, chociaż osobiście uważam, że film był nudny. Pomysł ciekawy, ale zamiast zrobić z antagonisty kilku funkcjonariuszy pajaców z USA i obcego kraju oraz zimy, to rozbudowałbym wątek sprytnego funkcjonariusza, który musi złapać uciekiniera i musi to zrobić w taki sposób, aby nikt nie dowiedział się o tajnych więzieniach w Polsce. Brakowało w filmie dynamiki, chociaż ogólnie nie był zły… na tle reszty produkcji. Napisz porządny film według standardu, z punkami zwrotnymi, na 90 stron, wtedy będziesz miał cień szansy.

  40. Grzegorz pisze:

    Panie Piotrze jeszcze jedno pytanie. Jakie odstępy powinny być między wierszami w scenariuszu? Ze strony konkursu script pro wyczytałem: „The organisers recommend Courier New, point size 12 and line spacing of 1.5 or 2 lines” Natomiast w książce Format scenariusza Filmowego zaleca się odstęp 1? I gdzie tu leży prawda?

  41. Jaskier pisze:

    No właśnie. Pasjonujący. Grzegorz, naprawdę sądzisz, że ktokolwiek kto przeczyta 10,12 stronicowy scenariusz, co więcej, załóżmy, że ten scenariusz temu komuś się spodoba, więcej, ten ktoś uzna, że jest pasjonujący i co? Powie, że „no, niestety, scenariusz jest świetny, ale ty jesteś amatorem a na scenariusz bez dialogów pozwolić sobie wyłącznie Skolimowski w związku z powyższym wrzucam go do kosza” Zastanów się.
    Całe sendo tkwi w tym o czym jest te 10, 12 stron i w jaki sposób te 10, 12 stron sprzedaż. Ostatecznie, przecież można nakręcić również nowelę, krótki metraż.

  42. Jaskier pisze:

    (errata) sedno, nie sendo:)

  43. Grzegorz pisze:

    W przypadku debiutanta, uważam że choćby Twoje 12 stron było dziełem sztuki, to Twoje argumenty i tak się nie przebiją, a sama szuka się nie obroni. Producent spyta, a kto coś takiego zrobił wcześniej, a skąd mam wiedzieć że na tym zarobię? Dlaczego mam Ci dać pieniądze na eksperyment, skoro mam profesjonalistów pod ręką, którzy biją się o to, żebym dał im kasę na nową komedię? Ty odpowiesz, że Skolimowski nagrał coś podobnego, a on Ci odpowie, że jak będziesz tak znany jak Skolimowski, to wtedy wróć do niego. Plus jeżeli nie potrafisz trzymać się formatu, to skąd Producent ma wiedzieć, ze wiesz co robisz? I tutaj nie chodzi o produkt, jakim jest Twoje 12 stron, ale o ludzką mentalność, o pieniądze i opór przed nieznanym. Wiele podręczników mówi o tym, żeby nie robić rewolucji, tylko nauczyć się warsztatu według kanonu i według mnie to prawda, i nie wiem czy, w którymś z postów nie napisał o tym Piotr. Niestety tak wyglądają realia, jeżeli napiszesz do jakiegoś producenta, że skleciłeś scenariusz na 12 stron to najprawdopodobniej skasuje maila nie czytając go, bo wie że nie jesteś profesjonalistą. A to, że historia musi być pasjonująca to jest oczywiste. O odstępach pytałem, ponieważ zastanawia mnie to pod kątem Reżyserskim, czyli jak ocenić długość filmu, sceny. Różnica między odstępem 1,5 a 1 jest dość duża pod względem tekstu.

  44. ZiKo pisze:

    A jak to jest w Pana przypadku? Producent kontaktuje się z Panem i pokazuje kokretny scenariusz, który chcą, żeby Pan wyreżyserował, lub zlecają Panu napisanie scenariusza na konkretny temat? Czy chodzi Pan czasem (Pana agent) od producenta do producenta ze swoim pomysłem, treatmentem, scenariuszem? Pytam, bo chciałbym się dowiedzieć, dokąd autor scenariusza powinien się udać ze scenariuszem. O konkursach wszyscy wiemy. Od Pana już wiemy, że zawalanie skrzynki mailowej reżysera/scenarzysty, który miał taki kaprys, dobrą wolę i wszedł w interakcję z widzami, amatorami, to też nie jest rozwiązanie. Połowa książek o pisaniu scenariuszy, jest instrukcją pt. co robić, jak już napisałeś. Ale to są realia amerykańskie…

  45. ZiKo pisze:

    Nie posądzam Pana o to, że zaproponuje nam Pan zaplacić 500 zł i umieścić nasz scenariusz w banku scenariuszy…

  46. Zawada.tv pisze:

    Ja mam o tyle fajnie że mogę swoje scenariusze na początek realizować nawet kompletnie samodzielnie.
    A co do tego że trudno sprzedać scenariusz. Myślę jednak że naprawdę dobry scenariusz by się obronił nawet jeśli jego autor jest debiutantem.

    Pozdrawiam.

  47. Jaskier pisze:

    Grzegorz, pewnie masz rację.

  48. śliwek pisze:

    Stara prawda głosi, że co drugi Polak poza tym, że zna się najlepiej na medycynie, piłce kopanej, budowlance, mechanice samochodowej i jeszcze kilku dziedzinach to jest też mistrzem w pisaniu scenariuszy. I to się sprawdza, to widać … :D:D:D:D.

  49. ZiKo pisze:

    jesteśmy narodem mędrców i mądrołków :D

  50. ZiKo pisze:

    a przede wszystkim śmierdzących leni

  51. Jaskier pisze:

    Dla pełnej jasności dodam tylko, że film „Essential Killing” w reżyserii Jerzego Skolimowskiego nie jest bynajmniej całkowicie pozbawiony dialogów, nie odzywa się jedynie główny bohater.

    Tak samo Skolimowski nie wymyślił filmu w którym bohater jest niemy a dialogi są szczątkowe.

    Filmy niemal całkowicie pozbawione dialogów lub też bez żadnego dialogu powstawały od zarania kina i z pewnością będą powstawać nadal. Choćby debiut Luca Bessona pt” Ostatnia walka”.

  52. Pandorra pisze:

    Jak to kiedyś napisał mój ulubiony Gregorias z Pikutkowa: „Coraz częściej ludzie, którzy nie rozumieją co piszą zaspokajają potrzeby duchowe tych, którzy nie rozumieją co czytają”. To tak a propos największej grupy piszących.


Twój komentarz nie ukaże się od razu, moderacja chwilę trwa :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s