„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów.” (Albert Einstein)archiwum cytatów

Po czym poznać dobrą restaurację

Sprawa jest trudna.

Oczywiście najłatwiej jest wejść, rozejrzeć się, pogadać z kelnerem, zamówić, posmakować, zjeść i zapłacić. Ale do której wejść? Komu zaufać? Jak wybrać, żeby nie zmarnować kasy, czasu i zdrowia? Jak podejść do tego arcytrudnego wyzwania?

A jedzenie to sprawa poważna. Najpoważniejsza z poważnych!

Jeśli ktoś tak nie uważa, niech już dalej nie czyta tego wpisu, niech sobie je co chce, gdzie chce i jak chce. Zdaję sobie sprawę, że są osoby nie przywiązujące wagi do jedzenia. Ci biedni ludzie zjedzą tak zwane „cokolwiek”, byle tylko zaspokoić głód. Ich sprawa.

Ja jednak uważam, że podstawową cechą odróżniającą Ludzi od pierwotniaków, bakterii i pierścienic jest WYBIERANIE jedzenia. Spożywanie tylko tego, co dobre, co właściwe i co smaczne. Zawsze. Codziennie. Bez względu na cokolwiek.

Dlatego przykładam dużą wagę do tego, co jem, gdzie i po co. Wcale to jednak nie znaczy, że mam fioła na punkcie „wykwintności”, kulinarnego lansu, wieczorowego stroju do kolacji, srebrnych sztućców i modności jedzenia. Prawdę mówiąc, mam wszystkie powyżej wymienione zjawiska w samym środku d…

Czasem dla zaspokojenia głodu wystarczy mi kawałek dobrego sera na stojaka. Kilka kęsów czegokolwiek pysznego pod sklepem spożywczym. Kiełbasa z grilla dymiącego przy drodze. Ale zawsze to musi być coś! COŚ DOBREGO!!!

Notorycznie szukam miejsca, gdzie dobrze dają jeść. Czasami znajduję, a czasami wychodzę wkur*iony i klnąc najgrubszymi znanymi mi słowy, szybko oddalam się, planując zemstę.

Jadłem już w wielu miejscach. I w Polsce, i nie w Polsce. I w Europie, i nie w Europie. Wszędzie można trafić na knajpę dobrą i wszędzie można trafić na ściemę. Ta sprawa wydaje się być niezmienna bez względu na szerokość i długość geograficzną.

Oto zatem gorący zapis moich doświadczeń z niekończących się poszukiwań miejsc, gdzie dają dobrze jeść.

Dobra restauracja to droga restauracja.

Nieprawda. Pełno jest dziadowskich, drogich restauracji. Sporo jest świetnych, tanich barów, grilli i garkuchni. Nie jesz ceny. Jesz potrawę. U moich sąsiadów Libańczyków podstawowy kebab barani zawinięty w cieniutki podpłomyk kosztuje 9 złotych. I jest wspaniały. Wielokrotnie jadłem dania dziesięciokrotnie droższe, które nie dorastały temu kebabowi do pięt.

Dobra restauracja to taka, w której zawsze jest właściciel.

Właściciel w knajpie to zawsze dobry znak. Szczególnie gdy go widać. Gdy interesuje się gośćmi. Gdy rządzi, chodzi, gdy widać, że mu zależy, gdy jest prawdziwym gospodarzem tego miejsca. Adama Gesslera często widać „U Kucharzy” na Krakowskim Przedmieściu. I jedzenie jest tam świetne (choć nie tanie).

Dobra restauracja to taka, gdzie dobrze pachnie.

Jak w knajpie śmierdzi to od razu wychodzimy. Jak dobrze pachnie jedzeniem to ewidentnie dobry znak. Jak nie pachnie niczym, to zamawiamy tylko wodę bez gazu.

Dobra restauracja ma zawsze wspaniały wystrój.

Jak lubisz ładną scenografię, to idź do opery. Obrusy, dywany i meble nie mają nic wspólnego z jedzeniem. NIC! (Choć czasami zdarza się, że w dobrze urządzonych restauracjach dają dobrze zjeść. Ale to przypadek.)

Dobra restauracja to taka, w której nie oszukują.

Jak zamówiłeś schabowego i dostajesz kopę ziemniaków, kopę surówek i maleńki schab, znaczy, że tu oszukują. Jak zamówiłeś rybę a dostajesz narybek – oszukują. Jak zamówiłeś małże i można je policzyć na palcach jednej ręki, znaczy, że to ściema. Uciekaj. Tu nie chodzi o jedzenie, tylko o wyciąganie kasy od łosi!

Dobra restauracja to taka, w której są tłumy.

Coś w tym jest. Choć ta wskazówka bywa zwodnicza. W kurortach w sezonie wszędzie są tłumy. I co wtedy? Ta zasada zazwyczaj działa w sytuacjach odwrotnych – po sezonie, poza kurortami.

Dobra restauracja to taka, w której widać kuchnię i kucharzy.

Zawsze miło popatrzeć na pracujących fachowców. Poza tym, jak restauracja nie wstydzi się pokazać kuchni, to znaczy, że nie chcą oszukiwać i ściemniać. A to dobry „prognostyk”.

Dobra restauracja ma bardzo miłą obsługę.

Obsługa jest niejadalna. Nie po to przychodzę do knajpy. Interesuje mnie jedzenie, nie kontakty międzyludzkie. Jak są zbyt mili, to od razu budzą moje podejrzenia. Lubię jak kelnerami są starsi, zdystansowani faceci, z kamiennymi twarzami. Tam zazwyczaj dobrze jadłem.

Dobra restauracja ma muzykę na żywo.

Na żywo jadam ostrygi (jak mnie stać). Muzyki na żywo słucha się gdzie indziej. W restauracji liczy się JEDZENIE, a nie pianino.

Dobra restauracja, to ta, którą polecają znajomi.

Należy słuchać uważnie, co polecają ludzie. Jest w tym sporo prawdy. Ale nie zawsze. Ludzie mają różne gusta, różne doświadczenia i odmienne wyrobienie kulinarne. Co jeden uważa za rewelację, innemu może nie przejść przez gardło.

Dobra restauracja to ta, która dostaje dużo gwiazdek w recenzjach.

Medialne i przewodnikowe recenzje restauracji mają się tak do rzeczywistości, jak opinie krytyków filmowych do filmów. Czyli nijak. Nigdy się tym nie kieruję. Nigdy mi to nie pomogło.

Dobra restauracja to ta, w której mają dobrą wątróbkę…

… albo żurek, flaki, golonkę, śledzia, czy rosół z kołdunami. Każda kuchnia narodowa ma kilka takich „oczywistych” potraw, które są testem dla kucharza. Wyżej wymieniłem niektóre trudne dania właściwe dla kuchni polskiej. Jak kucharzowi te dania wychodzą, to znaczy, że nie jest dyletantem. Trudno jest zrobić DOBRY żurek, flaki, golonkę, kołduny, czy pierogi. A wydaje się, że łatwo.

(w zasadzie, w restauracji z polską kuchnią wystarczy sprawdzić jedno: ogórek kiszony. Nie ma lepszego testu ;-)

I jeszcze mój obiad z dzisiaj:

Droga numer 240 ze Świecia do Tucholi. Karczma „Rykowisko” w szczerym polu. Znam ją. Wielokrotnie tu jadłem. Niepozorna. Niewyróżniająca się. Żaden lans, żaden wypas, wręcz przeciwnie. Na pierwszy rzut oka, nikt modny by się tu nie zatrzymał. Biorę wątróbkę. Płacę 12 złotych. Dostaję ARCYDZIEŁO.

W ŻADNEJ restauracji w Warszawie (i reszcie świata) nie jadłem tak pysznej wątróbki.

Dostaję talerz smażonej wątróbki wieprzowej z cebulą, trochę ziemniaków z wody z koperkiem i ogórka kiszonego. Wszystko świetne, świeże, smaczne i tanie. A wątróbka to trudna sprawa dla kucharza. Niełatwo ją w ogóle spotkać w karcie, a co dopiero zjeść w mistrzowskim wykonaniu.

Mają tu jeszcze masę innych arcydzieł tradycyjnej kuchni polskiej.

I dlatego warto próbować. Warto szukać dobrego jedzenia.

Uporczywie. Codziennie. Bez opamiętania ;-)

Reklamy

27 komentarzy on “Po czym poznać dobrą restaurację”

  1. ten libański kebab to ten na Saskiej Kępie ?

  2. OWhite69 pisze:

    I zgadzam sie I nie. Po co idziemy do restauracji I placimy duzo wiecej za to co mozna zjesc w domu? Szukamy nie tylko dobre jedzenie (ktore jest podstawa) ale tez atmosfere. A robi to wlasnie dobra, szybka, mila obsluga, zywa muzyka, inne gosci, iterjor I duzo innych drobiazgow…

  3. Bardzo dobry i pozyteczny tekst! Domniemywam, ze miales na mysli raczej przyzwoite lokale, w ktorych mozna dobrze i bezproblemowo sie pozywic. Zdrowy zoladek ponad wszystko! Owszem, atmosfera jest mile widziana, przyjemna muzyczka idem (niekoniecznie zywa, ktora moglaby utrudniac rozpoczynajacy sie w lokalu proces trawienia) ale nie wymagajmy cudow.
    Co do komentarza OWhite 69: Nie kazdy moze sobie pozwolic na luksus domowego jedzenia. W odleglych latach 70-tych raz do roku pokonywalam z moimi rodzicami droge z Poznania nad Baltyk nasza niezapomniana Syrenka i na calej tej trasie byl tylko jeden lokal, w ktorym stawalismy sie pozywic, bynajmniej nie dlatego, ze bylo ich tak niewiele, ale z tych wlasnie powodow, o ktorych piszesz na przykladzie tej knajpki z watrobka. Az mi slinka leci na mysl o tym boskim daniu.

  4. Dr Boczek pisze:

    w zasadzie nic nie przebiło żurku, który zamówiłem w jednej z poznańskich restauracji, żurek miał w sobie ryż i smakował jak ogórkowa. Z drugiego dania zrezygnowałem – dla zdrowotności – kase zwrócili.

  5. KnUR1 pisze:

    „Droga numer 240 ze Świecia do Tucholi. Karczma „Rykowisko” w szczerym polu.” – To już blisko mnie, choć nie jeżdżę tamtędy. Przy najbliższej okazji sprawdzę miejscówkę.

    btw. polecam w tych rejonach, „Stopka” 19, 86-010 Koronowo (ok. 20 km od Bydgoszczy, droga na Koronowo)

    Pozdrawiam

    • bartosz pisze:

      Stopka jest naprawdę rewelacyjna, latem w weekend w godzinie obiadowej w kolejce po karkówkę i inne przysmaki grilowe może stać nawet i 30 osób :) ale w normalne dni czy inne godziny obsługa jest błyskawiczna. Polecam do karkówki sos chrzanowy.

      naprawdę warto zajechać. ceny bardzo rozsądne.

  6. nusia pisze:

    Bardzo dobre,ja pracowalam przez kilka lat w super restauracjii w Londynie,nie az bardzo drogiej ale teraz wiem na czym polega dobry customer service…przez kilka lat zylam tylko z napiwkow wiec mysle,ze bylismy dobrzy i,ze obsluga jest bardzo wazna i oczywiscie najwiecej zalezy od kucharza..tylko kiedy zaczyna sie poprawiac opinia o restauracji,coraz wiecej ludzi przychodzi i coraz trudniej kazdego zadowolic. Wtedy najlepiej odejsc ;-)))) przewaznie firmy czy wlasciciele nie chca wydac wiecej pieniedzy na zatrudnienie wiecej pracownikow etc,ale kiedy ja ide teraz do restauracji to zawsze przypomina mi sie rzecz, ktora powiedziala moja byla szefowa ( zreszta zawsze krecaca sie po restauracji…)
    Sa 3 powody dla ktorych klijent rusza sie ze swojego krzesla podczas jedzenia..;-)))
    1. Chce isc do toalety…(OK)
    2.Chce zaplacic… (OK)
    3.Potrzebuje czegos i musi wstac…a nikt nie sprawdzil czy wszystko ok przy jego stoliku… (NO!!!!!)
    Mysle ,ze to madre rzeczy i zwrocic uwage na to w restauracji. :-)

  7. kazmo pisze:

    wszystko zrozumiałem i się zgadzam,
    nie rozumiem tylko czemu w tekście pojawia się słowo lans
    można prosić o definicję?

  8. Kornelia pisze:

    Dla odważnych: legendarny bar mleczny Lajkonik w sercu Krakowa, na rogu kamienicy naprzeciw Jubilata, nad Wisłą, rzut beretem od Wawelu. Świetne dania barowe (super pierogi z mięsem i ruskie, boski rosół, rano i pod wieczór kakao), wszystko świeże i robione z sercem, za parę groszy dzięki dotacjom miasta. Ale: na zewnątrz i w środku typy z gatunku „oj nie wraca ci on z kina”, czasem proszą o postawienie obiadu, ale nienachalnie. Grube ceramiczne talerze, aluminiowe sztućce, laminowane stoliki. Atrakcje w stylu stuletnia babcia w etoli, która śpiewa piosenki Boba Dylana przygrywając na grzebieniu. Pan z radiem, tłumaczący przekaz z kosmosu. Czasem ktoś się dosiada z łyżką i wyjada ci z talerza. Kiedyś chodzili tu Pilch, Skrzynecki i aktorzy z pobliskiego Teatru Stu.
    A z mniej folklorystycznych miejsc: – Restauracja pod Baranem na ul. Gertrudy, świetna polędwica wołowa z kurkami.

  9. ZiKo pisze:

    A dla mnie istotne jest też, czy wychodzę …najedzony. Jadałem „firmowe/służbowe kotlety” u Magdy Gessler, u Kręglickich, w Mariottcie, Continentalu, itd. Lubię dobrze zjeść. Mogę zapomnieć pin do karty przy kasie w markecie, ale z detalami pamiętam co jadłem 10 lat temu tam i tam. I powiem Wam, niech nawet będą kryształowe kieliszki, życzliwy kelner, informujący o syt. na boisku podczas meczu Polska vs Austria, panorama W-wy za oknem, itp. to jeśli tego i owszem smacznego, ładnie podanego jedzenia będzie naprawdę tyle co …kot napłakał, to potem czuję niedosyt i cały ten czar i urok diabli biorą :-)

  10. Amelka pisze:

    Jeszcze jedno, dobra knajpa – szczególnie sprawdza się to za granicą – to taka, w której jedzą tubylcy znaczy tambylcy ;P

    A wątróbka …. no ciekawe, własnie usiadłam do kompa po zjedzeniu wątróbki mojej produkcji :) z jabłkiem, polecam ;p

  11. Ella pisze:

    Pierwsza restauracja w ktorej bylam to Suparom Thai Food (na Marszalkowskiej) i byla 100% autentyczna, wspaniala.
    Bardzo ja polecam, wszystko bylo dobre…szczegulnie zupy i rozne wolowiny…przyprawione dania byly naprawde lepsze niz te co mialam nawet w Kanadzie.
    Teraz tylko musze znajsc dobra Japonska restauracje i wszystko bedzie ok.

  12. Amelka pisze:

    aaa, no i jeszcze mi się nasuwa pytanie oczywiste. Jak Pan, któremu nie jest wszystko jedno co je, daje radę z jedzeniem na planie filmowym ….
    JE PAN AUTOBUSOWE ŻAREŁKO ???

  13. Aurora pisze:

    Niezwykle mnie cieszy i raduje poświęcenie miejsca i uwagi JEDZENIU ! Wszak sprawa to najpoważniejsza z poważnych :)

  14. restaurantica pisze:

    Post trafia w samo sedno. Aż żałuję, że nie ja go napisałam… Zgadzam się z większością punktów z listy, są one istotne dla każdego dla kogo jedzenie jest ważne. Dla mnie jest.

    Kilka punktów pozwolę sobie skomentować:
    1) tłumy w knajpie – niekoniecznie pusta knajpa świadczy o tym, że jedzenie jest słabe. Znam kilka, które często były puste, a przynajmniej na początku. A jedzenie świetne. Przykład: Tapas Bar Cuatro Caminos na Grzybowskiej. Czy nadal jest tam pusto? nie wiem, dawno nie byłam. Wiele razy byłam też niezadowolona z jakości jedzenia w pełnych knajpach, więc to rzeczywiście bywa złudne czasami.

    2) obsługa – miła czy nie miła, obsługa powinna być sprawna, szybka i wiedziec o czym mówi. Jeśli kelner po prostu się długo nie pojawia czy nie ma pojęcia co jest w menu lub co się kryje za skomplikowaną nazwą potrawy – sympatia nie ma tu znaczenia. nie chodzi o to, żeby obsługa była miła, ma być po prostu profesjonalna. A jak jest miła to dodatkowy plus, o ile nie jest to sztuczne, ale to widać.

    3) wątróbka – podoba mi się pomysł testu „ogórka kiszonego”. muszę sama przetestować.

    4) gwiazdki – czasem się nimi kieruję, z ciekawości. Ale nie zawsze się z nimi zgadzam.

    Ja również poszukuję dobrego jedzenia. codziennie i uporczywie. Na szczęście udaje mi się je znaleźć.:)

  15. Radek pisze:

    Inna rzecz dystansuje ludzi i zwierzęta – ludzie przetwarzają półprodukty na wiele sposobów – powstaje różnorodność potraw (dowolnie do smaku konkretnego człowieka i ponad to). Napisał Pan: „Ja jednak uważam, że podstawową cechą odróżniającą Ludzi od pierwotniaków, bakterii i pierścienic jest WYBIERANIE jedzenia. Spożywanie tylko tego, co dobre, co właściwe i co smaczne. Zawsze. Codziennie. Bez względu na cokolwiek.” Oczywiście jest to Pańskie zdanie. Co jednak w sytuacji, kiedy człowiek staje wobec klęski głodu, kiedy pozostaje jeść korzonki i różne jagody? Czy człowiek będzie przebierał w tym, czego i tak nie ma za wiele? Na szczęście nie jesteśmy w takiej sytuacji, co sprawia, że nie musimy o tym myśleć. Co jednak w przytoczonej sytuacji? Człowiek wtedy nie zastanawia się nad tym, co będzie smaczniejsze. Trzeba napełnić żołądek. Nie oznacza to oczywiście, że mamy chodzić do restauracji, w których dają podłe jedzenie. Od tego właśnie jesteśmy ludźmi, żeby móc sobie serwować różne smaki mniej lub bardziej wyszukane. A że niektórym na tym nie zależy, to sprawa nie tyle smaku co dbałości o zdrowie. Może niektórzy po prostu myślą o jedzeniu: muszę się nażreć jakimś fast-foodem, bo mam mało czasu, a potem nie będzie go w ogóle.

  16. Śliwek pisze:

    Kurcze dawno nie zaglądałem (zapisany jestem :)) i przegapiłem taki fajny wpis o różnicach pomiędzy scenariuszami.

    Taka ciekawostka … amerykanie (dla mnie to mistrzowie serialowego rzemiosła) potrafią w jednym odcinku 13-to częściowego serialu zmieścić taki ładunek emocji, wątków, problemów, smaczków etc. że u nas ciężko jest to zebrać z 26 odcinków rodzimej produkcji. Ciekawe dlaczego :):).

    A żeby było kulinarnie … do dobrego jedzonka polecam nowe seriale, tudzież kolejne sezony sprawdzonych. Kilka wymienię.

    – 4 sezon „Sons of anarchy” – miazga,
    – 2 sezon „Boardwalk Empire”
    – „Unforgettable” – nowość, ale bardzo przyjemna,

    No i wiadomo, kolejne sezony Dextera, Fringe, Menatlisty, Supernatural … i można by jeszcze :)

    A jak ktoś lubi teorie spiskowe to „Person of Interest” :)

    Pozdrawiam. Nadchodzi zima :) (kto wie o co chodzi? :)

  17. Mikiel pisze:

    To jak w „tych terenach” będziesz – to polecam Śliwice – knajpa chyba się nazywa „pod sosnami” czy jakoś tak. Nietrudno ją znaleźć bo niewiele ich tam (przed nią stoją duże drewniane rzeźby). Prosty wystrój, żadne fajerwerki. Proste dania. Niskie ceny – ale jedzenie… tez tam jadłem wątróbkę – Polecam! Nie mogę się doczekać kiedy będę przejeżdżał w okolicy… mniam

  18. clavier pisze:

    ależ fajny i pożyteczny wpis. (uwaga będą spojlery ;)
    Super , że nie uległ Pan lansowi, choć szołbiznes i Kabaty to takie niebezpieczne połączenie… , wiem, bo mieszkam tuż obok w blokowisku na Natolinie i bardzo chwalę sobie normalnych sąsiadów i przestrzeń, gdzie mogę wyprowadzić psa-małego psychopatę i siebie ciemną nocą.

    Co Pan sądzi o „Bazylii”, niby niezłe, ale czy nie przereklamowane ? Albo o knajpkach obok fontanny na kabatach. Jadłam tam mule we środy chyba (wtedy gdy świeże) , raz były świetne , raz niedobre zupełnie.
    Ja jadam często w Desce (też trochę włoskiego i nie tylko) w Galerii Ursynów, ale czasem zjem coś w Bazylii , niezłe, ale wolę chyba Deskę, bo tam jest zawsze miejsce i nie trzeba rezerwować.

    Zamarynowałam Pana gulasz … jutro test ;).
    W przepisie dobry jest punkt o wypiciu reszty wina z marynaty. Wreszcie podoba mi się gotowanie …
    Błagam, niech Pan pisze coś na miarę Kilera. Wiem, że to trudne, ale trzeba próbować. Błagam w imieniu swoim i widzów, których Pan szanuje ;)

  19. robert winowiecki pisze:

    ja rowniez probowalem watrobki w karczmie rykowisko, i racja lepszej nie jadlem,a na pierwsze zjadlem kapusniak (mila mloda barmanka poinformowala mnie ze kapusta jest kiszona przez ich samych),wiec sie skusilem i rowniez nie zawiodlem.poczestowalem sie chlebem ze smalcem,przepyszny swojski,palce lizac.jesli chodzi o wystroj faktycznie zaden lans,ale nie o to chodzi.podstawa to tak smaczne jedzenie jak tam a takze cena za pelen obiad z kompotem (rowniez ich wyrob).zaplacilem 19zl.porcje byly spore ale dalem rade nawet zjesc rownie dobre owoce z kompotu.polecam kazdemu,bo w tamtych okolich to najsmaczniejsze jedzonko.odwiedzilem:26.01.2013.bede tam czesciej.

  20. Bea pisze:

    Zgadzam się z Autorem, że najważniejsza jest oferta smakowa, dodam, że dobrze, by było też zachęcająco, byśmy już na wstępie „chwycili” ideę kuchni miejsca, do którego zdecydowaliśmy się wejść. A wchodzimy bo moda, bo wystrój, bo po drodze, bo podobno tanio i smacznie itd.

    Motywacja przy wyborze lokalu niewątpliwie zależy od okoliczności. Czy to konieczny posiłek, czy może wizyta i celebracja.
    Duży głód i mało czasu mogą oznaczać szybką decyzję przy pierwszym lub drugim napotkanym barze. Po wejściu rzut oka, czy „w miarę przyzwoicie”, pobieżny przegląd menu, zamówienie i opłata przy kasie, może przy stoliku, zjadamy, wychodzimy najedzeni, o to chodziło. Zupełnie inna historia: przyjęty zwyczajem obiad po obronie pracy doktorskiej. Planowanie wymaga trochę zaangażowania, przynajmniej jednej „próbnej” wizyty w wybranej restauracji, poznania atmosfery, karty, posmakowania dań, bo miejsce ma zrobić bardzo dobre wrażenie na podejmowanych utytułowanych gościach, ma sprawić przyjemność rodzicom, no i oczywiście zapraszający powinien czuć się tu dobrze, by stres skończył się wraz z obroną. Nie wystarczy zamówić stolik przez telefon, należy porozmawiać bezpośrednio o menu, może oddzielnej sali, kontroli kosztów – dzięki temu obliczymy też solidny napiwek dla obsługi. Obiad przebiega znakomicie i kończy się miło dla wszystkich.

    Każda restauracja, bar, kawiarnia etc. ma swoją historię. Nie każde miejsce oznacza gotowy kapitał, ale wiele musi go wypracować, by móc się rozwijać. Skromny wystrój może oznaczać, że nowy właściciel przejął lokal zaledwie kilka miesięcy wcześniej i po wstępnym remoncie potrzebuje trochę czasu, by wiedzieć, czy chce tu nadal inwestować. Jeśli ma pomysł na jedzenie, który zachęca, zaprasza i nawet intryguje, to to jest najważniejsze.

  21. Majka pisze:

    Nie da się ukryć, że to co w menu jest najważniejsze. Niestety coraz częściej trafia się do restauracji, które poza pięknym wystrojem nie mają nic do zaoferowania. bardzo wiele dobrych knajp znajduje się na uboczu. miałam okazje zjeść najlepszą zapiekankę w krakowie, ale gdzie? do dziś nie mogę tam trafić.

  22. WTF?! pisze:

    Witaj,

    odnośnie podrobów, czy klasyki polskiej kuchni znalazłem ostatnio jej bastion -> Dyspensa przy Kruczej.
    Wątróbka niestety wypadła z letniej karty, może wróci w codziennych polecankach?
    Ale to też było arcydzieło… Gdybym miał do wyboru świetnie przygotowany stek i wątróbkę, którą tam jadłem, wybrałbym wątróbkę:>
    Do tego tatar, nerki, ozory, flaki – poezja.

    Polecam i pozdrawiam:>

  23. słonko pisze:

    Witam. Dobrą restauracją gdzie mają najlepszą zupę porową albo borowikową jest restauracja Pod halabardami w Tucholi w piwnicach. Jadłam tam chyba wszystko. Restauracja słynie z placka zbójeckiego- pychota i niedrogo. Uwielbiam roladki ze szpinakiem albo robią pyszne kluski ziemniaczane. Restauracja robi także smaczne dania regionalne najlepsze w okolicy. Inne restauracje w pobliżu też próbują ale nikt nie przebije tej. Wystrój jak kto lubi- jest to piwnica i ma swój klimat. Ale jak ktoś chce dobrze zjeść to POLECAM

  24. kolesin pisze:

    Ciężko jest trafić na naprawdę dobrą restaurację, a niestety jak taka jest to często przerasta nasz portfel 😉


Twój komentarz nie ukaże się od razu, moderacja chwilę trwa :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s