„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów.” (Albert Einstein)archiwum cytatów

Zakynthos – czyli za co lubię greckie wyspy

Navagio - jedno z najpiękniejszych miejsc wyspy

To był ostatni łyk prawdziwego słońca przed nocą polarną. Ostatnia szansa na wygenerowanie odrobiny witaminy D koniecznej, żeby przetrwać jakoś nadchodzące pół roku ciemności, chłodu i wilgoci.

A ponieważ ze wszystkich słońc najbardziej lubię to świecące nad Grecją, polecieliśmy na Zakynthos.

Leci się łatwo. W Warszawie trzeba skierować dziób samolotu dokładnie na południe i przelecieć 1600 kilometrów. Trwa to około dwóch godzin i wyjście z samolotu jest czystą rozkoszą.

Bo na tej niewielkiej wysepce na Morzu Jońskim jest CIEPŁO. Dużo cieplej niż w Polsce. Nie jest to żadną rewelacją w środku lata, ale w październiku to zjawisko jest bardzo przyjemne.

Tym bardziej, że lubię Grecję. Mogę nawet powiedzieć, że BARDZO lubię. Byłem już na paru greckich wyspach i zawsze obiecuję sobie wyprawę samochodem na kontynent. Na razie jednak padło na Zakynthos. Widziałem już Grecję egejską, jońskiej nie widziałem.

A więc Zakynthos, Zante albo też Zakintos (po grecku „Ζάκυνθος”) – moje wrażenia:

Czytaj resztę wpisu »

Reklamy

Po czym poznać dobrą restaurację

Sprawa jest trudna.

Oczywiście najłatwiej jest wejść, rozejrzeć się, pogadać z kelnerem, zamówić, posmakować, zjeść i zapłacić. Ale do której wejść? Komu zaufać? Jak wybrać, żeby nie zmarnować kasy, czasu i zdrowia? Jak podejść do tego arcytrudnego wyzwania?

A jedzenie to sprawa poważna. Najpoważniejsza z poważnych!

Jeśli ktoś tak nie uważa, niech już dalej nie czyta tego wpisu, niech sobie je co chce, gdzie chce i jak chce. Zdaję sobie sprawę, że są osoby nie przywiązujące wagi do jedzenia. Ci biedni ludzie zjedzą tak zwane „cokolwiek”, byle tylko zaspokoić głód. Ich sprawa.

Ja jednak uważam, że podstawową cechą odróżniającą Ludzi od pierwotniaków, bakterii i pierścienic jest WYBIERANIE jedzenia. Spożywanie tylko tego, co dobre, co właściwe i co smaczne. Zawsze. Codziennie. Bez względu na cokolwiek.

Dlatego przykładam dużą wagę do tego, co jem, gdzie i po co. Wcale to jednak nie znaczy, że mam fioła na punkcie „wykwintności”, kulinarnego lansu, wieczorowego stroju do kolacji, srebrnych sztućców i modności jedzenia. Prawdę mówiąc, mam wszystkie powyżej wymienione zjawiska w samym środku d…

Czytaj resztę wpisu »


Przepis na gulasz wołowy (wersja dla mężczyzn, inspirowana Francją)

1. Słowo wstępne:

Nie będę się rozpisywał o zbawiennych właściwościach wołowiny, bo zrobiłem to już dawno temu we wpisie o hamburgerach. Powiem jedno – wołowina jest NIEZASTĄPIONA.

Krowa to najważniejsze zwierzę z tych, które człowiek udomowił i warto z tego prastarego odkrycia czerpać garściami. Całe życie.

Nota bene – wpis o hamburgerach jest jednym z najpopularniejszych na tym blogu. Ludzie wiedzą czego szukać w Google’u – wołowina jest dużo ważniejsza od scenopisarstwa ;-)

Powiem więcej: scenopisarstwo, kręcenie filmów i opowiadanie historii nie miałoby żadnego sensu bez wołowiny. Bo przyjemności są najlepsze wtedy, gdy chodzą parami, trójkami, czwórkami… itd.

Ale do rzeczy.

Gulasz!

Czytaj resztę wpisu »


Peregrynacje po upadłych imperiach

Restauracja w miasteczku Sirmione

Wróciłem.

Na początku mieliśmy tylko cel podróży. Wiedzieliśmy, że jedziemy do najdziwniejszego, najpiękniejszego i najoryginalniejszego miasta świata. Do Wenecji.

Żadnego planu na potem nie było. Mieliśmy zdecydować w drodze. W dawnej stolicy upadłego imperium Republiki Weneckiej mieliśmy pobyć dwa, może trzy dni. Więcej nie trzeba. Szczególnie jeśli było się już w tym mieście wcześniej. Potem mieliśmy sobie pojechać, gdzie nas GPS poniesie.

I poniósł.

Wystarczył samochód, trochę rzeczy, namiot, materac dmuchany i kilka niewielkich kartoników z napisem „visa”, „mastercard”, „maestro”. Tyle wystarczy aż nadto.

Potrzeba jeszcze trochę chęci, żeby ruszyć d**ę z domu. Trochę chęci, żeby udać się w nieznane, na niepewne. W takiej podróży nie wiadomo, gdzie się będzie spać tej nocy i gdzie pojedzie się po śniadaniu. Nic nie jest przygotowane, zaplanowane i zarezerwowane.

Po prostu się jedzie.

Czytaj resztę wpisu »


Pecorino i inni – czyli o tym jak jeść sery

Pecorino Rosso Volterrano - zdjęcie Dominik Hundhammer (wikipedia)

Upalną wiosnę mamy tego roku.

Dlatego ten wpis nie będzie o pracy, wymyślaniu, kombinowaniu, konstruowaniu, opowiadaniu i pisaniu, tylko o przyjemnościach. Przyjemności dużo bardziej pasują do upału, niż praca. Nawet praca twórcza.

Będzie zatem o jedzeniu serów – jednej z największej przyjemności znanej człowiekowi. A jest to przyjemność, która wyjątkowo dobrze pasuje do upałów. Bo nie ma lepszego jedzenia na upały niż sery.

Ser to rozkosz stosunkowo młoda w milion-letniej historii naszego podniebienia. Wynaleziono je zaledwie jakieś dziesięć tysięcy lat temu na terenach dzisiejszego Bliskiego Wschodu, które kiedyś zwano, dużo dźwięczniej, Mezopotamią.

To właśnie tam dziesięć tysiącleci temu wynaleziono rolnictwo, tam zaczęto hodować zwierzęta, uprawiać rośliny, ważyć piwo i mieszkać w jednym miejscu. Tam też ktoś kiedyś przez przypadek skwasił mleko i, bardzo chcąc naprawić swoje gapiostwo, przez przypadek wynalazł ser.

Był to największy z ludzi. I nigdy niestety nie poznamy jego imienia. Choć zasługuje na dużo więcej pomników niż jakikolwiek inny przedstawiciel rodzaju ludzkiego.

Czytaj resztę wpisu »


Do jakiego jedzenia pasuje wino

Prawdę mówiąc, do żadnego.

Wiem oczywiście, że to świętokradztwo, bluźnierstwo i manifestacja własnej, pożałowania godnej niemodności, ale tak już mam. Nie popijam winem posiłków.

Jak to!? Przecież są wina pasujące do jagnięciny, do ryb, do czerwonych mięs, do jasnych, do serów, do dań grillowanych, do dań gotowanych. W mądrych somelierskich przewodnikach i poradnikach aż się roi od podobnych rekomendacji.

A ja nie popijam winem niczego i już. Za bardzo lubię jedzenie i za bardzo lubię wino.

Otóż do popijania jedzenia nadają się według mnie tylko trzy rzeczy:

  • czysta woda (do dań wykwintnych)
  • coca-cola (do dań barowych i fast futów)
  • wódka czysta (do tego żeby się rozhuśtać)

A już, Boże broń, niczego nie popijam piwem. Już tłumaczę moje stanowisko w tej jakże ważkiej i kontrowersyjnej sprawie.

Czytaj resztę wpisu »