„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów.” (Albert Einstein)archiwum cytatów

Zadanie dla scenarzysty

Wyobraźcie sobie scenarzystę. Siedzi bidulek przed komputerem, wpatruje się w pusty ekran edytora tekstu i chce napisać jakiś fajny film. Chce coś wymyślić, chce opowiedzieć historię, która zadziwi świat, która zmusi widzów do wyjścia z przytulnych domów i pójścia w chłodny, mokry wieczór do kina.

Siedzi chłopina, wpatruje się w pusty ekran komputera i może napisać WSZYSTKO. Może pójść każdą możliwą i niemożliwą drogą. Może opowiedzieć, o czym chce. Ma przed sobą rozstaje składające się z tysięcy możliwych kierunków.

W którym kierunku pójść? O czym napisać? Czym zadziwić świat?

To duży problem. Można tak siedzieć całe życie, nie napisawszy ani literki.

I nie jest to tylko problem scenarzystów, ale każdego artysty chcącego coś stworzyć.

A teraz wyobraźcie sobie innego scenarzystę. Ten ma konkretne zamówienie. Ma napisać thriller kryminalny, dziejący się współcześnie w Warszawie, którego głównym bohaterem jest młoda, niedoświadczona policjantka. Tematem filmu ma być walka młodej dziewczyny z groźnym gangiem produkującym amfetaminę i sprzedającym ją na całą Europę.

No i kto ma lepiej? Ten pierwszy scenarzysta, czy ten drugi? Ten, który pisze na zamówienie, czy ten, który jest WOLNY od zamówień?

Od razu odpowiem na to niełatwe pytanie.

Otóż zamówienie to rzecz BARDZO WAŻNA w tworzeniu. Tak powstało wiele najwybitniejszych dzieł sztuki światowej. Nie tylko filmów.

I zamówienie nie musi wcale pochodzić od mecenasa, księcia, króla, papieża, bogatej korporacji, urzędu państwowego czy diabolicznego producenta filmowego z oślinionym cygarem w zębach.

Zamówienie można zlecić sobie samemu.

Scenarzysta sam może sobie postawić zadanie. Może sam je wyniuchać swoją sfatygowaną intuicją, doprecyzować, zlecić własnej osobie i potem skrupulatnie je wypełnić.

To pomaga.

Czasami wręcz nie ma innej drogi ;-)

Advertisements

59 komentarzy on “Zadanie dla scenarzysty”

  1. Ciekawą metodą jest pisanie nowel filmowych lub treatmentów w wolnych chwilach. Jako, że są to krótsze teksty, opisujemy każdy pomysł. Po jakimś czasie wybieramy jeden z tych małych tekstów i wtedy uruchamiamy opcję zlecenia – zamienić to w duży scenariusz. Nowele mają jeszcze ten plus, że można je przedstawić zaufanym osobom i zasięgnąć szybko ich opinii na temat danego pomysłu.

  2. ZiKo pisze:

    Panie Piotrze, to niech Pan na litość boską rzuci nam w ramach ćwiczenia jakieś „zlecenie”, coś co Pana zdaniem i po wieloletnim doświadczeniu jak dobrze napisane, to nie ma bata, że się nie sprzeda. Jak siądzie do tego kilkudziesięciu ludków, którzy „Alchemię…” recytują z pamięci, to może coś z tego wyjdzie? A Pan będzie miał zabawę na długie, jesienno/zimowe wieczory, czytając nasze wypocinki. Ktoś się przyłącza do wniosku?

  3. Andrzej pisze:

    Panie Piotrze! Jeśli niekoniecznie od papieża, czy diabolicznego producenta, to czy przyjmie Pan zlecenie od szarego człowieka, który nie ma kasy na wyprodukowanie tego filmu? Oczywiście, nie ma również kasy, żeby zapłacić Autorowi za scenariusz… :)

    • Jeśli zamówienie (pomysł) jest ciekawe, to oczywiście, że przyjmę. A potem znajdę kasę ;-)

      • Andrzej pisze:

        A podpisze Pan ze mną umowę o zachowaniu tajemnicy i niewykorzystaniu pomysłu, jeśli nie podejmie się Pan jego realizacji? ;))))

        • Taka umowa w moim wypadku nie jest konieczna, bo to się rozumie samo przez się. W sprawie czyichś pomysłów jestem dyskretny aż do bólu. W sprawie swoich zresztą też. Pomysły nie są chronione prawem autorskim, więc trzeba je traktować z wielką delikatnością ;-)

          • Andrzej pisze:

            OK. Tak mi mówcie! :) To co? Piwo? Już kiedyś się umawialiśmy, ale w innej sprawie, związanej z jednym ministerstwem, ale wtedy ministerstwo się wycofało z gali :)

          • Zosieńka pisze:

            Same pomysły nie są chronione.A czy gotowa np.nowelka już tak?
            Gdzieś wyczytałam,że W USA można zgłosić swój projekt w Bibliotece Akademii Filmowej i po opłaceniu (zdaje się za każdą stronę) takie „dzieło” jest chronione .Czy w Polsce jest taka nazwijmy to -instytucja-Czy trzeba koniecznie notarialnie za dużo grubszą kasę.
            W umowy dżentelmeńskie to ja nie bardzo wierzę.Trzeba beczkę soli…

            • Prawo autorskie chroni dzieło, a nie pomysł na dzieło. Ale w kwestiach prawnych nie czuję się kompetentny. Od tego są prawnicy.

            • Zosieńka pisze:

              Już wcześniej wyjaśniałeś kwestie związane z pomysłem.Ja chciałabym wiedzieć czy nowelka jest jeszcze pomysłem czy już dziełem jako takim.I jak to u Ciebie wygląda formalnie.Czy w PISF- jest taki (na wzór przytoczonej przeze mnie Amerykańskiej biblioteki)dział gdzie za jakąś opłatą można zastrzec prawa ?Szukałam na stronach ale nie znalazłam…
              Podpowiesz?

            • U nas nie ma potrzeby zastrzegać prawa do dzieła, bo prawo chroni każdą twórczość. Co masz na myśli, pytając o nowelę? Opowiadanie, czy nowelę w sensie literackim? Oczywiście twórczość literacka jest chroniona prawem autorskim.

            • Zosieńka pisze:

              Twój wpis z 15 marca tego roku wyjaśnia termin nowelki filmowej i o taką mi chodzi.Literackie streszczenie scenariusza.

            • Każdy tekst literacki jest chroniony prawem autorskim. O ile oczywiście, w razie sporu, jesteśmy w stanie udowodnić czas jego powstania. Do tego własnie niektórzy używają potwierdzenia notarialnego. Ja tego nie używam. Paranoi nie mam. Nigdy mi niczego cennego (poza rowerem) nie ukradziono ;-)

            • an pisze:

              co do „kradzenia” pomysłów i tekstów, to jest taki stary dowcip:
              syn miał hodowlę kur, przyszła powódź, zalała kórniki i potopiła wszystkie kury
              syn w rozpaczy, skarży się ojcu – Co ja teraz zrobię tato?
              – Synu, nie martw się, zawsze jest alternatywa…
              – Jaka alternatywa?
              – Kaczki, synu, kaczki!
              (ouuups! to nie miał być dowcip polityczny;)

              prawdopodobnie ukradziono mi kiedyś pomysł
              – to ciekawa historia, więc opiszę, może przyda się do scenariusza
              (ja nie wykorzystuję w swoim pisaniu pomysłów z życia, więc jeśli ktoś chce „kupić” ten wątek, zapraszam :) – sprzedam za przyzwoitą kasę)

              a było to mniej więcej tak:
              pewna pani szukająca nowych możliwości, by spełnić swoje marzenia i kupić sobie małą wyspę, niekoniecznie na ciepłym morzu, napisała „biznesplan” na konkurs ogłoszony przez pewien bank (nazwy, of course, nie podam)
              biznesplan od strony koncepcyjnej był na pewno niezły, choć od finansowej niekoniecznie, bo dla tej pani kasa to abstrakcja (w wymiarze filozoficznym, bo w życiowym radzi sobie z zarabianiem na utrzymanie); w zasadzie taka osoba nie powinna pisać biznesplanu na konkurs banku…
              [w dzisiejszych czasach wątek bankowy może być jeszcze bardziej smakowity niż kilka lat temu]
              ta pani grywała również z zacięciem amatorsko w golfa
              mniej więcej w tym samym czasie, na jednym z turniejów, w jej „flighcie” miał grać pan o bardzo uroczym nazwisku, dającym się łatwo zapamiętać
              ów gentleman na turniej nie przyszedł, czym pani się nie zmartwiła, grywała w golfa i marzyła o swojej wyspie dalej :)
              po dwóch latach, przypadkiem, słynna wyszukiwarka, którą nazywam „gulgul”, podrzuciła jej link do strony pewnej firmy, dodam że bardzo ładnie zrobionej, z pięknymi animacjami (branży, of course, nie podam)
              i co się okazało?
              właścicielem owej firmy był „pan o bardzo uroczym i łatwym do zapamiętania nazwisku”, a hasłem reklamowym owej firmy, jarzącym się „jak byk” na ślicznej stronie internetowej, było hasło, którego pani użyła w biznesplanie na konkurs dwa lata wcześniej…
              pani zdziwiła się bardzo, ale ponieważ skasowała w międzyczasie skrzynkę pocztową, z której wysłała biznesplan, a komputer, na którym ten był zapisany został zlikwidowany fizycznie, pani stwierdziła, że „ukradnięcie” jeśli takie nastąpiło, jest problemem tego, kto ukradnął, a nie jej [tutaj w scenariuszu ewentualnego filmu powinny pojawić się inne pomysły, bo postępowanie pani nie było „filmowe”]
              dodatkowego smaczku tej historii dodaje fakt, że kilka miesięcy później to samo hasło owa pani znalazła na stronie dużej firmy (branży nie podam) – tutaj mógł to być przypadek albo nie…

              alternatywa?
              pani pisze teraz teksty dłuższe niż dwa słowa, nadal marzy o własnej wyspie (niekoniecznie na ciepłych morzach) i uśmiecha się myśląc o tej historii

              NAJLEPSZE SCENARIUSZE PISZE ŻYCIE?

              (PS. rolę pana o bardzo uroczym i łatwym do zapamiętania nazwisku mógłby zagrać Michał Żebrowski, co prawda, nie ma emploi „szwarccharaktera”, ale dodałby tej roli głębi, a poza tym lubię go za Wiedźmina :)

    • ZiKo pisze:

      „Pomysłów nie można patentować, można zgłosić do ochrony nazwę, logo, grafikę, adres www i chronić je jako swoje znaki towarowe – mówi Joanna Kluczewska-Strojny, rzecznik patentowy(…) Polski system ochrony własności intelektualnej nie różni się od europejskiego, ani amerykańskiego w tej kwestii. Zarówno The Office of Harmonization for the Internal Market (OHIM), jak i United States Patent and Trademark Office nie patentuje samych pomysłów i idei. Czyli samej porównywarki jako pomysłu porównywania czegokolwiek opatentować nie można(…)” GW

  4. Monika pisze:

    Ja to scenariusza już chyba nie napiszę. Doszłam do wniosku, że to jednak bardzo specyficzna forma. Ważniejsza jest tu wizja i pomysł niż poszczególne zdania. Scenariusza nie pisze się językiem literackim (?), to nie popis literacki, tylko przelanie pomysłu na papier do realizacji przez reżysera. Przerzuciłam się na książki. To mi idzie łatwiej. Zajrzyjcie w wolnej chwili na gupikowo.pl. Nie gniewajcie się Gospodarzu za tę kryptoreklamę…

  5. Polkol pisze:

    Mam prośbę do Pana. Prosiłbym o wpis na temat pisania scenariusza do filmu dokumentalnego. Jakieś wskazówki. Jeśli znajdzie Pan czas, to bardzo proszę….Pozdrawiam

  6. Basia pisze:

    Panie Piotrze, czy ewentualny tekst przyjąłby Pan tylko w formie elektronicznej, czy również papierowej?

  7. w2strony pisze:

    Nie tylko „chłopiny” piszą scenariusze :), wpatrując się w pusty ekran komputera. „Chłopinki” (lub dowolna forma żeńska od ww. męskiej) również :)

  8. Patryk pisze:

    Czyli wysyłając do Pana gotowy scenariusz mamy zagwarantowane w 100%, że to nadal będzie nasz scenariusz.

  9. Patryk pisze:

    Też nie moge niczego skończyc, ciągle zaczynam. Pomysły przychodzą i odchodzą. Mam zaczętych ponad 10 scenariuszów do filmu i ponad 15 do serialu i nic. Pisze jedno, myśle o drugim, myśle czy nie upchać jednego bochatera z jenego serialu do drugiego bo to wydaje się fajnym pomysłem. Poczatki mam swietne, potem zastanawiam sie czy to sie komus spodoba, itd. itp. Może gdybym miał konkretne zlecenie pod przymusem, zagrożenia zdrowia lub życia czy cos w tym stylu to może bym sie skupił na jednym i wkońcu do jasnej ch…ry bym coś zaczoł i skończył. A przyjmowanie zleceń od samego siebie? Zlecenie zasze można zmienić.

    A może ty Piotrze dałbyś mi jakieś zlecenie, całkowicie nieodpłatnie, o kim, o czym. Rzuć temat.. Serial, film Potem zrobisz z tym co zechcesz. Tylko żebym miał tą podkładke aby trzymac sie jednego.

  10. Śliwek pisze:

    Parafrazując jednego muchomorka, scenarzystę poznajemy po tym jak (co) skończy, a nie jak (co, ile) zaczyna :).

    Boicie się że zwiną Wam pomysły, to wysyłajcie coś więcej niż pomysł (kiedyś miła pani z TVP udzieliła mi takiej rady, podpowiedzi … pomysłów pocztą otrzymujemy tygodniowo setki, rzetelnie napisanych i sformatowanych choćby treatmentów, prawie wcale). Zresztą taki przykładowo Polsat ma bardzo precyzyjnie określone wymagania dla nowych projektów. Chcesz nam przysłać własny serial, proszę bardzo – 3 x kopia trzech pierwszych odcinków w wersji drukowanej, plus wersja elektroniczna, plus streszczenia następnych odcinków, plus coś o sobie :).

    I atakujcie wszystkie telewizje — mają teraz taki kryzys na nowe formaty, na nowe pomysły, że aż piszczą. Zobaczcie ile zapowiadanych „arcydzieł” poleciało lub leci z anteny. To jest dobry czas na atak. (TVP wraca do konkursów na same pomysły, żeby tylko coś nowego złowić:D)

    Patryku nie obraź się, ale twoje pytanie do Piotra zabrzmiało tak jak byś się bał że Ci coś ukradnie. Mnie się to nie spodobało. Tyle.

    • Patryk pisze:

      Bez urazy :) Pierwsze i najważniejsze – To nie było pytanie.

      Po drugie zgadzam się z tobą co do kryzysu w Telewizji . Jest i to ogromny. Tyle świetnych, reklamowanych hitów jest teraz zdejmowanych. Teraz czekam na propozycje TVP, co i dokładnie chca i biorę sie do roboty choćby nie wiem co.

  11. Śliwek pisze:

    Ach zabrakło … oczywiście scenarzystę poznajemy też, a może zwłaszcza po tym, że już coś sprzedał i ktoś to kręci :).

    I ludzie, jak nie wiecie czym się nakręcać i poganiać do pracy to myślcie o … pieniądzach. Wiem, wiem, tak ciężko się przyznać że chce się przy tym całym pisaniu rzetelnie zarobić :).

  12. ZiKo pisze:

    Patryk, ja też mam dyslekcję i dysortografię i wszystko, co piszę (nawet na tym forum) „przepuszczam” przez edytor tekstu. Wtedy, wygląda to bardziej…profesionalnie. A pod Twoją prośbą do Pana Piotra, podpisuję się rękami i nogami :)

  13. ZiKo pisze:

    Przepraszam że za pośrednictwem tego bloga, ale mam do Ciebie Śliwku pytanie w związku z tym, co napisałeś o atakowaniu TV. Czy wysyłałeś coś do Malanowskiego i czy była jakaś reakcja na to?

  14. Grzegorz pisze:

    Według mnie największy popyt, przy dość małej podaży, zawsze będzie na komedie. Więc jeżeli jesteś początkującym scenarzystą twoja szansa na debiut wzrasta, jeżeli napiszesz coś w tym gatunku. Ponadto zgadzam się z tym, że sam pomysł się nie liczy, trzeba napisać rzetelnie 100 stron, zmierzyć się z problemami, które się napotyka, później trzeba nanieść 5 razy poprawki, dać kilku znajomym do przeczytania, później znowu nanieść poprawki i może wtedy, ktoś się tym zainteresuje. Nie ma miejsca dla amatorów. Plus polecam wywiad ze znakomitymi amerykańskimi scenarzystami. Bardzo ciekawe i co najważniejsze opinie znanych script writerów. http://www.youtube.com/watch?v=b6NzbC18Vww&feature=youtu.be

  15. Basia pisze:

    Święta prawda co do komedii. Na te kopy książek, które przeczytałam- przy ilu szczerze, głośno się śmiałam? Na palcach zliczyć. A przecież śmiech to naprawdę zdrowie. Podobnie komedie filmowe- krytycy czepiają się kretyńsko, a przecież najtrudniej widza rozbawić, wywołać zdrowy śmiech. Napięcie, skupienie, łzy wzruszenia owszem, ale salwy śmiechu… Nawet współczesne kabarety mają z tym problem.
    Panie Piotrze, czytał Pan może książkę Daniela Koziarskiego „Klub samobójców”?

    • Nie. A dlaczego powinienem?

      • Basia pisze:

        No cóż, tak to jest z upodobaniami- co dla mnie bomba i 5, to dla Śliwka mocne 2, ale może się Pan skusi. Przeczytałam książkę, po b. zachęcającej rekomendacji w telewizji. Dobrą komiczną podściółkę (i nie tylko), ma „Owocowa trylogia” Izabeli Sowy (dziewczynom, ale i dorosłym b. się podobała). Świetna jest „Ewa i złoty kot” Joanny Szymczyk, cieszyłam się na ciąg dalszy, ale chyba nie ma. Jest jeszcze parę tytułów, ale niewiele tego. Niezawodny jest Vladimir Paral i jego „Cud generalny”, „Udręki wyobraźni” i chyba „Targowisko próżności”- tworzą zdaje się trylogię, nie jestem całkiem pewna. No jest jeszcze gwiazdor „Lesio”. A Myśliwski- ale to już inna historia. Wymieniam te tytuły również z myślą o Pana pracy, tak bardzo chciałoby się oglądać dobre polskie komedie, a Pan pisząc skromnie, sprawdził się również w tym gatunku.
        Panie Piotrze, a może Pan poleci jakiegoś rozśmieszacza na jesienne pluchy. Pozdrawiam niedzielnie.

  16. Śliwek pisze:

    – Basiu … ja czytałem i … w skali od jeden do pięć, wystawiłbym mocne dwa miast słabe trzy. No ale to moje subiektywne odczucie, bo znam dwie osoby które nawet jedynki by nie dały.

    – Ziko, nie gniewaj się, ale nie mogę się pochwalić, nie w tym momencie.

    – Jeżeli ktoś czuje się na siłach spróbować klimatów paradokumentu „Dlaczego ja” to producent poszukuje autorów/scenarzystów.

    – Patryku z tego co wyczytałem na necie, TVP nie daje szczegółowych wytycznych, raczej ogólnie … oczekują pomysłów na nowe seriale (obyczajowy i sensacyjno-kryminalny) z tego co pamiętam.

    – Oczywiście że Grzegorz ma rację, nie wolno jednak zapominać, że sztuka napisania dobrej komedii to jedna z najtrudniejszych sztuk.

    – Piotrze wybacz że wykorzystuję Twoje miejsce na te różne ogłoszenia, ale ja nie lubię zostawiać takiej wiedzy dla siebie, jak coś wiem, to się dzielę :).

    – Godzina 2:15 … właśnie robię sobie „research” do mrocznego kryminału, Kraków lata dwudzieste ubiegłego stulecia :):) ach ten normowany czas pracy :):)

  17. Śliwek pisze:

    Ziko – Kota i jego story znam :) ale zapewniam Cię że w latach 20 było nie mniej mrocznie i historyjek z tamtego okresu nazbierałem już sporo.

    Basiu nie wszystko co w wersji książkowej nas powala i wydaje nam się super materiałem na film/serial nadaje się do adaptacji. Przykładów na „nie” jest o wiele więcej niż tych na „tak”. Zobacz „Wiedźmina” … temat wydawał się gwarantować sukces, a jak wyglądał serial, szkoda nawet wspominać (a budżet jak na polskie warunki miał naprawdę poważny).

    • Basia pisze:

      Zgadzam się z Tobą Śliwku , ale żeby się upewnić- czasem warto zajrzeć do książki. W niektórych są gotowe dialogi (vide „Socjopata”). Książkowy Wiedźmin, mnie akurat w ogóle nie pasował.
      Ale pogawędka w salonie Pana Piotra…Piotrze, chyba się Pan nie gniewa?

    • ZiKo pisze:

      Śliwku, a nie boisz się, że jak producenci usłyszą, że to lata 20te, to…powyskakują oknem? No wiesz, scenografia, kostiummy, itp…

  18. ZiKo pisze:

    Mnie fascynują tematy wojenno/batalistyczne. Mój pierwszy scenariusz miał być o Powstaniu Warszawskim, inspirowany reportażem z pewnej ogólnopolskiej gazety. Szło mi jak po maśle. Tym bardziej, że historia była bardzo ciekawa, a ja się wcześniej interesowałem tym tematem. Wymarzona historia na debiut. Rozesłałem fragmenty do ludzi z branży, którzy bardzo pozytywnie (ku mojemu zaskoczeniu) odnieśli się do pomysłu i dopingowali mnie do dalszej pracy. Nie zostało mi nic innego, jak skontaktować się z autorem reportażu, z prośbą o umożliwienie wykorzystania go do mojego scenariusza. Człowiek ten, zażyczył sobie pieniędzy za prawa do tej historii. Nie chciał nawet słyszeć o rozliczaniu się np. po ewentualnym przyznaniu dotacji przez PISF. Chciał kasę do ręki. Podcięło mi to skrzydła. Interesując się pisaniem od strony tech., nie zdawałem sobie sprawy, że jest jeszcze nie mniej skomplikowana, strona prawna, prawa do adaptacji, itd. Od tamtej pory leżę jak znokautowany na deskach i boję się, że moje marzenie o wielkiej przygodzie z filmem nigdy się nie spełni…

  19. Śliwek pisze:

    Ktoś pobudził moją ciekawość dzisiaj niezmiernie, pobudził.

    Kto wie ile dostał za sprzedanie swojego pierwszego scenariusza (fabuła), całkowity debiutant w naszym kraju. Ile dostał najwięcej – to jest sedno tego pytania, ile dostał najwięcej, rekordzista, za debiut. Ktoś wie ? Piotrze coś słyszałeś na ten temat, jakaś plotka która krąży w środowisku ? :)

    Zadałem pytanie z czystej ciekawości, zaintrygowany pytaniem osoby z GL ( z grupy scenarzyści).

  20. Śliwek pisze:

    Pasuje mi ta odpowiedź Piotrze :) … ciekawe jakie padną w miejscu gdzie je przeczytałem :).

    Ziko, nie nie boję się :) … temat jest na tyle zamknięty w określonych plenerach i wnętrzach że nie ma obawy o wysokie koszty :). Poza tym to chyba jednak nie będzie Kraków :) … swoją drogą, wiecie kochani że miasta licytują się o seriale na swoim terenie :). Ojciec M. zrobił promocję lepszą niż cała masa samorządowców, to i jest licytacja.

    Ziko z tematem „PW” to ogólnie jakoś pod górkę … był przecież taki duży konkurs na scenariusz i już kilka lat minęło i nic, a podobno scenariusze wpłynęły naprawdę konkretne. Z tego co czytałem jakiś tam pomysł na film o „PW” ma Jan Komasa (Sala Samobójców) i już coś się w tym temacie dzieje.

    • Sardonicus pisze:

      Owszem, PISF przyznał spooore dofinansowanie. Cóż, trochę już mam dość tego ‚priorytetu historycznego’, ale scenariusz ponoć nieprzeciętny był…

  21. Kornelia pisze:

    A ja napisałam scenariusz na Trzy Korony trochę dla hecy. Chcę Panu podziękować za zamieszczenie tutaj różnych bezcennych wskazówek i informacji, które stały się dla mnie inspiracją, podobnie jak wiele komentarzy – dziękuję, Panie i Panowie. Teraz czekam na rozstrzygnięcie, bo to będzie informacja zwrotna, jaka jest jego potencjalna wartość. Ale nawet jeżeli moja praca się nie zakwalifikuje, to i tak cieszę się, że się umiałam sprężyć i coś zrobić, choć trochę późno się za to zabrałam. Mam już pomysł na coś innego i będę nad tym pracować spokojniej i dłuzej.

    No i jeszcze jedno wielkie Thank You za przepis na gulasz – robię go dość często, jest też doskonały z filetem z indyka. Oczywiście czasem coś zmieniam, np. fajnie jest dodać oprócz normalnej cebuli także cebulę czerwoną, która jest odrobinę słodsza, ale ładnie wygląda, sok z cytryny zamiast octu, na 10 min przed końcem gotowania różyczki brokułów itd. Danie robi furorę wśród krewnych i znajomych. Bombeczka!

  22. Monika pisze:

    Ziko,

    Bardzo się ucieszyłam, że interesuje Cię temat PW. Ja pracuję w MPW jako tłumacz (wystawy, książki, materiały). Zgłosiłam pomysł na scenariusz o PW (film dla młodzieży) do Instytutu, ale pomysł nie przeszedł. Nie dałam za wygraną, ale przerzuciłam się na książkę, zresztą taki był oryginalny pomysł. Kto wie, czy sprawa nie zakonczy się podpisaniem umowy. Kwestia ewentualnego scenariusza jest otwarta, więc jeśli nadal jesteś zanteresowany tematem …

  23. Śliwek pisze:

    Wiecie co w temacie filmu o PW, jeżeli taki miałby powstać to osobiście wolałbym, chciałbym aby było to w stylu Kompani Braci, taka ostra naparzanka, konkretne sceny walki, brutalne, ostre — i tylko tyle, bez politycznego pitu pitu, bez wszechobecnego za czy przeciw, bez gadek „mądrych” inaczej, co to wszystkie rozumy zjedli … ale takiego scenariusza w tym wszechobecnym uwikłaniu to chyba raczej nikt nie napisze.

  24. Monika pisze:

    Śliwek,
    To by się podobało dużym chłopakom, 18+. A dla mniejszych? Grupa wiekowa: 14-16?

  25. Grzegorz pisze:

    Według mnie używanie słów „film o powstaniu” jest z góry porażką. Filmy nie są o wydarzeniach, tylko bohaterach, którzy znajdują się w pewnych miejscach, sytuacjach. Szeregowiec Ryan nie jest o lądowaniu wojsk alianckich i wojnie jako statystyce zabitych, tylko o jednym konkretnym żołnierzu. Zresztą nadawanie tytułów typu: Bitwa Warszawska 1920, albo powstanie warszawskie, albo ostatnio na stronie PISF pojawił się nowy film z bardzo odkrywczym tytułem – Miłość. Dla mnie to pójście na łatwiznę i po prostu powiedzenie sobie, że mój film jest o niczym, nawet nie mam pomysłu na oryginalny tytuł. Uwłacza to inteligencji widza i jednocześnie obnaża brak inteligencji scenarzysty, reżysera i producenta.

    Co do zarobków, sam nic nie sprzedałem, ale od kogoś kto sprzedał wiem, że różnie to bywa, ale można wyciągnąć w granicach 100 000 – 200 000 zależy od gatunku, stażu i pewnie paru innych rzeczy. O tantiemach niestety nic nie wiem, ale też są. Gdyby ktoś miał dobry scenariusz to proponuję wycenić go samemu, według mnie 150 000 to już dobra kwota, ale w sumie gdyby chciał ktoś zrealizować, to co napiszę to mógłbym to oddać nawet za darmo(całe szczęście mam inną pracę, w której nieźle zarabiam)

  26. ZiKo pisze:

    Oczywiście, że film to historia, w której na pierwszym planie jest protagonista, a wydarzenia, które nawet jeśli są w 100% historycznie poprawne, są tylko tłem. Jk sie mocno skupimy na wydarzeniach, to wychodzą…nudy

  27. Basia pisze:

    Czytam sobie od początku Pana blog, bo jest fantastyczny ( nadaje na moich częstotliw.). W jednym z felietonów pisze Pan o bólach kręgosłupa- przypadłość naszych czasów. Praca statyczna, siedząca to oczywiście jeden z pierwszych winowajców, ale w moim przypadku nie jedyny. Panie Piotrze czy budzi się Pan z bólem kręgosłupa? Jeżeli nie, to nie jest źle, to tylko rzeczywiście bezruch i pomaga pływanie itp. Ja budziłam się codziennie z bólem, i nawet najdroższy medyczny materac nie pomagał. Ale już jest OK. W moim wypadku zawinił brak światła, minerałów i kiepski stan chrząstki. Lekarz mi tego nie powiedział. 10 lat praktykowałam na własnym organizmie (zaczęło się od schorzenia, które lekarze uznali za nieuleczalne-trądzik różowaty, wyleczyłam się sama, poznałam doświadczalnie niektóre zależności tej skomplikowanej „somy”). Życzę zdrowia- to najważniejsze.

  28. Monika pisze:

    Pewnie, że bohater jest ważny, czy nawet najważniejszy, ale to, gdzie go umieścimy nie jest bez znaczenia, bo przecież w ogromnym stopniu warunkuje zachowanie bohatera. Dlatego nie ma sensu umieszczać go w PW, jeśli problem powstania w ogóle nas nie interesuje.

  29. Basia pisze:

    Problem ciszy nurtował mnie już dość dawno. Napisałam o tym parę słów:

    Cisza ma kolor zielony,
    ona rzęsami traw cię osłoni.
    Cisza ma zapach książek-
    przyjaciół sprawdzonych.
    Cisza w spódnicę nocy ubrana, miękką i senną
    da ci wytchnienie.
    Cisza najwięcej ci powie,
    choć tak małomówna.
    W ciszy usłyszysz myśl Bożą,
    krzepiącą, potrzebną każdemu.

    Dzisiaj nie lubią ciszy…

  30. Iza pisze:

    Witam. Mam pytanie:
    Gdybym miała pomysł na film ale brakowałoby mi cierpliwości by napisać do niego scenariusz to czy mogłabym ewentualnie wysłać do jakiegoś scenarzysty opis filmu (o czym ma być), charakterystykę postaci i tzw. ,drabinkę’ z planem zdarzeń, a on zgodziłby się napisać do niego scenariusz?


Twój komentarz nie ukaże się od razu, moderacja chwilę trwa :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s