„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów.” (Albert Einstein)archiwum cytatów

Pięć rozbitych kamer (5 Broken Cameras)

Kiedy pewnemu palestyńskiemu rolnikowi urodził się czwarty syn, zachwycony ojciec postanowił kupić kamerę. Chciał filmować swojego małego chłopaka, chciał dokumentować jak rośnie, jak się bawi, jak z oseska staje się chłopcem.

Tak to zwykle się zaczyna. Świeży rodzic biegnie do sklepu AGD by kupić tanią kamerę, którą chce utrwalać ulotne, rodzinne zachwyty, olśnienia i wzruszenia. Tak zwykli ludzie zaczynają filmować.

Wkrótce jednak Emad Burnat, nasz palestyński rolnik z niewielkiej wioski Bil’in na Zachodnim Brzegu Jordanu skierował swoją kamerę w innym kierunku. Zaczął filmować zbliżające się do jego ziemi nowo powstające osiedla żydowskich osadników.

I tak powstał jeden z najlepszych filmów dokumentalnych jakie ostatnio widziałem.

To zresztą ciekawe, że coraz częściej pisząc na tym blogu o filmach, które mnie poruszyły – piszę o filmach dokumentalnych. Fabuła utknęła w niemocy, maraźmie i wtórności. Niewiele myślowo ciekawych rzeczy dzieje się dzisiaj w świecie filmu fabularnego i jest to na pewno temat na osobną analizę.

Ale wróćmy do naszego palestyńskiego plantatora oliwek. Otóż jego ziemia kawałek po kawałku była zajmowana przez Izrael. Jego gaiki oliwne, należące do rodziny od pokoleń, nagle były niszczone i równane z ziemią przez buldożery. Nagle na miejscu tych sadów oliwnych zaczęły rosnąć żydowskie domy.

I o tym jest ten film. O niewielkiej, wiejskiej społeczności rolników atakowanych przez uzbrojonych po zęby, bogatych, agresywnych i fanatycznych obcych. Widzimy kolejne demonstracje bezsilnych rolników, którym odbiera się ziemię. Widzimy kolejne protesty przeciw murowi stawianemu w poprzek oliwnych gajów przez Izraelczyków. Widzimy walki z wojskiem, zamieszki, rozruchy. Widzimy konkretną palestyńską rodzinę stającą wobec przemocy wojska. Widzimy całą wieś pacyfikowaną nocą przez izraelskie wojsko dokładnie tak samo, jak wermacht pacyfikował polskie wsie w czasie II wojny światowej.

Emad Burnat filmował to wszystko z podziwu godną odwagą, skrupulatnością i wytrwałością. Często z narażeniem życia. Stracił pięć kamer. Rozwalono je albo postrzelono. Ale dzięki temu powstał unikalny głos drugiej strony tego konfliktu. Do tej pory świat słyszał głównie głos izraelskiej propagandy wojennej powielanej bezrefleksyjnie przez większość mainstreamowych, głównie anglosaskich mediów.

Teraz dzięki temu filmowi możemy zobaczyć, jak to wygląda od drugiej strony. A wygląda to niezwykle przejmująco. Bo to bardzo szczery film.

Emad Burnat dostał za ten film nominację do Oscara. Kiedy przyleciał do Los Angeles, na lotnisku spotkało go sporo nieprzyjemności. Nie chciano wpuścić do miłującej pokój Ameryki palestyńskiego terrorysty. Głośno było o tej sprawie w mediach. Oskara oczywiście nie dostał.

Ale ma szóstą kamerę. I filmuje dalej.

Reklamy

Wścieklizna – albo przedawkowanie dramaturgii

Ludzie instynktownie lubią dobrą dramaturgię. Lubią przyglądać się ciekawym sytuacjom opartym na konflikcie. Lubią kibicować jednej ze stron. Lubią utożsamić się z bohaterem sporu i popierać jego racje.

Wszystko jedno, czy jest to pasjonujący film, emocjonujący sport, debata polityczna, czy huragan zrywający dachy gdzieś daleko. Ludzie to lubią.

Traktują to jako rozrywkę. Jako ucieczkę od codziennej nudy. Rutyny zwykłego życia, które tylko czasami, dość rzadko, bywa dramatyczne.

Co jednak się stanie, gdy człowiek przedawkuje dramaturgię? Co się z nim stanie, gdy będzie miał tego typu opowieści za dużo wokół siebie? Co się stanie, gdy WSZYSTKO, co go otacza, będzie zbyt mocno udramatyzowane? Czasami na siłę i niepotrzebnie.

Jaki jest efekt tego przedawkowania?

Otóż efekt już widać. Jest to ogólna wścieklizna.

Człowiek, który przedawkował dramaturgię, jest agresywny, sfrustrowany i zalękniony. Jego obraz świata jest równie mocno udramatyzowany, jak przekazy, które dostają się do jego głowy. To właśnie te przekazy budują jego rzeczywistość.

Wszędzie czai się zło, każdy konflikt jest na śmierć i życie, mordercza rywalizacja jest wszechobecna i trzeba jej sprostać. Trzeba przeżyć, być lepszym, być mocniejszym i bardziej bezwzględnym.

Ludzie biorą medialne i artystyczne udramatyzowane opowieści za rzeczywistość i zaczynają się zachowywać zgodnie z ich sztucznie podkręconymi regułami. Stają się agresywni w ruchu drogowym, agresywni w pracy, agresywni w Internecie, w domu i w życiu. Każde spotkanie z bliźnim to dla nich walka. Zupełnie jak w dobrym westernie. Każdy kilometr przejechany samochodem to dla nich wyścig, rywalizacja i pierwsze miejsce – jak w dzisiejszym sporcie. Każda dyskusja musi zmierzać do całkowitej dyskredytacji przeciwnika, bo tak wyglądają dzisiaj wzory dyskusji pokazywane przez publicystyczne media, gdzie walczy się do krwi ostatniej nie wiadomo o co.

Ta wścieklizna staje się nieznośnie wszechobecna. Widać ją w Internecie, na stadionach, na drogach. Widać ją coraz częściej.

Sęk w tym, że dobra dramaturgia jest jak dobry alkohol. Trzeba ją smakować powoli, uważnie, nie za często i w małych ilościach. Jak będziemy ją żłopali codziennie wiadrami, to po pierwsze przestanie nam smakować, a po drugie zaprowadzi nas wprost na manowce.

Bo życie to coś zupełnie innego niż film. Świat nie wygląda tak, jak go pokazują w wiadomościach telewizyjnych. Prawdziwa, sensowna rozmowa nie wygląda tak, jak w programie publicystycznym, gdzie „politycy” okładają się na przemian słowami: zdrajca, zaprzaniec, faszysta i morderca. A w sporcie tak naprawdę powinno chodzić o dobrą zabawę, nie o połamanie nóg rywalowi.

To wszystko tak agresywnie w mediach wygląda, bo na dramaturgii od wieków świetnie się zarabia. W wiadomościach pokazuje się same konflikty, tragedie i rzezie (okraszając to odpowiednim podkładem muzycznym). W filmie i literaturze pełno trupów, apokalips i traum. W polityce liczy się już tylko wojna. W sporcie zresztą też. Bo wojna świetnie się sprzedaje. Można dobrze zarobić na reklamie.

Jaki morał z tego wpisu?

Uważajcie z dramaturgią. To nie jest tylko zabawa, fikcja i podkolorowywanie. Opowieść dramaturgiczna, wszystko jedno, czy fikcyjna, czy prawdziwa, zostawia w głowie odbiorcy swój ślad. I nie zawsze jest to ślad dobry.

Szczególnie, jak przedawkujemy.


Dlaczego ludzkość kocha piłkę nożną

Piłka nożna jest najpopularniejszym sportem na świecie. To nie ulega żadnej wątpliwości. Wszędzie się w nią gra i przede wszystkim wszędzie się ją ogląda. Na wszystkich kontynentach, we wszystkich krajach, w każdym miasteczku i wiosce – wszędzie ludzie pasjonują się piłką.

Teraz pasjonują się nią jeszcze bardziej, bo trwa mundial. Świat dostaje ogromną dawkę futbolu na najwyższym poziomie i najwyraźniej jest z tego powodu zachwycony. Nie ma mowy o przesycie.

Dlaczego tak jest? Dlaczego piłka jest najważniejsza?

Z jednego prostego powodu. Za sprawą dramaturgii.

Czytaj resztę wpisu »


A wy po czyjej jesteście stronie?

Znowu będzie o konflikcie. Takie czasy. Trwająca kampania wyborcza bardzo dobrze pokazuje i udowadnia, jak ważny jest konflikt w budowaniu napięcia dramaturgicznego. A dzisiejsza polityka opiera się właśnie na prastarych zasadach dramaturgii. Bo jest serialem.

Nie jest to zwykły serial telewizyjny z kolejnymi odcinkami, sezonami i sztywnymi godzinami emisji. Polityka to telewizyjno-medialny show, którego epizody dzieją się symultanicznie wszędzie. W programach informacyjnych, publicystycznych, w prasie, radiu i Internecie.

Dramaturgia tego spektaklu bardzo przyspiesza w okresie kampanii wyborczej. I teraz właśnie możemy to zjawisko obserwować w pełnej krasie. Nie liczą się już idee, programy i deklaracje. Liczy się opowieść, konflikt, emocje i wrażenie jakie wywiera się na wyborcach. Taka jest logika każdego medialnego spektaklu.

Czytaj resztę wpisu »


Nie ma to jak awantura

Ludzie uwielbiają awantury. Kochają kłótnie i spory. Przepadają za rywalizacją, walką i mordobiciem. Nic ich bardziej nie cieszy od porządnej bijatyki.

Co ciekawe, szeroka publika najbardziej lubi te awantury, w których sama nie uczestniczy. Lubi je oglądać z bezpiecznego dystansu. Uczestniczenie w mordobiciu jest ryzykowne. Można samemu oberwać, a to nic miłego. Co innego oglądanie, jak ktoś obrywa. Dla większości populacji to najlepsza rozrywka. Mogą z zapartym tchem patrzeć godzinami.

I na tym właśnie polega dramaturgia. Na konflikcie, sporze, awanturze, mordobiciu i bijatyce. Najlepiej jeszcze jak sika krew, jak idzie o sprawy ostateczne, jak walka jest na śmierć i życie. Ludzie nie są w stanie oderwać od tego oczu.

Nie wiem dlaczego tak właśnie jest, ale tak jest od wieków. Od tysiącleci nawet. I są na to liczne dowody.

Czytaj resztę wpisu »