„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów.” (Albert Einstein)archiwum cytatów

Puenta

Puenta to coś do niedawna bardzo poszukiwanego.

A szukali tego wszyscy. Szukali jej poeci, powieściopisarze, dramaturdzy, satyrycy, twórcy piosenek i ludzie piszący libretta do oper, czy music-halli.

Szukali też puenty scenarzyści filmowi i telewizyjni. Szukali jej uporczywie, stale i namiętnie. Bo do niedawna uważano ją za coś niezwykle cennego i ważnego.

Coś w rodzaju kruszcowego samorodka, albo diamentu znalezionego przypadkiem w dnie mulistego ścieku. Puenta była w cenie, była pożądana i wyczekiwana.

Chciała jej publiczność. Bawiła się nią i uważała, że bez porządnych puent nie ma co płacić za bilet do kabaretu, teatru, kina, czy w jakiekolwiek inne miejsce, gdzie za wejście nieopatrzenie żądano biletu.

Puenta była królem i królową jednocześnie.

Była.

Ale się zmyła.

Czytaj resztę wpisu »


Arcykapłani czy komedianci?

Zdjęcie autorstwa Marcina Kępskiego pożyczone z http://www.annamucha.pl

Czasami jest tak, że nie wiem, o czym mam napisać na tym blogu. Wtedy po prostu nie piszę nic.

Tak było i tym razem, do momentu, kiedy przeczytałem wywiad w Gazecie Wyborczej z Anią Muchą. Zainspirowało mnie to do zastanowienia się nad pewną radykalną zmianą, która ma miejsce w naszym kraju, a szerzej, również w dzisiejszym świecie.

Ta zmiana dotyczy aktorstwa.

Zmianę tę widać BARDZO wyraźnie w Polsce, bo u nas w ogóle zmiany zachodzą bardzo szybko i gwałtownie. Szczególnie w ciągu ostatnich 20 lat. A zawód aktora w tym czasie wykonał woltę całkowicie niebywałą i bezprecedensową. I symptomy tej zmiany widać na każdym kroku.

Otóż kiedyś, w zamierzchłych czasach peerelu aktorstwo nie było zawodem. Było powołaniem, misją, czasami wręcz kapłaństwem. Dostępu do tego kręgu wtajemniczonych Artystów broniły zasieki szkół aktorskich, fortyfikacje etatów teatralnych i zwarty szpaler państwowych instytucji filmowych, które decydowały, kto może być arcykapłanem sztuki, a kto nie.

Miało to oczywiście wiele wspólnego z panującym wówczas reżimem. Artyści zawsze mają lepiej w państwach zniewolonych. Z jednej strony mają bowiem rękę, która ich karmi (reżim), z drugiej mogą sobie tę rękę dowolnie gryźć. Oczywiście jeśli reżim na to pozwala, a u nas pozwalał.

Czytaj resztę wpisu »


Co kamera lubi

Słyszeliście zapewne takie powiedzenie, że „kamera kogoś lubi”.

Mówi się tak zazwyczaj o osobie „fotogenicznej”, która wyjątkowo dobrze i zupełnie nie wiadomo dlaczego rejestruje się na materiale video.

Ale kamera lubi nie tylko niektórych ludzi. Kamera ma to do siebie, że lubi różne rzeczy. I niektóre zjawiska oraz sytuacje filmują się dobrze, a inne nie. Taką to już dziwną przypadłość ma to urządzenie rejestrujące wymyślone ponad 100 lat temu przez braci Lumiere.

Co zatem dobrze wychodzi w kamerze? Na co warto ją kierować? I czy zawsze warto na to, co „dobrze w niej wychodzi”?

Otóż nie zawsze. Bo kamera lubi czasami rzeczy, których pokazywanie nie jest sensowne (szczególnie w nadmiarze).

A więc do rzeczy:

Czytaj resztę wpisu »


Dzieciom nie wciśnie się kitu…

Dzieciom nie wciśnie się kitu – dorosłym można go wciskać bez końca.

I to jest podstawowa różnica pomiędzy dzieckiem a dorosłym z punktu widzenia filmowca. A ponieważ mam dzieci i jestem filmowcem, to wiem, co mówię (i mówię, co wiem).

Dzieci uwielbiają bajki. I nie trzeba być ani ojcem, ani filmowcem, żeby ten jakże prosty fakt skonstatować i przyswoić. Ciekawe jest co innego – JAK dzieci te bajki odbierają.

Otóż odbierają je zupełnie INACZEJ niż dorośli.

Gwoli ścisłości powinienem teraz podać moją definicję dziecka. Otóż dziecko to mały człowiek w wieku jednocyfrowym. Dzieci w wieku dwucyfrowym do liczby 20, to nastolatki – taka faza przejściowa między dzieckiem a dorosłym, bardziej już zbliżona do dorosłego. „Człowieki” w wieku 20 lat i powyżej są już biologicznie dorosłe i przez to mniej ciekawe.

Wróćmy zatem do dzieci.

Czytaj resztę wpisu »


Drugie urodziny bloga

Drugie urodziny to żadne urodziny.

I nie zamierzam ich tu jakoś szczególnie celebrować. Dwójka nie jest numerkiem, który szczególnie mnie kręci. Ot, po prostu dwójka.

Dokładnie 8 kwietnia 2009 zarejestrowałem domenę „piotrweresniak.com” i zacząłem dodawać wpisy do tego bloga. Nie wiedziałem, po co to robię. Nie wiedziałem też, jakich intelektualnych przygód mi to dostarczy.

A dostarczyło.

Nic tak nie porządkuje we łbie jak pisanie bloga. Nic tak nie porządkuje myśli jak proces ich zapisywania i natychmiastowej publikacji.

Nigdy nie kombinowałem, żeby mieć „czytalność”, klikalność, popularność czy oglądalność na tym blogu. Od początku było wiadomo, że będzie to pisanie elitarne i niszowe. Dla wąskiej grupy ludzi interesujących się ezoterycznymi zagadnieniami budowania narracji, pisania, konstruowania fabuł i filmowania.

I dobrze. Szeroka publiczność ma być w kinie (i jest :-). Tutaj piszę dla siebie, żebym nie zapomniał i jeszcze dla paru osób, które są zainteresowane mniej więcej tym co ja.

Dlatego nie przestanę. Nie przestanę, bo czuję że mam WYMIERNE korzyści z pisania tutaj. I czuję, że najprawdopodobniej inni też je mają.

Teraz trochę statystyk.

Czytaj resztę wpisu »


Już niedługo nie będzie niczego…

Już niedługo nie będzie niczego oprócz smartfonów.

Nie jest to wniosek rewolucyjny, niedorzeczny i radykalny, jeśli się trochę poobcuje z jednym z najnowocześniejszych tego typu urządzonek. A ja właśnie od jakiegoś czasu jestem w bardzo bliskim, codziennym kontakcie z moim nowym HTC Incredible S.

I nie piszę tego wpisu, żeby się pochwalić nową zabawką. Każdy może sobie zarobić 2 tyś. złotych i bez problemu kupić taką słuchawkę. Nie jest to żadne osiągnięcie i żaden powód do dumy.

Piszę, żeby podzielić się z Wami moim kolejnym przeczuciem co do przyszłości.

A jest to przeczucie dość radykalne. Już w niedalekiej przyszłości zniknie cała masa urządzeń codziennego użytku. W dalszej perspektywie czasowej zniknie ich jeszcze więcej. Wszystkie zostaną zastąpione przez niewielkiego, poręcznego, wszechstronnego, pojemnego i szybkiego smartfona.

Czytaj resztę wpisu »


Skupienie w zgiełku

Mamy czasy, w których niełatwo się skupić.

Niełatwo się nad czymś pochylić w spokoju, przemyśleć coś gruntownie i ekskluzywnie. Niełatwo również znaleźć sensowne miejsce wolne od zgiełku, żeby po prostu pobyć chwilę sam na sam ze swoimi myślami.

Niełatwo zatrzymać się nad czymś dłużej, wejść w coś głębiej, zrozumieć coś do końca, przestudiować sprawę gruntownie.

Cały otaczający nas świat stara się stworzyć w zdumionej widowni wrażenie pędzących wydarzeń, myśli i wypowiedzi. Dobrze ustawione głosy atakują nas kolejnymi mocnymi zdaniami wypowiadanymi w telewizji i radiu. Strumień obrazów i dźwięków czaruje nas swoją sugestywnością i dramatyzmem. Wbite w nas wielkie oczy prezenterów telewizyjnych hipnotyzują swoim ważnym, rzekomo, niezbędnym i unikalnym przekazem.

Z gazet, magazynów i internetu wylewa się potok słów, zdjęć i grafik. Żadna nie jest warta tego żeby ją przegapić. Żadna! Tym bardziej, że jutro jest już przestarzała, niemodna i passe.

Nagłówki krzyczą. Politycy używają największych możliwych słów do komentowania rzeczy codziennych, doraźnych i mało istotnych.

W tym zgiełku pełno jest niestety zdawkowości.

Wszystko jest ledwo liźnięte, niezgłębione i niezanalizowane. Zasygnalizowane zaledwie, bo na zgłębienie i analizę nie ma czasu. Jutro będą nowe wydarzenia, nowe komentarze, nowe apokalipsy.

Jednak czasami trzeba się skupić.

Trzeba pomyśleć o tym, co ważne. Trzeba stworzyć coś, czego wcześniej nie było. Trzeba coś zrozumieć.

Dlatego trzeba mieć w sobie siłę na wyłączenie zgiełku i skupienie się na jednej sprawie.

A zaletą dzisiejszych czasów jest między innymi to, że zgiełk bardzo łatwo daje się wyłączyć.