„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów.” (Albert Einstein)archiwum cytatów

VIMEO ON DEMAND – Rewolucji ciąg dalszy

Rewolucja w kinematografii światowej postępuje. I jest to rewolucja dużo głębsza niż wcześniejsze przełomy. Kino dźwiękowe, kino kolorowe czy nawet kino 3D to nic w porównaniu z tym, co dzieje się teraz. Bo teraz prawdziwe KINO wchodzi pod strzechy. Teraz prawdziwe kino demokratyzuje się na skalę nieznaną dotychczas w stuletniej historii tej sztuki.

O tym, że dzisiaj każdy może być światowej sławy filmowcem z własną wytwórnią filmową w plecaku pisałem już we wcześniejszym wpisie. Nie będę się powtarzał. To już fakt. To się dzieje od kilku lat. Rewolucję zapoczątkował Canon swoimi lustrzankami, do których dodał możliwość filmowania. To zmieniło wszystko. Teraz w plecaku mieści się kamera (albo lustrzanka), statyw (albo monopod), mikrofon (albo rejestrator), obiektyw i laptop z całym softem do profesjonalnej postprodukcji.

Powstało w ten sposób mnóstwo filmów. Kłopot zaczynał się później. Co z dystrybucją? Co z dotarciem do widza? Co z otrzymaniem zapłaty za swoją filmową robotę przy konkretnym projekcie?

Prawdziwa, szeroka dystrybucja wciąż była zamknięta dla amatorów, półamatorów i profesjonalistów filmujących w systemie „low-budget”. Zdarzały się oczywiście wyjątki, ale były to TYLKO wyjątki. Czasami produkcja niskobudżetowa trafiała do szerokiej, światowej dystrybucji i miała szansę spotkać się z widzami na całym świecie. Tylko czasami.

Od paru dni wszystko się zmieniło. Serwis Vimeo uruchomił usługę „Vimeo on demand”. I ta usługa zmieni w kinie światowym WSZYSTKO.

Co to jest Vimeo? Jest to serwis podobny do YouTuba. Możesz tam za darmo umieścić swoje video i cały świat może je za darmo obejrzeć. Czym Vimeo różni się od YouTuba? Vimeo od samego początku oferował znacznie wyższą jakość projekcji (bitrate, rozdzielczość) i od zawsze preferował rozdzielczość HD. Dlatego szybko stał się ukochanym serwisem wszelkiej maści filmowych amatorów, entuzjastów, młodych filmowców i profesjonalistów chętnie pokazujących tu swoje portfolio.

Vimeo dostępne jest wszędzie w sieci: przez przeglądarkę, przez smartfony, tablety aż po rodzące się właśnie SmartTV, przystawki i wszystko inne, co służy do oglądania cyfrowego „contentu” z sieci.

Na czym polega usługa „Vimeo on demand”? Zasada jest prosta. Zakładasz konto na Vimeo. Umieszczasz w serwisie swój film i wyznaczasz cenę za każde obejrzenie. Zazwyczaj jest to od 2 do 9 dolarów. TY decydujesz, ile widz ma zapłacić za projekcję. Serwis Vimeo bierze 10% tej kwoty. 90% dostajesz ty. Proste, klarowne i uczciwe. Możesz zastrzec na jakich terytoriach film może być oglądany, możesz też wybrać opcję „worldwide” i wtedy będzie można go obejrzeć wszędzie.

Na razie w serwisie dostępnych jest zaledwie siedem filmów. Są to w większości pełnometrażowe dokumenty na różne tematy. Ale oczywiście można tam umieścić każdy gatunek filmu – fabułę, dokument, kreskówkę, czy co się komu podobało nakręcić.

Czyli ostatni bastion runął. Światowa, płatna dystrybucja filmu w systemie VOD, na uczciwych zasadach jest już dostępna dla każdego. KAŻDY, kto nakręcił film, jest zaledwie kilka klików myszką od prawdziwej, szerokiej dystrybucji w porządnej jakości HD, na uczciwych finansowych zasadach. I to jest rewolucja. Bo teraz każdy filmowiec w swoim plecaku mieszczącym przenośną wytwórnię filmową, będzie miał również światowego dystrybutora, który pobiera zaledwie 10% ceny projekcji. Jeśli to nie jest rewolucją w światowym kinie, to co nią jest?

Jeszcze kilka słów o samym VOD („video on demand”).

Otóż, telewizja umiera. Ludzie urodzeni w czasach Internetu nie akceptują czegoś takiego jak „telewizyjna ramówka”. Chcą oglądać to, co lubią, w wyznaczonym przez SIEBIE czasie. Coraz więcej ludzi nie ma klasycznego telewizora. Do oglądania filmów i seriali telewizor już nie jest potrzebny. Potrzebny jest dobry monitor (projektor, laptop, tablet, smartfon) i dostęp do Internetu. Za kilka lat telewizja jaką znamy odejdzie do lamusa. Wszystko będzie VOD – czyli „na żądanie”.

Teraz do zdania: „Każdy może być filmowcem.” Należy jeszcze dopisać: „…i każdy może pokazywać swoje filmy całemu światu ZA PIENIĄDZE.”

Reklamy

Czym się różni scenariusz serialu od scenariusza fabuły

Ktoś mnie tu kiedyś poprosił o napisanie, jakie są różnice w pisaniu dla filmu i dla serialu. A ponieważ zajmuję się tymi sprawami naprzemiennie – raz piszę dla kina, raz dla TV, to mam w tej sprawie pewne doświadczenie.

Oto kilka prostych przemyśleń na ten temat:

Scenariusz serialu od scenariusza filmu fabularnego nie różni się niczym oprócz czasu.

A czas w dramaturgii to podstawa. Bo każda opowieść istnieje i rozwija się w czasie.

Dlatego jest to różnica znaczna, ważna i elementarna, ale na szczęście jedyna.

Wszystko inne jest takie samo.

A właściwie prawie takie samo – bo czas jest tak ważnym elementem, że zmienia wszystko.

Namieszałem?

Już wyjaśniam.

Czytaj resztę wpisu »


Arcykapłani czy komedianci?

Zdjęcie autorstwa Marcina Kępskiego pożyczone z http://www.annamucha.pl

Czasami jest tak, że nie wiem, o czym mam napisać na tym blogu. Wtedy po prostu nie piszę nic.

Tak było i tym razem, do momentu, kiedy przeczytałem wywiad w Gazecie Wyborczej z Anią Muchą. Zainspirowało mnie to do zastanowienia się nad pewną radykalną zmianą, która ma miejsce w naszym kraju, a szerzej, również w dzisiejszym świecie.

Ta zmiana dotyczy aktorstwa.

Zmianę tę widać BARDZO wyraźnie w Polsce, bo u nas w ogóle zmiany zachodzą bardzo szybko i gwałtownie. Szczególnie w ciągu ostatnich 20 lat. A zawód aktora w tym czasie wykonał woltę całkowicie niebywałą i bezprecedensową. I symptomy tej zmiany widać na każdym kroku.

Otóż kiedyś, w zamierzchłych czasach peerelu aktorstwo nie było zawodem. Było powołaniem, misją, czasami wręcz kapłaństwem. Dostępu do tego kręgu wtajemniczonych Artystów broniły zasieki szkół aktorskich, fortyfikacje etatów teatralnych i zwarty szpaler państwowych instytucji filmowych, które decydowały, kto może być arcykapłanem sztuki, a kto nie.

Miało to oczywiście wiele wspólnego z panującym wówczas reżimem. Artyści zawsze mają lepiej w państwach zniewolonych. Z jednej strony mają bowiem rękę, która ich karmi (reżim), z drugiej mogą sobie tę rękę dowolnie gryźć. Oczywiście jeśli reżim na to pozwala, a u nas pozwalał.

Czytaj resztę wpisu »


Co kamera lubi

Słyszeliście zapewne takie powiedzenie, że „kamera kogoś lubi”.

Mówi się tak zazwyczaj o osobie „fotogenicznej”, która wyjątkowo dobrze i zupełnie nie wiadomo dlaczego rejestruje się na materiale video.

Ale kamera lubi nie tylko niektórych ludzi. Kamera ma to do siebie, że lubi różne rzeczy. I niektóre zjawiska oraz sytuacje filmują się dobrze, a inne nie. Taką to już dziwną przypadłość ma to urządzenie rejestrujące wymyślone ponad 100 lat temu przez braci Lumiere.

Co zatem dobrze wychodzi w kamerze? Na co warto ją kierować? I czy zawsze warto na to, co „dobrze w niej wychodzi”?

Otóż nie zawsze. Bo kamera lubi czasami rzeczy, których pokazywanie nie jest sensowne (szczególnie w nadmiarze).

A więc do rzeczy:

Czytaj resztę wpisu »


Strach ma wielkie uszy – czyli o zarabianiu na horrorach

Strach nie jest uczuciem miłym. Wie o tym każdy, kto choć raz w życiu naprawdę odczuł tę emocję. To pierwotna, zwierzęca siła, która jeży nam włos na głowie, przyspiesza bicie serca, pompuje adrenalinę w żyły, rozszerza nasze źrenice i bezwzględnie każe się ratować.

Jakby tak policzyć momenty w naszym życiu, kiedy jesteśmy rzeczywiście przerażeni, kiedy boimy się o swoje życie, kiedy jedyne, na co mamy ochotę, to uciekać, kiedy czujemy, jak nasze szanowne zwieracze tracą swoją zwykłą moc i za chwilę popuścimy – takich momentów byłoby całkiem niedużo.

Zaawansowana cywilizacja doprowadziła do tego, że nie musimy już odczuwać prawdziwego egzystencjalnego lęku. Prawie nie musimy.

A szkoda. Taki strach to coś, co pamięta się do końca życia i o czym opowiada się prawnukom. Ja przynajmniej swoje strachy pamiętam dokładnie. I co dziwne, dobrze je wspominam, mimo że, jak miały miejsce, było niewesoło. Bardzo niewesoło.

Ale jakoś uszedłem z życiem. I życie stało się przez to barwniejsze, bogatsze, ciekawsze i bardziej emocjonujące. Przynajmniej jest co wspominać ;-)

I tu dochodzimy do istoty horroru.

Czytaj resztę wpisu »


Branie i dawanie w Internecie – Gary Vaynerchuk

Mógłby być gwiazdą w każdej dużej stacji telewizyjnej. Twierdzi, że dostawał dziesiątki takich kontraktów do podpisania. Nie podpisał. Dlaczego ma się wiązać umową z telewizją w czasach, w których każdy sam może założyć własną telewizję? I założył.

Nazywa się to Wine Library TV i jest jednym z najpopularniejszych vlogów na świecie. Codziennie Gary Vaynerchuk publikuje dwudziestominutową audycję o winie. Siedzi w niej za biurkiem, pokazuje, smakuje, wypowiada swoje opinie i rozmawia z gośćmi. Wszystko o winie.

I trzeba przyznać, że robi to świetnie. Ma ten rzadki, unikalny, samorodny telewizyjny talent. Kamera go lubi, dobrze się na niego patrzy, potrafi przytrzymać uwagę widza przez długi czas, jest ciekawy i zajmujący. I cały czas gada o winie.

Dlaczego piszę tu o Garym? Powodów jest co najmniej kilka.

Czytaj resztę wpisu »


Przewidzenia — Dlaczego już wkrótce nie będzie telewizji

ekran_kontrolnyJuż wkrótce zniknie telewizja jaką znamy dzisiaj. Przestanie być komukolwiek potrzebna. Tym bardziej, że zastąpi ją coś zupełnie innego. Dużo bardziej atrakcyjnego.

Jeśli miałbym powiedzieć kiedy to nastąpi, to z dokładnymi datami miałbym pewien problem. Może za pięć, może za dziesięć lat. Jedno jest pewne: oznaką tego, że telewizja jaką znamy zaczyna się zwijać, będzie pojawienie się pierwszych odbiorników telewizyjnych z pełnym dostępem do Internetu.

Jeśli będzie można kupić telewizory z wbudowaną przeglądarką, gniazdkiem ethernetowym, siecią bezprzewodową i urządzeniem wskazującym zamiast pilota, to znaczy, że już po telewizji.

Ale czy jest to powód do zmartwienia? Wręcz przeciwnie!

Czytaj resztę wpisu »