„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów.” (Albert Einstein)archiwum cytatów

To nie jest recenzja filmu „Jakby nie było” (Whatever works)

Wiadomo, że lubię Woody Allena, więc nie będę tu wypisywał ochów i achów jakim to wielkim artystą jest Allen. Bo jest! Koniec, kropka.

Piszę o tym filmie, bo wiem, że czytają tego bloga osoby piszące, lub chcące pisać scenariusze. A ten film to modelowy przykład bardzo ciekawej i nośnej konstrukcji dramaturgicznej.

Amerykanie nazywają to „story driven by characters” po polsku należałoby to przetłumaczyć jako „opowieść napędzana przez postacie”. Jeśli więc macie aspiracje scenariopisarskie, dramatopisarskie bądź pisarskie w ogóle, powinniście obejrzeć ten film dwa razy. Pierwszy raz, żeby się pośmiać i pobawić, bo to fajna komedia. Drugi raz, żeby przeanalizować jej prostą jak drut i doskonale wykorzystaną przez Allena konstrukcję.

Czytaj resztę wpisu »


W niemym kinie więcej widać

Oglądanie filmów albo telewizji bez dźwięku nie jest zabawą dla każdego. Większości ludzi nie będzie się to podobało. Będą się nudzili, będzie im czegoś brakowało, będą zirytowani zakłóceniem percepcji, do której przyzwyczaili się od lat.

Ja lubię oglądać ruchome obrazy bez dźwięku. Najlepiej ogląda mi się w ten sposób filmy, które mi się podobają i które podziwiam. Dla kogoś zainteresowanego filmową kuchnią to doskonały sposób na przyjrzenie się filmowi, na uważne zobaczenie zdjęć, scenografii, montażu a przede wszystkim aktorów.

Tak! Aktorstwo na niemo zyskuje zupełnie nowy wymiar.

Czytaj resztę wpisu »


Zabili mnie we wtorek – nowe wydanie, nowa okładka

Okładka wydania drugiego

W mgliste, ciemne, wilgotne dni dostawanie dobrych wiadomości jest przyjemnością podwójną. Czasem nawet potrójną. Dzisiaj właśnie taka wiadomość rozjaśniła trochę trwającą od wielu dni noc polarną.

Moja pierwsza powieść „Zabili mnie we wtorek” doczekała się drugiego wydania. Co ciekawe będzie to wydanie z nową okładką. I muszę przyznać,  że ta okładka bardzo mi się podoba.

Nie jest to wydarzenie wystarczające, żeby otworzyć butelkę kosztownego wina, które trzymam na specjalne okazje, ale szklaneczkę BARDZO porządnego destylatu z jęczmienia na pewno wysączę.

Z winem poczekam na wieści z księgarń ;-) Tymczasem zapraszam do czytania tych, którzy jeszcze tej powieści nie znają.

(zobacz inne wpisy na tym blogu dotyczące powieści “Zabili mnie we wtorek”)


Jaka piękna katastrofa!

Ogromna popularność opowieści apokaliptycznych to coś, co nie przestaje mnie zadziwiać. Oczywiście jako gruntownie wykształcony kulturoznawca mam pewne pojęcie o tym, że opowieści apokaliptyczne są stare jak świat. Wiem, że zawsze były popularne i mam świadomość, że były (i są!) składnikiem mitów, religii i wierzeń.

Z tym większą frajdą obserwuję, jak w dzisiejszym, hipernowoczesnym, cyfrowym świecie, zapatrzonym w naukę i racjonalizm, wolnym od zabobonu i magii rozwija się niesłabnący kult opowieści apokaliptycznych.

Mało tego! Dzisiaj w rozpowszechnianiu apokalipsy przoduje NAUKA! Nie jak kiedyś religia, czy władza, ale właśnie NAUKA. Dla wielu naukowców i całych instytucji naukowych apokalipsa okazała się stałym źródłem utrzymania. To akurat mnie szczególnie nie dziwi. Na bajaniu o końcu świata zawsze się dobrze zarabiało.

Czytaj resztę wpisu »


Do czego przy pisaniu przydaje się brzytwa

Wiliam Ockham z brzytwą - zdjęcie agencyjne z XIV w.

Wiliam Ockham urodził się około roku 1285 w małej, angielskiej wiosce o nazwie Ockham. Jego franciszkańskie skłonności do przesadnego ubóstwa i radykalne jak na ówczesne czasy teorie logiczne spowodowały oskarżenie o herezję, a potem wywołały nawet ekskomunikę.

Ockham musiał uciekać przed papieżem Janem XXII, który był przyzwyczajony do określonego stylu życia i nie zamierzał z niego rezygnować pod wpływem zakręconego franciszkanina. Ockham musiał się ukrywać i w końcu zmarł w Monachium podczas epidemii „czarnej śmierci” w 1349 roku.

Zostawił po sobie bardzo pożyteczne i ciekawe narzędzie. Zostawił brzytwę. Najsłynniejszą na świecie. Brzytwę Ockhama.

Czytaj resztę wpisu »


Rzym – wady i zalety

Byłem w Rzymie. Raptem parę dni. Pojechałem trochę pospacerować, napić się kawy, popatrzeć na zabytki, na ludzi, na zieleń. Taki przedłużony weekend w innym świecie, innym mieście, innym klimacie. Krótka ucieczka od ciemnego, niespokojnego, lepkiego, polskiego listopada.

Nie była to moja pierwsza wizyta we Włoszech, ale pierwsza w Rzymie. Nie nastawiałem się na zwiedzanie. Nie przepadam za muzeami i intensywnymi lekcjami historii na miejscu zdarzeń.

Chodziło raczej o rozpoznanie terenu. O zobaczenie, czy to miasto mi podchodzi, czy warto tam wrócić, czy jest tam coś interesującego i godnego mojej uwagi.

Czytaj resztę wpisu »


Nagroda Wielkiego Kalibru – jestem wśród nominowanych!

Dostałem już w swoim życiu parę nagród. Jedną nawet międzynarodową. Ale wszystkie były związane z moją działalnością filmową. Teraz nagle gruchnęła wiadomość, że jestem wśród nominowanych do Nagrody Wielkiego Kalibru. Jest to nagroda przyznawana dla najlepszej w roku książki sensacyjnej lub kryminalnej. Aż musiałem się napić z wrażenia.

Nominowana jest moja pierwsza powieść „Zabili mnie we wtorek„. Co ciekawe ogłoszenie nazwiska laureata odbędzie się w moim ukochanym Wrocławiu na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału. Super! Wrocław to dla mnie miasto szczególne. Studiowałem tam, mieszkałem, robiłem „różne dziwne rzeczy” i teraz pojadę tam na Festiwal Kryminału w charakterze nominowanego. Bardzo się cieszę!

(Jakby kogoś interesowało czego musiałem się napić: lampka 5 letniej hiszpańskiej brandy marki Torres – pyszne i do kupienia za rozsądne pieniądze w szerokiej sprzedaży)