„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów.” (Albert Einstein)archiwum cytatów

Avatar – czyli jak Indianie obronili Dziki Zachód

Byłem na Avatarze. Fajny film. Warto pójść i obejrzeć nie tylko dlatego, że wszyscy już byli. Warto go zobaczyć, bo to rzecz w wielu aspektach przełomowa dla historii kina. A przełomowe filmy nie zdarzają się często.

Opowieść — Prosta, wzruszająca i wtórna. To właściwie remake „Tańczącego z wilkami” w kosmosie. Ale opowieść jest tylko małą częścią tego filmu i co ciekawe – wcale nie najważniejszą.

Przesłanie — Proste, klarowne i bardzo współczesne. Amerykanie mają widać sporego kaca moralnego związanego z własnym imperializmem, bo właśnie o tym jest ten film. W rzeczywistości jednak Indianom nie udało się obronić swojej ziemi i zostali eksterminowani. Zresztą nie tylko o Indian tu chodzi. Równie dobrze może chodzić o Aborygenów, rdzennych mieszkańców RPA, Irakijczyków czy kogo tam jeszcze. Chodzi również o coś w rodzaju ekologii.

Czytaj resztę wpisu »


Sierpień (August)

Ten film nie spodobał się za bardzo nikomu – ani krytyce, ani publiczności.

Przeszedł właściwie bez echa, nie dotknął nawet polskich ekranów kinowych. W innych krajach również rozpowszechniany był skromnie. Kurzy się w wypożyczalniach DVD.

A mnie się podobał. Jest to jeden z lepszych filmów fabularnych o biznesie jakie widziałem. Oprócz „Ziemi Obiecanej” i „Wall Street”, choć to kino dużo bardziej kameralne od wymienionych.

Czytaj resztę wpisu »


To nie jest recenzja filmu „Jakby nie było” (Whatever works)

Wiadomo, że lubię Woody Allena, więc nie będę tu wypisywał ochów i achów jakim to wielkim artystą jest Allen. Bo jest! Koniec, kropka.

Piszę o tym filmie, bo wiem, że czytają tego bloga osoby piszące, lub chcące pisać scenariusze. A ten film to modelowy przykład bardzo ciekawej i nośnej konstrukcji dramaturgicznej.

Amerykanie nazywają to „story driven by characters” po polsku należałoby to przetłumaczyć jako „opowieść napędzana przez postacie”. Jeśli więc macie aspiracje scenariopisarskie, dramatopisarskie bądź pisarskie w ogóle, powinniście obejrzeć ten film dwa razy. Pierwszy raz, żeby się pośmiać i pobawić, bo to fajna komedia. Drugi raz, żeby przeanalizować jej prostą jak drut i doskonale wykorzystaną przez Allena konstrukcję.

Czytaj resztę wpisu »


W niemym kinie więcej widać

Oglądanie filmów albo telewizji bez dźwięku nie jest zabawą dla każdego. Większości ludzi nie będzie się to podobało. Będą się nudzili, będzie im czegoś brakowało, będą zirytowani zakłóceniem percepcji, do której przyzwyczaili się od lat.

Ja lubię oglądać ruchome obrazy bez dźwięku. Najlepiej ogląda mi się w ten sposób filmy, które mi się podobają i które podziwiam. Dla kogoś zainteresowanego filmową kuchnią to doskonały sposób na przyjrzenie się filmowi, na uważne zobaczenie zdjęć, scenografii, montażu a przede wszystkim aktorów.

Tak! Aktorstwo na niemo zyskuje zupełnie nowy wymiar.

Czytaj resztę wpisu »


Public Enemies (Wrogowie Publiczni)

public_enemiesNie będzie to recenzja filmu. Nie ukrywam, że zarówno reżyser Michael Mann, operator Dante Spinotti oraz aktor Johnny Depp to moi ulubieńcy. Wszystkie ich filmy mi się podobają i na wszystkie za każdym razem czekam z niecierpliwością.

Szczególnie Michael Mann to reżyser, którego lubię i podziwiam. Robi porządne, męskie, emocjonujące kino i nigdy nie schodzi poniżej poziomu nieosiągalnego często dla wielu innych filmowców.

Przy okazji „Wrogów publicznych” chciałbym zwrócić uwagę na kilka spraw fachowych. Szczególnie jeśli czytają to jacyś filmowcy, przyszli filmowcy albo ludzie interesujący się robotą filmową.

Czytaj resztę wpisu »


Narzeczony mimo woli (The Proposal)

narzeczony mimo woliJa jednak zdecydowanie wolę dobre rzemiosło od wątpliwej sztuki. Tego filmu nie będzie się pamiętać przez lata. Nie dostanie Oskara, ani żadnej innej szacownej nagrody. Ten film powstał tylko z jednego powodu. Żeby dać sto minut dobrej rozrywki tym, którzy lubią komedie romantyczne. I dał.

Dobre rzemiosło w „Narzeczonym mimo woli” widać na każdym kroku. Scenariusz, scenografia, zdjęcia, kostiumy, aktorstwo — wszystko na swoim miejscu. Nie ma w tym filmie niczego odkrywczego, niczego przełomowego, nieoczekiwanego, oryginalnego. Za to wszystko jest na swoim miejscu i jest zrobione na prawdę fachowo. Nie jest to takie częste we współczesnych filmach.

Właściwie nie ma powodu, żeby pisać o tej komedii. To klasyczna rozrywka w stylu obejrzeć, pobawić się, zapomnieć. Mam jednak jeden powód. Jest to MODELOWY przykład gatunku „komedia romantyczna”. Struktura, budowa postaci, konwencja, przebieg fabularny — wszystko jest tak, jak ma być w tym gatunku.

Jeśli więc ktoś chce napisać, czy wyreżyserować komedię romantyczną, powinien ten film zobaczyć i dokładnie przeanalizować. Jeśli ktoś nie lubi komedii romantycznych, powinien się trzymać od tego filmu jak najdalej. Ja lubię. I, oglądając „The Proposal”, bardzo dobrze się bawiłem.


Walkiria (Valkyrie)

walkiria_plakatTrudno piekarza zachwycić chlebem, szewca butami, czy stolarza meblem. Ja mam podobny problem. Niewiele filmów z ostatnich lat mnie rzeczywiście zachwyciło. Niewiele było takich, które naprawdę zrobiły na mnie wrażenie perfekcyjną robotą filmową, dramaturgią, reżyserią i aktorstwem. Niestety, taki fach (i takie czasy dla filmu).

Kiedy więc trafia się rodzynek, zasługuje na to, żeby o nim napisać. Dlatego piszę o „Walkirii”. Nie sądziłem, że ten film mi się spodoba. Nastawiałem się na kolejny historyczny bryk opowiadający o jednym z najjaśniejszych momentów w mrocznej historii hitlerowskich Niemiec. Tymczasem obejrzałem pasjonujący dramat o ludziach, którzy stanęli przed najważniejszym wyborem w swoim życiu. Obejrzałem świetny film.

Czytaj resztę wpisu »