„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów.” (Albert Einstein)archiwum cytatów

Puenta

Puenta to coś do niedawna bardzo poszukiwanego.

A szukali tego wszyscy. Szukali jej poeci, powieściopisarze, dramaturdzy, satyrycy, twórcy piosenek i ludzie piszący libretta do oper, czy music-halli.

Szukali też puenty scenarzyści filmowi i telewizyjni. Szukali jej uporczywie, stale i namiętnie. Bo do niedawna uważano ją za coś niezwykle cennego i ważnego.

Coś w rodzaju kruszcowego samorodka, albo diamentu znalezionego przypadkiem w dnie mulistego ścieku. Puenta była w cenie, była pożądana i wyczekiwana.

Chciała jej publiczność. Bawiła się nią i uważała, że bez porządnych puent nie ma co płacić za bilet do kabaretu, teatru, kina, czy w jakiekolwiek inne miejsce, gdzie za wejście nieopatrzenie żądano biletu.

Puenta była królem i królową jednocześnie.

Była.

Ale się zmyła.

Czytaj resztę wpisu »


Drugie urodziny bloga

Drugie urodziny to żadne urodziny.

I nie zamierzam ich tu jakoś szczególnie celebrować. Dwójka nie jest numerkiem, który szczególnie mnie kręci. Ot, po prostu dwójka.

Dokładnie 8 kwietnia 2009 zarejestrowałem domenę „piotrweresniak.com” i zacząłem dodawać wpisy do tego bloga. Nie wiedziałem, po co to robię. Nie wiedziałem też, jakich intelektualnych przygód mi to dostarczy.

A dostarczyło.

Nic tak nie porządkuje we łbie jak pisanie bloga. Nic tak nie porządkuje myśli jak proces ich zapisywania i natychmiastowej publikacji.

Nigdy nie kombinowałem, żeby mieć „czytalność”, klikalność, popularność czy oglądalność na tym blogu. Od początku było wiadomo, że będzie to pisanie elitarne i niszowe. Dla wąskiej grupy ludzi interesujących się ezoterycznymi zagadnieniami budowania narracji, pisania, konstruowania fabuł i filmowania.

I dobrze. Szeroka publiczność ma być w kinie (i jest :-). Tutaj piszę dla siebie, żebym nie zapomniał i jeszcze dla paru osób, które są zainteresowane mniej więcej tym co ja.

Dlatego nie przestanę. Nie przestanę, bo czuję że mam WYMIERNE korzyści z pisania tutaj. I czuję, że najprawdopodobniej inni też je mają.

Teraz trochę statystyk.

Czytaj resztę wpisu »


Po co piszesz?

Dzisiejsze czasy tym się różnią od dawnych czasów, że zdumiewająca część populacji umie pisać i czytać.

Dla większości ludzi umiejętność ta pozostaje wprawdzie kompetencją całkowicie zapomnianą i nieużywaną. Zdarzają się jednak jednostki, które robią z niej użytek.

Niektórzy nawet nie tylko czytają, ale nawet PISZĄ. Piszą więcej niż kilka prostych zdań. Piszą wiersze, opowiadania, powieści, blogi, scenariusze, czy, nie daj Boże, przelewają na papier (lub częściej HTML) własne przemyślenia na różne tematy.

Po co to robią? Po co ludzie piszą?

O tym będzie ten wpis, bo mimo, że pachnie tu oczywistością, to uważam, że to sprawa ważna.

Czytaj resztę wpisu »


Błędy początkujących scenarzystów

Czasami dostaję od Was sugestię nowych wpisów. I muszę przyznać, że bardzo to sobie cenię. Nie jestem Duchem Świętym i nie zawsze mam pomysł na nowy wpis, który zainteresowałby czytających i był dla nich jakąś sensowną wartością. A tak właśnie widzę istotę pisania tego bloga.

Tak więc wszelkie Wasze sugestie i pytania są zawsze mile widziane. Oto jedna z takich sugestii:

„Panie Piotrze, czy Pan czyta czasem scenariusze nowicjuszy, amatorów, żółtodziobów? Jeśli tak, to czy mógłby Pan wypunktować najczęściej popełniane błędy? Gdzieś wyczytałem, że nowicjusze piszą rozlazłe scenariusze, bez zasad dramaturgii, jakieś autobiograficzne historie lub na tematy, o których nie mają pojęcia, bez przygotowania (research’u).” (komentarz ZiKo do jednego z wpisów)

Czytam takie scenariusze. Nie zawsze do końca, ale czytam. Sam też kiedyś byłem początkującym scenarzystą i dokładnie pamiętam, jak wtedy pisałem i kombinowałem. Dlatego ten wpis będzie o najczęstszych ułomnościach scenariuszy pisanych przez debiutantów.

I wiek piszącego nie ma tu nic do rzeczy. Nie są to błędy MŁODYCH scenarzystów. Czasami autor nie jest już wcale młody, ale zaczynając przygodę ze scenopisarstwem popełnia zazwyczaj te same błędy. To ciekawe, że błędy początkujących są zwykle podobne i właściwie ZiKo wymienił je wszystkie w swoim krótkim komentarzu.

A więc do rzeczy. Oto najczęstsze błędy początkujących scenarzystów:

Czytaj resztę wpisu »


O czym opowiadać – czyli pytanie zasadnicze

Łatwo jest zrobić film. Wystarczy trochę grosza, dobry scenariusz, głowa na karku i fachowa ekipa filmowa.

Dużo trudniej jest zdobyć dobry scenariusz. Tego towaru jest mało na wolności. Głównie dlatego, że trudno taki scenariusz napisać. Nie jest to jednak niemożliwe. Dlatego raz na jakiś czas gdzieś w świecie pojawia się taki tekst i powstaje z niego niezły film.

Napisać dobry scenariusz jest łatwo, jak się ma dobry temat, trochę umiejętności i talent. Z tych trzech rzeczy najbardziej unikalna jest ta pierwsza: dobry temat.

I tu dochodzimy do tytułowego pytania zasadniczego: O czym opowiadać?

Jeśli uważasz się za „Wielkiego Artystę” nie czytaj dalej tego wpisu. Nie jest dla ciebie. „Wielcy Artyści” nie zadają sobie takiego pytania. Oni zawsze wiedzą o czym chcą opowiadać. Zazwyczaj zresztą opowiadają o sobie. Jednemu na milion się udaje i z „Wielkiego Artysty” zostaje po prostu wielkim artystą. Dostaje Nobla, Oskara, Bookera, Palmę albo Niedźwiedzia, czy co tam jeszcze i w końcu staje się nieśmiertelny. Jeden na milion.

Czytaj resztę wpisu »


Źródełko inspiracji, które nigdy nie wysycha

„Z pustego i Salomon nie naleje.” Znacie to porzekadło? Znacie. (Ale na pewno nie znacie: „Na pochyłe drzewo to i Salomon nie naleje.” albo: „Dopóki dzban wodę nosi, dopóty do niego Salomon nie naleje.” ;-)

Ale nie o trawestacjach znanych porzekadeł chciałem dzisiaj napisać, tylko o inspiracji. Znowu o inspiracji, bo to ważne.

Inspiracją dla autora opowieści dramaturgicznych może być wszystko – przyroda, dzieło sztuki, smak, zapach, nowe przeżycie, nowa sytuacja, czyjeś ciekawe przemyślenie albo gazetowy news.

Dla mnie najważniejszą inspiracją są zawsze inni ludzie. Poznawanie ich, wchodzenie w ich życie, w ich intymność, poznawanie ich życiorysów i tego wszystkiego, co najbardziej skryte i prywatne.

To mnie zawsze najbardziej inspiruje. Może to straszne, ale tak już mam.

Czytaj resztę wpisu »


Coś dla ciała, coś dla du**y

Jakiś czas temu pisałem tutaj o bólu kręgosłupa. Jest on zdaje się nieunikniony dla kogoś, kto dużo pracuje na siedząco. A ja tak właśnie często pracuję.

Doszedłem zatem do wniosku, że oprócz zaaplikowania sobie odpowiedniej dawki ruchu, który jest najlepszym lekarstwem na wszystko, kupię sobie dobry fotel do siedzenia przed ekranem komputera.

Nigdy nie miałem dobrego fotela. Zawsze siedziałem na czym popadło. I to, zdaje się, nie było rozsądnym pomysłem. Po napisaniu niezliczonej ilości scenariuszy filmowych i dwóch powieści, sytuacja dojrzała do zmian. A właściwie stan mojego kręgosłupa dojrzał do radykalnych decyzji.

I z taką myślą rozpocząłem moje desperackie, internetowe polowanie na „dobry fotel”.

W końcu go znalazłem i kupiłem.

Właśnie na nim siedzę. Siedzę na nim od paru tygodni i muszę się z Wami podzielić moimi wrażeniami z tego siedzenia.

Czytaj resztę wpisu »