„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów.” (Albert Einstein)archiwum cytatów

Co kamera lubi

Słyszeliście zapewne takie powiedzenie, że „kamera kogoś lubi”.

Mówi się tak zazwyczaj o osobie „fotogenicznej”, która wyjątkowo dobrze i zupełnie nie wiadomo dlaczego rejestruje się na materiale video.

Ale kamera lubi nie tylko niektórych ludzi. Kamera ma to do siebie, że lubi różne rzeczy. I niektóre zjawiska oraz sytuacje filmują się dobrze, a inne nie. Taką to już dziwną przypadłość ma to urządzenie rejestrujące wymyślone ponad 100 lat temu przez braci Lumiere.

Co zatem dobrze wychodzi w kamerze? Na co warto ją kierować? I czy zawsze warto na to, co „dobrze w niej wychodzi”?

Otóż nie zawsze. Bo kamera lubi czasami rzeczy, których pokazywanie nie jest sensowne (szczególnie w nadmiarze).

A więc do rzeczy:

Czytaj resztę wpisu »


Dzieciom nie wciśnie się kitu…

Dzieciom nie wciśnie się kitu – dorosłym można go wciskać bez końca.

I to jest podstawowa różnica pomiędzy dzieckiem a dorosłym z punktu widzenia filmowca. A ponieważ mam dzieci i jestem filmowcem, to wiem, co mówię (i mówię, co wiem).

Dzieci uwielbiają bajki. I nie trzeba być ani ojcem, ani filmowcem, żeby ten jakże prosty fakt skonstatować i przyswoić. Ciekawe jest co innego – JAK dzieci te bajki odbierają.

Otóż odbierają je zupełnie INACZEJ niż dorośli.

Gwoli ścisłości powinienem teraz podać moją definicję dziecka. Otóż dziecko to mały człowiek w wieku jednocyfrowym. Dzieci w wieku dwucyfrowym do liczby 20, to nastolatki – taka faza przejściowa między dzieckiem a dorosłym, bardziej już zbliżona do dorosłego. „Człowieki” w wieku 20 lat i powyżej są już biologicznie dorosłe i przez to mniej ciekawe.

Wróćmy zatem do dzieci.

Czytaj resztę wpisu »


Funny People – słodko-kwaśna komedia

Trafiłem na ten film wczoraj, przypadkiem na Canal+ Film HD. Ponieważ było dość późno, nie liczyłem, że dotrwam do końca. Tym bardziej, że do Adama Sandlera zawsze miałem stosunek dość skomplikowany.

Jednak dotrwałem. A skoro piszę tu o tym filmie, musiało mi się w nim coś spodobać, coś mnie widać ujęło i uznałem, że warto skrobnąć te parę słów.

Otóż, bawiłem się świetnie prawie do pierwszej w nocy.

„Funny People” to ciekawy przykład ile różnych rzeczy można zmieścić w jednej komedii. To przykład jak pojemna może być ta konwencja. W przypadku tego filmu okazała się pojemna do granic wytrzymałości.

Jest tu sporo dowcipu słownego, sporo gagów sytuacyjnych, czasem z pogranicza slapsticku. Są też sprawy poważne, wydawałoby się zupełnie nie pasujące do komedii. Jest ciężka choroba, jest wzruszająca opowieść o samotności, jest obraz rodziny na skraju rozpadu, jest niespełniona miłość, jest trudna męska przyjaźń, jest studium tego, co daje i odbiera medialna popularność.

Przyznacie, że to sporo jak na jedną komedię.

Są też zaskakująco dobre i nowoczesne zdjęcia, jest starannie wybrana scenografia i kostiumy – a to w komediach rzeczy nieczęste.

Świetnie jest to napisane, wyreżyserowane i zagrane. Szczególnie polecam właśnie aktorstwo w tym filmie. WSZYSCY grają tu w dychę.

Od jakiegoś czasu mój ambiwalentny stosunek do Adama Sandlera ewoluuje. Po tym filmie już tego gościa lubię ;-)

Polecam tę komedię.


Wszystko w porządku (The Kids Are All Right)

Ten film nie spodoba się każdemu, bo nie jest to film dla każdego.

To film dla dorosłych, którzy lubią kameralne, dobrze napisane historie o uczuciach, rodzinie i namiętnościach dziejących się wśród dorosłych.

Ten film nie nadaje się dla dzieci nie tylko dlatego, że są tu sceny erotyczne, których nie powinny one oglądać. To klasyczny film dla ludzi, którzy mają za sobą parę ważnych doświadczeń w życiu. Takich jak miłość, posiadanie dziecka, własna rodzina i tym podobne zjawiska nie znane niepełnoletnim (kalendarzowo i mentalnie).

Ja takie filmy wprost UWIELBIAM. Lubię filmy o dorosłych i dla dorosłych nie tylko dlatego, że są tak rzadkie w dzisiejszych zdziecinniałych czasach. Lubię je dlatego, że miłość, rodzina i stosunki w niej panujące to najważniejszy z tematów nadających się na film.

Nic nie jest ważniejsze dla ludzi niż wymienione wyżej sprawy. A żaden temat nie jest bardziej godzien filmu, niż to, co jest najważniejsze.

Czytaj resztę wpisu »


A jednak Umberto Eco miał rację

Pamiętacie „Imię róży”? To fajny film i niezła książka. Solidny kryminał ozdobiony smacznym, średniowiecznym sosem, który w książce przyjmuje rozmiary całkiem sporego mediewistycznego wykładu o heretykach, inkwizycji, katolicyzmie i obyczajowości średniowiecznej Europy.

Ale oczywiście najsmaczniejsza jest intryga kryminalna. Bez niej nie byłoby ani tej powieści, ani filmu.

Dlaczego przywołuję to dziełko?

Bo doświadczyłem ostatnio czegoś ciekawego na własnej skórze. I to coś zmieniło moją perspektywę patrzenia na książkę Umberto Eco. Po wielu latach od jej przeczytania.

Otóż, zawsze uważałem napęd dramaturgiczny tej historii za najsłabsze jej ogniwo. Intuicja mówiła mi, że motywacja działania zabójcy w tej powieści (i filmie) jest mocno wątpliwa i mało wiarygodna dla współczesnego odbiorcy. Teraz wiem, że się myliłem. I pozwólcie mi wyłuskać dlaczego.

Czytaj resztę wpisu »


The King’s Speech – Jak zostać królem (i zgarnąć wszystkie nagrody)

To właściwie bardzo proste. Niemal tak samo proste jak zrobić komedię, na którą ludzie walą do kina drzwiami i oknami. Wystarczy, że jest śmieszna.

Podobnie z Królem i nagrodami. Wystarczy zrobić porządny, dobrze opowiedziany, sensowny film o czymś.

I deszcz nagród gwarantowany. Najpierw Złote Globy, teraz BAFT’y, a za chwilę Oscary. Wszystko dla Króla. Bo to film tak normalny, że aż wyjątkowy.

Jego normalność polega na tym, że nie jest to pretensjonalne, pseudoartystyczne, hermetyczne, udawane, udziwnione, egzaltowane coś, czym zachwycają się ci, co myślą, że się znają na sztuce.

To prosta opowieść o facecie, który miał pewien problem.

Jego „pewien problem” w wyniku splotu przypadków nagle stał się problemem ogólnonarodowym, a z czasem nawet ogólnoświatowym.

I facet musiał ten problem w sobie pokonać. Musiał walczyć. Musiał stanąć na wysokości zadania.

Czytaj resztę wpisu »


Due Date (Zanim odejdą wody) – niewiarygodna komedia

Film jest komedią wtedy, gdy jest śmieszny. Nie wtedy, gdy twórcy go tak nazwą.

Film jest niewiarygodny wtedy, gdy trudno uwierzyć w opowiadane perypetie. Nie wtedy, gdy słowo „niewiarygodny” jest użyte w znaczeniu marketingowym.

Ten film zdecydowanie jest komedią i jest mocno niewiarygodny.

Ale czy komedia musi być wiarygodna?

Otóż nie. Nie musi. I ten film jest tego najlepszym dowodem. Dlatego o nim piszę, bo to ciekawy, kliniczny niemal przypadek całkowicie niewiarygodnej, ale bardzo śmiesznej komedii.

Zaczyna się zupełnie normalnie. Uporządkowany, racjonalny pracoholik z blututem w uchu jedzie na samolot, by dolecieć na poród swojej żony. Śpieszy się, bo kobita właśnie za chwilę rodzi.

Czytaj resztę wpisu »