Oglądanie nieudanych filmów
Opublikowane: 16 sierpnia 2011 Filed under: Filmy, Scenopisarstwo | Tags: analiza, błędy, dramaturgia, film, filmowanie, kino, porażka, reżyseria, Scenopisarstwo, wnioski 13 KomentarzyOglądam sporo filmów.
Zawsze tak miałem, a ponieważ zacząłem oglądać o wiele wcześniej niż kręcić, to wnioskuję, że oglądam filmy z jakichś innych powodów niż zawodowe. Może po prostu lubię oglądać filmy.
Oglądam filmy bardzo różne. Właściwie można z czystym sumieniem napisać, że oglądam WSZYSTKIE filmy, na jakie uda mi się trafić. I te rozrywkowe, i te tzw. „ambitne”. Oglądam filmy dokumentalne, komedie, dramaty i te filmy całkiem awangardowe, „artystyczne”. Oglądam filmy dla dzieci i dla młodzieży. Oglądam seriale, sitkomy i telenowele. Oglądam filmy krótkie i amatorskie. Oglądam filmy polskie, amerykańskie i wszystkie inne, jakie tylko wpadną mi w ręce.
Oglądam filmy najnowsze, oglądam czasem i te starsze.
Oglądam filmy udane, ciekawe i pasjonujące.
Oglądam też sporo filmów nieudanych, nudnych i źle zrobionych.
Tych ostatnich jest dość sporo. Już od pierwszych minut potrafię rozpoznać nudny film. Każdy prawie to potrafi. Czasami więc oglądam tylko kilka pierwszych minut. Mniej więcej dziesięć do dwudziestu. Czasami jednak decyduję się na obejrzenie całego nieudanego filmu.
To bardzo cenna nauka dla filmowca.
Nieznośne poczucie bezpieczeństwa
Opublikowane: 10 sierpnia 2011 Filed under: Polityka, Życie | Tags: bezpieczeństwo, człowiek, londyn, natura ludzka, nuda, poczucie bezpieczeństwa, przemoc, wojna, zamieszki 24 Komentarze
Zamieszki w londyńskim Hackney 8 sierpień 2011 (fot. Peter Macdiarmid/Getty)
Pozwólcie, że napiszę parę akapitów o tym, co teraz dzieje się w Londynie i innych dużych miastach szacownej, starej, dostatniej, bezpiecznej i wysoko rozwiniętej Wielkiej Brytanii.
A dzieją się tam bardzo ciekawe rzeczy. Otóż pewna całkiem spora i różnorodna grupa ludzi postanowiła trochę tam porozrabiać. Szabrują sklepy i mieszkania, palą samochody i całe budynki. A ile mają przy tym frajdy, to już tylko można zobaczyć w TV i na zdjęciach w sieci.
Mądre głowy zaczęły już kombinować, skąd ten nagły wybuch agresji, zniszczenia i anarchii. Ci bardziej na lewo wspominają coś o wykluczeniu, rasizmie i cięciach w angielskim socialu. Ci bardziej na prawo mówią o zaniedbaniach w wychowaniu, klęsce multikulturalizmu, zgubnym wpływie cynicznych, ateistycznych mediów i porzuceniu młodzieży zarówno przez szkołę jak i rodziców. Liberałowie i ekonomiści mówią o kryzysie finansowym, o demoralizującym socialu i bezrobociu dotykającym głównie młodzież.
Znany polski socjolog Zygmunt Bauman pisze o rozdętym do granic absurdu konsumeryzmie, przez który to całe zamieszanie na wyspach. Pisze o sfrustrowanych ludziach wykluczonych z misterium kupowania, którzy postanowili pójść na zakupy z koktajlami Mołotowa zamiast z kartami kredytowymi.
I wszyscy ci komentujący w zasadzie mają rację.
Ale jest jeszcze coś.
Peregrynacje po upadłych imperiach
Opublikowane: 31 lipca 2011 Filed under: Miejsca | Tags: cannes, francja, jedzenie, kuchnia, lazurowe wybrzeże, podróże, podróżowanie, prowansja, sirmione, Wakacje, wenecja, werona, wrażenia, włochy, zwiedzanie 9 KomentarzyWróciłem.
Na początku mieliśmy tylko cel podróży. Wiedzieliśmy, że jedziemy do najdziwniejszego, najpiękniejszego i najoryginalniejszego miasta świata. Do Wenecji.
Żadnego planu na potem nie było. Mieliśmy zdecydować w drodze. W dawnej stolicy upadłego imperium Republiki Weneckiej mieliśmy pobyć dwa, może trzy dni. Więcej nie trzeba. Szczególnie jeśli było się już w tym mieście wcześniej. Potem mieliśmy sobie pojechać, gdzie nas GPS poniesie.
I poniósł.
Wystarczył samochód, trochę rzeczy, namiot, materac dmuchany i kilka niewielkich kartoników z napisem „visa”, „mastercard”, „maestro”. Tyle wystarczy aż nadto.
Potrzeba jeszcze trochę chęci, żeby ruszyć d**ę z domu. Trochę chęci, żeby udać się w nieznane, na niepewne. W takiej podróży nie wiadomo, gdzie się będzie spać tej nocy i gdzie pojedzie się po śniadaniu. Nic nie jest przygotowane, zaplanowane i zarezerwowane.
Po prostu się jedzie.
Trochę prostej buchalterii w szołbiznesie
Opublikowane: 26 czerwca 2011 Filed under: Scenopisarstwo, Życie | Tags: czas, decyzja, kino, konkurencja, konsument, pieniądze, rozrywka, Scenopisarstwo, showbiznes, życie 20 KomentarzyDzisiaj będzie o cyferkach, pieniądzach, wolnym czasie i niełatwych decyzjach jakie muszą podjąć „Zwykli ludzie™” w kwestii rozrywki.
Otóż bilet do kina kosztuje około 25 złotych. Czasami trochę więcej, czasami trochę mniej, ale nie o hiper-precyzję tu chodzi, ale o pokazanie pewnego zjawiska, z którego nie każdy twórca zdaje sobie do końca sprawę.
No więc, wjazd do kina to 25 złotych. Dla dwóch osób (bo samotne chodzenie do kina nie jest normalne) to już 50 złotych. Do tego coś do picia, jakiś popcorn, chipsy, chrupki i całkiem łatwo jest dojechać do 100 złotych.
A jest to tyko JEDEN wieczór i wcale nie jest pewne, że będzie to dobra zabawa. Nie każdy film w kinie ją niestety gwarantuje.
Za 25 złotych (bilet do kina) można mieć wielką pizzę. Za drugie tyle można mieć dwa napoje. Dwie osoby się najedzą, a co się przy tym nagadają to ich.
Za 25 złotych można mieć 8 piw. Za następne 25 złotych można mieć kilogram kiełbasy. Ten zestaw pasuje do grilla idealnie. A nieudany grill to rzecz w naszym kraju BARDZO rzadka.
Za 25 złotych można mieć 0,5 litra wódki albo jedno całkiem pijalne wino. Za 50 złotych można mieć już butelkę DOBREGO wina. Znam takich, którym to wystarczy do świetnej zabawy przez cały wieczór. Oczywiście trzeba być dorosłym, mieć pozwolenie mamy i nie siadać po alkoholu za kierownicę.
Za 50 złotych (2 bilety do kina) można mieć płytę DVD z ulubionym filmem. Za trochę więcej można mieć płytę BD i cieszyć się pełną rozdzielczością HD przez resztę życia.
Za równowartość czterech do sześciu kinowych biletów można mieć najnowszą grę na Playstation 3 (albo inną platformę) i cieszyć się tą gierką przez WIELE długich wieczorów. A kilka tytułów jest naprawdę godnych uwagi.
Za 30 do 50 złotych można mieć książkę. Jeśli powieść jest dobra, zapewni nam doskonałą rozrywkę na kilka do kilkunastu wieczorów.
Za równowartość dwóch biletów do kina można sobie kupić płytę CD z ulubioną muzą i puszczać ją sobie kiedy tylko dusza zapragnie.
Za 50 – 100 złotych można sobie pójść do teatru. Znam takich, dla których to świetna rozrywka.
Telewizja jest PRAWIE za darmo. Wystarczy nauczyć się wytrzymywać jakoś bloki reklamowe. Znam takich, którzy kochają telewizję i nie wyobrażają sobie bez niej życia.
Jest też sporo rozrywek zupełnie darmowych. Tak naprawdę największe przyjemności w życiu zazwyczaj są darmowe, trzeba tylko odpowiednio o nie zadbać i poświęcić im chwilę czasu.
No właśnie – czas.
„Zwykły człowiek™” ma nie tylko ograniczoną ilość kasy. Ma również ograniczoną ilość czasu przeznaczonego na rozrywkę.
Co wybierze? Na co się zdecyduje? Komu lub czemu poświęci swój czas i swoje cenne 25 złotych.
Wybór nie jest dzisiaj łatwy, bo możliwości spędzenia miłego wieczoru jest sporo. Twój film nie konkuruje tylko z innymi filmami w kinie. Konkuruje ze wszystkim wymienionym powyżej przyjemnościami, a wcale wszystkiego nie wymieniłem.
I teraz drogi scenarzysto, reżyserze, producencie, autorze odpowiedz sobie na pytanie: Jaki film zrobić, napisać, wymyślić, wyreżyserować, żeby wygrać tę morderczą konkurencję?
Trudne pytanie.
Dlatego tak wielu od niego ucieka.
Ludowe afro-latynoskie granie do tańca – Cesaria Evora
Opublikowane: 20 czerwca 2011 Filed under: Aktualności, Inne | Tags: Cesaria Evora, folk, folklor, koncert, muzyka, sztuka ludowa, wrażenia 13 Komentarzy
Byłem wczoraj na warszawskim koncercie Cesarii Evory w Sali Kongresowej.
Sala była pełna, koncert bardzo udany, ludzie bawili się świetnie, Cesaria w dobrej formie, wypaliła jednego papierosa, dała jak zwykle jeden bis, jak zawsze nie miała butów i dostała owację na stojąco.
Pyszny był również surrealizm całej sytuacji. Bosa, ludowa artystka z portowych tawern Wysp Zielonego Przylądka występowała w kapiącej marmurem, plafonami i zdobieniami Sali Kongresowej. Grała starą, folkową muzykę taneczną dla ludzi uwięzionych w ciasnych rzędach foteli. Śpiewała dla ludzi, którzy mimo, że bardzo chcieli, nie mogli tańczyć.
A szkoda. Bo to muza z prowincjonalnych potańcówek i z wiejskich wesel. To proste, żywiołowe, czasami sentymentalne granie, przy którym trzeba się bawić, jeść, pić, szaleć i tulić się do partnerki w tańcu. Taki jest rodowód tej muzyki. Taka jest funkcja każdej muzy ludowej, folkowej, wsiowej, folklorystycznej bez względu, z której części świata pochodzi.
Ile literek dziennie można wystukać
Opublikowane: 10 czerwca 2011 Filed under: Kreatywność, Scenopisarstwo | Tags: Alchemia Kreatywności, decyzja, Kreatywność, pisanie, pomysł, Scenopisarstwo, selekcja, twórczość 31 KomentarzyTen wpis ma 1326 znaków. Sporo.
Standardowy SMS to maksymalnie 160 znaków. Wiadomość na Twitterze to tylko 140 znaków.
Ale bywają dłuższe teksty. Scenariusz 40 minutowego odcinka serialu to około 40 tysięcy literek. Scenariusz filmu fabularnego to 100 000 znaków – plus-minus 20 tysięcy.
Powieść to 400 tysięcy do 800 tysięcy liter, ale tu rozrzut bywa spory i w jedną, i w drugą stronę.
Ile dziennie można napisać?
Różnie.
Czasami piszę 5 tysięcy znaków. Czasami 10 tysięcy. Czasami 2 tysiące. Czasami nic. Raz zdarzyło mi się napisać 20 tysięcy znaków i było to STRASZNE doświadczenie. Nigdy więcej tego nie zrobię.
Łatwo policzyć, że pisząc średnio 10 tysięcy znaków dziennie, powieść można napisać w dwa miesiące, scenariusz fabuły w 10 dni, a odcinek serialu w 4 dni.
Znane są przypadki, że scenariusz fabuły pisano w dwa tygodnie i na kanwie takiego tekstu powstawał ważny film.
Sęk w tym, że wklepywanie literek w klawiaturę nie ma żadnego znaczenia. To potrafi każda średnio rozgarnięta małpka.
Pisanie to coś ZUPEŁNIE innego, niż ZAPISYWANIE.
Dlatego tygodniami zdarza mi się nic nie zapisywać, ale pisać bezustannie.
Bo żeby coś było godne zapisania, siedzenia na d*pie i klepania w klawiaturę, najpierw musi zostać wymyślone. A potem musi przejść przez gęste sito selekcji: warto zapisać, czy nie.
W 99 przypadkach na 100 – nie.






